Zeszyt 4


Gilles Carpentier

Wyspa pełna tajemnic

Tytuł oryginału Les mystérieuses sources d'une ile
Z francuskiego przełożył i przypisami opatrzył Krzysztof Czubaszek


"- A więc postanowione - odrzekł Cyrus Smith. - Rozpoczniemy poszukiwania jak najwcześniej. Nie pozostawimy najmniejszego zakątka wyspy bez zbadania. Przepatrzymy wszystkie najtajniejsze zakamarki..."1

Tajemnicza wyspa jest książką wyróżniającą się spośród innych z serii Niezwykłe podróże. To najdłuższa powieść z tego zbioru. Nade wszystko jednak dzieło to, jak wynika z korespondencji Verne'a z Hetzelem, miało dla autora szczególne znaczenie. Gdy Hetzel po zapoznaniu się z tą powieścią nie zainteresował się nią, pisarz mimo wszystko postanowił pozostawić rękopis u wydawcy. Stawiając czoła krytyce, postanowił jak tylko mógł bronić jednej z najlepszych swych powieści:

"Jestem głęboko przekonany, że (...) suma rzeczy wyimaginowanych w tym dziele jest o wiele większa niż w innych i, co nazywam <<crescendem>>, staje się swego rodzaju manierą, że tak powiem <<matematyczną>> - pisał Verne do Hetzela w roku 1873. Dodawał także: "Ani przez moment nie trzeba wątpić w mą bardzo głęboką wiarę w maszynę."2

"Maszyna", "matematyczny" - oto niespotykane słowa, gdy mowa o powieści. Spróbujmy jednak rozłożyć na części mechanizmy tej vernowskiej maszyny i przestudiować w szczególności przypadek Cyrusa Smitha i Gedeona Spiletta, najważniejszych postaci na wyspie, który zawiera najwięcej tajemnic.

Cyrus jest z nami! Polegajmy na Cyrusie!

23 marca 1863 roku napełniony gazem balon leciał nad pogrążonym w sztormie Pacyfikiem. W jego koszu znajdowało się pięciu jeńców, którzy uciekali z ogarniętego wojną secesyjną Richmondu - Cyrus Smith, Nab, Gedeon Spilett, Harbert, Pencroff oraz pies Top.

Cyrus Smith był inżynierem. Verne pisze o nim, że "był to typowy Amerykanin z Północy, chudy, kościsty, w wieku około czterdziestu pięciu lat (...). Miał piękną <<numizmatyczną>> głowę, jakby stworzoną do tego, by ją wybijać na medalach, oczy płomienne, usta surowe, twarz uczonego ze szkoły wojujących"3.

Balon, z którego raptownie uchodził gaz, zaczął in extremis4 dotykać powierzchni oceanu i opadł na stały ląd. Wydarzyło się to w czwartek 23 marca, około piątej po południu. Wśród aeronautów nie było Cyrusa. Porwała go nieco wcześniej fala, która uderzyła w balon. Po wylądowaniu rozbitkowie szukali inżyniera, jednak stopniowo tracili nadzieję, że uda się im go kiedykolwiek odnaleźć. Jedynie Nab nie ustawał w poszukiwaniach: "- Nie, nie! On nie zginął! Nie! To niemożliwe! On! Cóż znowu! Ja! Ktokolwiek inny! Możliwe! Ale on! Nigdy! To jest człowiek, który wydostanie się z każdej opresji!"5 Miał zresztą poczciwy Murzyn rację, że prowadził swe poszukiwania tak długo, gdyż w niedzielę 26 marca, około piątej po południu, znalazł wreszcie Cyrusa... Martwego... Czuwał nad jego ciałem całą noc.

Zanim go pochował, wysłał Nab psa Topa, by odnalazł pozostałych rozbitków. Przybyli oni wczesnym rankiem. Spilett stwierdził jednak, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, że Cyrus oddycha! Żyje i będzie uratowany!

Z Cyrusem wszystko stawało się możliwe. Zrozpaczonym rozbitkom wróciła nadzieja. Był z nimi Cyrus! "Przy nim nie mogło braknąć niczego. Przy nim nie można było stracić nadziei".6 I Cyrus wkrótce dokonał swego pierwszego "cudu". Nie mając niczego (no, prawie niczego) rozpalił ogień: "Marynarz bez słowa patrzył to na przyrząd, to na inżyniera. Jego spojrzenie było niezmiernie wymowne: jeżeli Cyrus Smith nie był Bogiem, to na pewno był czymś więcej niż człowiekiem".7

Anagram

Mniej niż Bóg, więcej niż człowiek? "Smith" to po angielsku "kowal". Łatwo więc zrozumieć, dlaczego pisarz wybrał akurat takie nazwisko dla inżyniera. Jest jednak o wiele lepsze wytłumaczenie... "Cyrus Smith" to quasi-anagram słów "Jésus Christ"8. "CHRIST" można ułożyć w całości z liter imienia i nazwiska inżyniera. Te znaki, które nie zostały wykorzystane, dają w rezultacie "YMSU". Wystarczy jedna czwarta obrotu i litera "M" zmienia się w "E". I już mamy "YESU".

