Biografia JV


Krzysztof Czubaszek

Juliusz Verne - życie i twórczość 

Na położonej na Loarze wysepce Feydeau, w bretońskim mieście Nantes, w domu prawnika Pierre’a Verne’a (1799-1871) przy rue Olivier de Clisson 4, przyszło na świat 8 lutego 1828 roku pierwsze dziecko – syn. Dano mu na chrzcie imiona Jules Gabriel. Ojciec widział już w nim swego następcę. Wreszcie będzie miał kto przejąć jego kancelarię adwokacką. Tradycja rodzinna nie powinna zaniknąć.

Wysepka Feydeau na Loarze (widok z lotu ptaka, II poł. XIX w.)

Dziadek Julka, po którym dostał on drugie imię – Gabriel Verne był sędzią w podparyskim Province. Jego syn Pierre na krótko osiadł w stolicy, po czym w 1826 roku przeniósł się do Nantes, gdzie stał się udziałowcem kancelarii adwokata Paqueteau. 17 lutego 1827 roku ożenił się z dwa lata od siebie młodszą Sophie Allotte de la Fuÿe (1801-1887), spadkobierczynią bogatej rodziny miejscowych armatorów. Za jej pieniądze kupił wkrótce niedużą kancelarię adwokacką. Interes z czasem zaczął nieźle prosperować. Państwo Verne’owie doczekali się wreszcie męskiego potomka, a jak się miało okazać, za niespełna półtora roku przyszedł na świat drugi syn – Paul (1829). Po nim urodziły się jeszcze trzy córki – Anna (1837), Mathilde (1839) i Marie (1842).

Metryka urodzenia Juliusza Verne'a

Dnia ósmego lutego roku tysiąc osiemset dwudziestego ósmego o trzeciej po południu przede mną, niżej podpisanym zastępcą mera i urzędnikiem stanu cywilnego, przedstawicielem mera Nantes, kawalera Legii Honorowej, stawił się pan Pierre Verne, adwokat, lat dwadzieścia dziewięć, zamieszkały przy ulicy de Clisson w czwartym rewirze, i okazał nam dziecię płci męskiej urodzone dnia dzisiejszego w południe, oświadczając, że jest jego ojcem, matką zaś jest pani Sophie Henriette Allote, jego żona, lat dwadzieścia siedem. Dziecięciu temu nadał on imiona Jules Gabriel. Działo się to w obecności panów Françoisa Jacquesa Jeana Marie Tronsona, sędziego śledczego Trybunału Cywilnego w Nantes, lat czterdzieści, zamieszkałego przy ulicy de Bel Air, oraz Alexandre’a Verne’a, obywatela, lat czterdzieści pięć, zamieszkałego przy placu Royale. Akt ten, po przeczytaniu, został przeze mnie, ojca oraz świadków podpisany. 
Joseph Doucet, zastępca mera, Pierre Verne, François Tronson, Alexandre Verne 
Tłum. z j. fr. Krzysztof Czubaszek

     
Sophie i Pierre Verne - rodzice pisarza (rys. François Chateaubourg)
                  

Paul, Anna, Mathilde i Marie Verne - rodzeństwo pisarza

Młodego Juliusza od początku otaczało morze. Urodził się przecież na wyspie. Wychowywał się w Nantes – wielkim portowym mieście, do którego zawijały statki z całego świata. Mały Julek często wymykał się z domu, biegł na nabrzeże, mieszał z gwarnym tłumem i słuchał barwnych opowieści wilków morskich. Gawęda starego marynarza Jeana-Marie Cabidoulina, który podczas swych podróży widział był podobno żyjącego w głębinach oceanu potwora, posłużyła mu później za kanwę książki znanej w Polsce pod tytułem Wąż morski.

Również w domu nasłuchał się młody Juliusz mnóstwa marynistycznych historii, już to prawdziwych, już to zmyślonych. Opowiadała je m.in. pierwsza nauczycielka – pani Sambin. Mąż jej, oficer marynarki, zaginął podczas rejsu, a ona przez lata zbierała pieniądze na mającą go odnaleźć wyprawę. Jej to poświęcił późniejszy pisarz jeden ze swych utworów – powieść Pani Branican. Dzieci chętnie słuchały też relacji z zamorskich wypraw swych wujków – Prudenta Allotte’a de la Fuÿe, brata dziadka ze strony matki, zwanego „wujkiem Prudentem”, i Françoisa de la Celle de Châteaubourg, męża starszej siostry matki i zarazem ciotecznego brata znanego pisarza romantycznego – René de Chateaubrianda.

Jeśli dodać do tego płynącą w żyłach Julka krew jego przodków ze strony matki – nawigatora Françoisa Guillocheta de Laperrière i armatora Alexandre’a Allotte’a de la Fuÿe – trudno się dziwić, że młody chłopiec zakochał się w morzu. Gdy latem wyjeżdżał z rodziną do letniej posiadłości Chantenay nad Loarą, z okna swego pokoju godzinami obserwował przez teleskop wpływające na rzekę statki. Tak bardzo pragnął sam pożeglować, że pewnego dnia wynajął szalupę i popłynął nią z odpływem w dół rzeki. Gdy znajdował się pięć mil od Chantenay, łódź jego zatonęła, a on sam zdołał resztką sił dostać się na pobliską wysepkę. Tam poczuł się jak prawdziwy Robinson Crusoe – jeden z jego ulubionych bohaterów literackich. Szybko jednak odczuł mizerię swego położenia. Doskwierał mu głód, a o zdobyciu pożywienia nie miał raczej co marzyć. Z opresji wyratował go kolejny odpływ. Woda znacznie opadła i mógł przedostać się pieszo na stały ląd, czyli brzeg Loary.

