Tekst kuratorski: Martyna Pauli
Jesteśmy świadkami intymnej sceny, w której kobiety eksplorują swoją cielesność i seksualność – bez wstydu, bez cenzury. Jedna z nich się masturbuje, inna czyta Kamasutrę, kolejne grają w rozbieranego pokera i sięgają po erotyczne komiksy. To nie pornograa, lecz armacja prawa do pragnienia i przyjemności.
Głód, o którym mówi obraz, nie jest wyłącznie fizyczny – to głód akceptacji, bliskości, swobody, przestrzeni na to, by być sobą. Krąg siostrzeństwa pozwala przekraczać tabu
i odnaleźć własną denicję przyjemności, wolną od kulturowego wstydu. W kontekście historii sztuki kobieca seksualność zbyt długo była przedstawiana z męskiej perspektywy. Tu zostaje przywrócona kobietom – ich ciałom, ich pragnieniom, ich fantazjom. Masturbacja staje się osobistym rytuałem czułości i ukochania.
Kamasutra – jako traktat o harmonijnym życiu, miłości i sztuce bliskości – pojawia się tu nieprzypadkowo. Nie jako egzotyka, ale jako inspiracja do świadomego przeżywania przyjemności, także duchowej. W fałdach spódnicy pojawia się motyw koguta – symbol płodności, męskości. W tej przestrzeni zostaje przejęty, wpisany w nową narrację.
Ten archetypiczny zwiastun świtu może być odczytywany jako znak przebudzenia kobiecej seksualności, wyzwolonej z patriarchalnych ram.
Obraz przedstawia poruszającą scenę troski i współobecności. Kobieta leżąca w centrum kompozycji – pogrążona w emocjach – nie jest sama. Otaczające ją postaci tworzą krąg empatii i czułości. Jedna zaplata jej warkocz, druga podaje jabłko, trzecia sięga po chusteczki, czwarta czyta książki o duchowości
i psychologii. Każda z nich odpowiada na inną potrzebę – cielesną, emocjonalną, duchową, symboliczną. To obraz siostrzeństwa jako rytuału
wsparcia i obecności.
Czynność zaplatania włosów niesie wielowarstwowe znaczenia. W kulturach europejskich włosy postrzegano jako siedlisko siły życiowej i duchowej.
Ich zaplatanie lub obcinanie towarzyszyło rytuałom przejścia – inicjacjom, ślubom, żałobie – symbolizując przemiany tożsamości i statusu.
Szczególny wymiar ma gest podania jabłka – prosty, a jednak intymny. To najbardziej podstawowa forma troski: nakarmić kogoś, dać mu siłę. W tym geście zawiera się nie tylko opieka, lecz także ugruntowanie w ciele – armacja obecności, życia. Jabłko nie jest „zakazanym owocem”. Staje się symbolem kobiecej odwagi, pragnienia wiedzy i duchowej inicjacji. Ewa nie jest już winna upadku, lecz jest pierwszą, która wybiera świadomość. W tym sensie jabłko podawane przez jedną z kobiet może być odczytane jako zaproszenie do przebudzenia: do uznania swoich potrzeb, do wejścia w pełnię, do transformacji.
Trzy kobiety wspólnie pracują – haftują, piszą, dziergają. Obok nich leżą tamborki, nici, szkicowniki i książki – wśród nich teksty z zakresu duchowości, seksualności, psychologii. Na tkaninie pojawiają się sigile – magiczne znaki intencji – oraz haftowane wizerunki joni.
Te ostatnie nie są prowokacją a symbolem powrotu do źródła, do ciała jako miejsca mocy. Współczesne praktyki duchowe podkreślają, że joni – utożsamiana
z żeńską energią twórczą – jest centrum intuicji, uzdrowienia i wewnętrznej transformacji.
To scena wspólnego działania, które łączy sztukę, ciało i duchową praktykę. Obecność owocu granatu – symbolu płodności, odrodzenia i kobiecej siły – wzmacnia przekaz. Prace ręczne, niegdyś uznawane za mało znaczące „kobiece zajęcia”, zyskują tu nowy wymiar: jako rytuał, jako forma przekazywania wiedzy, kształtowania tożsamości, zacieśniania więzi. To obraz o tworzeniu i odzyskiwaniu – siebie, wspólnoty, historii kobiet, ciała, mocy.
