Biblioteka Samochodówki w Siedlcach zaprasza.


                                                                                                                                                                                                                                                                                      

             Witamy na stronie  biblioteki szkolnej
w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych  nr 3
w  Sied
lcac
h. 



Zapraszamy do aktualizacji oprogramowania naszych mózgów.
W bibliotece znajdziesz dane do tego potrzebne.


O bibliotece

 Nasza biblioteka zajmuje trzy pomieszczenia: czytelnię, wypożyczalnię i magazyn.
 Posiadamy ponad 20 tysięcy książek i innych dokumentów (płyty CD, DVD, kasety VHS).
W bibliotece mieści się Centrum Multimedialne z 8 stanowiskami komputerowymi
i stałym dostępem do Internetu.
Oferujemy możliwość skanowania i drukowania materiałów edukacyjnych.

Zapraszamy do korzystania z księgozbioru podręcznego i prasy.

W czytelni jest możliwość korzystania z odtwarzacza DVD, VHS oraz rzutnika multimedialnego.

Zapewniamy miłą atmosferę do cichej pracy i
rozwoju własnych zainteresowań.

Do biblioteki zapraszamy w godzinach pracy szkoły.


Biblioteka szkolna ogłasza konkurs!

11 kwietnia 2017,
w bibliotece szkolnej
zostanie przeprowadzony konkurs wiedzy
o twórczości i życiu Josepha Conrada
(J.T. Korzeniowskiego).

Do udziału w tym konkursie zapraszamy

wszystkich uczniów naszej szkoły.

  Zgłaszać się można do 10 kwietnia 2017.




Konkurs wiedzy o twórczości i życiu Josepha Conrada (J.T. Korzeniowskiego) – regulamin.

 

1.     W konkursie mogą brać udział wszyscy uczniowie naszej szkoły.

2.     Zainteresowani uczniowie zgłaszają swój udział do bibliotekarek szkolnych do dnia 10 kwietnia  2017roku.  

3.     Konkurs zostanie przeprowadzony 11 kwietnia  2017 roku o godzinie 10.40 i będzie trwał 45 minut. 

4.     Do układania pytań konkursowych zostaną wykorzystane następujące źródła  

- książki biograficzne o J. Conradzie

- dostępne w bibliotece szkolnej   utwory literackie J. Conrada

5.     Na stronie biblioteki szkolnej będą zamieszczone fragmenty utworów Josepha Conrada.

Jednym z zadań uczestników konkursu będzie odgadnięcie tytułów tekstów, z których wspomniane fragmenty pochodzą.

6.     Każde zadanie będzie punktowane w zależności od liczby pytań lub poleceń.

7.     Dodatkowo będzie punktowane wypożyczenie z naszej biblioteki szkolnej i przeczytanie książki napisanej przez Josepha Conrada.

8.     Wyniki konkursu zostaną ogłoszone do 25 kwietnia na stronie internetowej biblioteki szkolnej.

9.     Nagrodzone będą 3 osoby z największą ilością punktów.









Książki Josepha Konrada dostępne w naszej bibliotece szkolnej.

1.     Amy Foster.

2.     Falk.

3.     Freja z siedmiu wysp. Opowieść o płytkich wodach.

4.     Jądro ciemności.

5.     Korsarz

6.     Lord Jim

7.     Los. Opowieść w dwóch częściach.

8.     Między lądem a morzem

9.     Nostromo. Opowieść z wybrzeża.

10.  Ocalenie. Opowieść z płytkiego morza.

11. Opowieści zasłyszane.

12.  Smuga cienia. Wyznanie.

      13. Tajfun i inne opowiadania





Fragmenty utworów J. Conrada.


I.           

„… Tak, pozwoliłem mu gadać dalej – zaczął znów Marlow – i puścić cugle wyobraźni na temat wszystkich potęg, które za mną stoją. Zrobiłem to! A za mną nie było nic. Nic prócz tego nędznego, starego, pokiereszowanego parowca, o który się opierałem, podczas, gdy tamten rozprawiał wymownie, że każdy człowiek <<pragnie koniecznie się wybić>>. – A kiedy człowiek tu przyjedzie, to – przecież pan rozumie – nie po to, aby patrzeć na księżyc. I ciągnął dalej, że pan Kurtz jest istotnie <<geniuszem uniwersalnym>>, lecz nawet geniuszowi łatwiej pracować przy pomocy >>odpowiednich narzędzi – ludzi inteligentnych>>. Cegieł wyrabiać nie można – zachodzi tu przeszkoda czysto fizyczna, jak to wiem dobrze; a jeśli on pełni przy dyrektorze funkcję sekretarza, to dlatego, że żaden rozsądny człowiek nie odrzuca lekkomyślnie zaufania swych zwierzchników. Czy to rozumiem. I owszem. A o co mi jeszcze chodzi? Chodzi mi właśnie o nity, na Boga! O nity. Żeby robota posunęła się naprzód, żeby raz skończyć z tą dziurą. Potrzeba mi nitów. 

 

II.                

Po dwóch latach szkolenia wyruszył na morze i dostawszy się w strefy tak dobrze znanej swej wyobraźni odkrył, że są dziwnie wyjałowione z przygód. Odbył wiele podróży. Poznał czarodziejską monotonię istnienia między niebem a wodą; musiał znosić ludzką krytykę, twarde wymagania morza i przyziemną surowość codziennej roboty, która daje chleb – a której jedyną nagrodą jest doskonała miłość pracy. Ta nagroda go omijała. Ale cofnąć się nie mógł, gdyż nic tak nie nęci, nie rozczarowuje i nie zniewala jak życie na morzu. Poza tym przyszłość Jima zapowiadała się korzystnie. Był dobrze wychowany, spokojny, zgodny, znał dokładnie swe obowiązki; niebawem, jeszcze jako bardzo młody chłopak, został pierwszym oficerem na pięknym statku, nie doświadczywszy nigdy tych wydarzeń na morzu, które dobywają na jaw wewnętrzną wartość człowieka, prawdziwe cechy jego usposobienia i rdze© charakteru, które ukazują stopień jego odporności i tajną prawdę ukrytą pod pozorami – nie tylko innym , ale i jemu samemu.

 

III.             

- Bonjour, citoyenne – rzekł Peyrol. Zaskoczona niecodziennym wyglądem tego obcego, odpowiedziała tylko szeptem: „Bonjour”, ale po chwili podeszła bliżej i wyczekująco milczała. Idealny owal jej twarzy, delikatna barwa gładkich policzków i biel szyi zrobiły takie wrażenie na obywatelu Peyrolu, że aż lekko gwizdnął przez zęby.