Dom w Chantenay

Przygoda ta nie zraziła go do morskich podróży. Kiedy miał nieco ponad jedenaście lat – latem 1839 roku – wymknął się potajemnie z domu i zaciągnął się na płynący do Indii trójmasztowy szkuner „Coralie”. Jego kapitan, widząc jak Julek doskonale włada marynarskim żargonem, przyjął go jako chłopca okrętowego. Ucieczka jednak się nie udała. Ojciec Juliusza, zorientowawszy się, co zaszło, wynajął najlepszy w porcie kuter parowy i dogonił zbiega w porcie Paimboeuf nad Loarą. W domu za karę Julek został zamknięty w pokoju o chlebie i wodzie i musiał przyrzec, że nie będzie już nigdy więcej podróżował, chyba że w wyobraźni.

Na paryskim bruku

Nie Juliuszowi pisane było zostać pogromcą mórz, lecz jego bratu Paulowi. W 1847 roku wyruszył on na swój dziewiczy rejs na Antyle. Juliusz tymczasem rozpoczął przygotowania do podjęcia studiów prawniczych. Niedługo potem opuścił rodzinne miasto i udał się do Paryża, by tam ukończyć fakultet i zdać stosowne egzaminy adwokackie. W stolicy młody prowincjusz był świadkiem krwawych wydarzeń i następstw francuskiej Wiosny Ludów. Na długo zapadły one w pamięć przyszłemu pisarzowi-pacyfiście i w poważnym stopniu ukształtowały jego poglądy na świat.

Podczas rewolucji 1848 roku dużo się mówiło w Paryżu o „sprawie polskiej”. Debaty te, toczone także we francuskim parlamencie, nie uszły uszu młodego Verne’a, toteż zainteresował się on tym tematem. W ramach ćwiczeń stylistycznych napisał nawet rozprawkę zatytułowaną Czy Francja ma moralny obowiązek pomagać Polsce? (jej polski przekład opublikowany został w „Nautilusie” nr 27 w 2005 roku), w której dowodził, że ojczyzna Napoleona już dużo zrobiła dla bratniego kraju znad Wisły i nie powinna się więcej z jego powodu wikłać w krwawe rozgrywki.

Juliusz studiował prawo pilnie, jednak bez zbytniego zapału. Bardziej pociągało go życie kulturalne i towarzyskie stolicy. Przepadał za bywaniem w teatrach, na koncertach, odczytach, wystawach. Wszystko to kosztowało, a utrzymać się musiał z przysyłanych co miesiąc przez ojca siedemdziesięciu pięciu franków. Najmniejszą część pieniędzy przeznaczał więc na jedzenie. Oszczędzał również na ubraniu. I tak np. wyjściowy komplet – frak i buty – miał na spółkę z kolegą z pokoju.

Od czasu do czasu do Paryża przyjeżdżał wuj Juliusza – François de la Celle de Châteaubourg. Miał on w stolicy wielu znamienitych znajomych. Bywał na salonach. Wprowadził więc na nie swego kuzyna. Dzięki temu poznał Juliusz takie znakomitości jak Victor Hugo, Théophile Gautier, czy wreszcie Aleksander Dumas (ojciec). U tego ostatniego gościł bardzo często. W jego bajkowym zamku Monte Christo rzesze sekretarzy pisały pod dyktando wielkiego mistrza sławne historyczne romanse, a kopiści przepisywali je naśladując jego charakter pisma. Wizyty Verne’a w tej „fabryce snów” zrodziły więc przypuszczenia, że i on był faktycznym współautorem kilku książek firmowanych nazwiskiem Dumasa (ojca).

Juliusz zdał już egzaminy adwokackie, jednak nie wrócił jeszcze do Nantes, gdzie czekała na niego warta 120 tysięcy franków kancelaria ojca. Przedkładał nad nią uroki Paryża. Poza tym miał już na koncie pierwsze próby literackie, o których dość pochlebnie wyrażał się Dumas (ojciec). Postanowił on nawet wystawić jedną ze sztuk Verne’a w swym Teatrze Historycznym. W czerwcu 1850 roku na jego afisze weszła komedia Przełamane słomki. Ze względu na to, że w teatrze tym wystawiano tylko sztuki Dumasów, pod komedią tą obok Verne’a podpisał się również Aleksander Dumas (syn), prywatnie jego przyjaciel. Przedstawienie szło jedynie przez czternaście wieczorów, zyskało niejaki rozgłos i przyniosło Juliuszowi 15 franków dochodu.

Broszurowe wydanie sztuki "Przełamane słomki"

Przełamane słomki wystawiane były również kilka razy w rodzinnym Nantes, do którego zjechał Juliusz na krótko nie jako adept sztuki prawniczej, a młody literat. Ojcu nie spodobało się postępowanie syna, gdy więc ten powrócił do Paryża, wstrzymał mu pensję. Wprawdzie matka nadal wysyłała mu potajemnie pieniądze, nie wystarczało to jednak nawet na utrzymanie się. Juliusz musiał więc szukać jakiejś pracy. Zatrudnił się za pięćdziesiąt franków miesięcznie jako kopista w kancelarii adwokata Gamarda. Całymi dniami przepisywał prawnicze akta, nocami zaś pracował nad własnymi utworami. Na starość zapłacić miał za to prawie całkowitą utratą wzroku. Nie był jednak zadowolony ze swego pisarstwa, bo i w oczach innych nie znajdowało ono zbytniego uznania. Od czasu do czasu drukował efekty swej twórczości w piśmie „Muzeum Rodzinne”. Opublikował tam takie opowiadania jak Pierwsze okręty floty meksykańskiej (1851), Podróż balonem (1851), Martin Paz (1852), Mistrz Zachariasz (1854), Zimowanie w lodach (1855) oraz żartobliwą sztukę prozą Zamki w Kalifornii, czyli kamień, który toczy się, nie porasta mchem (1852).

