ENTER:94.04
O dziennikarzach mówi się "czwarta władza". Ich wpływ na kształtowanie opinii jest ogromny i nic dziwnego, że w krajach pozbawionych demokracji za jeden z głównych warunków utrzymania władzy tradycyjnie uznaje się przejęcie kontroli nad massmediami i spacyfikowanie wszelkiej niezależnej myśli.
Dziennikarz może w takim samym stopniu zaszkodzić osobom i instytucjom, jak i pomóc im w normalnej egzystencji. Dotyczy to również dziennikarstwa komputerowego, w którym w grę wchodzą finansowe interesy i dobre imię przedsiębiorstw.
Jednym z najważniejszych obowiązków dziennikarza -- zabrzmi to jak najbardziej oczywisty banał -- jest uczciwość w wyrażaniu poglądów. W Polsce każde z ukazujących się czasopism oddziałuje na kilkadziesiąt tysięcy czytelników, a prestiż słowa pisanego jest duży, niezależnie od tego, czy zasłużony czy też nie. Rozpowszechniony w dużym nakładzie artykuł, wszystko jedno czy mądry czy głupi, żyje własnym życiem, kształtując w znacznej mierze powszechnie wyrażane sądy. Jak na dłoni widać więc odpowiedzialność jego autora, który nie występuje przecież na przysłowiowych imieninach u cioci, lecz publicznie podaje "prawdy objawione", trudne zazwyczaj do zweryfikowania przez czytelnika.
Taka sytuacja nosi w sobie zarodek demoralizacji. Z jednej strony u dziennikarza pojawia się przyjemne (ludzkie przecież) uczucie posiadania władzy, z drugiej strony taki stan rzeczy stawia w specyficznej sytuacji ludzi bezpośrednio zainteresowanych treścią przekazywanej informacji. Trudno się temu dziwić -- negatywna opinia może zniweczyć wysiłki firmy, a niezasłużona laudacja dać jej niespodziewane profity. Zawód dziennikarza wymaga czasami akrobatycznej umiejętości stąpania po wąskiej ścieżce oddzielającej korupcję od koncesji niezbędnych do zapewnienia swemu pismu informacyjnej drożności. Dziennikarz musi umieć utrzymywać stan subtelnej równowagi między tymi dwoma żywiołami i tylko od jego kultury, doświadczenia i etycznego wyczucia zależy ocena, gdzie leży granica, której nie wolno przekroczyć. Publikowane opinie w oczywisty sposób kształtują rynek i wszelkie odstępstwa od obiektywizmu rynek ten po prostu wypaczają.
Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem dziennikarza jest uczciwość wobec czytelnika -- ta prosta, wydawałoby się, prawda jest w wielu wypadkach po prostu nie zauważana. Publiczny interes nierzadko schodzi na dalszy plan w starciu z perspektywą osobistych korzyści, czerpanych z posiadanej pozycji -- tajemnicą poliszynela jest korupcja pewnej części środowiska dziennikarskiego. Spotykamy się z przypadkami ewidentnej demoralizacji i one właśnie stanowią niebezpieczeństwo dla przyszłości czasopism komputerowych w Polsce.
Szybko rozrastający się rynek prasowy powoduje, że w środowisku pojawiają ludzie, często bardzo młodzi, którym najwyraźniej uderza do głowy fakt, że liczą się z nimi nawet najwięksi producenci oraz dystrybutorzy sprzętu i oprogramowania. Znane są mi przypadki wyłudzania profitów, wręcz szantażowania zainteresowanych firm. Aż trudno uwierzyć, że dziennikarz potrafi przyjść do firmy i powiedzieć, że potrzebny mu jest np. twardy dysk albo karta dźwiękowa, a gdy fant ów otrzyma, to wtedy, owszem, z ochotą i głębokim przekonaniem zamieści pozytywną opinię o produktach firmy na łamach swego czasopisma.
Chciałbym wam powiedzieć, panowie, że za coś takiego w towarzystwie nie podaje się ręki. Takimi zagraniami nie zyskacie szacunku u nikogo, a zwłaszcza u swoich ofiar. Na zawodową pozycję pracuje się latami i niczego nie da się zrobić na skróty. Nieuczciwość ma krótkie nogi, gdyż zweryfikuje was opinia publiczna i odepchnie środowisko dziennikarzy, dla których prawda jest najważniejszym kryterium pracy. Można popełniać błędy, mieć swoje sympatie i antypatie, ale nie wolno się sprzedawać. Jeśli tak postępujecie, to jesteście zwykłymi prostytutkami, dla których nie powinno być miejsca na łamach poważnych czasopism.
Łączę wyrazy należnej pogardy.