- Chciałbym się czegoś napić – powiedział – ale przede wszystkim chciałbym wiedzieć, czy mogę tutaj zostać.

   Słysząc spoza drzwi brzęk podków mulicy Peyrol wrócił się do wyjścia, ale młoda kobieta go zatrzymała.

 - Ona tylko idzie do szopy. Na drogę. A co do tego, o co pan pytał, to za chwilę przyjdzie tu gospodarz. Nikt tu nigdy nie przyjeżdża. A jak długo chciałby pan tu zostać?

  Stary morski włóczęga spojrzał na nią przenikliwie.

- Mówiąc prawdę, citoyenne, to można by powiedzieć, że na zawsze.

  Uśmiechnęła się, na mgnienie oka błysnąwszy lśniącymi zębami, ale ani nie było w tym wesołości, ani nie zmienił się wcale wyraz jej niespokojnych oczu, które bezustannie błądziły po pustym pokoju, tak jakby Peyrol wprowadził tu ze sobą cały tłum zjaw.

 - To tak jak ja – powiedziała. – Mieszkam tu od dziecka.

 - I tera jest pani prawie dzieckiem – zauważył Peyrol, przyglądając się jej z uczuciem, które nie było już zdziwieniem ani ciekawością, ale zdawało się powstawać gdzieś w samej głębi jego serca.

 

IV.       

Ransome był kucharzem. Pierwszego dnia Burns pokazał mi go, stojącego na pokładzie i patrzącego na rzekę z ramionami skrzyżowanymi na szerokiej piersi.

   Nawet z daleka zwracał uwagę proporcjonalnością postaci i typowo marynarską postawą. Przy bliższym poznaniu jego inteligentne, spokojne spojrzenie, uprzejmy wyraz twarzy i nacechowany powściągliwą niezależnością sposób bycia składały się na osobowość pełną uroku. Kiedy pan Burns powiedział mi w dodatku, że jest on najlepszym marynarzem na statku, wyraziłem zdziwienie, ze człowiek tak młody i obdarzony takimi fizycznymi warunkami zamustrował się jako kucharz.

   „To z powodu serca – wyjaśnił pierwszy oficer. – Coś tam jest nie w porządku u niego. Nie wolno mu się wysilać, bo nadmierny wysiłek może go przyprawić o nagłą śmierć.

    Był on jedynym członkiem załogi, którego klimat oszczędził. Może dlatego, że nosząc w piersi śmiertelnego wroga, nauczył się panować systematycznie nad każdym swoim uczuciem i ruchem. Kiedy się o tym wiedziało, łatwo można to było zauważyć w jego zachowaniu. Po śmierci biednego stewarda, którego w tym wschodnim porcie nie dało się zastąpić białym pracownikiem, Ransome podjął się podwójnej roboty.

 

V.             

- Ona jest najstarsza z licznej rodziny. Kiedy miała piętnaście lat, oddali ją na służbę do New Barns Farm. Leczyłem panią Smith, żonę dzierżawcy, i tam zobaczyłem Amy po raz pierwszy. Pani Smith, wykrygowana osoba o ostrym nosie, kazała jej zawsze kłaść czarną suknię po południu. Nie wiem, z jakiego powodu w ogóle tę dziewczynę zauważyłem. Są twarze, które przyciągają uwagę przez dziwny brak czegoś określonego w wyglądzie; tak samo idąc wśród mgły jesteśmy czasem pociągnięci przez jakiś niewyraźny kształt, który może się okazać czymś równie mało ciekawym i osobliwym jak słup przydrożny. Jedynym znakiem szczególnym, jaki w niej zauważyłem, było lekkie zacinanie się, coś w rodzaju jąkania, które mijało po wymówieniu pierwszego słowa. Gdy się kto ostro do niej zwrócił, gotowa była stracić głowę natychmiast; ale serce miała złote. Nie słyszano nigdy, aby wyrażała się nieprzyjaźnie o jakiejkolwiek ludzkiej istocie, a odnosiła się z tkliwością do wszelkich żyjących stworzeń. Przywiązała się do Smythowej, do Smytha, do ich psów, kotów, kanarków; a co się tyczy szarej papugi Smithowej; szczególne właściwości zamorskiego ptaka wywierały na nią istotny urok.

 

VI.           

 

- Małżeństwo małego pana Fyne było bardzo udane. Zawarte zostało bez najmniejszego wyrachowania. Trzeba wiedzieć, że Fyne był zapalonym piechurem. Spędzał swe urlopy wędrując po całym ojczystym kraju. Gusta jego były skromne. Wypełniał program swych wakacji z bezgraniczną wiarą i wytrwałością. W odpowiedniej porze roku można było spotkać małego pana Fyne, barczystego i poważnego, dźwigającego zniszczony plecak i dążącego przez pola do jakiejś dzwonnicy przy kościele. Nienawidził dróg. Napisał nawet kiedyś małą książeczkę zatytułowaną Przewodnik włóczęgi i uważany był za autorytet w sprawach ścieżek Anglii. No i pewnego roku podczas swej ulubionej wędrówki po bezdrożach zaszedł od tyłu do ładnej wioski w hrabstwie Surrey i spotkał pannę Anthony. Jak widzicie był to czysty przypadek. Porozumienie między nimi nastąpiło prawdopodobnie przy jakimś przełazie u płota. Mały pan Fyne miał bardzo wzniosłe poglądy na przeznaczenie kobiet na tym świecie, na naturę ziemskiej miłości, na obowiązki doczesnego żywota i na tym podobne sprawy. Zapewne wyjawił je swej przyszłej małżonce. Panna Anthony miała także jasno sprecyzowane poglądy na życie, różne od jego poglądów. Nie znam historii ich zalotów, wyobrażam sobie tylko, że kryli się z nimi gdzieś w zaroślach, pod żywopłotami, i na pewno odbywały się one ze wzniosłą powagą.

 - Dlaczego mieli się kryć? - zapytałem

 - Ze względu na ojca panny. Był to człowiek brutalny, a przy tym sentymentalny, który miał swoiste poglądy na prawa ojcowskie. Był postrachem otoczenia, ale mimo to duma z pochodzenia żony stanowiła jedyny przejaw wyobraźni twórczej małego pana Fyne.

 

VII.          

 

 Prawdę powiedziawszy bronił tu tylko swego dobra. Od początku został dopuszczony do wielkiej zażyłości  z rodziną właściciela gospody, którego był rodakiem. Stary Giorgio Viola, genueńczyk o białej, rozwichrzonej, prawdziwie lwiej grzywie – nazywany po prostu „Garibaldino” (podobnie jak mahometanie od Mahometa) – był, wedle określenia kapitana Mitchella, tym „poważnym, żonatym przyjacielem”, za którego namową Nostromo opuścił swój statek, by szukać szczęścia na wybrzeżu Costguany.