Pierwsze okręty floty meksykańskiej na łamach "Muzeum Rodzinnego"

W tym też czasie Verne na poważnie zaczął interesować się nowoczesnymi osiągnięciami naukowymi oraz podróżami i odkryciami geograficznymi. Dużo czasu spędzał jak zwykle w bibliotece. W życiu jego pojawiać się zaczęli coraz to nowi znajomi. Jednym z nich był sławny obieżyświat, autor Podróży dookoła świata, ślepy już wówczas starzec, Jacques Arago. Inną barwną postacią był poznany w 1860 roku Félix Tournachon, znany pod pseudonimem Nadar. Pisarz, dziennikarz, podróżnik, budowniczy i pilot balonów, jeden z pierwszych fotografów – stał się pierwowzorem Michela Ardana, bohatera dwóch książek Verne’a – Z Ziemi na Księżyc i Wokół Księżyca. Ardan to, jak nie trudno zauważyć, anagram nazwiska Nadar.

U progu sukcesu

Verne zaczynał dopiero dostrzegać dziedzinę, która stać się miała w przyszłości jego domeną. Tymczasem jednak ciągle uprawiał twórczość dramatyczną. Zmienił również pracę. W 1852 roku dostał posadę w Teatrze Lirycznym z pensją stu franków miesięcznie. Na jego deskach wystawił wraz z Michelem Carré wodewil Ciuciubabka (1853), do którego muzykę napisał jego współlokator i przyjaciel jeszcze z czasów nantejskich – Aristide Hignard. Przedstawienie owo dawane było przez sześć tygodni i nie odniosło znaczącego sukcesu. Tymczasem sekretarzowanie w teatrze było zajęciem bardzo czasochłonnym i wyczerpującym. Na kontynuowanie twórczości pozostawały znowu jedynie noce. Zmęczenie i rozgoryczenie potęgowało się.

Wiosną 1856 roku Juliusz Verne zaproszony został do Amiens w Pikardii na ślub jednego z przyjaciół. Poznał na nim siostrę panny młodej, dwa lata od siebie młodszą Honorine Annę Hebée Morel, z domu de Viane. Była ona od dziesięciu miesięcy wdową i miała dwie córki – czteroletnią Valentine i trzyletnią Suzanne. Oprócz niewątpliwych zalet tak pod względem powierzchowności jak i charakteru pani Morel posiadała jeszcze jeden walor – majątek, co dla cierpiącego na chroniczny brak pieniędzy Juliusza nie pozostawało bez znaczenia. Zanim przyszli małżonkowie stanęli na ślubnym kobiercu, co miało miejsce 10 stycznia 1857 roku, spisali intercyzę. Honorine wniosła do wspólnego stadła gotówkę, papiery wartościowe i klejnoty o wartości ponad 80 tysięcy franków, gdy tymczasem Juliusz 3 tysiące, meble, książki, pianino i zegarek. Młoda para zamieszkała w Paryżu, początkowo w tym samym lokum, które dotychczas zajmował sam Juliusz.

                            
                                     
Honorine de Viane i Juliusz Verne w roku ich ślubu (1857)

Metryka ślubu Honorine de Viane i Juliusza Verne'a

W Teatrze Lirycznym Verne przestał pracować już w 1854 roku, a honoraria autorskie za publikowane i wystawiane utwory nie wystarczyłyby na utrzymanie rodziny. Trzeba więc było pomyśleć o jakimś bardziej dochodowym zajęciu. Brat Honorine był maklerem i jeszcze przed ślubem poradził Juliuszowi, by spróbował swych sił na giełdzie. Za 50 tysięcy franków, które otrzymał od ojca tytułem przyszłego spadku, Verne wykupił udział w kantorze giełdowym.

Każdy dzień Juliusza Verne’a wyglądał teraz tak samo. Pobudka o piątej rano, lekki posiłek (najczęściej owoce, ser, gorąca kawa lub czekolada). Następnie pisanie. Między dziewiątą a dziesiątą śniadanie. Potem, do popołudnia, giełda. Około dwudziestej pierwszej sen. I tak przez sześć lat pracy na parkiecie. Później zresztą, gdy Verne nie musiał już prowadzić kantoru, rozkład jego dnia nie zmienił się, z tym że giełdę zastąpiła biblioteka i praca literacka.

Przez pierwszych pięć małżeńskich lat Juliusz Verne pisał, publikował i wystawiał: w Teatrze Buffo farsę Pan Szympans (1858), do której orkiestrą dyrygował sam Jacques Offenbach, w Teatrze Lirycznym wraz z Aristide’em Hignardem – operetkę Karczma w Ardenach (1860), w Teatrze Wodewil wraz z Charles’em Wallutem (redaktorem „Muzeum Rodzinnego”) komedię Jedenaście dni oblężenia (1861). Trochę też podróżował. W roku 1859 zwiedził Anglię i Szkocję.

Wrażenia z owego wojażu zawarł w odnalezionej dopiero pod koniec XX w. powieści Podróż wsteczna do Anglii i Szkocji. Verne bardzo wnikliwie obserwował życie i obyczaje obu zwiedzanych krajów, przekonany był bowiem o swym szkockim pochodzeniu. Według rodzinnej legendy, znajdującej potwierdzenie w dokumentach, protoplasta rodziny matki Juliusza, niejaki Allott, przybył ze Szkocji na dwór króla Ludwika XI i osiadł na stałe we Francji.

W roku 1861 odbył Verne jeszcze jedną podróż, tym razem do Skandynawii. Musiał ją jednak przerwać ze względu na stan zdrowia żony, która 3 sierpnia powiła mu jedyne ich dziecko – syna Michela.