Obraz „Rytuały” przedstawia intymną scenę codziennych kobiecych czynności – ubierania się, malowania paznokci, przeglądania w lustrze. Kobiety asystują sobie uważnie, w skupieniu i bliskości. Te drobne działania składają się na rytuał, który może być zarówno formą przygotowania na spotkanie ze światem,
jak i aktem afirmacji własnej kobiecości. Przywodzi to na myśl tantryczną praktykę inwokacji Bogini mającą na celu przebudzenie wewnętrznej bogini i głębszemu połączeniu z własnym ciałem oraz kobiecą energią.
Artystka posługuje się określeniem „czułego kamuflażu”. Oddaje ono całą złożoność sceny i jej ambiwalentne zabarwienie. Tworzy napięcie, które dobrze opisuje współczesne kobiece doświadczenie. Dwoistość sceny polega na tym, że to samo działanie – makijaż, wybór stroju, spojrzenie w lustro – może być zarówno formą ekspresji, jak i dostosowania.
Gruszecka nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Choć kobiety przygotowują się na wyjście „w świat”, nie wiadomo, czy robią to z potrzeby afirmacji kobiecości, czy by sprostać społecznym oczekiwaniom. Rytuał może być zarówno aktem solidarnego wzmacniania, jak i próbą dostosowania się do norm.
Obraz przedstawia kobiety pochylone nad niebieskim obrusem z falowanym brzegiem – przypominającym babciną serwetę. Kobiety haftują czerwonymi nićmi hasła: „Siostrzeństwo to rewolucja”, „Moje ciało to świątynia” czy „Nie da się już nas nie słyszeć”. Haftowane frazy to armacje i manifesty– zaczerpnięte
z duchowych, feministycznych i rytualnych praktyk. Igła, nitka, tkanina stają się narzędziami cichej rewolucji, zapisując opowieść
o kobiecej mądrości, sile i duchowości.
Haft – jako technika wymagająca cierpliwości i skupienia – działa tu jak rytuał. To nie tylko rękodzieło. To duchowa praktyka, ale i przygotowanie
do wspomnianej rewolucji. Przez wieki kobiety haftowały sztandary, proporce oraz insygnia, nadając im znaczenie symboliczne i ceremonialne.
W „Hafciarkach” haft staje się środkiem przekazu wartości, historii i tożsamości.
W domowej scenerii, która symbolizuje prywatność, intymność, rozgrywa się akt wspólnotowego, narastającego oporu oraz odnajdowania własnego głosu.
W tradycyjnym czarostwie krąg to święta przestrzeń: miejsce poza czasem, wewnątrz którego zabiega o opiekę duchów i bóstw, składa ofiary.
Krąg to mikrokosmos i przestrzeń chroniona – tylko zaproszeni mogą do niego dołączyć.
Na obrazie „Moje biedne siostry” krąg staje się miejscem żałoby i uzdrowienia. Tworzy go wspólnota kobiet, która z lektur i rozmów czyni rytuał – przywoływania duchów, ale także uzdrowienia. Widzimy książki dotyczące procesów czarownic, ryciny egzekucji, notatki, szkice – ślady historii, którą długo wypierano. Wśród zgromadzonych artefaktów artystka umieściła także wizerunek Matthew Hopkinsa – słynnego XVII-wiecznego „łowcy czarownic” z Anglii. Hopkins staje się symbolem fanatyzmu, manipulacji i moralnej hipokryzji.
Pojawienie się tych motywów, wskazuje na głęboką świadomość traumy historycznej – to obraz spotkania z bólem i śmiercią, które w skutek 300 lat fanatycznych polowań na czarownice, dotknęły dziesiątki tysięcy kobiet. Jednocześnie artystka przywołuje te, które spalono z powodu ich niezależności, wiedzy i odwagi. Krąg staje się przestrzenią poznania ich historii i uzdrowienia.
W centrum kręgu zodiakalnego siedzi kobieta, która maluje sobie twarz. Towarzyszki czeszą jej włosy, cerują ubranie. To nie tylko zabieg upiększający – to rytuał dostosowania.
Tytułowe „Pozory” wskazują na napięcie pomiędzy tym, co własne, a tym, co cudze. Czy to jeszcze pielęgnacja, czy już kamuflaż? Lustro, w które patrzy kobieta, odbija nie tylko jej twarz – ale projekt, którym ma się stać. Obraz ukazuje ciało jako pole sił: między naturą a kulturą, między tożsamością a rolą. Czułość współuczestniczek miesza się z presją. To opowieść o delikatnej granicy, którą każda kobieta zna z doświadczenia.
