Paweł Kozioł, 2026
Termin habitus, od czasów Arystotelesa, oznaczał sprawność – organiczną, niemal zwierzęcą zdolność jednostki do odnajdywania się w świecie poprzez instynkt, nabyte doświadczenie i zakorzenienie w konkretnej wspólnocie. Był to rodzaj „społecznej drugiej natury”, która pozwalała emerytowi w Rodzinnych Ogrodach Działkowych (ROD) intuicyjnie wiedzieć, kiedy przyciąć jabłoń, jak rozmawiać z sąsiadem o koszeniu drogi i jak przetrwać jesienną słotę bez egzystencjalnego kryzysu. Dziś jednak, na te tradycyjne oazy spokoju, wkracza horda quasi-klasy średniej, niosąc ze sobą zupełnie inną matrycę istnienia. Nie jest to już habitus sprawności, lecz habitus serwisowany – produkt wieloletniego poddawania się „human reprogrammingowi” w gabinetach psychoterapeutycznych. Guy Standing w The Precariat: The New Dangerous Cla opisuje grupę ludzi wykształconych, ale żyjących w ciągłej niepewności. Ich status zależy od pracy i zdolności przetrwania w warunkach, w których dużo płacą, ale i jeszcze więcej wymagają. Obawa, czy sprosta się wymogom kolejnego dnia nie daje radości z apartamentu, kupionego na dekady trwający kredyt, nie daje odprężenia jazda najnowszym BMW w leasingu ani nawet z korzystania z topowego modelu iPhone - na raty. Wiedzą doskonale, że każda reorganizacja, cięcia, niezadowolenie z wyników może natychmiast przenieść ich w świat ubóstwa skrajnego, co jest koszmarem nie do wyobrażenia. To właśnie ta niestabilność ekonomiczna rodzi ich ogromny lęk i potrzebę obsesyjnej kontroli nad tym, co jeszcze mogą kontrolować – np. własnym umysłem, ale wspomaganym terapią lub małym skrawkiem ziemi – w RODzie - bo na nic więcej ich nie stać. Napięty jak struna budżet już nie wytrzyma. Ich „brutalność” na działkach wynika z lęku – skoro status zawodowy jest kruchy, muszą „zabetonować” swoją pozycję w sferze stylu życia i moralnej wyższości. To właśnie podsuwa im psycholog, taki jest język terapeutyczny.
Współczesna psychologia terapeutyczna, ubrana w piórka „metod opartych na dowodach” (EBM), dokonała rynkowej kolonizacji ludzkiej psychiki, zamieniając ją w wadliwe oprogramowanie, które wymaga nieustannych „aktualizacji” i „poprawek”. To, co kiedyś było hartowaniem ducha w obliczu codziennego stresu, dziś zostało zdefiniowane jako „usterka systemowa”, wymagająca natychmiastowej wizyty u certyfikowanego serwisanta. Młody człowiek, wychowany w kulcie optymalizacji, nie wchodzi na działkę, by współistnieć z naturą; on wchodzi tam, by przeprowadzić gentryfikację rzeczywistości – zarówno tej za płotem, jak i tej we własnej głowie. To zderzenie na terenie ROD nie jest jedynie konfliktem o głośne radio czy estetykę altany. To brutalna konwergencja dwóch światów: świata ludzi, którzy jeszcze są i działają w oparciu o własne siły, oraz świata ludzi, którzy zostali zaprojektowani do ciągłego szukania zewnętrznego wsparcia. W niniejszym eseju postaram się dowieść, że nadmierna i często oszukańcza psychologizacja życia odebrała młodemu pokoleniu szansę na samodzielność, zastępując ją „urojeniami rebrandingowymi” – gdzie każdy lęk staje się diagnozą, każda relacja transakcją, a kawałek ziemi jedynie scenografią dla kolejnej sesji „przepracowywania własnego dobrostanu”.
Wkroczenie quasi-klasy średniej na teren ROD nie przypomina tradycyjnej przeprowadzki. To raczej operacja typu search and destroy, przeprowadzana pod osłoną terminologii wellness. Nowy działkowiec, uzbrojony w certyfikaty z dziesięciu sesji TSR i abonament w klinice „neuroafirmacji”, nie widzi w ROD wspólnoty losów, lecz surowy materiał do obróbki, który musi zostać dostosowany do jego „wymogów regulacji emocjonalnej”.