Michel Verne

Niezwykłe Podróże

Przełomowym wydarzeniem w życiu Juliusza Verne’a okazało się spotkanie z wydawcą Pierre’em Jules’em Hetzelem. Skontaktował ich w roku 1862 przyjaciel pisarza Alfred de Bréhat. Hetzel przymierzał się do wydawania przeznaczonego dla dzieci „Magazynu Wiedzy i Rozrywki” i szukał odpowiednich autorów. Verne natomiast miał gotowy rękopis pierwszej „powieści o nauce”, jak określał swą książkę w liście do ojca. Było to Pięć tygodni w balonie. Hetzel zapoznawszy się z jej treścią zalecił pewne poprawki i wydał ją na początku roku 1863.

Okładka XIX-wiecznego wydania "Pięciu tygodni w balonie"

Książka opowiadała o wyprawie balonem w głąb Afryki. Nie była ona jeszcze wówczas w całości poznana. Ludzi pasjonowały doniesienia o coraz to nowych wyprawach próbujących wydrzeć Czarnemu Lądowi wszystkie tajemnice. Mniej więcej w tym czasie zaginęła zdążająca w głąb Afryki ekspedycja doktora Davida Livingstone’a. Na poszukiwania jej słynny amerykański magnat prasowy, wydawca niezwykle wówczas popularnego dziennika „New York Herald” – James Gordon Bennett (syn) wysłał znanego podróżnika i badacza Henry Stanleya.

Nic więc dziwnego, że Pięć tygodni w balonie okazało się bestsellerem. Hetzel zaproponował Verne’owi kontrakt na kolejne książki, kilkakrotnie w ciągu długiej współpracy pisarza i wydawcy zmieniany. Choć z umowy na umowę pisarz otrzymywał coraz lepsze warunki finansowe, to jednak największe profity zgarniał wydawca, który na powieściach coraz bardziej sławnego autora zbił prawdziwą fortunę.

Zaczęła się ciężka praca. Verne, pisząc swe książki, studiował szereg dzieł naukowych, czasopism, prowadził dyskusje i konsultował się z ekspertami wielu dziedzin. Wszystkie jego powieści podbudowane były aktualnym stanem wiedzy, który to dopiero stawał się punktem wyjścia do twórczych fantazji. Książki, które wychodziły spod pióra Verne’a, zapoczątkowały nowy nurt literatury – fantastykę naukową. Ten gatunek z czasem oczywiście ewoluował i niewiele ma wspólnego ze współczesną science fiction.

Kolejną książką, jaką napisał Verne, był Paryż w XX wieku. Hetzel odrzucił ją jednak jako nazbyt pesymistyczną i nieudaną. Pisarz schował rękopis i więcej do niego nie wracał. Manuskrypt został odnaleziony dopiero po przeszło stu latach w starym kufrze i wydany w 1994 roku w Paryżu. Polski przekład ukazał trzy lata później.

Paryż w XX wieku nie mógł się ukazać, gdyż jego fabuła była raczej przygnębiająca. Nie pasowało to do koncepcji wydawniczej Hetzela, bowiem Verne miał pisać powieści budujące, pełne wiary w możliwości człowieka i nauki. Taka była pierwsza i takie miały być następne. Pisarz skrupulatnie zastosował się do rad edytora, czego owocem był bogaty i barwny cykl powieściowy Niezwykłe Podróże. Dopiero w ostatnich powieściach Verne’a zaczął znów dochodzić do głosu pesymizm.

Po Pięciu tygodniach w balonie ukazała się Podróż do wnętrza Ziemi (1864), potem Przygody kapitana Hatterasa (1864-1865) oraz pierwsza część dylogii – Z Ziemi na Księżyc (1865). Drugą część – Wokół Księżyca wydano w roku 1870.

Znowu morze

W roku 1866 pisarz doszedł do wniosku, że Paryż nie jest dobrym miejscem do tworzenia i przeniósł się wraz z rodziną do małej rybackiej wioski Le Crotoy nad Zatoką Sommy. Wynajął tam willę z widokiem na morze. Dużo żeglował na wynajmowanych łodziach i intensywnie pracował. Kupił też z czasem własny mały jacht i nazwał go na cześć syna „Saint Michel”. Był prawdziwie rozkochany w swej łajbie i wiele czasu spędzał na jej pokładzie, zwiedzając pobliskie porty i pisząc podczas rejsów kolejne utwory. To w tym okresie powstała słynna powieść Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi (1869-1870). Była to druga część trylogii. Pierwszą stanowiły Dzieci kapitana Granta (1865-1867), a trzecią Tajemnicza wyspa (1874-1875).

Manuskrypt "Tajemniczej wyspy"

Trylogia uznawana jest za najlepsze dzieło pisarza. Zawarł w niej ogół tych idei, które przyświecały znacznej części jego twórczości, takich jak przezwyciężająca wszelkie trudności twórczość ludzkiego umysłu, solidarność w nieszczęściu, walka o wolność.

Mówiąc o trylogii, trzeba nadmienić, iż główny bohater Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi, kapitan Nemo (po łacinie Nikt), miał być pierwotnie Polakiem mszczącym się na Rosjanach za krzywdy doznane podczas powstania styczniowego. Jednakże tym razem znów interweniował Hetzel, który nie chciał pogorszenia stosunków z carską Rosją, gdyż zaszkodziłoby to jego interesom w tym kraju. Ostatecznie Verne usunął pochodzenie swego bohatera, a śladem wcześniejszych zamysłów pozostał jedynie wiszący w kajucie kapitana Nemo portret Tadeusza Kościuszki z napisem Finis Poloniae! (Koniec Polski!). W całej powieści ani razu nie została ujawniona tożsamość głównego bohatera. Dopiero z Tajemniczej wyspy dowiadujemy się, że był zbuntowanym przeciwko Anglikom hinduskim księciem.

W roku 1867 pisarz odbył wraz z bratem Paulem podróż statkiem „Great Eastern” do Stanów Zjednoczonych i Kanady, co zaowocowało w roku 1870 książką Pływające miasto. Na amerykańskiej ziemi przebywał jedynie osiem dni. Zwiedził w tym czasie Nowy Jork, Albany, Rochester oraz Niagarę.