CYRUS SMITH / YESU CHRIST

Wybór imion bohaterów powieści (takich jak chociażby Michel Ardan, Nemo, Hector Servadac) miał dla Verne'a zawsze ogromne znaczenie. Powszechnie znane jest jego upodobanie do anagramów tudzież innych zabaw literowych i słownych. Tak więc quasi-anagram "Cyrus Smith-Jésus Christ" ewidentnie nie jest dziełem przypadku.

Misterium paschalne i początek absolutny

Zadziwiająco dużo rzeczy dzieje się na Wyspie Lincolna podczas niedziel, w szczególności zaś w okresie Wielkanocy. By pokazać, że nie są to czcze słowa, przeanalizujemy dokładnie przede wszystkim rozdział XIII (ach tak! 13), który opisuje wydarzenia dziejące się od 31 marca do 15 kwietnia 1865 roku, czyli do ostatniego dnia przed Wielkanocą.

Znajdujemy tam niezwykle dużo odniesień do ewangelii. Oto niektóre z nich:

> "Od początku"9 - powiedział Cyrus Smith. I Verne zatrzymał się przy tym słowie bardzo długo. Wielkanoc oznacza w religii chrześcijańskiej "początek absolutny". Ustanawia nowego człowieka: "koloniści byli <<ludźmi>> w najpiękniejszym i najpełniejszym znaczeniu tego słowa. (...) [Cyrus Smith] Poznał już ich możliwości".10

> "[Cyrus Smith] ujął jego [tj. Topa] łeb w swoje dłonie i zdjąwszy mu obrożę, przełamał ją na pół, mówiąc: - Oto dwa noże, Pencroff!"11 Chyba nie trzeba komentarza...12

> "Zdobycie tych pierwszych narzędzi zostało powitane jak wielkie zwycięstwo".13 Wszyscy koloniści poszli w stronę zachodniego brzegu jeziora, gdzie znajdował się gliniasty grunt, z którego chcieli zrobić cegły... Po drodze młody Harbert, jak pisze Verne, odkrył drzewo "crejimba" z gatunku palmowców. Czyż to nie przywodzi na myśl gałązek palmowych? (Jan 12,13).14

> W niedzielę 2 kwietnia Cyrus Smith określił położenie wyspy, a właściwie to określił przecinający ją południk.

> 9 kwietnia, w Niedzielę Palmową, koloniści przystąpili do budowy pieca garncarskiego. Pięć dni później zaczęli produkować naczynia. Wszystkie te prace, jak pisze Verne, przeciągnęły się aż do 15 kwietnia, wigilii paschalnej. "Nazajutrz jednak była niedziela, i to Niedziela Wielkanocna, a zatem wszyscy przystali na to, by poświęcić ten dzień na odpoczynek. Owi Amerykanie byli ludźmi wierzącymi i gorliwie wypełniali nakazy zawarte w Biblii, a sytuacja, w której się znaleźli, sprawiła, że ich wiara w moc Pana Wszelkiego Stworzenia jeszcze się pogłębiła".15

> Tego wieczora koloniści jedli bulwy "caladium macrorhizum". "Mogły one w pewnej mierze zastąpić chleb (...)".16 W następną wigilię paschalną (1 kwietnia 1866 roku) Cyrus i Harbert odkryli "cycas revoluta" (drzewo chlebowe). "Wprawdzie nie były to jeszcze pszenne bułki, ale coś już bardzo do nich zbliżonego".17