Tym bardziej wymowne staje się to w kontekście książki trzymanej przez jedną z kobiet – otwartego tomu „Psychologia a alchemia” Carla Gustava Junga. Na jednej ze stron widzimy XV-wieczną miniaturę zatytułowaną „Dyas (dzień i noc)”, przedstawiającą symboliczną analogię między zodiakiem a ciałem człowieka. Obecność tej ryciny wskazuje, że zabieg upiększania ma również wymiar kosmiczny i archetypowy. Sięganie po taką ikonograę sugeruje, że kobieta zostaje wpisana w większy porządek – cykle astrologiczne, naturalne, ale także system norm społecznych i kulturowych.
Obraz przedstawia trzy kobiety, zebrane w kręgu wokół leżącej postaci. Artystka ukazuje moment intymnego rytuału – nanoszenia na ciało symboli zaczerpniętych z różnych tradycji magicznych oraz astrologii. Każda z postaci wnosi coś własnego – inny znak, odmienną intencję. Powstający na ciele wzór przypomina koło zodiakalne, lecz nie odtwarza go dosłownie. To raczej mapa znaczeń, w której splatają się różne kobiece ścieżki, wierzenia,
praktyki duchowe oraz magiczne.
Plecy – symbolicznie związane z dźwiganiem ciężaru – stają się powierzchnią zapisu, a sam akt kreślenia jest wyrazem zaufania, współuczestnictwa
i siostrzeństwa. Może się wydawać, że kobiety tworzą coś w rodzaju wspólnego symbolu ochronnego. Artystka ukazuje ciało nie jako przedmiot,
lecz jako nośnik znaczeń – archiwum, księgę, grymuar, w którym kobiety wspólnie zapisują magiczne znaki i zaklęcia.
Obraz „Sploty” przedstawia pięć kobiet zatopionych w czytaniu. Cztery z nich trzymają książki: „Psychologia a alchemia” Junga, „Tako rzecze Zaratustra” Nietzschego, „Smak miodu” Salwy an-Nu’ajmi i „Seksualność Orientu” Irvina Schicka. To lektury nieprzypadkowe – poruszają tematykę cielesności, duchowości, seksualności, a także podmiotowości i transformacji. Piąta kobieta, znajdująca się w centrum, nie czyta. Zamiast tego splata włosy
pozostałych w jeden wspólny warkocz.
Warkocz stanowi wielowymiarową metaforę. W wielu kulturach splatanie włosów było nie tylko praktyką estetyczną, ale także rytuałem społecznym
i duchowym. Dla Wikingów warkocze były symbolem siły oraz odwagi. W rdzennych kulturach Ameryki Północnej symbolizował jedność ciała, umysłu i ducha. W wierzeniach Słowian warkocz spleciony z trzech pasm symbolizował jedność trzech światów: Prawi (świata bogów), Nawi (świata zmarłych)
i Jawi (świata ludzi).
W „Splotach” warkocz staje się metaforą łączenia różnych aspektów kobiecej tożsamości, integracją różnych doświadczeń i przekonań, tworzącą spójną,
choć złożoną, tożsamość. Tożsamość jest splotem wielu nici – doświadczeń, myśli, emocji i wiedzy – które tworzą silną, piękną całość
private collection
„Nuda” to wizualna medytacja nad prawem do bezruchu i ciszy. Przedstawia kilka kobiet – leżących, siedzących, milczących – zanurzonych w miękkich tkaninach, które tworzą kokon ochronny i przestrzeń wyodrębnioną, oddzieloną od codzienności, po za czasem.
Choć postaci nie wchodzą w wyraźną interakcję, łączy je cisza i współobecność – bez działania, bez powinności. Nie muszą być produktywne, pomocne,
czy uśmiechnięte. Nie muszą działać. Mogą po prostu być. To sprzeciw wobec współczesnego przeciążenia kobiet. W kulturze, która ceni nieustanną produktywność, odpoczynek bywa postrzegany jako luksus lub lenistwo. „Nuda” staje się aktem cichego sprzeciwu wobec kulturowego przymusu
bycia zawsze „w gotowości”.