Gdy w 1870 roku wybuchła wojna francusko-pruska, stateczek Juliusza Verne’a został uzbrojony, a on sam wcielony do straży przybrzeżnej. Wraz z niewielką załogą patrolował wybrzeże Zatoki Sommy. Z czasem łódź ta przestała pisarzowi wystarczać, toteż w 1876 roku nabył drugą, znacznie większą i komfortową, i nazwał ją „Saint Michel II”. Tę z kolei bardzo szybko sprzedał, gdyż nadarzyła się okazja kupna czegoś bardziej imponującego. W 1877 roku pewien markiz pozbywał się wspaniałego jachtu parowego, zbudowanego dla króla belgijskiego Leopolda I. Verne stał się jego właścicielem za niebagatelną sumę prawie 55 tysięcy franków. Swój nowy nabytek nazwał oczywiście „Saint Michel III”.

"Saint Michel III" w pocie w Nantes

Na tym znakomitym jachcie pisarz mógł się rozkoszować do woli prawdziwymi morskimi rejsami. Trasa pierwszego (1878) wiodła z Nantes, przez Vigo, Lizbonę, Kadyks, Gibraltar, Oran do Algieru. Rok później pływał Verne wzdłuż wybrzeży Anglii i Szkocji. W 1881 roku „Saint Michel III” zawijał do portów w Belgii, Holandii, Niemczech, Danii i Szwecji. Jednak najdłuższą podróż morską swym statkiem odbył Verne w 1884 roku. Było to swego rodzaju tournée sławnego już wówczas pisarza. W Lizbonie przyjmował go minister marynarki, w Gibraltarze goszczony był z honorami przez oficerów miejscowego garnizonu, w Oranie brał udział w poświęconej mu sesji naukowej Towarzystwa Geograficznego. Odwiedzając po drodze Algier, La Valettę i Sycylię, przybył wreszcie do Rzymu, gdzie na prywatnej audiencji przyjął go papież Leon XIII. Później zawitał jeszcze m.in. do Wenecji, gdzie na jego cześć urządzono specjalny karnawał.

"Saint Michel III" w Zatoce Neapolitańskiej (1884)

Była to ostatnia morska podróż Verne’a. W 1885 roku sprzedał swój wspaniały jacht. Jakby przeczuwał, że już niedługo nie będzie mógł pływać, gdyż stanie się prawie kaleką. 9 marca 1886 roku przed drzwiami swego domu przy rue Charles Dubois 2 w Amiens, dokąd przeprowadził się z rodziną w roku 1869, został postrzelony w biodro. Zamachu dokonał jego obłąkany bratanek Gaston. Powodu zamachu nigdy publicznie nie wyjaśniono.

Verne polskim Żydem?

Przez wiele lat bardzo żywa była plotka o polskim, a właściwie żydowskim pochodzeniu Juliusza Verne’a. Głosiła ona, że przyszły pisarz przyszedł na świat w Płocku i nazywał się początkowo Joel (Julian) Olszewiec. Jedna jej wersja podawała, że sześcioletni Julian wyemigrował z rodzicami do Francji, gdzie zmienił nazwisko na Verne (olcha to w starofrancuskim vergne lub verne). Według drugiej wersji Julian Olszewiec dopiero w 1861 roku przybył do Rzymu, gdzie przechrzcił się u Ojców Zmartwychwstańców, ponieważ chciał pojąć za żonę polską księżniczkę Krzyżanowską, z którą był zaręczony. Do ślubu ostatecznie nie doszło, a Juliusz wyemigrował do Francji.

Verne znał ową plotkę. Podobno w 1875 roku otrzymał list od pewnego Polaka, który podawał się za jego brata i przypominał mu jego wcześniejsze losy, czyli emigrację i zmianę nazwiska. Później był jeszcze jeden list, aż wreszcie w domu Verne’a pojawił się pewien dziennikarz z Polski pragnący osobiście potwierdzić bądź zaprzeczyć pogłoskom. O dziwo, Verne jakoby ich nie zdementował, lecz jeszcze w żartobliwy sposób ubarwił. Powiedział rzekomo, że porwał pewną majętną pannę o nazwisku Krakowianka (Krakovitz), która po kłótni z nim rzuciła się do Jeziora Lemańskiego.

Wywołało to szereg spekulacji i odbiło się echem w gazetach na całym świecie. Sprawę ostatecznie wyjaśnił profesor Edmondo Marcucci. Po odpowiednim dochodzeniu i lekturze m.in. archiwum Ojców Zmartwychwstańców w Rzymie stwierdził, że rzeczywiście istniał polski Żyd Julian Olszewiec, który, wyemigrowawszy, przyjął nazwisko Julien de Verne. Nie miał on jednak nic wspólnego ze sławnym pisarzem. Nie przeszkadzało to jednak plotce rozprzestrzeniać się. W starych polskich encyklopediach, m.in. Orgelbranda, a także amerykańskich i rosyjskich, te dwie postaci brane są za jedną.

