LITERACKO W WALENTYNKI
Wyniki konkursu na wiersz lub opowiadanie na „Najpiękniejszy wiersz lub opowiadanie o tematyce miłosnej”
Biblioteka szkolna zorganizowała konkurs literacki z okazji walentynek. Zwyciężyła Kamila Tymek opowiadaniem, które prezentujemy w tym numerze gazetki.
Gratulujemy i życzymy miłej lektury!
I miejsce Kamila Tymek kl. I a LO – opowiadanie PT. „Dusza owiana tajemnicą”
II miejsce Karina Leonarczyk kl. 2b LO opowiadanie pt. „Słowik z Księżycowego Miasta”
III miejsce Aleksandra Bździel kl. 2 THB wiersz pt. „Dlaczego go kochasz?”
Wyróżnienie:
Zuzanna Anna Tyl kl. 2a LO wiersz pt. „Było to mi uczucie”
Oskar Bednarczyk kl. 2 THB – wiersz pt. „Oda do miłości”
Gratulujemy wszystkim uczestnikom!
Foto: Magdalena Kaseja
DUSZA OWIANA TAJEMNICĄ
Cześć, nazywam się Rose. Niedawno wraz z moimi rodzicami przeprowadziłam się do spokojnego miasteczka Cassis, położonego na południu Francji. To niewielkie wydarzenie zmieniło moje życie o 180 stopni. Dlaczego? Zaraz Wam opowiem.
Po wcześniejszym zaaklimatyzowaniu się w nowym miejscu, nadszedł dzień, gdy miałam pójść po raz pierwszy do mojej nowej szkoły. Moja klasa urządziła dla mnie miłe przyjęcie powitalne. Bardzo szybko poznałam nowe koleżanki oraz kolegów... Oprócz jednego. Siedział na samym końcu klasy, w pojedynczej ławce. Zapytałam jedną z dziewczyn, Ann, dlaczego chłopak do nas nie dołączy:
-Ann... Mam do ciebie pytanie.
-Pewnie. Rose, o co chodzi?
-Tamten chłopak, nie chce do nas dołączyć?
-Ach... Chodzi ci o Lucasa. Nie przejmuj się nim. Od dawna nie chce z nikim gadać i woli siedzieć sam.
-Wiesz co… Mam pomysł - wstałam z krzesła i udałam się w kierunku chłopaka:
-Hej, nie chciałbyś do nas dołączyć? Mamy ciasto, babeczki i…
-Nie, odczep się!
Zrobiło mi się trochę wstyd. Ann znalazła się tuż za mną i odciągnęła mnie z powrotem do stołu.
-A nie mówiłam? Wracamy do pozostałych -wyszeptała mi do ucha.
Reszta „imprezy” minęła naprawdę szybko, przez co udało mi się zapomnieć o tamtym niemiłym incydencie. Skończyło sie na tym, że kilka razy zwróciłam wzrok w stronę ostatniej ławki, jednak za ostatnim razem chłopaka już tam nie było.
Kilka miesięcy później...
Bardzo szybko minął mi wrzesień, październik i listopad. W grudniu zaczęła się przerwa świąteczna, a do szkoły wróciłam dopiero w styczniu. W tym czasie Ann stała się moją najlepszą kumpelą. Po lekcjach chodziłyśmy do naszej ulubionej kawiarni za szkołą, na zakupy lub po prostu pospacerować i spędzić razem trochę wolnego czasu. W dalszym ciągu nie wiedziałam nic o tajemniczym Lucasie z mojej klasy. Z każdym dniem było mi go naprawdę coraz bardziej szkoda.