W wigilię paschalną roku 1865 Cyrus Smith obserwował Krzyż Południa, który "parę dni temu (...) podziwiał z góry Franklina"18. Patrzył na "tę wspaniałą konstelację, mającą na szczycie i u podstawy dwie gwiazdy pierwszej wielkości, w lewym ramieniu gwiazdę drugiej, a w prawym trzeciej wielkości"19. Smith zdecydował określić długość geograficzną wyspy. W tym celu użył dwóch płaskich linijek, których końce złączył z jednej strony twardym kolcem akacji. Wspiął się na Płaskowzgórze Rozległego Widoku, by tam przeprowadzić swe obserwacje. "W tym momencie Krzyż Południa przedstawiał się oczom obserwatorów w pozycji odwróconej, przy czym gwiazda Alfa oznaczała jego podstawę (...). Cyrus Smith wycelował jedno ramię drewnianego cyrkla na widnokrąg morski, drugie na gwiazdę Alfa, tak jakby to uczynił z lunetą przyrządu mierniczego, ustawienie zaś obydwu ramion dało mu kąt odległości pomiędzy gwiazdą Alfa a horyzontem. Ażeby utrwalić uzyskany w ten sposób kąt, przymocował kolcami obydwie linijki swego przyrządu do trzeciej poprzecznej, dzięki czemu odchylenie ramion zostało utrzymane".20

Z następnego rozdziału dowiemy się, że kąt wynosił dziesięć stopni. Można więc sobie wyobrazić, jaki kształt przyjął ostatecznie instrument:


Poza rozdziałem XIII także można trafić na różne ciekawe rzeczy:

> Kolejny rozdział rozpoczyna się w Niedzielę Wielkanocną. O świcie koloniści zabrali się za pranie bielizny. Ilustrujący to sztych21 wyraźnie przywodzi na myśl scenę chrztu. Tego samego dnia obliczyli oni także wysokość granitowej ściany i otrzymali wynik 333,33 stopy. Niewątpliwie cyfra "3" może oznaczać Trójcę Świętą, zaś "333" uważa się niekiedy za liczbę reprezentującą Boga. Już wkrótce zobaczymy, że cyfra "3" ma być może w tym przypadku także inne znaczenie.

> 21 maja (znowu niedziela!) Cyrus Smith przy użyciu nitrogliceryny wysadził w powietrze brzeg jeziora, aby obniżyć jego poziom i dostać się w ten sposób do "upustu", który poprowadził kolonistów do wspaniałej groty. Jej sklepienie podtrzymywały granitowe filary "tworząc jakby nawę katedry. (...) Koloniści zamarli z zachwytu. Tam, gdzie spodziewali się znaleźć nędzną jaskinię, zastali wspaniały pałac; Nab zdjął z głowy czapkę jak w jakiej świątyni".22

> Następnej niedzieli (28 maja, po czwartkowym święcie Wniebowstąpienia) koloniści zamontowali drabinę, która pozwalała im wspinać się do Granitowego Pałacu. "W ten sposób wchodzenie stało się znacznie łatwiejsze".23

> W rozdziale XX Verne dokładnie określił, że 4 czerwca wypadała niedziela Zielonych Świątek. To właśnie w tym samym rozdziale Cyrus Smith objaśnił metodę rozmnażania ziaren. Mając do dyspozycji tylko jedno ziarenko zboża, koloniści upieką w przyszłości chleb!

Ewangelia o Cyrusie Smisie według Spiletta

"- Niech pan to zanotuje, panie Spilett! Niech pan to zanotuje (...)!"24 - wykrzyknął Pencroff podczas pierwszego cudu Cyrusa. I Spilett notował, notował wszystko - cuda Cyrusa Smitha, plan wyspy, zawartość znalezionego na plaży kufra itd. Zapełniał swoje notesy... Tworzył swego rodzaju "zwierciadło" Tajemniczej wyspy. Opisał, a właściwie napisał Tajemniczą wyspę. Kiedy on sam i Cyrus Smith spotkali kapitana Nemo, przyznali, że czytali 20000 mil podmorskiej żeglugi autorstwa... Pierre'a Aronnaxa. Co prawda Tajemnicza wyspa nie jest, tak jak 20000 mil podmorskiej żeglugi, napisana w pierwszej osobie, jednak przynajmniej owe notatniki Spiletta są zwierciadłem powieści. A o czym one przede wszystkim opowiadają? O czynach i słowach Cyrusa Smitha. To ewangelia o Cyrusie Smisie według Spiletta.

Spilett wierzył w Cyrusa. W rozdziale XXI mówi on: "- Drogi Cyrusie (...) twoje teorie są dla mnie proroctwem; niewątpliwie kiedyś się ono spełni".25 Pewne zdarzenie potwierdzi później te słowa...

Z zawartego w rozdziale II opisu Gedeona Spiletta dowiadujemy się, że "przez dwie godziny nadawał telegraficznie pierwsze rozdziały Biblii"26 do "New York Heralda", aby utrzymać swoje miejsce przy okienku biura telegraficznego i jako pierwszy zawiadomić swą gazetę o wynikach bitwy.