Do rozprzestrzenienia i ugruntowania plotki bardzo przyłożyła się prasa. Rewelację o pochodzeniu Verne’a przyniosły w 1876 roku m.in. „Kłosy” (nr 571), a za nimi „Gazeta Warszawska” (nr 127, 198), „Gazeta Narodowa” (nr 210), „Gazeta Lwowska” (nr 211) oraz „Korespondent Płocki” (nr 72). Choć wspomniane „Kłosy” zaraz zdementowały swe wcześniejsze enuncjacje (nr 586), wieść się rozeszła i zaczęła żyć własnym życiem, wracając co jakiś czas na łamy czasopism, i to aż po dziś dzień. Ostatnio np. wskrzesił ją prof. Marian Fuks, historyk i znawca tematyki żydowskiej, były dyrektor i wieloletni pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Uczynił to najpierw w swej książce Wielcy i sławni pochodzenia żydowskiego (Warszawa, I wyd. 1998, II wyd. 2003), a później na łamach dołączanego do dziennika „Rzeczpospolita” dodatku „Żydzi polscy” (nr 38/2008). Powołał się przy tym na samego Henryka Sienkiewicza, który w 1880 roku tak pisał w „Gazecie Polskiej” (nr 140):

„Czy Juliusz Verne jest Polakiem? Sprzeczać się o to z nikim nie myślimy. Krążyły pod tym względem różne wieści, a w ogóle tak uporczywie przypisujące popularnemu autorowi Dzieci kapitana Granta polskie pochodzenie, że on sam uznał za stosowne temu zaprzeczyć. Uczynił to zresztą bardzo przyzwoicie, oświadczając z góry, że uważałby to sobie za zaszczyt, do którego jednak nie może się przyznać, będąc rodem z Gaskonii. Oświadczenie to przecięło, wedle nas, raz na zawsze wszelkie wątpliwości. Tymczasem mimo to jeden ze znanych nam dobrze i wiarygodnych ludzi opowiadał nam, że widział w Paryżu u niejakich p. R...skich fotografię Verne’a z dedykacją i podpisem po polsku. Państwo R...scy mówili przy tym naszemu znajomemu, że Verne bywa u nich dość często i rozmawia z nimi po polsku, ale tylko z nimi samymi, mając jakieś specjalne powody, dla których chce uchodzić za rodowitego Francuza – w rzeczywistości jednak jest Polakiem czy też Izraelitą polskiego pochodzenia i nazywa się Olszewic.

Wedle naszego zdania, każdy jest tym, czym chce być, zatem Verne jest Francuzem. Gdyby jednak stworzył jakie arcydzieło, które by uczyniło najmniejsze szczegóły z jego życia przedmiotem dociekań i sporów, przyszli jego biografowie znaleźliby się wobec tych rozlicznych sprzecznych wieści w prawdziwym kłopocie.”

Jak widać, wymowa notatki Sienkiewicza nie jest jednoznaczna. Bardziej podaje w wątpliwość słynną plotkę, niż ją utwierdza. Rewelacje niejakich państwa R...skich są wprawdzie zastanawiające, ale wiadomo, jak to bywa z informacją przekazywaną z ust do ust. Może i przychodził do nich jakiś Verne i rozmawiał z nimi po polsku. A może był to de Verne... Julien de Verne…

Tak czy inaczej, Sienkiewicz trafnie przewidział, że wzrost sławy Verne’a spowoduje zainteresowanie nim biografów, zaś plotka o polskim Żydzie z Płocka stanowić będzie dla nich nie lada zagadkę.

Ostatnie lata

W czasie morskich wojaży, jak również w przerwach pomiędzy nimi, Verne tworzył powieść za powieścią. Powstały wówczas m.in. takie tytuły jak W 80 dni dookoła świata (1872), Michał Strogow (1876), Czarne Indie (1877), Piętnastoletni kapitan (1878), Pięćset milionów hinduskiej księżniczki (1879), Zielony promień (1882), Gwiazda Południa (1884), Robur Zdobywca (1886) i wiele innych, mniej znanych polskiemu czytelnikowi. Na lata te przypadł również szczyt sławy pisarza.

Afisz anonsujący nowości wydawnictwa Hetzela na rok 1882

Wielki sukces odniosła np. powieść opowiadająca o osiemdziesięciodniowej podróży naokoło świata. Drukowana była najpierw w odcinkach w czasopiśmie „Le Temps”. Francję, a później Anglię i Stany Zjednoczone ogarnęła mania zawierania zakładów, czy jej ekscentrycznemu bohaterowi, Fileasowi Foggowi, uda się zdążyć na czas. Wielu ludzi myślało nawet, że jest on prawdziwą postacią i rzeczywiście okrąża kulę ziemską. Różne linie oceaniczne zabiegały u pisarza, by uczestnicy okołoziemskiej podróży płynęli właśnie ich statkiem, co zapewniało wyśmienitą reklamę. Gdy ukazało się wydanie książkowe powieści, stało się prawdziwym bestsellerem, rozchodząc się za życia Verne’a w ponad 100 tys. egzemplarzy. Po nim przyszła zaś adaptacja sceniczna w Teatrze Porte Saint-Martin, z oszałamiającą scenografią i zapierającymi dech w piersiach rekwizytami. W przedstawieniu brał udział m.in. żywy słoń! Cieszyło się ono ogromnym zainteresowaniem widzów i przyniosło Verne’owi duże zyski.

Afisz anonsujący przedstawienie "W 80 dni dookoła świata" w Teatrze Porte Saint-Martin

Wraz z upływem lat fortuna zaczęła się jednak od pisarza odwracać. Zamach radykalnie zmienił jego życie. Nie mógł on już sprawnie chodzić, gdyż kula utknęła na zawsze w jego biodrze. Coraz rzadziej spotykał się z ludźmi. Zaczęli odchodzić kolejni bliscy. W 1887 roku umarła matka, dziesięć lat później – ukochany brat Paweł (ich trwającą całe życie serdeczną przyjaźń utrwalił potem w powieści Bracia Kip). Verne podupadał coraz bardziej na zdrowiu. Katarakta prawie zupełnie pozbawiła go wzroku. Wszystko to sprawiało, że z roku na rok stawał się coraz większym samotnikiem i pesymistą.