   Pełen pogardy dla pospólstwa, jak to często bywa u nieprzejednanych republikanów, stary człowiek zlekceważył zrazu pierwsze odgłosy nadchodzącej burzy. Jak zwykle, kuśtykał sobie tego dnia w pantoflach po swojej casa wzruszając pogardliwie ramionami i mrucząc gniewnie na zamieszki pozbawione podłoża politycznego. Został więc zaskoczony w ostatniej chwili wybuchem rozruchów. Za późno było na ucieczkę z rodziną, tym bardziej że na tej rozległej równinie nie było dokąd uciekać z ociężałą signorą Teresą i dwiema małymi dziewczynkami.  Sinior Giorgio zabarykadował wszystkie otwory domu i zasiadł posępnie po środku zaciemnionej izby ze strzelbą na kolanach. Żona jego siedziała na drugim krześle obok niego, mrucząc błagalne inwokacje do wszystkich świętych z kalendarza.

 

VIII.        

 

Kapitan statku MacWhirr z parowca „Nan-Shan” miał fizjonomię, która w świecie zewnętrznych przejawów była zupełnym przeciwieństwem jego umysłowości: rysy jego twarzy nie wyrażały ani stanowczości, ani głupoty, nie odznaczały się bynajmniej wyrazistością; była to twarz przeciętnego człowieka, nieruchoma i beznamiętna.

    Kiedy przesiadywał na lądzie w różnych biurach z uśmiechem igrającym na opalonej twarzy i spuszczonymi oczami, robił wrażenie nieśmiałego. Niemniej, kiedy je podniósł, można było się przekonać, że zwykł patrzeć w oczy. (…) Każdy okręt pod dowództwem kapitana MacWhirra był pływającym siedliskiem zgody i spokoju. Człowiekowi temu trudniej byłoby puścić wodze wyobraźni niż zegarmistrzowi złożyć zegarek, mając tylko dwufuntowy młot i ręczną piłę. A jednak banalne życie człowieka, pochłoniętego całkowicie sprawami bieżącej chwili, ma również odwrotną, tajemniczą stronę medalu. Jak tu dociec, co mogło skłonić tego zupełnie przeciętnego syna sklepikarza z Belfastu do ucieczki na morze? A przecież postąpił tak, uciekł mając lat piętnaście. Wystarczy zastanowić się nad tym faktem, by nasunęła się koncepcja jakiejś olbrzymiej, przemożnej i niewidzialnej ręki, grzebiącej w ludzkim mrowisku, ujmującej ludzi nieświadomych swych dróg za ramiona, za głowy, stawiającej ich w obliczu niezrozumiałych celów, pchającej w kierunkach, o których im się nie śniło.

 

IX.            

 

Schylił się, aby podnieść jej chustkę, która upadła na ziemię; Bessie znikła. Przerzucił chustę przez ramię i zbliżywszy się otwarcie do okna ujrzał potworną postać tłuściocha na fotelu, lampę nie osłoniętą kloszem, olbrzymią gębę ziewającą w wielkiej, płaskiej twarzy otoczonej sterczącymi nierówno włosami, a tuż obok głowy panny Bessie i jej postać do pasa. Krzyk ustał; roleta opadła. Harry pogrążył się w rozmyślaniu nad swym głupim położeniem. Ojciec ma bzika; nie ma mowy, aby dostać się do domu. Na powrót ani grosza, a tam w Londynie czeka głodny kolega, który zacznie myśleć, że Harry puścił go kantem. „Psiakrew”, mruknął. Pewnie, że mógłby się włamać do mieszkania, ale nużby go za to wpakowali do ula bez dalszych ceregieli? Ostatecznie nie byłoby to nic wielkiego, tylko ze bał się panicznie, żeby go nie zamknięto, choćby przez omyłkę. Dreszcz go przeszedł na samą myśl o tym. Tupnął nogą w przemokłą trawę.

 - Czy pan jest marynarzem? – spytał nerwowy głos.

    Bessie wysunęła się z domu jak cień, przyciągnięta przez drugi zuchwały cień, czekający pod ścianą jej domu.

-  Wszystkim. Jako majtek potrafię także na kęs chleba zarobić. I tak też wróciłem tym razem.

 - Skąd pan przyjechał? -  spytała.

- Z pysznej biby – odrzekł – londyńskim pociągiem. Brr… Nienawidzę być zamkniętym w wagonie. W domu to mniej jest mi przykro.

- Ach odrzekła, to dobrze.

    

X.              

    

     Nazywam się Leggatt.

Głos jego był spokojny i zdecydowany. Głos uczciwego człowieka. Jego panowanie nad sobą udzieliło mi się w pewnej mierze. Zauważyłem bardzo spokojnie:

- Musi być pan dobrym pływakiem.

- Tak. Jestem w wodzie od dziewiątej. Teraz stoję wobec alternatywy: albo puścić drabinę, płynąć, aż do wyczerpania, i utonąć, albo wyleźć na pokład.

     Wyczułem, że to nie desperacki sposób mówienia, lecz naprawdę alternatywa, z którą się liczy człowiek żelaznej woli. Powinienem był od razu ze słów tych wywnioskować, że jest młody; doprawdy, tylko młodym ludziom nastręczają się tak zdecydowane rozwiązania. Wówczas , jednak była to intuicja. Tajemnicza nić nawiązała się już między nami dwoma – w obliczu cichego, zmierzchłego morza podzwrotnikowego. Byłem również młody; dość młody, by przyjąć wszystko bez komentarzy. Raptem człowiek z morza począł drapać się po drabinie, ja zaś pospieszyłem po odzienie.

   Przed wejściem do kabiny przystanąłem w przedkajuciu u stóp schodni, nadsłuchując. Skroś zamknięte drzwi kabiny starszego oficera dochodziło zgłuszone chrapanie. Drzwi kabiny porucznika zamknięte były na haczyk; panowały w niej ciemności i cisza. On również był młody i spał jak kamień. Zostawał stiuard, lecz ten budził się zwykle dopiero na wołanie.

 

 

Z przyjemnością  informujemy, że uczeń naszej szkoły,

Mateusz Kaczorek  z klasy II th

jest wśród poetów  Siedleckiej Grupy Literackiej „Witraż” ,

których wiersze zostały niedawno opublikowane w tomiku

„w korytarzach codzienności…"

Poniżej prezentujemy zamieszczone w tej publikacji wiersze Mateusza.