Obraz przywraca godność chwilom spoczynku, ukazując je jako formę troski o siebie i innych. Artystka daje kobietom coś, czego tak często im brakuje – prawo do tego, żeby nie musieć nic. W tym sensie „Nuda” nie jest o bezczynności – lecz o byciu .
private collection
Kobieta trzyma w dłoniach pęknięty naszyjnik. Rozerwane korale rozsypują się po barwnych tkaninach. Z paciorków układają się słowa: „więcej”, „szybciej”, „ładniej”, „lepiej”. Słowa te symbolizują presję społeczną i kulturową, nakładającą na kobiety oczekiwania (czy przymus) ciągłego doskonalenia się
i spełniania narzuconych standardów.
Moment rozpadu staje się momentem wyzwolenia. W niektórych praktykach duchowych, pęknięcie naszyjnika może oznaczać uwolnienie od negatywnej energii lub zakończenie cyklu karmicznego, co otwiera drogę do osobistego rozwoju i duchowego wzrostu. Być może właśnie w tym momencie urok prysł,
a naszyjnik stracił swoją moc i pękł?
Rozsypane słowa tracą siłę, a w ich miejsce może pojawić się nowa opowieść – o wystarczalności, o odzyskanej podmiotowości, o wolności od bycia idealną
Postać na obrazie nosi na nadgarstkach i stopach namalowane sigile. Są one graficznymi pieczęciami (sigillum) będącymi nośnikami określonej intencji. Pracuje się z nimi, aby skupić wolę, ukierunkować podświadomość i zamanifestować zamierzone cele. Znaki te, zakorzenione w zachodnich tradycjach magicznych – między innymi w magii chaosu – niosą ze sobą pozytywne intencje dotyczące siły, sukcesu, poczucia wolności i sprawczości.
W magii chaosu, sigile są tworzone poprzez kondensację intencji w unikalny symbol graficzny, który następnie jest „ładowany” energią poprzez różne techniki, takie jak medytacja czy specyficzne rytuały. Proces ten pozwala na głębsze zakorzenienie intencji w podświadomości, co ma prowadzić do ich realizacji.
Obraz ukazuje zatem nie tylko estetyczny aspekt sigili, ale również ich głębokie znaczenie jako narzędzi duchowej pracy i osobistego rozwoju. Przedstawieniem sigili na ciele postaci, artystka podkreśla ich rolę w procesie manifestacji intencji oraz wzmocnienia osobistej mocy i wolności .
Malarstwo Kamili Gruszeckiej nie odsłania się od razu. Jest gęste, wielowarstwowe, mięsiste – wymaga zanurzenia, kontemplacji, wczytania. Każde płótno jest przestrzenią rytualną – wyodrębnioną z codzienności, wyłączoną z czasu linearnego, wpisaną w porządek bardziej nadprzyrodzony niż ludzki. Postaci malowane przez Gruszecką pojawiają się na tle kolorowych tkanin, które nie są wyłącznie dekoracją. Tworzą one osobną rzeczywistość, która rządzi się własnymi prawami.
„Krąg to przestrzeń, w której działa czarownica. Czarownica tworzy miejsce poza czasem i przestrzenią, zakreślając i uświęcając krąg” – pisała Levannah Morgan w „Lustrze czarownicy”. Właśnie w takim sensie należy rozumieć przestrzenie, w których artystka umieszcza swoje bohaterki. Nie są to sceny codziennego życia – nawet jeśli gesty bohaterek mogą to sugerować – to sytuacje duchowe, wewnętrzne, inicjacyjne. Krąg – jak pisze Morgan – to zarówno mikrokosmos, jak i ochrona. „Nic nie może wejść do kręgu bez zaproszenia”. Bohaterki tworzą kręgi magiczne i wspólnotowe, w których mogą bezpiecznie działać, tworzyć, uzdrawiać, doświadczać.
Artystka wprowadza nas w przestrzeń sacrum, o której pisał Mircea Eliade – przestrzeń oddzieloną, znaczącą. A my na tę przestrzeń patrzymy z wysokości. Nie jesteśmy uczestnikami rytuału – jesteśmy podglądaczami. Nasza pozycja przypomina tę, którą zajmuje się wobec snu. Widzimy, ale nie ingerujemy, obserwujemy z dystansu. A może właśnie nie tylko obserwujemy. Może patrzymy jak duch, który został zaproszony do kręgu –z góry, z przestrzeni metazycznej, symbolicznej. Może jesteśmy jak bogini przyzywana inkantacjami i magicznymi gestami?
