Do rekordów (na miarę moich możliwości) dołączyłem pokonanie Orlej Perci w ciągu jednego dnia (7 września 2024 r.). Wprawdzie dzień później ledwo się poruszałem na obolałych nogach, ale satysfakcja z zaliczenia najtrudniejszego szlaku w Tatrach, na którym od jego otwarcia w 1906 roku zginęło 140 osób, była większa niż zakwasy mięśni. Czułem się pewniej, mając za przewodnika znającego góry od podszewki kolegę Adama. W książce „Chodząc w Tatry” Kuba Szpilka pisze:
„Tak się nie powinno robić. Nieroztropne to i ryzykowne. W tym punkcie zgodne są wszelkie przewodniki i poradniki – po górach nie chodzimy samotnie. Niemały cmentarzyk tych, co się tej zasady nie trzymali, najdobitniej świadczy o jej słuszności. Góry nie są dla solistów. Kto staje solo przeciw mocy Tatr, podejmuje niebezpieczną grę, a przegrana może kosztować życie”.
Wyruszyliśmy jeszcze po ciemku, o 5.30 z Kuźnic i przez Halę Gąsienicową, z krótką przerwą na herbatę w schronisku „Murowaniec”, weszliśmy na przełęcz Zawrat (2159 m n.p.m.), gdzie zaczyna się Orla Perć. Stamtąd poszliśmy graniami i szczytami, których nazwy świadczą o tym, że to miejsca raczej dla kozic, niż ludzi: Mały Kozi Wierch, Kozia Przełęcz, Kozie Czuby, Kozi Wierch. Był to najciekawszy i najbardziej wymagający odcinek, z dużą liczbą ekspozycji, czyli ścian nad przepaściami, które trzeba pokonać w dół lub górę. By nie spaść, należy stawiać stopy na występach skalnych i mocno trzymać się łańcuchów. A niektóre strome podejścia czy zejścia nie mają żadnych zabezpieczeń i można liczyć tylko na odpowiednią przyczepność butów oraz siłę palców chwytających się różnych załomów i szczelin. Przydaje się wówczas nie tylko dobra kondycja, ale też brak lęku wysokości.
Z Koziego Wierchu poszliśmy na trzy szczyty Granatów, po drodze przechodząc przez najwyżej położony punkt, czyli Buczynową Strażnicę (2240 m n.p.m.), oraz opuszczając się w stronę Koziej Dolinki Żlebem Kulczyńskiego – całkiem stromym i bez żadnych zabezpieczeń. A potem przez Orlą Basztę i Wielką Buczynową Turnię dotarliśmy do przełęczy Krzyżne (2112 m n.p.m.), gdzie kończy się Orla Perć. To jednak nie był kres naszej wędrówki, bo musieliśmy jeszcze zejść do Doliny Pięciu Stawów Polskich, gdzie przy schronisku zastała nas już noc, a potem, oświetlając sobie drogę czołówkami, do Doliny Roztoki. Stamtąd poczłapaliśmy do Palenicy Białczańskiej, gdzie po ponad 16 godzinach zakończyliśmy naszą wyprawę.
Aplikacja w telefonie pokazała mi, że w prostej linii przeszliśmy 30 kilometrów. Nawet po płaskim byłby to solidny spacer, a co dopiero po górach. Różnica wysokości, jaką pokonaliśmy, wynosiła około 2000 metrów. Mój program treningowy poinformował mnie, że spaliłem przeszło 5500 kilokalorii i powinienem odpoczywać przez 120 godzin.
Po co był ten cały wysiłek? Oddajmy raz jeszcze głos Kubie Szpilce:
„Słowo «góry» zawiera coś więcej niż tylko obraz specyficznie uformowanej przestrzeni, gdyż skrywa także to, jak tam jesteśmy. Wspinamy się, foczymy, wędrujemy. Góry to żywioł innego istnienia. Niecodziennego, niezwyczajnego, szczególnego także poprzez swą chwilowość i ulotność. (...)
Kiedy już za nami trudne, wyczerpujące psychicznie i fizycznie podejście, już mamy za sobą ekscytujący, ale ryzykowny zjazd, kiedy na grani zdejmiemy kask, ciasne butki i już tylko łagodne pieczenie opuchniętych dłoni i stóp przypomina pełne skupienia chwile w skałach, wtedy wiemy, że jesteśmy. Spada nam tętno, wyrównujemy oddech, schodzi z nas napięcie. To moment niezwykłej chłonności, otwartości. Wtedy góry w ciszy, która jest cieniem samotności, obdarowują jakością trudną do ujęcia w słowach. Tym się oddycha, to się widzi, słyszy, czuje. Wtapiamy się w coś, co znaczy niezwykłe słowo «jest». Oto przebyliśmy drogę, weszliśmy na szczyt i powróciliśmy, przeżywając coś znaczącego. (...)
Oczywiście – inny jest wymiar sukcesu na Zerwie, a inny na Orlej Perci. To różnica skali, ilościowa, ale nie jakościowa. Mimo wszystkich odmienności w wymaganych umiejętnościach, czyhających niebezpieczeństwach, poniesionych wysiłkach fizycznych i mentalnych sam akt w swej istocie pozostaje niezmienny: wyjść – przejść – powrócić”.