***


   Nie mogę pisać o smutku,

ponieważ go nie czuję.

   Nie mogę pisać o miłości,

   ponieważ jej nie smakuje.

     Nie mogę pisać o szczęściu,

         ponieważ go teraz nie posiadam.

Nie mogę pisać o żalu,

             gdyż o kimś się źle nie wypowiadam.

Nie mogę pisać o życiu,

    ponieważ za mało przeżyłem.

Nie mogę pisać o byciu,

        ponieważ nigdy nikim nie byłem.

    Nie mogę pisać o cierpieniu,

   ponieważ moje, to łaskotki.

Nie napiszę nic o sobie,

    bo to są tylko ludzi plotki.

 

Mogę napisać o walce,

  którą wciąż przegrywam.

   Mogę napisać o staraniu,

    nad którego sensem gdybam,

                                       Mogę napisać o moich przeżyciach,

                                       które diametralnie się zmieniają.

                                     Mogę napisać o moich uczuciach,

                                  które wciąż podobno zostają.

Mogę napisać o osobach,

    na których bardzo mi zależy.

                                                    Mogę napisać o rzeczy,

  która mi na wątrobie leży.

  Mogę napisać o miejscach,

w których kiedyś byłem.

Mogę pisać o pragnieniu,

  które nie myśli o umiarze.

Mogę pisać o talencie,

do pisania bólu darze.

     Mógłbym pisać jeszcze więcej,

lecz nikt mi tak nie każe.

*****

         Mały tekst.

                         Łza

                         niczym kropla atramentu płynie i rzeźbi

                         życie moje z liter

                         jej trasą jest kartka a napęd to pasja

                         pasja do bycia o sobie pisania

      pasja do bólu i dzielenia się nim w wierszach

pasja…

zwyczajna kropla uczuć na kartce

łza

szlifowana przez Witraż i doświadczenie

                         nabierająca charakteru z każdym kolejnym

                         wierszem

                         łza

                         która mówi iż pisanie to coś więcej…

 

****

 Muzyka

moja wolność i miłość

w muzyce się znajdują

odwzorowanie mej duszy wciąż jest tam rzeźbione…

to mój lek na życie i rzeczy nieczyste

żyję muzyką jak ryba wodą

chodząc na chór i pisząc teksty

słuchając muzyki i wytwarzając dźwięki

odnajduję ją

uczestniczę w niej

i tworzę

jestem pisarzem i tekstów mam parę

mam też koncepcję lecz wykonanie to problem

mam wokalistkę z głosem wspaniałym

lecz bez zespołu  Syzyfowa to praca

ja bez słuchawek to jak żółw bez skorupy

jak pszczoła bez żądła

to jak  papierowy okręt

który po zetknięciu z wodą

cicho

opada

na

dno

eterycznej 

ciszy

 

                                          Pasja

Wciąż szukam okazji do szczęścia,

szukam jej także do życia.

Szukam okazji do pisania,

by móc żyć bez bagażu przykrości.

Wszelkie swe emocje, zostawiam w poezji,

wraz z łańcuchem, różnych wspomnień.

Pisząc, czuję  iż coś umiem,

jestem do czegoś stworzony.

Pisząc,

czuję, że moje życie ma sens jakiś.

Moje życie…

To pisanie. 

I choć robię to od roku,

to nie mogę żyć bez tego.

Pisanie mnie spełnia,

umacnia duchowo.

Lecz nauka,

przede mną długa,

by dorównać innym poetom…

 

***

                                  

Przechodzę ze skrajności w skrajność,

jak Jezus po wodzie.

Szukam odpowiedzi na głos,

idąc bezszelestnie po drodze.

Na trasie mojej – puste ściany,

obwieszone w ulotne kłamstwa.

W powietrzu unosi się hipokryzja

i lekka nuta chamstwa.

                                     Przyjemne powietrze,

                                     zaczęło być duszące.

                                     A głupie, ludzkie wady,

                                     coraz bardziej nudzące.

                                     Aspołeczność,

                                                   teraz jest na miejscu.

                                     W dzisiejszym świecie,

                                     bez uczuć i sensu….

                     

              



6 grudnia odbył się
biblioteczny
konkurs wiedzy
o życiu i twórczości Henryka Sienkiewicza.
Oto odpowiedzi.

Wyniki konkursu czytelniczego o Henryku Sienkiewiczu:
I. nagroda: Aleksandra Malesa (3th) i Bartosz Kafara (3tg)
II. nagroda: Maria Izdebska (3th) i Paweł Igański (4tha)
III.nagroda: Weronika Sałata (3th)
Za zajęcie I miejsca laureaci otrzymają czytniki, zaś pozostali - książki.
Nagrody zostaną wręczone podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego


Pytania i odpowiedzi do konkursu o życiu i twórczości Henryka Sienkiewicza.

1. Podaj datę urodzin i śmierci Henryka Sienkiewicza:

   a) data urodzin: 5 maja 1846 r.

   b) data śmierci: 15 listopada 1916 r.

2. W jakiej miejscowości urodził się Henryk Sienkiewicz? Zaznacz prawidłową odpowiedź.

a) w Woli Okrzejskiej

  b) w Warszawie

c) w Płońsku

d) w Oblęgorku

 3. Jak miały na imię wszystkie żony Henryka Sienkiewicza? Zaznacz prawidłową odpowiedź.

a) Barbara         b) Maria        c) Izabela             d) Helena

 4. Podaj nazwę epoki literackiej, w której tworzył Sienkiewicz.

Większość utworów stworzył  w pozytywizmie, niektóre w latach dziewięćdziesiątych XIX w.,  np. „W pustyni i w puszczy” napisał w 1912 r.,

czyli w Młodej Polsce, ale jego późniejsze teksty mają też  charakter pozytywistyczny.


5. Jaką prestiżową nagrodę literacką otrzymał Sienkiewicz w 1905 roku?

 

Otrzymał Literacką Nagrodę Nobla za całokształt twórczości.

