Pomysł budowy wyciągów w Górach Kaczawskich zakiełkował już w czasie stanu wojennego. Karkonosze zostały wówczas zamknięte dla naszej Szkoły i Klubu. Pewnego dnia autokary wiozące uczestników nie pojechały do Szklarskiej Poręby. Zamiast tego skręciły w stronę Legnicy. W autobusie panowały cisza i zdziwienie.
Po kilkunastu minutach zza zakrętu wyłoniła się Łysa Góra — szeroki, odsłonięty stok, trochę surowy, trochę zwyczajny. Pan Stanisław Rażniewski wysiadł, popatrzył długo i powiedział:
— Tu wybudujemy wyciągi.
Niektórzy się uśmiechnęli. Góra była niska. Nie było żadnej infrastruktury — tylko przestrzeń i wiatr. Ale on widział już coś więcej.
Montaż-wizualizacja. Zdjęcie lotnicze wykonane w 1990 roku + wybudowane w 2004 roku schronisko (pierwotnie budynek socjalno-biurowy), które otrzymało III nagrodę w konkursie na najładniejszy obiekt architektoniczny w okolicach Jeleniej Góry (w ramach „Karkonoskich Spotkań Architektonicznych”). Faktyczną sytuację budynku zaznaczono żółtym prostokątem.
Fot. Michał Rażniewski. Zobacz więcej ➡️
Kilka lat później Łysa Góra już tętniła życiem.
Ta galeria to opowieść dokumentalna obrazami — nie tylko o tym, jak wyglądały pierwsze stoki i wyciągi, na których Aesculap prowadził zajęcia, ale przede wszystkim o tym, jak ten teren zmieniał się z każdym rokiem. Zobaczysz tu:
unikalne fotografie z pierwszych wyjazdów na Wiciarkę w Jakuszycach, Jagniątków i Ulimkę w Dziwiszowie,
obrazy z budowy pierwszych podpór orczyka "Fampa" na Łysej Górze,
obrazy z budowy kolejnych wyciągów, budynków,
sekwencje zdjęć z kolejnych lat — od 1990, przez 1995, aż po 2006 rok,
momenty, kiedy stok już tętnił życiem — narciarze, zawody, armatki śnieżne i sportowe emocje.
To historia inna niż zwykła galeria zdjęć — to narracja o ludziach, pasji i pracy, zapisana w klimacie dawnych slajdów i migawkach czasu. Tu zdjęcia mówią więcej niż tysiące słów.
Łysa Góra w 1990 roku - zdjęcie lotnicze. Fot. Michał Rażniewski. Zobacz więcej ➡️
Jagniątków - stok pod Szerzawą
Jagniątków - stok pod Szerzawą
Dziwiszów - Ulimka
Na Łysej Górze próbowano kiedyś także bardzo nietypowej atrakcji. W latach 2007–2008 w obrębie mikrostacji uruchomiono tor do zorbingu – widowiskowej i dość ekstremalnej rozrywki, która w tamtym czasie zdobywała popularność w różnych miejscach świata. Na stoku wykopano długi, głęboki rów z łagodnymi zakrętami, tworząc naturalny tor prowadzący w dół zbocza.
Po jego dnie toczyła się duża, przezroczysta kula z wytrzymałego tworzywa sztucznego. W jej wnętrzu znajdowała się uprząż dla uczestnika, a sama konstrukcja – złożona z dwóch warstw powietrznych komór – amortyzowała wstrząsy i utrzymywała odpowiednią stabilność podczas zjazdu. W teorii wszystko było więc zaprojektowane bardzo „inżyniersko”. W praktyce jednak dla siedzącego w środku śmiałka oznaczało to serię energicznych obrotów i sporą dawkę adrenaliny.
Kula ruszała z górnej części stoku i – ku radości publiczności – z rozpędem toczyła się w dół krętym torem. Jedni widzowie obserwowali to z rozbawieniem, inni z lekkim niedowierzaniem, zastanawiając się, kto właściwie wpadł na pomysł, aby człowieka zamknąć w ogromnej plastikowej kuli i puścić ze stoku. Chętnych jednak nie brakowało – bo jak wiadomo, jeśli coś wygląda trochę szalenie, to tym bardziej warto spróbować.
Dziś po torze nie ma już śladu, ale wspomnienie tych niezwykłych zjazdów pozostało jednym z bardziej barwnych epizodów w historii rekreacyjnych eksperymentów na Łysej Górze.