Po odkryciu grobowca człowieka ze złotymi skrzydłami Trupa Wschodzącego Słońca rusza dalej na północ w ostępy Davokaru. Przez kolejny miesiąc przeprawiają się przez strumienie, przechodzą przez krzaki, ukrywają się przed niebezpieczeństwami, ale wszystko to na nic - nic ciekawego nie znajdują. Postanawiają wrócić. I wtedy właśnie spotykają oddział elfów prowadzony przez Ariusa. Ten proponuje im robotę - mają udać się na południe odbijając troszkę na wschód, gdzie zatrzymają się w obozie o nazwie Nadzieja Salindry. Tam Ambrianie prowadzą wykopaliska i Żelazny Pierścień (jak o sobie mówią elfy) podejrzewa, że niedługo stanie się tam coś złego. W obozie ma na nich czekać kontakt - Semel.
Po dwóch tygodniach wędrówki Trupa dociera do Nadziei Salindry, gdzie od razu staje oko w oko z szefową tego przybytku - Srebrnym Policzkiem. Ta proponuje im wykup działki na pobliskim błotnym wzgórzu, pod którym podobno ukryte są nieprzebrane skarby, trzeba się tylko do nich dokopać. Trupa nie podejmuje tematu, ale Saulo zauważa, że niejaki Gidjabolgo płaci złotą moneta, a tak naprawdę kawałkiem metalu ubranym w iluzję złotej monety. Gracze rozkładają się z tyłu obozu i ruszają do Semela, który okazuje się być tutejszym handlarzem. Ten opowiada im, że z puszczy słychać dziwne odgłosy, kopiący chorują na gorączkę złotę, a za palisadą w lesie umiejscowili się barbarzyńcy, którzy na coś czekają.
Następnego dnia obóz brzęczy od jednej wiadomości - Handelo, jeden z właścicieli działki, został zabity. Postaci zmierzają na miejsce zdarzenia, a Vigo obserwuje, że silnoręki obozu - Karczycho - wrzuca coś do wiecznie płonącego w obozie ognia i ten zmienia kolor. Na miejscu Trupa znajduje ślady prowadzące do innego działkowicza - Sikandera, który jest magiem i ma ze sobą chodzącą zbroję. Próba rozmowy spełza na niczym i Angi oraz Vigo wchodzą w walkę z magiem. Angi jak zwykle szybko kończy starcie - Sikander nie żyje, a jego ochroniarz zostaje rozgromiony.
W nocy postaciom śni się niewyraźny sen o kimś, kto woła spod glinianego wzgórza i obiecuje polowanie i krew tym, którzy za nim pójdą. Bohaterowie budzą się zmęczeni. Okazuje się, że kolejny z działkowców zniknął - Arkalij. Jego obóz jest pusty, nie wiadomo co się z nim stało. Trupa postanawia zasięgnąć języka u barbarzyńców, którzy rzeczywiście traktują ich przyjaźnie. Wyjaśniają, że wieki temu na tym miejscu rozegrała się bitwa między elfem Łowczym a gigantycznym aboarem Gyltą. Obydwoje zostali poważnie ranni. Łowczy schował się w kaplicy, która wtedy stała na szczycie wzniesienia, ale przez wieki zostało wciągnięta do środka. Gylta zaś, ze swoim stadem, patroluje teren i czeka tylko aż Łowczy wróci, aby dokończyć walkę.
Vigo proponuje, żeby odwiedzić Gyltę i wszyscy się na ten pomysł zgadzają. Tropiąc gigantyczne ślady trafiają na polanę, gdzie na środku stoi gigantyczna aborzyca, a dookoła niej tłoczy się jej wychudzone i zaniedbane stado. W boku Gylty tkwi czarna włócznia. Aborzyca daje się przekonać, żeby odpoczęła i zajęła się swoimi dziećmi, a Trupa będzie dla niej obserwować co się dzieje w Nadziei Salindry. Gylta pozwala także na wyciągnięcie sobie włóczni z boku, ta zaraz po opuszczeniu ciała rozpada się w pył.
Kolejnej nocy sen staje się bardziej wyraźny, ostrzejszy. Coś pod wzgórzem, Wieczny Łowca, proponuje wszystkim obecnym, aby do niego dołączyli i rozpoczęli przelewać krew w wielkich łowach. Zaraz po przebudzeniu Trupa udaje się do Semela i namawia go, aby jak najszybciej zebrał jak najwięcej pracujących tu ludzi i ruszył z nimi do Kastor, aby uratować ich przed wpływem Łowczego. Udaje się to zrobić, połowa ludzi rusza z powrotem do miasta razem z handlarzem.
Neferena, jedna z kopiących działkowiczek, w końcu dokopuje się do kaplicy w głębi błotnego wzgórza. Trupa też tam wchodzi i widzi wielkiego trzymetrowego zimowego elfa, który powoli zabija innych obecnych tam ludzi. Szybko się ewakuują, a zaraz za nimi na powierzchni pojawia się Wielki Łowczy, który swoją aurą spowija umyły większości ludzi, którzy ruszają za nim nim na łowy. Na to tylko czeka Gylta i jej stado, które rusza do walki. Ta jednak okazuje się bardzo jednostronna, Łowca posilony na krwi kopaczy szybko rozprawia się z aborzycą i rusza w Davokar szukając nowych ofiar.
Trupa Wschodzącego Słońca zbiera swoje rzeczy i rusza do Kastor.