 6.  Jako felietonista Henryk Sienkiewicz publikował prace na tematy społeczne i kulturalne     w „Gazecie Polskiej”, używając pseudonimu. Podkreśl właściwy:

a) Jo Alex                b) Litwos               c) Or – Ot                 d) Jan Sowa

7. „Dar narodu” dla Sienkiewicza to akt własności majątku ziemskiego. Zaznacz jego nazwę.

a) Żarnowiec           b) Oblęgorek         c) Nałęczów             d) Wilanów

  8. Które z wymienionych haseł najlepiej pasuje do twórczości H. Sienkiewicza? Podkreśl wybraną odpowiedź.

a) ku pokrzepieniu serc

b) ku optymizmowi dusz

c) ku poruszeniu sumień

d) ku wywołaniu refleksji

9. Podaj tytuły utworów, w których występują:

a) Saba, Nel Rawlinson, Kali – „W pustyni i w puszczy”


http://images.slideplayer.pl/1/412479/slides/slide_3.jpg

b) Marynia, Staś, Maszko – „Rodzina Połanieckich”

c) Zbyszko z Bogdańca, Jurand, Jagienka -  „Krzyżacy”

źródło http://stripgenerator.com/strip/976210/krzyzacy

10. Połącz w pary bohaterów powieści Henryka Sienkiewicza:

    Nel                    Staś

https://www.youtube.com/watch?v=JbV55tdr4fA

          Zbyszko              Danusia   


http://film.dziennik.pl/news/zdjecia/495306,1,krzyzacy-polska-superprodukcja-wszech-czasow-zdjecia.html

     Kmicic             Oleńka 

http://www.edulandia.pl/lektury/1,88531,5056821,_Potop____Henryk_Sienkiewicz.html

     Winicjusz           Ligia 

 http://scratchpad.wikia.com/wiki/Quo_vadis

11. W jednej z nowel Sienkiewicza występuje chłopiec, którego marzeniem było posiadanie skrzypiec. Zaznacz tytuł tego utworu.

a) „Orso”

b) „Sachem”

c) „Janko Muzykant”

d) „Latarnik”

12. Wymień tytuły powieści wchodzących w skład „Trylogii”.

    I. „Ogniem i mieczem”

    II. „Potop”

    III. „Pan Wołodyjowski”

13. Uzupełnij tytuły utworów Henryka Sienkiewicza.

a) „Z pamiętnika poznańskiego  nauczyciela

b) „Ogniem i mieczem”

c) „Bartek  Zwycięzca

d) „Szkice  węglem

14. W jakiej powieści Sienkiewicz opisał przebieg bitwy z 1410 roku?     

    Powieść: „Krzyżacy”

 

Obraz Jana Matejki &quot;Bitwa pod Grunwaldem&quot;
Obraz Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem"

15. Który z wymienionych utworów nie został napisany przez Sienkiewicza? Podkreśl właściwy tytuł.

a) „Janko Muzykant”

b) „Latarnik”

c) „Nasza szkapa”

d) „Bez dogmatu”

16. Podkreśl tytuł powieści ukazującej szwedzki najazd:

a) „Pan Wołodyjowski”

b) „Potop”

c) „Rodzina Połanieckich”

d) „Ogniem i mieczem”

17. Zaznacz powieść dla młodzieży, ukazującą przygody dzieci odbywających przymusową wędrówkę przez bezdroża Afryki.

a) „Na polu chwały”

b) „W pustyni i w puszczy”

c) „Rodzina Połanieckich”

d) „Listy z Afryki”

18. Podaj tytuł książki, przez którą Skawiński nie zapalił latarni morskiej.

      Skawiński  „zaczytał”  w książce p.t. „Pan Tadeusz”

 


źródło http://www.mamydzieci.pl/wp-content/uploads/2014/11/Scenariusz-zaj%C4%99%C4%87-%E2%80%9ELatarnik.jpg

19. Które z utworów Henryka Sienkiewicza zostały zekranizowane? Podaj co najmniej trzy tytuły.

Filmowe adaptacje utworów Henryka Sienkiewicza.

20. Jak nazywała się ukochana Jana Skrzetuskiego?

Nazywała się Helena Kurcewiczówna.

 

21.  Jak Staś i Nel nazwali drzewo, które posłużyło im za mieszkanie?

 Drzewem tym był baobab, któremu dzieci nadały nazwę Kraków.

 


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/4d/97/16/4d971622676c9a97b2387feb0877c0a1.jpg

http://dinoanimals.pl/wp-content/themes/Broadcast/thumb.php?src=http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2013/07/Baobab-w%C5%82a%C5%9Bciwy-11.jpg&w=949&h=475&zc=1&q=100

22. Jeden z bohaterów powieści Sienkiewicza przechodzi metamorfozę. Podaj jego imię i nazwisko oraz tytuł utworu, w którym występuje.

Najbardziej znanym bohaterem literackim z utworów Sienkiewicza , który przeszedł metamorfozę, jest Andrzej Kmicic z powieści „Potop”, ale dopuszczalna jest również odpowiedź: Marek Winnicjusz lub Chilon Chilonides z powieści „Quo vadis”.

 

23. Jak nazywała się twierdza, w której zginął Jerzy Michał Wołodyjowski? Podkreśl prawidłową odpowiedź.

a) Zbaraż           b) Kiejdany       c) Kamieniec Podolski        d) Malbork

 


źródło http://cudaswiata.pl/europa/kamieniec_podolski.html

24. Na internetowej stronie naszej biblioteki zamieszczono 10 fragmentów z utworów Sienkiewicza. Podaj tytuły, z jakich pochodzą.

I fragment.
„Quo vadis”

Petroniusz po uwolnieniu Ligii nie chcąc drażnić cezara udał się za nim wraz z innymi augustianami na Palatyn. Pragnął posłuchać, o czym tam będą mówili, a zwłaszcza przekonać się, czy Tygellin nie obmyśli czegoś nowego na zgubę dziewczyny. I ona, i Ursus wchodzili wprawdzie niejako pod opiekę ludu i bez wzniecanie rozruchów nikt teraz nie mógł podnieść na nich ręki,jednak Petroniusz wiedząc o nienawiści, jaką płonął ku niemu wszechwładny prefekt pretorii, przypuszczał, że prawdopodobnie ów, nie mogąc wprost go dosięgnąć, będzie starał się jeszcze wywrzeć jakimkolwiek sposobem zemstę na jego siostrzeńcu.Nero gniewny był i rozdrażniony, albowiem przedstawienie skończyło się zupełnie inaczej, niż sobie życzył. Na Petroniusza nie chciał z początku ani spojrzeć, lecz ten, nie tracą zimnej krwi, zbliżył się do niego z całą swobodą arbitra elegancji i rzekł mu: - Czy wiesz, boski, co mi przychodzi przez myśl? Napisz pieśń o dziewicy, którą rozkaz władcy świata uwalnia z rogów dzikiego tura i oddaje kochankowi. Grecy mają czułe serca i jestem pewny, że oczaruje ich pieśń takNeronowi mimo całego rozdrażnienia myśl taka przypadła do smaku i przypadła podwójnie: naprzód, jako temat do pieśni, a po wtóre, że mógł wysławić w niej samego siebie jako wspaniałomyślnego władcę świata.