W tym starciu język psychologii staje się nową maczugą. Gdy tradycyjny działkowiec – człowiek o habitusie uformowanym przez realną pracę i akceptację biologicznego chaosu – stawia opór, nie spotyka się z argumentem merytorycznym. Spotyka się z diagnozą. Stara altana, kurnik czy rdzewiejąca beczka na deszczówkę przestają być elementami krajobrazu; stają się „wyzwalaczami” (triggers), które naruszają „dobrostan psychiczny” nowego właściciela. Quasi-klasa średnia, nie potrafiąc znieść dysonansu, jakim jest kontakt z autentyczną, niemalowaną starością czy brudem, dokonuje urojeniowego rebrandingu otoczenia. Ich działka musi stać się „bezpieczną przestrzenią” (safe space), co w praktyce oznacza sterylną izolację od wszystkiego, co przypomina o trudach egzystencji. To zjawisko to nic innego jak gentryfikacja psychologiczna. Jak zauważa Andreas Reckwitz w Society of Singularities, dla tej klasy społecznej każdy aspekt życia musi być „wyjątkowy” i estetycznie spójny z ich autokreacją. Jeśli sąsiad-emeryt nie pasuje do wizji „idealnego zakątka do mindfulness”, zostaje uznany za błąd w kodzie rzeczywistości. Nowobogacki użytkownik jacuzzi, w kontekście Bourdieu, nie szuka relacji – on zarządza „zasobami społecznymi”. Każda próba rozmowy ze strony starszego pokolenia jest filtrowana przez pryzmat „ochrony własnych granic”. „Nie mam dziś zasobów na tę interakcję” – mówi trzydziestolatek do człowieka, który chciał mu po prostu doradzić, jak uratować chorą śliwę.
Pod płaszczykiem troski o zdrowie psychiczne kryje się tu głęboka pogarda dla tradycyjnego habitusu. „Rebrandingowe urojenia” pozwalają młodszym lokatorom wierzyć, że ich agresja wobec zastanego porządku jest w istocie „dbaniem o siebie”. To tragikomiczny spektakl: ludzie, którzy w teorii uczą się na terapii empatii i akceptacji, w praktyce budują wokół siebie mury monitoringu i wysokich tuj, byle tylko nie dopuścić do kontaktu z „niezoptymalizowanym” życiem sąsiada. Tak oto ROD, zamiast być miejscem spotkania pokoleń, staje się laboratorium, w którym quasi-klasa średnia trenuje swoją dominację, używając terminologii terapeutycznej, jako jedynego kodeksu karnego.
Największym sukcesem „human reprogrammingu” nie jest wcale wyleczenie kogokolwiek, lecz trwała instalacja przekonania, że ludzka psychika jest mechanizmem zbyt skomplikowanym, by jednostka mogła go obsługiwać samodzielnie. Quasi-klasa średnia, która tak brutalnie zarządza przestrzenią ROD, w głębi duszy cierpi na całkowity zanik sprawstwa. To pokolenie, któremu odebrano prawo do stresu, lęku, a nawet zwykłego smutku, redefiniując te stany jako „nieprawidłowości”, wymagające profesjonalnej interwencji.
Dlaczego młody człowiek przy najmniejszym konflikcie sąsiedzkim natychmiast szuka wsparcia u psychologa? Odpowiedź kryje się w „utowarowieniu” odporności psychicznej.
W tradycyjnym habitusie emeryta stres był częścią życia – jak deszcz czy susza. Rozwiązywało się go poprzez działanie, klnięcie pod nosem lub rozmowę przy płocie. Dla quasi-klasy średniej stres jest „toksyczny”, a próba samodzielnego poradzenia sobie z nim – ryzykowna. Zamiast hartować swój charakter w ogniu codziennych trudności, młodzi dokonują outsourcingu własnej egzystencji. Każdy impuls dyskomfortu jest sygnałem do „oddania sprawy do serwisu”.