Podczas jednych zajęć z wf-u nasza nauczycielka ogłosiła nam, że w marcu odbędzie się festiwal sportowy w naszej szkole. Byłam naprawdę dobrze nastawiona, ponieważ w mojej poprzedniej szkole rzadko zdarzały się tego typu eventy. Mieliśmy cały miesiąc na to, aby dobrać drużyny do poszczególnych dziedzin oraz przygotować naszą salę gimnastyczną. Zostałam wybrana do biegu w sztafecie. Nie zdziwiło mnie to, ponieważ całkiem szybko biegam. Ku mojemu zdziwieniu, w parze ze mną miał biec Lucas. Nie był z tego powodu zbyt szczęśliwy, ale nauczycielka zagroziła mu oceną niedostateczną, więc nie miał większego wyboru. Dzięki temu chciałam nawiązać z nim jakiś kontakt, ale zawsze zbywał mnie słowami, że „musi spadać” albo mu się spieszy. Każdego kolejnego dnia zaczęłam odczuwać coraz większy stres przez zbliżające się wielkie wydarzenie sportowe, na które zaproszone były dwie inne szkoły.
Dzień przed eventem
Tego dnia na zewnątrz szalała straszna ulewa. Na moje nieszczęście zgłosiłam się pomóc przy zakończeniu dekorowania naszej sali sportowej. Reszta uczniów już dawno się rozeszła, tylko ja pracowałam jeszcze przy ulepszeniu wyglądu podium dla zwycięzców. Na koniec jedna z nauczycielek podeszła do mnie i pochwaliła mnie za moją ciężką pracę. Poczułam się naprawdę doceniona i dumna z tego, co udało mi się tutaj zrobić. Pożegnałam się z nią, chwyciłam za kurtkę i wyszłam frontowymi drzwiami. Stanęłam na głównych schodach, które znajdowały się pod daszkiem. Załamałam się, gdy zobaczyłam te straszną ulewę. Zanim uda mi się dotrzeć do domu będę cała przemoknięta - pomyślałam. Przełknęłam ślinę i postawiłam pierwszy krok na mokrym stopniu. Ku mojemu zdziwieniu, nie poczułam na sobie ani jednej kropli deszczu. Czy nagle przestało padać? Spojrzałam więc w górę i ujrzałam nad sobą duży, lekko podniszczony parasol. Spojrzałam za siebie i ujrzałam jego twarz:
-Lucas?
-Na to wygląda. Proszę, weź go.
-A co z tobą? -zapytałam, wciąż lekko zszokowana.
-Po prostu go weź. Nie chcę żebyś się przeziębiła. Jutro mamy zawody...
-Naprawdę dziękuję, Lucas - chwyciłam parasol jedną dłonią, przy okazji stykając się z dłonią chłopaka. Nastała chwila ciszy, odwróciłam się w stronę wyjścia i powiedziałam cicho:
-A może... Może ty też idziesz w tę stronę? Możemy pójść razem; wtedy żaden z nas nie zmoknie.
- Nie... Muszę jeszcze coś załatwić.
-Rozumiem. W takim razie dzięki jeszcze raz! - odwróciłam się w jego stronę, mówiąc - Mam nadzieję, że będę miała szansę się od...
Ale już go tam nie było. Zupełnie jakby się rozpłynął. Smutek zagościł na chwilę na mojej twarzy, ale szybko się rozpogodziłam, myśląc o tym spotkaniu i parasolce, którą mi wręczył.
Lucas wydaje się być naprawdę miły... Ciekawe dlaczego się tak zachowuje? - pomyślałam i żwawo ruszyłam w kierunku domu.
Dzień festiwalu
Tego dnia obudziłam się wcześnie rano i podbiegłam do okna. Pogoda była cudowna, słoneczko mocno grzało i wiał delikatny wiatr. Spakowałam do torby trochę jedzenia, mój strój sportowy, a następnie zbiegłam na dół pożegnać się z rodzicami. W drodze do szkoły moje miasteczko było nie do poznania. Wiosna powoli budziła się do życia. Po drodze spotkałam się z Ann i razem udałyśmy się w drogę do szkoły.
