Nie ma już mikrostacji. Narciarze nie przyjeżdżają w Góry Kaczawskie. Pozostał krajobraz. Niby ten sam widok. A jednak inny. Te obrazy powstały na podstawie fotografii wykonanej z samolotu, którym leciałem nad Łysą Górą w 1990 roku. Zdjęcie ukazywało szczyt, stoki i Grzbiet Południowy Gór Kaczawskich — tak w rzeczywistości wyglądają te tereny.Tu przez lata jeździliśmy na nartach. Dziś praktycznie pozostało tylko schronisko na szczycie.
Podpory nieczynnych wyciągów zapewne wkrótce znikną. Nie będzie już słychać stukotu orczyków, chrobotu nart na sztucznym śniegu, pracy armatek ani ratraka rysującego o świcie najpiękniejszy na świecie wzór — śnieżny sztruks, który przyprawiał narciarzy o zachwyt. Bar zamknięty. Herbaty już tu nie wydają. Ale krajobraz pozostał. Wracamy do natury. Jest cisza — przejmująca, głęboka. Jest słońce, niebo i widoki jak dawniej, jak zawsze.
Ostało się schronisko — pięknie wtopione w pejzaż, w miejscu, skąd rozciąga się panorama na Kotlinę Jeleniogórską i Karkonosze w tle. Widoki uznawane przez podróżników za jedne z najpiękniejszych. Dziś cisza. Ale może kiedyś drzwi jadalni na szczycie znów otworzą się dla zmęczonych wędrowców przemierzających piękne Góry Kaczawskie. To zaledwie 10 kilometrów od Jeleniej Góry. Te obrazy to spokój. To piękno gór nad naszym miastem. Pójdźmy tam jeszcze. Choćby na spacer.