Ten mechanizm, który James Davies w Sedated nazywa „uspokajaniem” społeczeństwa, ma tragiczne skutki na mikroskalę ROD. Młody działkowiec, zamiast wejść w autentyczny spór z sąsiadem – co byłoby szansą na naukę negocjacji i budowanie realnej relacji – woli napisać pasywno-agresywnego maila do zarządu, a wieczorem udać się na sesję, by „przepracować traumę komunikacyjną”. To jest właśnie owo „nie dawanie szansy na samodzielność”. System terapeutyczny, karmiąc się ich lękiem, wmawia im, że są zbyt krucho skonstruowani, by przeżyć dzień bez „narzędzi” dostarczonych przez terapeutę.
W efekcie otrzymujemy paradoksalny obraz: „nowoczesny” człowiek otacza się monitoringiem, inteligentnymi systemami nawadniania i certyfikowanymi metodami relaksacji, ponieważ panicznie boi się nieprzewidywalności. Każda obawa, że stres może w ogóle zaistnieć, staje się powodem do szukania porady. To już nie jest opieka zdrowotna; to ubezpieczenie od życia. Quasi-klasa średnia stała się klientem idealnym – niezdolnym do postawienia kroku bez mapy narysowanej przez psychologa i przekonanym, że ich własne, naturalne mechanizmy obronne są „nienaukowe” i niewystarczające. Na ROD widać to najwyraźniej: emeryt walczy z naturą rękami, młody działkowiec walczy z własnym lękiem przed naturą przy pomocy terapeuty.
Outsourcing egzystencji ma tragiczne skutki: system terapeutyczny, karmiąc się ich lękiem, wmawia im, że są zbyt krucho skonstruowani, by przeżyć dzień bez „narzędzi” dostarczonych przez specjalistę. To już nie jest opieka zdrowotna; to ubezpieczenie od życia.
Ostatecznym efektem „human reprogrammingu” i inwazji quasi-klasy średniej na ROD jest powstanie hybrydy, którą można nazwać emocjonalnym obozem karnym pod płaszczykiem rekreacji. Tradycyjna, wielopokoleniowa wspólnota działkowa – oparta na niepisanych umowach, sąsiedzkiej pomocy i akceptacji cyklu życia – zostaje zastąpiona przez chłodną, technokratyczną strukturę, w której każda interakcja musi mieć swój „ticket” i uzasadnienie w arkuszu kalkulacyjnym.
Andreas Reckwitz w The Society of Singularities (Społeczeństwo osobliwości) opisuje nową klasę średnią – naszą „quasi-klasę średnią”, dla której najważniejsza jest estetyzacja i autentyczność na pokaz. Dla tej grupy przedmioty i miejsca (jak działka w ROD) muszą być „wyjątkowe” i służyć budowaniu tożsamości, a nie funkcji (uprawie, sadzeniu). Wyjaśnia, dlaczego nowi działkowcy brutalnie narzucają swój styl – dla nich działka to „interfejs” ich sukcesu życiowego, więc każdy element „starego ładu” (emerycki nieład, stare altany) jest traktowany jak błąd estetyczny, który trzeba „wyklikać” z rzeczywistości.
ROD zatem, że swoją zwyczajnością, skromnością i nawet tak pogardzanym „dziadostwem” staje się projekcją ich lęku przed starością widoczną u starych działkowiczów, a także brutalnym pokazaniem standardów życia, od jakich już odwykli albo raczej chcą odwyknąć. Bramy, pokrzywione i ciężkie, zamykane na brudzące ręce krowie łańcuchy i wielkie kłódki, niskie, ze zwyczajnej siatki ogrodzenia, pochylone i stare drzewka owocowe a nade wszystko altany – ta z płyt prefabrykowanych, inna nawet z cegły, ale widać, że samodzielnie klecona – żadnych proporcji, kątów prostych. W środku – mniejszy luksus niż na klatkach domowych ich apartamentowców. Wraz z nabyciem działki to wszystko musi być zmienione natychmiast. Nie osobiście – wdraża się projekt „działka”, wynajmuje firmę, która rozburzy, wytnie i splantuje wszystko a na tym, oczyszczonym dosłownie i w przenośni terenie staje dom z katalogu, obowiązkowo z wiszącym klimatyzatorem, ledowym oświetleniem, kominkiem, aneksem kuchennym wraz ze zmywarką, łazienką z prysznicem i wanną z jaccuzi. Na honorowym miejscu – basen, że wszystkim atrakcjami, falami, oświetleniem i trampoliną.