Już z daleka ujrzałyśmy masę ludzi stojących przed szkołą. My jednak skierowałyśmy się w stronę sali, gdzie miała odbyć się pierwsza faza zawodów.
Pierwszą konkurencją był mecz siatkówki dla dziewczyn. Nie brałam w nim udziału, bo byłam bardzo słaba w siatę, jednak bardzo mocno dopingowałam Ann. Dziewczyny z naszej szkoły bardzo się starały i dzięki temu zajęły pierwsze miejsce w tej konkurencji. Mocno wyściskałam Ann i obiecałam, że postawię jej coś w naszej ulubionej kawiarni w nagrodę.
Kolejną dyscypliną była piłka nożna dla chłopaków. Przez pierwszą połowę meczu, bardzo mocno dopingowałam naszą szkolną drużynę, jednak podczas drugiej połowy zaczęłam myśleć o moim biegu. Sztafeta będzie kolejną, ale też ostatnią rywalizacją.
Mam nadzieję, że Lucas mnie nie wystawił. W ogólnie go dzisiaj nie widziałam, ani podczas meczu siatkówki, ani teraz. Lucas, gdzie jesteś? - pomyślałam.
W końcu nadszedł czas na bieg z pałeczką. Zajęłam swoje wyznaczone miejsce i gorączkowo rozglądałam się za Lucasem. Nasza wuefistka podeszła do mnie i zapytała:
-Gdzie on jest?! Ma dwie minuty; inaczej będziemy musieli was zdyskwalifikować.
-Proszę zaczekać! - krzyknęłam. -Na pewno zaraz się zjawi!
W mojej głowie miała miejsce ogromna burza myśli. W jednej chwili myślałam, że Lucas mnie wystawił, a w drugiej, że może coś go zatrzymało i zaraz się zjawi. Spojrzałam na linię startu ze smutkiem w oczach i zauważyłam go. Stał tam w pełnej gotowości, machając do mnie ręką. Otarłam pojedynczą łzę, spływającą po moim policzku i również zajęłam pozycję. Dłonie mi się strasznie trzęsły i czułam się strasznie niepewnie. Zaraz po tym w głośnikach zabrzmiał głos dyrektora:
-Uwaga. Rozpoczynamy wyścig za... 3... 2... 1... Start!
Lucas wystrzelił w niesamowitym tempie, zostawiając za sobą dwójkę uczniów z pozostałych szkół. Obserwowałam go bacznym wzrokiem, czekając aż zbliży się wystarczająco, bym mogła przejąć od niego pałeczkę. Zauważyłam blask w jego oczach, ale nie tylko... Przeraziłam się na moment, gdy zobaczyłam jego podbite oko i mocno zaczerwieniony policzek. To, co zobaczyłam, tak mocno oderwało mnie od rzeczywistości, że nie zauważyłam nawet, gdy Lucas stał tuż przy mnie, podając mi pałeczkę.
-Rose! Co jest?! Biegnij! - potrząsnął mną, a ja zdążyłam tylko spojrzeć na niego, przejąć drążek i pobiec dalej. Na nasze nieszczęście jeden z uczniów zdążył już mnie wyprzedzić. Nie udało mi się go dogonić, więc zajęliśmy drugie miejsce. W tamtej chwili nie miało to dla mnie większego znaczenia. Chciałam się dowiedzieć tylko jednego: Co stało się Lucasowi i czy miało to wpływ na jego spóźnienie?
Zaraz po skończonym wyścigu i wręczeniu nam medali, podbiegła do mnie Ann. Zaczęła mnie wypytywać, co się stało i dlaczego stałam tam zamiast biec. Chciałam jej wszystko wytłumaczyć, lecz kątem oka zauważyłam, że mój towarzysz w biegu, próbował odejść stąd niezauważony. W tamtej chwili nie mogłam już tego znieść, szybko złapałam go za ramię i pociągnęłam za sobą. Widać, że Lucas był zdezorientowany, ale chciałam się wszystkiego dowiedzieć. Zaciągnęłam go aż za budynek szkoły, gdzie stał mały schowek na miotły i inne przyrządy sprzątające. Nastała chwila ciszy, po czym zapytałam:
-Co się stało? Dlaczego się spóźniłeś? I to... - wskazałam na jego oko. - Coś Ci się przytrafiło w drodze do szkoły?