Ewangelia jest cytowana w powieści co najmniej raz. W rozdziale II (części II) Harbert prosi Cyrusa Smitha, aby ten przeczytał mu fragment ewangelii. Pencroff, który uważał się zawsze za zabobonnego, dodaje, by był to werset wybrany na chybił trafił: "Cyrus Smith uśmiechnął się i spełniając życzenie marynarza otworzył Ewangelię w miejscu, w którym tkwiła zakładka. Wzrok jego zatrzymał się na czerwonym krzyżyku, zrobionym ołówkiem przed ósmym ustępem siódmego rozdziału Ewangelii św. Mateusza27. Przeczytał zdanie, które brzmiało: - Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie".28

Można się zastanawiać, kto, dokładnie w tym miejscu, postawił ten czerwony krzyżyk. Oczywiście na myśl przychodzi kapitan Nemo, który to "sprezentował" kolonistom ową ewangelię. Pójdźmy jednak dalej. "Szukajcie, a znajdziecie". A jeśli ten czerwony krzyżyk postawił sam Juliusz Verne, by skierować nas na pewien trop... Jeśli notatniki Spiletta są ewangelią o Cyrusie Smisie, jeśli Tajemnicza wyspa jest zwierciadłem tych notatników, dlaczego by nie zobaczyć, co dzieje się w ósmym wersecie VII rozdziału tejże powieści? Rozdział VII jest dokładnie tym, w którym odnaleziony zostaje Cyrus Smith. Jakby tego było mało, wydarzenie to zamyka ów rozdział, a ósmy i ostatni zarazem element jego podtytułu brzmi: "Osiem mil od pierwszego obozowiska"29.

I oto zostaliśmy schwytani w zawrotną, prowadzącą w nieskończoność grę zwierciadła ze swym odbiciem. I tak np. w nazwisku "Spilett" znajduje się podwójne "t" tak jak w imieniu "Matthieu"... A wyraz "Spilett" pozbawiony owego podwójnego "t" i czytany od tyłu daje słowo "elips(a)"30.

To jednak jeszcze nie wszystko... Jeśli Spilett napisał zwierciadło Tajemniczej wyspy, można sobie wyobrazić, że reporter jest swego rodzaju zwierciadłem Juliusza Verne'a. Gedeon Spilett został scharakteryzowany w powieści jako "prawdziwy tropiciel ciekawostek, informacji, nie ogłoszonych wiadomości, rzeczy nieznanych i nieprawdopodobnych"31. Czyż nie można by tego samego powiedzieć o autorze Niezwykłych podróży?

Gedeon Spilett - inicjały: G. S.

Zastąpmy owe litery innymi, które w alfabecie znajdują się o 3 (!) miejsca dalej.32

Rezultat: J. V. - Juliusz Verne!

Cyrus Smith - fałszywy prorok?

Nab, Pencroff, Harbert i Spilett wierzyli w Cyrusa Smitha. Wierzyli bezgranicznie. Pisze Verne zaraz po tym, jak odnaleźli oni inżyniera: "Gdyby ktoś powiedział tym poczciwcom, że wybuch wulkanu zniszczy ziemię pod ich stopami, że ta ziemia zapadnie się w odmęty Pacyfiku, odpowiedzieliby z zimną krwią: <<Cyrus jest z nami, zwróćcie się do Cyrusa!>>"33 I gdy ten scenariusz wreszcie się zrealizował, biedny Cyrus nie mógł nic zrobić, by uniknąć kataklizmu. Tak samo Pencroff - miał on nadzieję, że gdyby nawet przyszło mu znaleźć się na zagubionej wśród fal gołej skale, z Cyrusem nie bałby się niczego. Tymczasem, kiedy na końcu powieści doszło do takiej sytuacji, Cyrus był zupełnie bezradny, "zachowywał się spokojnie. (...) Harbert nie opuszczał na krok inżyniera i wpatrywał się w niego jakby prosząc o pomoc, a przecież Cyrus Smith nie mógł jej udzielić.34

Podsumowanie

Myślę, że udało mi się w tym studium "rozłożyć na części" pewne "mechanizmy" Tajemniczej wyspy. W powieści tej można jednak znaleźć jeszcze wiele tajemnic... Po wstępnej przyjemności ich odkrywania pozostaje przeprowadzić bardziej drobiazgową analizę tekstu i stwierdzić, czy konstrukcja Tajemniczej wyspy jest precyzyjnym, niemalże "matematycznym" układem zdarzeń i odpowiadających im, niezwykle znaczących miejsc oraz dat... Pozostaje nade wszystko znaleźć odpowiedź, dlaczego...


