Wielu z nas pamięta czasy PRL i szkolne zbiórki makulatury. Kto nie miał starych gazet, ten biegł do kiosku, kupował świeże wydania i – nawet ich nie rozcinając – zanosił do szkoły, byle tylko odhaczyć obowiązek i mieć święty spokój. Historia, jak to ma w zwyczaju, lubi się powtarzać, tym razem w wydaniu ogrodowym.
Zgodnie z regulaminami, każda działka w kompostownik wyposażona być musi. I kropka. Intencja jest słuszna: recykling, własny nawóz, dbanie o planetę. Ale co w sytuacji, gdy ktoś prowadzi nowoczesny, niemal bezobsługowy ogród? Jeśli mulczujesz trawę (czyli kosisz ją tak, by od razu stawała się nawozem dla trawnika) i nie prowadzisz wielkich upraw warzywnych, kompostownik staje się meblem zbędnym.
Wymuszanie budowy wielkiej pryzmy tam, gdzie nie ma co do niej wrzucić, to właśnie ta przysłowiowa „makulatura”. Budujemy konstrukcje, w których hula wiatr, tylko po to, by podczas lustracji działki komisyjne oko było syte.
Zwolennicy kompostowania często zapominają o „lokatorach”, którzy wprowadzają się do pryzmy bez zaproszenia. Kompostownik to dla ślimaków nagich (tych najbardziej żarłocznych) prawdziwy Hilton. Cień, wilgoć i darmowy bufet. Zamiast utylizować resztki, budujemy im bezpieczną bazę wypadową na nasze kwiaty i krzewy. Źle prowadzony kompostownik (o co nietrudno przy małej ilości materiału i braku czasu) po prostu śmierdzi, stając się zarzewiem sąsiedzkich konfliktów. Gnijące resztki to zaproszenie dla gryzoni, które z kompostu szybko przenoszą się pod altany czy do magazynków.
Jeśli Twoja filozofia ogrodu nie przewiduje produkowania stosów odpadów zielonych, nie musisz toczyć wojny z regulaminem. Oto jak ominąć absurd z klasą:
Kompostowanie powierzchniowe (Mulczowanie): To biologicznie ta sama metoda, co w skrzyni, tyle że odbywa się bezpośrednio na ziemi. To najbardziej naturalny obieg materii.
Minimalizm plastikowy: Zamiast budować wielkie drewniane zasieki, postaw najmniejszy dostępny, zamykany kompostownik termiczny w najbardziej ukrytym kącie działki. Zajmuje tyle miejsca co większe wiadro, a litera prawa zostaje zachowana.
Symboliczny wkład: Do „przepisowego” kompostownika wrzuć garść suchych liści lub trochę skoszonej trawy raz na jakiś czas. W razie kontroli – kompostownik jest, proces trwa, wymóg spełniony.
Ekologia polega na rozumieniu natury, a nie na mechanicznym stawianiu skrzyń. Jeśli mulczujesz i dbasz o glebę bezpośrednio, robisz dla środowiska więcej niż niejeden posiadacz zaniedbanej pryzmy. A że przepis wymaga „obiektu”? Cóż, czasem warto postawić ten jeden symboliczny element, by móc w spokoju cieszyć się własnym kawałkiem zieleni.