-Nie twoja sprawa! - odburknął i zaczął nerwowo iść w stronę wyjścia.
-Daj mi sobie pomóc! Dlaczego jesteś taki skryty?! Wydajesz się naprawdę sympatyczny, ale przez swoje zachowanie odpychasz od siebie każdego!
-Ty i tak tego nie zrozumiesz! Masz idealne życie, matkę, ojca, przyjaciół! A ja... ja jestem sam. Zresztą.. Co ja ci się będę tłumaczył - zwiesił głowę, spojrzał na mnie przelotnie i uciekł. Zostałam tam sama. Zaczęłam rozmyślać nad tym, że może za bardzo na niego naskoczyłam? Sama w tym momencie nie wiedziałam... Po minucie dołączyła do mnie Ann. Opowiedziałam jej o zachowaniu Lucasa oraz jego podbitym oku. Odpowiedziała mi tylko, że nie rozumie, dlaczego tak się nim przejmuję. Rzeczywiście, w tamtym momencie ja sama tego nie wiedziałam.
Jakiś czas później...
Przez ostatni miesiąc nie miałam żadnego kontaktu z Lucasem, oprócz widywania go w klasie czy mijania się z nim na przerwie. Nie wiedziałam, czy powinnam go przeprosić za moją wścibskość czy może po prostu dać mu święty spokój.
W następny piątek miało odbyć się sprzątanie miasteczka. Mieliśmy samodzielnie dobrać się w grupy, a nasza wychowawczyni dobierze każdej parze miejsce do posprzątania. Naturalnie razem z Ann tworzyłyśmy jedną parę. Pod koniec dnia, kiedy wychowawczyni miała dobierać nam miejsca, każdy uczeń miał już swojego wspólnika, oprócz Lucasa.
- Lucas. Wybierz grupę, do której chciałbyś dołączyć, inaczej ja to zrobię za ciebie -powiedziała nasza wychowawczyni.
Lucas nie przejął się tym zupełnie i dalej siedział na końcu klasy, wpatrując się w sufit.
- Dobrze, więc...Chyba znacie się z Rose całkiem dobrze. Dołączysz do niej i Ann. Będziecie mieli za zadanie posprzątać pobliską plażę.
Ann spojrzała na mnie z irytacją, a ja posłałam jej pytające spojrzenie. Nie dało się ukryć, że trochę martwiłam się spotkaniem z Lucasem. Ostatnim razem nie wyszło mi to najlepiej. Spojrzałam w jego stronę, a on podniósł na mnie swój chłodny wzrok, a następnie pokiwał głową w stronę nauczycielki.
Piątek
Tego dnia mieliśmy wolne od zajęć, aby jak najszybciej uporać się z wyznaczonym nam zadaniem. Wstałam wcześnie, gdyż o 10-ej mieliśmy zjawić się na plaży. Wcześniej zjadłam śniadanie z rodzicami i wzięłam kilka par rękawiczek oraz worków na śmieci. Zanim zdążyłam wyjść z domu, spojrzałam na telefon z wiadomością od Ann:
,,Hej Rose, przepraszam, ale strasznie boli mnie dzisiaj brzuch. Nie będę mogła pójść z Tobą. Mam nadzieję, że jakoś to przetrwasz. Wynagrodzę Ci to!
Buziaki, Ann."