Teraz pora na zmiany w otoczeniu: ma być „jak w domku”. Łańcuchy i kłódki precz – bramy mają się otwierać zdalnie. Drogi – wybetonować. Sąsiednią działkę, emeryta – odebrać, przerobić na boisko do squascha albo sprzedać pobratymcowi.
Zarząd budzi niepokój a jego działanie – niezrozumienie. Przede wszystkim, nie może być taki geriatryczny – ponowne wybory plasują na stanowisko prezesa ROD młodego, modnie wystrzyżonego i noszącego markowe dresy kogoś z nich. Dopiero on rozumie potrzeby i wie, jak je zaspokoić.
To tutaj dochodzi do najgorszej formy konwergencji. Quasi-klasa średnia, nie czując się pewnie w świecie materii realnej jak ziemia zryta krecimi kopcami, zardzewiała rura czy wysoka trawa, próbuje zarządzać ogrodem tak, jak zarządza swoimi projektami w korporacji. Działka przestaje być miejscem odpoczynku, a staje się kolejnym obowiązkiem do „odfajkowania” w kalendarzu. Widzimy to w obsesyjnym monitoringu, w automatyzacji wszystkiego, co żywe i w agresywnym rugowaniu „niezoptymalizowanych” elementów starego świata. Jak pisała Eva Illouz w Cold Intimacies, kapitalizm emocjonalny sprawia, że zaczynamy traktować innych ludzi (i ich habitus) jako przeszkody w optymalizacji własnego „kapitału dobrostanu”. Emeryt, który chce pogadać o pogodzie, jest dla nowego działkowca „złodziejem czasu” i naruszycielem jego precyzyjnie zaplanowanej sesji mindfulness na leżaku.
W tym nowym porządku nie ma miejsca na samodzielność, bo samodzielność jest nieprzewidywalna i nieestetyczna. Młody człowiek, prowadzony za rękę przez terapeutę i algorytm, buduje wokół siebie świat martwy. To tragiczne „urojenie rebrandingowe”: wierzą, że kupując działkę i instalując na niej jacuzzi oraz zestaw kamer, wracają do natury. W rzeczywistości jedynie przenoszą sterylne biuro na świeże powietrze, a swój lęk przed życiem maskują technologiczną i psychologiczną wyższością.
Zderzenie habitusów kończy się zatem wyparciem tego, co ludzkie. Stary działkowiec, ze swoją brudną łopatą i „nienaukowym” podejściem do życia, staje się ostatnim strażnikiem autentycznego humanizmu. Quasi-klasa średnia, choć deklaruje neuroafirmację i inkluzywność, w praktyce tworzy najbardziej wykluczający system w historii ROD – system, w którym wstęp mają tylko ci, którzy przeszli „reprogramowanie”, potrafią posługiwać się żargonem terapeutycznym i mają opłacony abonament na „naprawę duszy”. Svend Brinkmann w Stand Firm w Resisting the Self-Improvement Craze, sam będąc psychologiem, przeprowadził brutalną krytykę „przemysłu optymalizacji”. Stwierdził, że współczesne nurty, jak CBT czy coaching, zmuszają nas do nieustannej, męczącej pracy nad sobą, która nigdy się nie kończy. Trzeba skończyć z „faceliftingiem” starych teorii behawioralnych, mówi Brinkmann i sugeruje, by „zwolnić swojego coacha” i przestać traktować życie jak „projekt do zdebugowania”. Wspiera zatem postulat powrotu do realnego humanizmu i akceptacji życia w jego „brudnej”, nienaprawionej formie.
Ta nadmierna psychologizacja nie dała młodym wolności – dała im jedynie bardziej wyrafinowane klatki. Odbierając im szansę na samodzielne zmierzenie się ze stresem, system stworzył pokolenie, które potrafi zarządzać „projektem Ogród”, ale kompletnie nie potrafi w tym ogrodzie po prostu być.
Prawdziwa walka o ROD nie toczy się o granice działek, ale o prawo do bycia człowiekiem nieidealnym, zestresowanym i samodzielnym, bez konieczności meldowania się w serwisie u psychologa przy każdej trudniejszej rozmowie przez płot.
(Zestawienie prac wspierających tezę o „Human Reprogramming” i gentryfikacji habitusu)
1. Krytyka kultury terapeutycznej i „produkcji kruchości”:
Furedi, F. (2004). Therapy Culture: Cultivating Vulnerability in an Uncertain Age. – Fundamentalna o „nie dawaniu szansy na samodzielność”. Furedi dowodzi, że profesjonalizacja emocji czyni nas bezradnymi.