Kamila Gruszecka z rozmachem posługuje się bogatą symboliką zaczerpniętą z różnorodnych źródeł – psychologii, zachodniej ezoteryki, astrologii, mitów. Jej malarstwo przesiąknięte jest odniesieniami do Carla Gustava Junga – postaci archetypicznych i duchowej alchemii. Bogate są odwołania do literatury. Książki nie tylko pojawiają się na płótnach, ale też wskazują na ideowy i intelektualny kontekst malarstwa Kamili Gruszeckiej. Stają się one nie tylko rekwizytami, ale tropami – śladami poszukiwania siebie poprzez wiedzę, duchowość, cielesność, historię minionych pokoleń kobiet.
Licznie pojawiają się sigile, znaki astrologiczne, ryty i geometryczne układy inspirowane ikonograą alchemiczną. Ciało jest grymuarem, żywą księgą, powierzchnią zapisu. Rytualne gesty – jak zaplatanie włosów, haftowanie, wspólne czytanie, podanie jabłka – są traktowane jak zaklęcia. Ciało jest u Gruszeckiej nie tylko formą, czy obiektem. W nim splatają się osobiste doświadczenie, zbiorowa pamięć i symboliczny porządek.
Artystka sięga po symbole zakorzenione w różnych tradycjach, nadając im nowe znaczenia osadzone w kobiecym doświadczeniu. Jabłko staje się tu znakiem świadomości, kogut – zwiastunem przebudzenia, a warkocz – formą połączenia ciała, ducha i umysłu a zarazem splotem różnorodnych kobiecych ścieżek. Motywy te nie są dosłownymi cytatami z tradycji, lecz elementami nowego języka, który artystka buduje na własnych zasadach. Kamila Gruszecka nie odtwarza dawnych rytuałów – tworzy własne. W zgodzie z własną intuicją. Jak podkreśla sama artystka, proces twórczy w tym cyklu malarskim miał charakter głęboko intuicyjny, oparty na pracy z wyobraźnią, podświadomością i archetypami.
Tytułowe siostrzeństwo to przede wszystkim relacja – oparta na obecności, bliskości i wzajemnym wsparciu. Kobiety na jej obrazach realnie odpowiadają na swoje potrzeby. Tworzą relacje oparte na trosce –zaplatają sobie włosy, podają chusteczki, czytają obok siebie, karmią. Artystka pokazuje siostrzeństwo jako przestrzeń, w której można się zatrzymać i być sobą – bez przymusu działania, bez oceniania. Jej bohaterki mogą milczeć, odpoczywać, przeżywać emocje, eksplorować własne ciało i seksualność. Wspólnota, którą tworzą, nie wymaga dopasowania ani udowadniania czegokolwiek. To bezpieczne miejsce, w którym wolno doświadczać.
Siostrzeństwo jest też praktyką dzielenia się wiedzą. Kobiety czytają książki o psychologii, duchowości, seksualności. Haftują wspólnie hasła i symbole. Ich działania – rękodzieło, czytanie, rozmowa – stają się sposobem przekazywania doświadczenia i wspólnego kształtowania wartości.
Nie chodzi tu tylko o relacje między kobietami – ale także o zmianę sposobu widzenia świata. Siostrzeństwo to alternatywa wobec porządku opartego na rywalizacji, przemocy i dominacji. Artystka proponuje inny model, oparty na współpracy, uważności i empatii. To duchowa i emocjonalna odpowiedź na struktury, które przez wieki marginalizowały kobiece doświadczenie.
Celem wystawy „Sisterhood” jest stworzenie przestrzeni, w której malarstwo Kamili Gruszeckiej staje się narzędziem opowieści o kobiecej wspólnocie – tej codziennej, nieheroicznej, zbudowanej z czułych gestów, współobecności i głębokiego współodczuwania. Cykl prezentowanych prac ukazuje siostrzeństwo jako proces, który rozwija się od milczenia i troski, przez wspólne rytuały i kamuflaże, aż po konfrontację z doświadczeniem zbiorowej traumy i symboliczne akty uzdrowienia. Wystawa nie opowiada o kobiecości jako jednej idei – lecz ukazuje ją jako tkaninę znaczeń, splataną z codziennych działań, mitów, historii, doświadczeń, cielesności. To opowieść o byciu razem – i o byciu sobą.
Martyna Pauli