O nie…. Ta wiadomość strasznie mną wstrząsnęła, ale nie było już odwrotu. Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę plaży. Ku mojemu zdziwieniu, z daleka mogłam zauważyć sylwetkę Lucasa. Stał tam i chyba na mnie czekał. Przywitałam się z nim, a on posłał mi tylko przelotne ,,Hej". Zauważyłam, że nie ma on ani rękawiczek, ani worka, więc pożyczyłam mu swoje. Natychmiast zabraliśmy się do roboty. W ciągu pracy nie zamieniliśmy ani słowa, a ja bałam się odezwać. Gdy już prawie skończyliśmy, nieszczęśliwie zraniłam się szkłem w nogę. Lucas szybko to zauważył i przyszedł mi z pomocą:
-Zaczekaj chwilę, za rogiem jest apteka. Zaraz wracam.
Nie minęło pięć minut, a on wrócił z wodą utlenioną i kilkoma bandażami. Ostrożnie wyciągnął szkło z mojej nogi, ranę oblał wodą i zawinął ją mocno w bandaż.
- Dziękuję, wygląda na to, że znowu mnie ratujesz... - zaczerwieniłam się i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Nie ma sprawy. Ty jako jedyna... zaczęłaś się mną interesować. Przepraszam za ostatnio. Zachowałem się trochę... egoistycznie.
-Nie, nie! To ja naciskałam, żebyś mi wszystko powiedział! - machnęłam na to ręką. - Ale to już nieważne. Naprawdę dobrze się dzisiaj spisaliśmy.
-Masz rację. Tylko twoja noga... Dasz radę sama wrócić do domu? - zapytał i spojrzał na mnie czułym wzrokiem.
To właśnie wtedy poczułam, że coś mnie do niego ciągnie. Wydawał się taki skryty, ale w rzeczywistości był bardzo troskliwy i opiekuńczy. Coś sprawiało, że chciałam go bliżej poznać, tylko nie widziałam jak.
-Tak myślę, nie martw się. Ale... możemy chwilę tu usiąść? Zmęczyłam się tym zbieraniem przez cały dzień.
-T-tak. Jeśli chcesz... - odpowiedział mi lekko zawstydzony.
Usiedliśmy na małym pagórku odwróceni w stronę zachodzącego słońca. Było naprawdę pięknie, a ja czułam dumę, że w końcu się przede mną otworzył.
-Lucas? - zapytałam z niepewnością w głosie. - Pamiętaj, że jeśli chcesz, to możesz mi się wygadać...
-Mhm. Dzięki - odpowiedział i z zamyśleniem spojrzał w stronę słońca. - Właściwie to chcę. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że mogę Ci ufać. Nie wiem od czego zacząć i jak to powiedzieć, ale... czuję się strasznie samotny. Ludzie z klasy wiele razy próbowali się ze mną dogadać, ale czułem się nieswojo w ich towarzystwie. Z tobą jest zupełnie inaczej i tego się boję.
-Dlaczego? Chyba nie zrozumiałam... Czego się boisz? - zapytałam z troską w głosie.
-Że... że być może poczuję coś więcej i ty... i znowu ktoś mnie zrani. Boję się tego, że znowu zostanę sam.
-Znowu zostaniesz sam? Nie wiem, czy mogę o to zapytać, ale czy coś takiego ci się kiedyś przytrafiło? Co z twoimi rodzicami...?
Na wspomnienie o rodzicach, Lucas natychmiast bardzo spoważniał. Spojrzał na mnie i opowiedział mi wszystko:
-I tu pojawia się problem... Moi rodzice. Właściwie, to mieszkam sam z ojcem. Moja matka zmarła w wypadku samochodowym, gdy miałem sześć lat. Byłem z nią wtedy w tym samochodzie... Na moje nieszczęście ja przeżyłem, a ona... zginęła.
-Lucas! Bardzo ci współczuję, ale o czym ty mówisz?! - spojrzałam na niego z ogromnym zdziwieniem. - Na Twoje nieszczęście? Że żyjesz?! - nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
-Tak mówi mój ojciec... a jak już o nim wspominamy, to on mi to zrobił - odwrócił głowę w drugą stronę.