W jego twórczości, niegdyś tak witalnej i budującej, pojawiać się zaczęły akcenty powątpiewania. Pisarz począł dostrzegać w rozwoju cywilizacji nie tylko szansę, ale też i zagrożenie dla ludzkości. Wspaniałe wynalazki, które opisywał we wczesnych powieściach z cyklu Niezwykłe Podróże, zaczęły w ostatnich książkach służyć różnej maści przestępcom i niegodziwcom do szerzenia zła. Verne ostrzegał w ten sposób swych potomnych przed wykorzystywaniem nauki do zbrodniczych celów. Jedną z takich pesymistycznych powieści był Pan świata (1904), stanowiący kontynuację Robura Zdobywcy.

Ostatni okres życia pisarza przyniósł jeszcze wiele innych ważnych utworów, takich jak m.in. Dwa lata wakacji (1888), Zamek w Karpatach (1892), Sfinks lodowy (1897), Wspaniałe Orinoko (1898), Napowietrzna wioska (1901). Mimo przeciwności losu Verne nie zwalniał tempa i zgodnie z umową oddawał wydawcy dwa tomy rocznie. Ze względu na jego twórczą płodność i nieograniczoną wprost fantazję współcześni często powątpiewali w autentyczność jego osoby, a już z pewnością w to, że jest tylko spokojnym pisarzem. Niektórzy uważali go za wilka morskiego, sławnego podróżnika, który spisuje jedynie swe przygody. Inni z kolei przypuszczali, że Niezwykłe Podróże tworzy grupa autorów. Sądzono tak np. we Włoszech, o czym wspominał pisarz Edmondo de Amicis, który w roku 1896 przyjechał do Amiens wraz z dwoma synami, tak jak i on od dawna podziwiającymi Verne’a. Takich wielbicieli „Giulio” miał we Włoszech oraz na całym świecie rzesze.

Afisz anonsujący nowości wydawnictwa Hetzela na rok 1891

Byli też i tacy, którzy odnosili się do pisarza niechętnie. Należał do nich Eugène Turpin, wynalazca środka wybuchowego o nazwie melinit, który rozpoznał siebie w postaci Tomasza Rocha z książki znanej w Polsce pod tytułem Straszny wynalazca. A że bohater powieści był szaleńcem i czarnym charakterem, Turpin poczuł się obrażony i oskarżył Verne’a o zniesławienie. W roku 1896 pisarz musiał przybyć na rozprawę do Paryża. Po raz pierwszy widział wówczas całkiem jeszcze nową wieżę Eiffla, choć najwyraźniej nie zrobiła na nim wrażenia, skoro się na jej temat w ogóle nie wypowiedział. Proces Verne wygrał, choć głównie dzięki temu, że miał błyskotliwego adwokata, którym był Raymond Poincaré – przyszły pięciokrotny premier i prezydent Francji.

U schyłku życia Verne był bardzo schorowany. Nękały go problemy gastryczne, zaawansowana cukrzyca, nie widział na prawe oko. Jednak do ostatka pracował. Geniusz powieści fantastycznonaukowej zgasł w swym domu w Amiens 24 marca 1905 roku. Pozostawił po sobie, nie licząc kilkudziesięciu sztuk teatralnych, dzieł naukowych i parapublicystycznych, piętnaście ogłoszonych drukiem opowiadań oraz pięćdziesiąt cztery opublikowane powieści (większość stanowiły dzieła dwu- lub trzytomowe, stąd też spuścizna liczona w ten sposób wynosiła ponad sto tomów), a także kilkanaście mniej lub bardziej ukończonych rękopisów, które ukazywały się jeszcze kilka lat po jego śmierci.

Metryka zgonu Juliusza Verne'a

Nekrolog Juliusza Verne'a

Pisarz zza grobu

Wieść o śmierci Juliusza Verne’a obiegła świat z szybkością iskry elektrycznej. Gazety codzienne poinformowały o niej, publikując w ostatnich dniach marca 1905 roku telegraficzne noty, periodyki tygodniowe zaś przygotowały w ślad za nimi okolicznościowe artykuły, w których zaprezentowały sylwetkę pisarza i jego twórczość. W „Wędrowcu” (nr 13) napisano: „Umarł pisarz, którego dzieła stanowiły rozkosz naszych lat młodocianych i którego fantazja budziła w nas marzenia cudowne o wielkich, dalekich podróżach, o przygodach nadzwyczajnych, o niepojętych przewrotach, którymi duch ludzki zdolen jest wstrząsać prawa natury.” Z kolei autor wspomnienia wydrukowanego w „Wieczorach Rodzinnych” (nr 15) pisał: „nie zapomnę wrażenia, jakiego doznałem, odczytując fantastyczną podróż pióra nieznanego mi jeszcze autora Juliusza Verne’a Dwadzieścia tysięcy mil pod wodą. Przed wyobraźnią moją otworzyły się nowe horyzonty (...). Odtąd rozczytywałem się w książkach Verne’a, ja i moi rówieśnicy.” „Przyjaciel Dzieci” (nr 25) dodawał zaś o zmarłym pisarzu: „Biorąc jakąkolwiek poważną i piękną myśl naukową, rozsnuwał dokoła niej ciekawy wątek powieściowy, z niewyczerpaną pomysłowością i polotem myśli. Tworząc takie powieści, w krótkim czasie zyskał sobie znakomity rozgłos, jaki rzadko przypada w udziale pisarzom.”

