ENTER:94.02
Tonowy ładunek może przenieść dziesięciu sprawnych tragarzy lub jeden wózek z podnośnikiem. Listę płac w przedsiębiorstwie może sporządzić pięć urzędniczek z maszynami do pisania i sumatorem albo jedna osoba, uzbrojona w komputer i arkusz kalkulacyjny.
Oczywistą sprzeczność, przynajmniej w krótkim ekonomicznie okresie, między człowiekiem i maszyną dostrzegli już w XVIII wieku robotnicy w Sheffield, którzy bronili swoich rękodzielniczych miejsc pracy niszcząc wprowadzane przez właścicieli fabryk maszyny. Przeszli potem do historii jako luddyści (od nazwiska przywódcy -- Neda Ludda), a ich ruch był jednym z ważniejszych politycznie i moralnie wydarzeń w nowożytnej historii gospodarczej. Chociaż występowali przeciw postępowi technicznemu, i tak są zazwyczaj oceniani w literaturze, ich wystąpienie było przejawem desperackiej walki o przeżycie.
Każdy kraj, który w XX wieku wstępował na tory gospodarki planowej, stawał zawsze przed zasadniczym problemem -- koniecznością określenia stopnia kapitałochłonności rozwoju. Zazwyczaj wybierano wariant pracochłonny, co wiązało się z jednej strony z brakiem dostatecznej ilości kapitału, z drugiej natomiast z koniecznością zagospodarowania znacznych zwykle zasobów niewykorzystanej siły roboczej. Dopiero po wyczerpaniu (prawdziwym lub fikcyjnym) prostych rezerw wzrostu gospodarczego, zaczęto sięgać do bardziej intensywnych form gospodarowania, choć z miernym na ogół skutkiem.
Procesor, który jest od wielu już lat, obok chemii i biotechnologii, jednym z najważniejszych materialnych nośników postępu technicznego i czynników wzrostu wydajności, jest zarazem jednym z największych "zabójców" miejsc pracy i ta jego destrukcyjna rola będzie się wzmagać. Zaawansowane technicznie narzędzie pracy staje się nagle ogromną konkurencją dla człowieka wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z powtarzalnością i automatyzmem działań. Jest to widoczne w tych zwłaszcza krajach, gdzie pracownicy są szczególnie dobrze wynagradzani. Przed inwestorem staje wówczas często pokusa zainstalowania drogiej, ale wydajnej maszyny, której zastosowanie w rozsądnym czasie zwróci poniesione nakłady -- tym szybciej, im wyższe były koszty osobowe produkcji.
Oczywiście substytutywność wysokiej techniki i ludzkiej pracy jest jedynie częściowa, ale nie zmienia to faktu, że zakres stosowania narzędzi pracy wyposażonych w procesor stale wzrasta, co z jednej strony sprzyja silnemu wzrostowi jednostkowej wydajności pracy, ale z drugiej redukuje zapotrzebowanie na nią. Już teraz w Polsce działają firmy, w których miesięczny obrót przypadający na jednego zatrudnionego przekracza miliard złotych. Porównajmy to z wielkością przeciętnego zarobku, nie przekraczającego 4 mln zł miesięcznie.
W Polsce nie stoimy jeszcze przed tą alternatywą. Naszym problemem jest od kilku lat zmiana strupieszałej struktury ekonomiki kraju, której ideologiczne kryteria gospodarowania i fatalna w skutkach monokulturowość doprowadziły do niemal 3-milionowego bezrobocia, co było ciężkim, ale nieuniknionym kosztem konwersji. Niewątpliwym sukcesom ekonomicznym towarzyszą jednak ludzkie dramaty, tym większe, że państwa nie stać obecnie na osłonę socjalną, która zapewniłaby przyzwoite minimum egzystencji dla setek tysięcy redukowanych pracowników.
Jednak w ciągu najbliższej dekady pojawi się przed nami z pewnością problem technologicznego bezrobocia, spowodowanego przez nowoczesną technikę, wymuszaną przez konkurencję krajową i międzynarodową. Będzie to najłagodniejszy i "najzdrowszy" rodzaj bezrobocia, co oczywiście nie zmienia jego czysto ludzkiego wymiaru. W najwyżej rozwiniętych gospodarkach buforem są usługi, których udział w tworzeniu czystego produktu zaczyna już przekraczać 50 procent. Od zasobności kraju, sprawności mechanizmów rynkowych i rozumnej ingerencji państwa zależy gładkość i bezkonfliktowość tych procesów, które nigdy jednak nie są do końca gładkie i bezkonfliktowe.
Zapatrzeni w błyskawiczny rozwój sprzętu komputerowego i zachwyceni stwarzanymi przez niego możliwościami, zapominamy często, że komputeryzacja jest tylko jednym z nurtów rozwoju techniki mikroprocesorowej. Szerszym, i nie mniej ważnym, zjawiskiem jest rozwój potencjału technicznego, którego społeczne i polityczne konsekwencje są zazwyczaj ogromne. To m.in. właśnie mikroprocesor powalił komunę, która nie potrafiła wyciągnąć właściwych praktycznych wniosków z nauk jednego ze swych proroków. Trzymając się marksistowskiej poetyki możemy powiedzieć, że stosunki społeczne nie nadążyły za rozwojem sił wytwórczych i nakładając na nie kaganiec przyczyniły się do ostatecznego upadku tej niechlubnej formacji społeczno-ekonomicznej.
Ale nawet normalność i naturalność wolnego rynku nie zmieni faktu, że w coraz większej mierze będziemy stawać wobec trudnego wyzwania, stwarzanego przez mikroprocesorową rewolucję, usiłując dostosować strukturę gospodarki do jej wymagań. Będziemy to robić w trudniejszych warunkach ekonomicznych niż Zachód, choć możemy skorzystać z nagromadzonych do tej pory doświadczeń. Cała sztuka będzie polegać na umiejętnej, elastycznej konwersji, która powinna stać się zjawiskiem permanentnym, wykorzystującym dobrodziejstwa postępu technicznego. Dopiero wówczas będzie można ograniczyć do minimum wszelkie jego uboczne dolegliwości.