-To znaczy... -zamyśliłam się. Nagle jednak wszystko stało się dla mnie jasne. -Twój ojciec cię wtedy uderzył?
-Nie tylko wtedy. Robi to znacznie częściej, ale staram się to ukrywać - podwinął długi rękaw swojej bluzy, ukazując mi swoją rękę pełną siniaków.
Gdy to zobaczyłam, zrobiło mi się niedobrze. Od razu pomyślałam o tym, że przez cały ten czas samotnie przeżywał te katusze i nikomu o tym nie mówił...
-Musimy to zgłosić na policję! Ojciec nie może Cię tak traktować!
-Nie, daj spokój, Rose. On po prostu... po śmierci mamy strasznie się pogubił i...
-To jest powód, by znęcać się nad swoim dzieckiem?! - wstałam bardzo gwałtownie, przez co poczułam przeszywający ból w mojej nodze. Lucas jednak szybko pomógł mi stanąć na nogi.
-Uważaj, Rose! Nie myśl o tym, ja sobie poradzę. I proszę, nie naciskaj na mnie. Dawałem sobie radę do tej pory i dam po raz kolejny. Nie poruszaj więcej tego tematu, okej?
-Lucas... opamiętaj się! - próbowałam mu to wybić do głowy, ale skarcił mnie swoim chłodnym spojrzeniem. - Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć... Moi rodzice na pewno chętnie ci pomogą...
-Dzięki, zapamiętam to sobie - spojrzał w stronę zachodzącego słońca. - Powoli się ściemnia, wracamy?
Skinęłam lekko głową i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Moja rana piekła mnie przez cały czas, przez co musieliśmy iść bardzo powoli. Lucas jednak miał inny pomysł. Zatrzymał się na chwilkę, stanął przede mną i kucnął, abym łatwo mogła się na niego wspiąć. Objęłam go rękoma wokół szyi i mocno ścisnęłam. Niebawem znaleźliśmy się pod moim domem. Pożegnałam go, a on niemal natychmiast zniknął w zapadającym już mroku.
Poniedziałek
Tego dnia prawie spóźniłam się do szkoły. Nie przez moją skaleczoną nogę, lecz budzik, którego zapomniałam nastawić. Gdy dotarłam jednak do szkoły, panowała w niej straszna wrzawa. Wszyscy uczniowie rozmawiali na temat jakiegoś ucznia, który właśnie siedział w gabinecie dyrektora. Zapytałam o wszystko Ann, a ona opowiedziała mi o tym, że ktoś rozpowiedział po szkole plotkę o ojcu Lucasa. Okropnie się przeraziłam.
Postanowił to jednak zgłosić, czy może powiedział o tym komuś jeszcze? - w głowie miałam tylko to pytanie.
W końcu drzwi gabinetu otworzyły się i wyszli z niego Lucas wraz z rozwścieczonym ojcem. Natychmiast do nich podbiegłam:
-Lucas! Co się dzieje? - chwyciłam go za ramię, ale nie chciał się zatrzymać. - Lucas, odpowiedz mi!
-Jak mogłaś, Rose! Zaufałem ci, a ty... - spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem.
-Nie! To nie byłam ja! Przyrzekam! - moje oczy już prawie zalały się łzami. Wtedy ktoś złapał mnie za ramię i powiedział:
-To ja - odezwał się głos za mną. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam Charlotte, największą plotkarę w całej szkole. - Nie ma sprawy. O was też jest głośno, gołąbeczki. Widziałam was w piątek na plaży i nie mogłam zmarnować takiej okazji - zaśmiała się.