II fragment:
„Janko Muzykant”

Gdy tylko mógł słyszeć skrzypki, czy to na dożynkach, czy na weselu jakim, to już dla niego było wielkie święto. Właził potem na piec i nic nie mówił po całych dniach, spoglądając jak kot błyszczącymi oczami z ciemności. Potem zrobił sobie sam skrzypki z gonta i włosienia końskiego, ale nie chciały grać tak pięknie jak tamte w karczmie: brzęczały cicho, bardzo cichutko, właśnie jak muszki jakie albo komary. Grał jednak na nich od rana do wieczora, choć tyle za to odbierał szturchańców, że w końcu wyglądał jak obite jabłko niedojrzałe. Ale taka to już była jego natura. Dzieciaczyna chudł coraz bardziej, brzuch tylko zawsze miał duży, czuprynę coraz gęstszą i oczy coraz szerzej otwarte, choć najczęściej łzami zalane, ale policzki i piersi wpadały mu coraz głębiej i głębiej…Wcale nie był jak inne dzieci, był raczej jak jego skrzypki z gonta, które zaledwie brzęczały. Na przednówku przy tym przymierał głodem, bo żył najczęściej surową marchwią i także chęcią posiadania skrzypek.

III. fragment:

„Krzyżacy”

   Ksiądz Wyszoniek opatrzył rany Zbyszka, uznał, iż tylko jedno żebro jest złamane, ale pierwszego dnia nie ręczył za wyzdrowienie, nie wiedział bowiem,  „czy się w chorym nie przekręciło serce i czy się w nim wątroba nie oberwała”. Pana de Lorche opanowała też pod wieczór niemoc tak wielka, iż musiał się położyć, na drugi dzień zaś nie mógł ni ręką ni nogą bez wielkiego bólu we wszystkich kościach poruszyć. Księżna i Danusia oraz inne dwórki pilnowały chorych i warzyły dla nich wedle przepisu księdza Wyszońka rozliczne smarowania i driakwie. Zbyszko jednakże ciężko był pobity i od czasu do czasu oddawał krew ustami, co wielce niepokoiło księdza Wyszońka. Był jednak przytomny i na drugi dzień , lubo jeszcze osłabiony bardzo, dowiedziawszy się od Danusi, komu życie zawdzięcza, przywołał swego Czecha, aby mu podziękować i wynagrodzić. Musiał jednak przy tym pomyśleć, ze miał go od Jagienki i że gdyby nie jej życzliwe serce, byłby zginął. Myśl ta była mu nawet ciężka, czuł bowiem, że nie wypłaci się nigdy poczciwej dziewczynie dobrem za dobre i że będzie dla niej tylko zmartwień i okrutnego smutku przyczyną. Powiedział sobie wprawdzie zaraz: „Toć się na dwoje nie rozetnę” – ale na dnie duszy został mu jakby wyrzut sumienia…

 IV fragment:
„Potop”

   Wreszcie ukazał się huf zbrojnych laudańskich, otaczających skarbniczek w którym siedziało trzech mężów: pan Kmicic, pan Wołodyjowski i pan Zagłoba. Skarbniczek zatrzymał się nieco opodal, bo już tyle ludu natłoczyło się przed gankiem, że nie można było tuż dojechać. Zagłoba z Wołodyjowskim wyskoczyli pierwsi i pomógłszy Kmicicowi zsiąść, zaraz chwycili go pod ramiona.

  - Rozstąpcie się! – krzyknął Zagłoba.

- Rozstąpić się! – powtórzyli laudańscy.

  Ludzie usunęli się zaraz, tak że środkiem tłumu utworzyła się pusta droga, po której wiedli Kmicica aż do ganku dwaj rycerze. On słaniał się i blady był bardzo, ale szedł z głową podniesioną, zarazem zmieszany i szczęśliwy. Oleńka oparła się o odrzwia i ręce opuściła bezwładnie po sukni; lecz gdy był już blisko, gdy spojrzała w twarz tego mizeraka, który po tylu latach rozłąki zbliżał się oto jak łazarz, bez kropli krwi w twarzy, wówczas szlochanie rozdarło na nowo jej piersi. On ze słabości, ze szczęścia i zmieszania nie wiedział sam, co ma mówić, więc wstępując na ganek, powtarzał tylko przerywanym głosem:

- A co, Oleńka, a co?

Ona zaś obsunęła mu się nagle do kolan.

 - Jędruś! Ran twoich niegodnam całować!

  Ale w tej chwili wyczerpane siły wróciły rycerzowi, więc porwał ją z ziemi jak piórko i do piersi przycisnął. Okrzyk jeden ogromny, od którego zadrżały ściany domów i ostatki liści z drzew opadły, zgłuszył wszystkie uszy. Laudańscy poczeli palić    z samopałów, czapki wylatywały w górę, naokół widziałeś tylko uniesione radością twarze, rozpalone oczy i otwarte usta wrzeszczące:

 - Vivat Kmicic! Vivat Billewiczówna! Vivat młoda para

V fragment:
„W pustyni i puszczy”

    Nel, zmęczona płaczem i szaloną jazdą, trwającą już od sześciu godzin, poczęła wreszcie drzemać, a chwilami zasypiać zupełnie. Staś, widząc, że kto spadnie z cwałującego wielbłąda, może się zabić na miejscu, przywiązał ją do siebie sznurem, który znalazł na siodle. Lecz po niejakim czasie wydało mu się, że pęd wielbłądów staje się mniej szybki, chociaż leciały teraz przez gładkie i miękkie piaski.  W oddali  było widać majaczące się wzgórza, zaś na równinie rozpoczęły się zwykłe na pustyni nocne ułudy. Księżyc świecił na niebie coraz bledziej, a tymczasem przed nimi pojawiały się pełznące nisko, dziwne, różowe obłoki, zupełnie przezrocze, utkane tylko ze światła. Tworzyły się one nie wiadomo dlaczego i posuwały się naprzód, jakby popychane lekkim wiatrem. Staś widział, jak burnusy Beduinów i wielbłądy różowiały nagle, wjechawszy w te oświecone przestrzenie, a następnie całą karawanę ogarniał delikatny, różowy blask. Czasem obłoki przybierały barwę błękitnawą i tak było aż do wzgórz.