Brinkmann, S. (2017). Stand Firm: Resisting the Self-Improvement Craze. – Manifest przeciwko optymalizacji i „przymusowi rozwoju”. Autor postuluje powrót do stoicyzmu i akceptację własnych ograniczeń.
Davies, J. (2021). Sedated: How Modern Capitalism Created Our Mental Health Crisis. – Opisuje, jak system terapeutyczny „usypia” opór społeczny, kierując uwagę jednostki na „naprawianie siebie” zamiast na zmianę wadliwego otoczenia.
2. Socjologia nowej klasy średniej i gentryfikacji:
Reckwitz, A. (2020). The Society of Singularities. – Analiza „quasi-klasy średniej”, dla której styl życia i estetyka (również na działce) są narzędziami budowania tożsamościowej wyższości.
Illouz, E. (2007). Cold Intimacies: The Making of Emotional Capitalism. – Wyjaśnia, jak język korporacyjny (zasoby, zarządzanie) przeniknął do relacji międzyludzkich, tworząc „chłodną intymność”.
Bourdieu, P. (1984). Distinction: A Social Critique of the Judgement of Taste. – Klasyczna pozycja o habitusie i o tym, jak grupy społeczne używają „gustu” (np. jacuzzi vs kurnik) do wykluczania innych.
3. Metodologia i kryzys nauki:
Ioannidis, J. P. A. (2005). Why Most Published Research Findings Are False. – Praca naukowa demaskująca błędy statystyczne, na których opiera się wiele współczesnych „modnych” nurtów terapeutycznych.
Ritchie, S. (2020). Science Fictions. – Oszustwa i uprzedzenia w nauce, które pozwalają na marketingowy „facelifting” starych teorii.
1. Habitus Serwisowy (lub Reprogramowany): Stan, w którym jednostka traci naturalną, instynktowną sprawność działania (habitus arystotelesowski), a każdą życiową trudność traktuje jako „usterkę”, którą musi naprawić zewnętrzny specjalista (psycholog, coach).
2. Quasi-Klasa Średnia: Grupa społeczna o wysokich aspiracjach tożsamościowych i estetycznych, ale niestabilnej pozycji ekonomicznej (B2B, kredyty). Cechuje ją potrzeba całkowitej kontroli nad otoczeniem i lęk przed wszystkim, co „niezoptymalizowane”. Charakteryzuje sie niezdolnością do akumulacji kapitału.
3. Urojenia Rebrandingowe: Mechanizm obronny quasi-klasy średniej polegający na rzutowaniu korporacyjnych i terapeutycznych pojęć na sfery życia, które im nie podlegają. Przykład: traktowanie ogrodu jako „interfejsu dobrostanu” zamiast miejsca uprawy ziemi.
4. Gentryfikacja Psychologiczna: Proces rugowania tradycyjnych zachowań i grup społecznych (np. emerytów z ROD) nie poprzez siłę fizyczną, ale poprzez narzucanie im języka „neuroafirmacji”, „granic” i „dobrostanu”, który stygmatyzuje ich naturalny sposób bycia jako „toksyczny” lub „niehigieniczny”.
5. Outsourcing Egzystencji: Przekazanie odpowiedzialności za własne procesy emocjonalne i decyzyjne podmiotom zewnętrznym (terapeutom, aplikacjom). Skutkuje zanikiem odporności psychicznej (resilience) i niezdolnością do samodzielnego rozwiązywania konfliktów.
6. Human Reprogramming (Serwisowanie Człowieka): Podejście w psychologii współczesnej, które traktuje cierpienie lub odmienność (np. ADHD) jako błąd w kodzie, który należy „zdebugować” za pomocą krótkoterminowych technik (CBT/TSR), ignorując humanistyczny wymiar ludzkiej kondycji.
7. Brutalna Konwergencja: Gwałtowne zderzenie dwóch sprzecznych porządków (np. starego i nowego ładu na ROD), w którym strona silniejsza dyskursywnie (quasi-klasa średnia) bezkompromisowo narzuca swój styl życia, uznając go za jedyny „nowoczesny” i „zdrowy”.