W ostatniej chwili udało mi sie zatrzymać Lucasa, który omal się na nią nie rzucił. Patrzył na nią ze złością w oczach, po czym wyszedł ze szkoły. Nie próbowałam go nawet zatrzymać, przeczuwałam, że w tamtym momencie wolał zostać sam. Chciałam się rozprawić z Charlotte, ale i tak nic by do niej nie doszło. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego istnieją tacy okropni ludzie. Wtedy zjawiła się Ann i zaciągnęła mnie przed szkołę. Była dla mnie naprawdę wielkim wsparciem i dobrym słuchaczem w tych ciężkich chwilach.
-Słuchaj Rose, zależy ci na nim, prawda? - zapytała, a ja tylko kiwnęłam głową. - Głowa do góry, wszystko się ułoży. Myślę, że dobrze się stało. Jego ojciec nie będzie się nad nim dłużej znęcał, a to po części dzięki tobie - na mojej twarzy zagościł niewielki uśmiech. Ann miała rację...
Tydzień później...
Przez cały tydzień Lucas nie zjawił się ani razu w szkole. Trochę się martwiłam, ale z drugiej strony nie chciałam się mu narzucać. Wmawiałam sobie, że w końcu będzie musiał wrócić do szkoły i wtedy z nim porozmawiam. Nie spodziewałam się tego, że stanie się to nawet szybciej. Wieczorem dostałam od niego wiadomość, czy możemy spotkać się na tej plaży, gdzie byliśmy ostatnio. Nie wahając się ani chwili, ruszyłam w tym kierunku. Czekał już na mnie i przywołał do siebie.
-Cześć! Rose... Przepraszam, że ci wtedy nie uwierzyłem. Jestem głupi - powiedział i podrapał się z tyłu głowy.
-Nie szkodzi! Sama pewnie bym się tak zachowała... - nastała cisza. - Nie było cię w szkole. Co się…
-Myślałem, że będzie gorzej, ale zrobiłem to.
-To? -spojrzałam pytająco.
-Po tym incydencie w szkole zjawiła się u mnie policja. Wydałem ojca, a właściwie to sam się wydał... Policja weszła do naszego domu akurat, gdy dostałem prosto w twarz. Teraz mieszkam chwilowo u ciotki i chcę znaleźć własne mieszkanie. Znalazłem pracę w kawiarni... Będę mógł pracować po zajęciach!
-To wspaniale! Ale dasz sobie radę? Szkoła, praca i egzaminy już niedługo...
-Jestem silny, dam radę. Ale tak sobie myślałem, czy pomożesz mi znaleźć jakieś mieszkanie... Ja za bardzo nie znam się na wnętrzach i tak dalej... - jego policzki pokryły się rumieńcem. Widać, że był troszkę zawstydzony.
-Ha! Ha! Pewnie! Mogę nawet wpaść do ciebie i będziemy mogli się razem pouczyć -uśmiechnęłam się w jego stronę, aby dodać mu trochę pewności siebie.
-Wow... Jesteś najlepsza... To znaczy... Super! - zaśmialiśmy się. - Swoją drogą, jestem poważnie w tyle z matmą.
-To postanowione! Trochę cię podszkolę, ale nie będzie łatwo! Przy okazji będę mogła spłacić swój dług.
-Jaki dług?
-Nie pamiętasz? Festiwal sportowy, ulewa, parasolka... - zaczęłam wymieniać kolejne skojarzenia.
-No tak! To był drobiazg. Ty już naprawdę wiele dla mnie zrobiłaś... - wymieniliśmy się uśmiechami i spędziliśmy jeszcze kilka chwil na tej plaży. To było naprawdę dobre wspomnienie miło spędzonych chwil, których na długo nie zapomnę...