VI fragment:

"Szkice weglem" 

   Ale życie to miało i swoje ciemne, a raczej ryzykowne strony. Wrząca odwaga zbyt unosiła Zołzikiewicza. Jak zaś unosiła go wysoko, niepodobna by prawie uwierzyć, gdyby nie to, że dziś jeszcze pokazują płot we Wrzeciądzy, którego najlepszy koń nie może przesadzić, a który pan Zołzikiewiczicz pewnej nocy przesadził jednym skokiem. Dziś, kiedy  czasy te dawno już minęły, ile razy zdarzy się być panu Zołzikiewiczowi we Wrzeciądzy, spogląda na ów  płot i sam sobie prawie nie wierząc myśli w duchu: „ Niech to diabli wezmą! Dziś bym już tego nie potrafił.”

   Po jednym nadludzkim czynie, o którym zresztą wspominały i wydawane  naówczas biuletyny, fortuna, która dotąd strzegła jak źrenicy w oku pleców pana Zołzikiewicza, uleciała nagle od niego, jak gdyby przerażona jego odwagą. Tydzień nawet nie upłynął od owego wypadku, gdy jednego poranku bohatersko narażane ustawicznie plecy pana Zołzikiewicza spotkały się – wprawdzie (dzięki Opatrzności, która zawsze wie, co czyni) nie z kulą lub z bagnetem, ale z pewnym innym, również prawie antylojalnym narzędziem, uplecionym z byczej skóry i opatrzonym kawałkiem ołowiu na końcu, które to narzędzie zmieniło jak gdyby w rzeszoto niepokalaną dotąd skórę na krzyżu i łopatkach naszego sympatycznego bohatera. 

VII fragment:

"Latarnik"

    Było w nim jeszcze i to dziwnego, że po tylu zawodach zawsze był pełen ufności i nie tracił nadziei, że jeszcze wszystko będzie dobrze. W zimie ożywiał się zawsze i przepowiadał jakieś wielkie wypadki. Czekał ich niecierpliwie i myślą o nich żył lata całe… Ale zimy mijały jedne za drugimi i Skawiński doczekał się tylko tego, że ubieliły mu głowę. Wreszcie zestarzał się – począł tracić energię. Cierpliwość jego poczynała być coraz podobniejsza do rezygnacji. Dawny spokój zmienił się w skłonność do roztkliwiania się – i ten hartowny żołnierz jął przeradzać się w beksę, gotowego załzawić się z lada powodu. Prócz tego od czasu do czasu tłukła go najstraszliwsza nostalgia, którą podniecała lada okoliczność: widok jaskółek, szarych ptaków podobnych do wróbli, śniegi na górach lub zasłyszana jakaś nuta, podobna do słyszanej niegdyś… Na koniec opanowała go tylko jedna myśl: myśl spoczynku. Owładnęła ona starcem zupełnie i wchłonęła w siebie wszelkie inne pragnienia i nadzieje. Wieczny tułacz nie mógł już sobie wymarzyć nic bardziej upragnionego, nic droższego nad jaki spokojny kąt, w którym by mógł odpocząć i czekać cicho kresu.  Może właśnie dlatego, że szczególne jakieś dziwactwo losu rzucało nim po wszystkich morzach i krajach, tak że prawie nie mógł tchu złapać, wyobrażał sobie, że największym ludzkim szczęściem jest – tylko nie tułać się. Co prawda, to i należało mu się takie skromne szczęście, ale tak był już zwyczajny zawodów, że myślał o tym, jak w ogóle ludzie marzą o czymś niedoścignionym. Spodziewać się nie śmiał. Tymczasem niespodziewanie w ciągu dwunastu godzin dostał posadę, jakby wybraną dla siebie ze wszystkich na świecie

VIII fragment:

"Ogniem i mieczem"

    -  W konie! – skomenderował pan Wołodyjowski. Pomknęli i biegli jak wicher wzdłuż krynicy płynącej środkiem jaru; minęli dęby rozrzucone z rzadka po drodze i oczom ich ukazała się chata, a dalej wysoki młyn, którego wilgotne koło błyszczało jak czerwona gwiazda w promieniach słońca. Pod chatą dwa czarne ogromne psy, uwiązane na postronkach przy węgłach, rwały się ku nadjeżdżającym szczekając z wściekłością i wyjąc. Pan Wołodyjowski jechał pierwszy i pierwszy  doleciał; z konia zeskoczył, a następnie dobiegłszy do drzwi wchodowych kopnął je nogą i wpadł do sieni brzęcząc ostrogami i szablą.W sieni na prawo przez otwarte drzwi widać było obszerną izbę, pełną wiórów, z ogniskiem ułożonym  w środku, napełnioną dymem; na lewo drzwi były zamknięte.

    „Tam ona być musi!” – pomyślał pan Wołodyjowski i skoczył ku nim. Szarpnął, otworzył – wpadł na próg i w progu stanął jak wryty.

     W głębi izby, ręką oparta o krawędź łoża, stała Helena Kurcewiczówna, blada, z rozpuszczonym na ramiona i plecy włosem, a przerażone jej oczy utkwione w Wołodyjowskiego pytały: ktoś ty jest? czego tu chcesz? – bo nigdy przedtem nie widziała małego rycerza. On zaś zdumiał się na widok tej piękności i tej komnaty pokrytej aksamitami i złotogłowiem. Na koniec przyszedł do słowa i rzekł pospiesznie:

- Nie bój się waćpanna: my Skrzetuskiego przyjaciele!

Wówczas kniaźówna rzuciła się na kolana.

 - Ratujcie mnie! – wołała składając ręce.

Ale w tej samej chwili wpadł pan Zagłoba trzęsący się, czerwony, zadyszany.

- To my! – krzyczał – to my z pomocą!

Usłyszawszy te słowa i ujrzawszy znajomą twarz kniaźówna przechyliła się jak kwiat podcięty, ręce jej opadły, oczy pokryły się frędzlistymi zasłonami i zemdlała

  IX fragment:

"Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela"