"Kurier Codzienny", nr 75, 26 marca 1905 roku

Czytelnicy czasopism nie mogli mieć wątpliwości, iż Juliusz Verne zakończył już swój pracowity żywot. Miłośnicy jego talentu, którzy z jakichś powodów przegapili prasowe doniesienia, mogliby jednak żyć w przekonaniu, że autor Tajemniczej wyspy nadal tworzy, bowiem aż do 1910 roku trafiały regularnie do księgarń kolejne dzieła sygnowane jego imieniem i nazwiskiem: Latarnia na końcu świata (1905), Wulkan złota (1906), Agencja Thompson i Spółka (1907), Pilot dunajski [polski tytuł: Pilot dunajskich statków] (1908), Polowanie na meteor [Łowcy meteorów] (1908), Rozbitkowie z „Jonathana” [Ojczyzna rozbitków] (1909), Sekret Wilhelma Storitza (1910) i zbiór sześciu opowiadań pt. Wczoraj i jutro (1910). Ostatnia powieść, Niezwykła przygoda misji Barsaca [Wyprawa w głąb Afryki / Tajemniczy gród w pustyni], publikowana była początkowo w odcinkach w „Le Matin” (1914), później zaś ukazała się w wersji książkowej (1919). Tom ten, reklamowany jako ostatnie dzieło z serii Niezwykłe Podróże, wyszedł już nie u Hetzela, a w wydawnictwie Hachette, które kupiło macierzystą oficynę Verne’a.

Afisz anonsujący nowości wydawnictwa Hetzela na rok 1909

O tym, że Verne tworzył na zapas i pozostawił w spadku kilka rękopisów, opinia publiczna dowiedziała się zaraz po jego śmierci. Powiadomił o tym m.in. „Le Figaro” (3 kwietnia 1905 roku), który zamieścił rozmowę z synem pisarza. W prasie pojawiły się dywagacje, czy rodzina nie zechce przypadkiem publikować pod szyldem Juliusza Verne’a utworów nieautentycznych, by skorzystać z popularności nazwiska. Michel Verne ogłosił więc listę pozostałych tytułów. Równocześnie rozpoczął pertraktacje z Jules’em Hetzelem w sprawie ich druku. Na początku zaatakował wydawcę z powodu niekorzystnych warunków finansowych, jakie przez lata oferował on (a wcześniej jego ojciec) pisarzowi. Zażądał też zwrotu dwóch rękopisów złożonych w wydawnictwie jeszcze przez samego Juliusza Verne’a – Latarni na końcu świata i Sekretu Wilhelma Storitza. Hetzel początkowo się opierał i groził sądem, później jednak uległ, na co istotny wpływ miało i to, że Michel na swego reprezentanta prawnego wskazał Raymonda Poincarégo – powszechnie znanego senatora i adwokata, dzięki któremu Juliusz Verne wygrał swego czasu proces z Turpinem. Wydawca zwrócił więc synowi pisarza manuskrypty i rozpoczął z nim owocną współpracę, dzięki której seria Niezwykłych podróży mogła być, mimo nieobecności pisarza w gronie żywych, jeszcze długo kontynuowana.

Już pierwsi czytelnicy pośmiertnych dzieł Juliusza Verne’a domyślali się, iż niekoniecznie wyszły spod jego pióra. O sprawie zrobiło się głośno z powodu procesu, jaki Michelowi Verne’owi wytoczył niejaki Jackel Semo, Bułgar, człowiek interesu, którego syn pisarza poznał w Belgradzie. Poszło o to, że takie samo imię i nazwisko nosił jeden z czarnych charakterów występujących w powieści Pilot dunajski, co nie spodobało się bałkańskiemu biznesmenowi, jako że nie chciał on być utożsamiany z hersztem bandy rzecznych rozbójników. Podczas rozprawy, która rozpoczęła się w 1912 roku, adwokat Jackela Semo nie omieszkał zauważyć, że wykorzystanie personaliów jego klienta w powieści opublikowanej w 1908 roku dowodzi, iż to nie Juliusz Verne jest jej autorem, lecz jego syn. Choć Michel Verne proces wygrał (zresztą jeszcze przed jego rozpoczęciem zmieniając w kolejnych wydaniach powieści imię i nazwisko niefortunnego bohatera na Jakub Ogul), na co znów niebagatelny wpływ miała osoba jego obrońcy, którym był nie kto inny jak Raymond Poincaré, to jednak podejrzenia co do autentyczności pośmiertnych dzieł Juliusza Verne’a pozostały.

Zagadnienie to przebadał gruntownie w latach 70. zeszłego stulecia wielki znawca i miłośnik twórczości Verne’a – Piero Gondolo della Riva. Dzięki jego ustaleniom wiemy, że wszystkie utwory opublikowane po śmierci pisarza zostały w mniejszym lub większym stopniu przerobione przez jego syna. W niektórych, takich jak Latarnia na końcu świata, Sekret Wilhelma Storitza, Wulkan złota czy Polowanie na meteor, dopisał on kilka rozdziałów, dodał nowe postaci, zmienił nieco fabułę i zakończenie, a w efekcie tego także wymowę utworów, które stały się bardziej wesołe i optymistyczne. Powieść Rozbitkowie z „Jonathana” (która w wersji Juliusza Verne’a nosiła tytuł W Magellanii) dwukrotnie wydłużył i gruntownie zmienił, a Niezwykłą przygodę misji Barsaca praktycznie napisał sam. Oparł ją na ledwie zaczętym utworze, który Juliusz Verne zatytułował Podróż badawcza i którego zdołał napisać jedynie cztery rozdziały i kawałek piątego. Zupełnie samodzielnym dziełem Michela jest natomiast powieść Agencja Thompson i Spółka, która powstała jeszcze za życia pisarza.

Od lat 80. XX w. utwory Juliusza Verne’a zmienione przez jego syna wydawane są w wersji oryginalnej. Ukazują się one również po polsku, jak choćby powieść Złoty wulkan (1996) czy nowelka Edom (2005), stanowiąca punkt wyjścia dla opracowanego przez Michela Verne’a Wiecznego Adama ze zbioru Wczoraj i jutro. Druku doczekało się też ostatnio kilka wczesnych powieści Verne’a, jak np. Ksiądz w roku 1839, a także wiele jego młodzieńczych wierszy. Zaczął się już XXI w., a w kwestii publikacji tego, co wyszło spod pióra Czarodzieja z Nantes, ciągle jeszcze nie powiedziano ostatniego słowa.