Udało nam się znaleźć idealne mieszkanie dla Lucasa, skąd będzie miał blisko do szkoły i do pracy. Natychmiast zaczęliśmy wspólne spotkania u niego w domu, żeby się pouczyć. Do egzaminów maturalnych pozostały zaledwie dwa miesiące. Przez ten czas zdążyliśmy przerobić naprawdę wiele tematów i zagadnień. Czasami zdarzało nam się obejrzeć jakiś film dla rozluźnienia lub wyjść na kawę. Czułam, że w tamtym momencie byliśmy ze sobą naprawdę blisko. Dzień przed egzaminami był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Tradycyjnie spotkaliśmy się u niego na małą sesję powtórzeniową. Usiedliśmy wygodnie na łóżku i wzięliśmy do rąk książki. W pewnym momencie Lucas odłożył swoją książkę na bok i strasznie się zamyślił. Zapytałam, czy coś się stało, ale on tylko na mnie spojrzał, złapał moją twarz w swoje dłonie i czule pocałował. Byłam w szoku, moje serce biło jak szalone i myślałam, że zaraz zemdleję. Nie miałam jednak czasu o tym dłużej myśleć i odwzajemniłam pocałunek. Resztę wieczoru spędziliśmy wtuleni w siebie na kanapie przed telewizorem. Pomimo, że ten pocałunek był bardzo spontaniczny, to był najpiękniejszą chwilą, jaką doznałam.
Następny tydzień spędziliśmy na pisaniu naszych egzaminów maturalnych. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, jak w tamtym okresie. Dzięki naszym długim powtórkom, egzaminy poszły mi naprawdę gładko. Nawet Lucas pochwalił mi się swoimi sukcesami, mówiąc, że to wszystko dzięki mnie.
W wakacje spotkałam się Ann i po długim spacerze wybrałyśmy się do naszej kawiarni. Długo rozmawiałyśmy o planach na studia. Złożyłyśmy zamówienie na nasz ulubiony koktajl i chwilę później dostarczył nam go przystojny kelner, skradając mi przy tym buziaka. Ann omal nie zakrztusiła się swoim koktajlem.
-Że co?! Wy razem? Rose, a ty mi nic nie powiedziałaś!! - zrobiła naburmuszoną minę, a zaraz po tym wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem.
Całe wakacje spędziłam z Ann i Lucasem. Zdecydowaliśmy wybrać się na ten sam uniwersytet w Marsylii. Ja z Lucasem chcieliśmy studiować psychologię, a Ann sztukę współczesną. Razem z moim chłopakiem podjęliśmy poważną decyzję i zamieszkaliśmy razem blisko naszej uczelni. Ciężko było mi się pożegnać z rodzicami, ale obiecałam, że będziemy ich odwiedzać w każdy weekend. Mnie i mojemu chłopakowi udało się nawet znaleźć pracę w kawiarni w pobliżu uczelni i zaczęliśmy wieść nasze wspólne życie. Byłam naprawdę szczęśliwa, że udało mi się ułożyć życie u boku takiego mężczyzny. Lucas z czasem stał się bardziej otwarty na innych i znalazł kilku kumpli z naszego roku. Często chodził do nich oglądać mecze, albo na siłownię. Zawsze jednak pomiędzy zajęciami, pracą i znajomymi potrafił znaleźć dla mnie trochę czasu. Chodziliśmy do restauracji, kina lub do wesołego miasteczka.
To właśnie tam podczas drugiego roku zabrał mnie mój chłopak. Poszliśmy na bardziej spokojną atrakcję, czyli diabelski młyn. Zachód słońca i blask kolorowych światełek dodawały tylko romantycznej atmosfery. Lucas spojrzał na mnie z miłością w oczach i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko, po czym wypowiedział magiczne słowa:
-Rose, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Oczywiście od razu się zgodziłam i rzuciłam mu się w ramiona. Była to naprawdę wspaniała chwila, o której nigdy nie zapomnę! Kto by pomyślał, że to wszystko może wydarzyć się przez zafascynowanie tajemniczym, cichym chłopakiem od pierwszego dnia szkoły? Los lubi pisać różne scenariusze, jednak czasami trzeba mu w tym trochę pomóc. Jak będzie z Tobą? Zdecyduj sam.
Kamila Tymek, kl. 1aLO