… Światło lampy, chociaż przyćmione, budziło mnie, i nieraz o drugiej lub trzeciej po północy widziałem Michasia, pracującego jeszcze. Mała i wątła jego postać, przybrana tylko w bieliznę, schylona była nad książką, a w ciszy nocnej senny i zmęczony głos powtarzał mechanicznie koniugacje łacińskie lub greckie z tą jednostajnością, z jaką w kościele powtarzają słowa litanii. Gdym zawołał na niego, by szedł spać, chłopiec odpowiadał mi: „Nie umiem jeszcze lekcji, panie Wawrzynkiewicz”. Odrabiałem z nim przecie zadania od czwartej do ósmej, a potem od dziewiątej do dwunastej, i sam nie szedłem do łóżka nimem się nie przekonał, że umie wszystko; ale doprawdy tego wszystkiego było za dużo. Skończywszy ostatnią lekcję chłopiec zapomniał pierwszej, a koniugacje greckie, łacińskie, niemieckie i nazwy rozmaitych powiatów wprowadzały w biedną jego głowę w taki zamęt, że spać nie mógł. Wyłaził tedy spod kołdry, zapalał lampę i zasiadał na nowo do stolika. Gdym go łajał – prosił się i płakał. Potem tak już przyzwyczaiłem się do tych nocnych siedzeń, do blasku lampy i mruczenia koniugacyj, że kiedy mi ich brakło, sam spać nie mogłem. Może powinienem był nie pozwolić, by dziecko męczyło się nad siły, ale cóżem miał robić? Musiał przecie wyuczyć się co dzień choć jako tako lekcy, bo inaczej usunięto by go ze szkół, a Bóg jeden wie, co by to był za cios dla pani Marii, która po śmierci męża zostawszy z dwojgiem sierot, wszystkie nadzieje złożyła w Michasiu.  

X fragment:

"Pan Wołodyjowski"

   Pan Zagłoba wiedział doskonale, że mały rycerz miał się więcej ku Krzysi niż ku Baśce, ale właśnie dlatego postanowił Krzysię usunąć. Znając na wskroś Wołodyjowskiego był przekonany, że ten, byle nie miał wyboru, zwróci się niechybnie ku Basi, w której sam stary szlachcic tak się zaślepił, iż w głowie mu się nie chciało pomieścić, jak ktokolwiek mógł inną nad nią przekładać. Rozumował też sobie, że nie może oddać Wołodyjowskiemu większej przysługi nad zaswatanie mu swego hajduczka, i rozpływał się na myśl o tym stadle. Na Wołodyjowskiego był zły, na Krzysię także; wolałby wprawdzie, żeby pan Michał ożenił się z Krzysią niż z nikim, ale postanowił uczynić wszystko, żeby się ożenił z hajduczkiem.

    I właśnie dlatego, że wiadomy mu był pociąg małego rycerza do Drohojowskiej, postanowił co prędzej Ketlingową z niej uczynić.

   Jednakże odpowiedź, jaką w kilkanaście dni później odebrał od Skrzetuskiego, zachwiała go nieco w postanowieniu. Skrzetuski radził mu w nic się nie wdawać, obawiał się bowiem, że w przeciwnym razie snadnie wielkie niesnaski między przyjaciółmi wyniknąć mogą. Tego i pan Zagłoba sobie nie życzył, więc oto ozwały się w nim pewne wyrzuty, które uspokajał następującym rozumowaniem.

 - Gdyby to już sobie Michał z Krzysią obiecali i  gdybym wówczas Kietlinga między nich jako klin wbijał, to nie mówię! Salomon powiada: „Nie wścibiaj nosa do cudzego trzosa” – i ma rację. Ale życzyć każdemu wolno.





Juliusz Słowacki
  Chodzi mi o to, aby język giętki
     Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
     A czasem był jak piorun jasny, prędki,
  A czasem smutny jako pieśń stepowa,
 A czasem jako skarga nimfy miętki,
 A czasem piękny jak aniołów mowa..
       Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
      Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

                            
                          Juliusz Słowacki



Łamańce językowe....









Książki naszych marzeń  w naszej bibliotece
 Biblioteka szkolna prowadzi akcję
PODARUJ KSIĄŻKĘ BIBLIOTECE.

Szczególnie prosimy o książki z poniższej listy
oraz lektury szkolne wydane przez Wydawnictwo  GREG( z opracowaniem).


                                                                                        1.Robin Hobb: Uczeń skrytobójcy.
                                                                                            2.Stephen King: Przebudzenie.
                                                                                               3.Stephen King: Zielona Mila.

                                                                         4.John Ronald Reuel Tolkien: Władca Pierścieni.
5.Andrzej Sapkowski: Ostatnie życzenie. (Tom I sagi o wiedźminie)
6.Andrzej Sapkowski: Miecz przeznaczenia. (Tom II sagi o wiedźminie)

7.Jakub Ćwiek: Kłamca.
8.Olga Rudnicka: Drugi przekręt Natalii.
9.Mariola Zaczyńska: Kobieta z impetem.
10.Johan Green: Gwiazd naszych wina.
11.Juliusz Verne: W osiemdziesiąt dni dookoła świata.
12.James Cameron: Avatar.
13.Halina Poświatowska: Jestem Julią.
14.William Wharton: Tato.
15.Hanna Krall: Zdążyć przed Panem Bogiem.

16.Jerzy Pilch: Miasto utrapienia.
17.Alice Munro: Przyjaciółka z młodości.
18.Christi J. Daugherty: Zbuntowani.
19.Suzanne Collins: Igrzyska śmierci.
20.Ray Bradbury: 451 stopni Fahrenheita.
21.Lewis Carroll: Alicja w Krainie Czarów.
22.Alex Haley: Autobiografia Malcolma X.
23.Jaume Cabré: Wyznaję.
24.Richelle Mead: Ostatnie poświęcenie.
25.Nicholas Sparks: Dla ciebie wszystko.
26.Nicholas Sparks: Pamiętnik.
27.Nicholas Sparks: Bezpieczna przystań.
28.Eric-Emmanuel Schmitt: Małżeństwo we troje.
29.Eric-Emmanuel Schmitt: Tajemnica pani Ming.
30.Eric-Emmanuel Schmitt: Oskar i pani Róża.
31.Waris Dirie: Kwiat pustyni.

32.Jacek Piekara: Płomień i krzyż.
33.Katarzyna Gubała: Faceci z sieci, czyli w poszukiwaniu
miłości.
34.Paulo Coelho: Zdrada.
35.Milan Kundera: Nieznośna lekkość bytu.
36.Dmitry Glukhovsky: Metro 2033.
37.Orson Scott Card: Gra Endera.
38.Cassandra Clare: Miasto popiołów.
39.Cassandra Clare: Miasto szkła.
40.Emily Jane Brontë: Wichrowe wzgórza.
41.Danielle Steel: Długa droga do domu.
42.Anna Ficner-Ogonowska: Alibi na szczęście.
43.Gayle Forman: Zostań, jeśli kochasz.
44.Becca Fitzpatrick: Szeptem.
45.Dan Simmons: Hyperion.
46.Daniel Passent: Dzisiaj umrą dwie osoby.
47.Magda Fox: Paulina doc.
48.Malvin Burgess: Ćpun.
49.Wiesława Bancarzewska: Powrót do Nałęczowa.
50.Grażyna-Jeromin Gałuszka: Magnolia.