Przypisy:

1 Juliusz Verne, Tajemnicza wyspa, tłum. Janina Karczmarewicz-Fedorowska, "Nasza Księgarnia", Warszawa 1968, cz. III, rozdz. V, str. 178.
2 Przekład własny.
3 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. II, str. 18.
4 in extremis (łac.) - wreszcie, ostatecznie
5 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. V, str. 52.
6 Ibidem, cz. I, rozdz. IX, str. 90.
7 Ibidem, cz. I, rozdz. X, str. 103.
8 Jésus Christ (fr.) - Jezus Chrystus
9 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. XIII, str. 135.
10 Ibidem, cz. I, rozdz. XIII, str. 135.
11 Ibidem, cz. I, rozdz. XIII, str. 138.
12 Komentarz chyba by się jednak przydał, gdyż konotacje tej sceny nie są wcale oczywiste. Być może nawiązuje ona do łamania chleba podczas Ostatniej Wieczerzy. Można się jednak doszukiwać również innych interpretacji.
13 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. XIII, str. 138.
14 Dane z nawiasu odsyłają do ewangelii św. Jana. Werset 13 rozdziału 12 tejże ewangelii brzmi: "[Liczna rzesza] Nabrała gałązek palmowych i wyszła na jego [tj. Jezusa] spotkanie i wołała: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela!" (Nowy Testament, Gideons International)
15 Jules Verne, Tajemnicza wyspa, tłum. Elżbieta Teresa Sadowska, Kama, Warszawa 1998, cz. I, rozdz. XIII, str. 111. (W tym miejscu jedyny raz korzystam z przekładu E.T. Sadowskiej, gdyż cytowany fragment w tłumaczeniu J. Karczmarewicz-Fedorowskiej jest niepełny.)
16 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. XIII, str. 144.
17 Ibidem, cz. II, rozdz. IX, str. 338.
18 Ibidem, cz. I, rozdz. XIII, str. 144.
19 Ibidem, cz. I, rozdz. XIII, str. 144.
20 Ibidem, cz. I, rozdz. XIII, str. 146.
21 Autor ma na myśli najprawdopodobniej jedną z ilustracji autorstwa D. Férata, które znajdują się w wielu wydaniach Tajemniczej wyspy.
22 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. XVIII, str. 199.
23 Ibidem, cz. I, rozdz. XIX, str. 206.
24 Ibidem, cz. I, rozdz. X, str. 103.
25 Ibidem, cz. I, rozdz. XXI, str. 226.
26 Ibidem, cz. I, rozdz. II, str. 21.
27 Czy Verne zapisał imię "Matthieu" ([fr.] - Mateusz) przez jedno, czy też przez dwa "t"? Otóż imię to posiadało dwa "t" w tekście Tajemniczej wyspy opublikowanym w "Magasin d'Education et de Récréation", jedno zaś "t" w wydaniu książkowym powieści (zarówno tym formatu in-18 jak i in-8o). Czyżby więc wystąpił gdzieś błąd drukarski? Pisarz dodał bowiem imię "Matthieu" dopiero w próbnym wydruku, w rękopisie natomiast odniesienia do ewangelii są wykropkowane: "krzyżyk narysowany czerwonym ołówkiem przed wersetem (...) rozdziału (...) księgi (...). I przeczytał werset, który brzmiał (...)." (Przypis redakcji "Bulletin de la Société Jules Verne". Przekład fragmentu rękopisu - własny.)
28 Juliusz Verne, op.cit., cz. II, rozdz. II, str. 262.
29 Ibidem, cz. I, rozdz. VII, str. 68.
30 Nie wiadomo dokładnie, co miałoby wyrażać słowo "elipsa". Być może chodzi autorowi o figurę stylistyczną, czyli inaczej wyrzutnię, pominięcie pewnego elementu wypowiedzi bez ujemnego wpływu na jej zrozumienie.
31 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. II, str. 20.
32 Mowa tu oczywiście o alfabecie francuskim. Zamiana wyglądałaby więc następująco: G-H-I-J oraz S-T-U-V.
33 Juliusz Verne, op.cit., cz. I, rozdz. IX, str. 90-91.
34 Ibidem, cz. II, rozdz. XX, str. 333.


Tekst ten opublikowany został w "Bulletin de la Société Jules Verne", nr 4. [128.], 1998 r.