• Alleluja! Może to jest ten moment gdy Jezus (jeszcze nierozpoznany) zdążył już tych dwóch w drodze pociągnąć za język i rozpalić ich serce a teraz zasiadłszy z nimi do stołu trzyma ...
    Opublikowane: 16 kwi 2017, 00:06 przez: Redakcja JotJotZet
  • Kościoły stacyjne w Poznaniu na Wielki Post Zaproszenie kurii metropolitalnej na pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych miasta Poznania. Wykaz poznańskich kościołów stacyjnych znajduje się na stronie archidiecezji. Od Środy Popielcowej rozpoczniemy przeżywanie czasu Wielkiego Postu, który ma nam ...
    Opublikowane: 28 lut 2017, 11:37 przez: Redakcja JotJotZet
  • Premiera albumu o Wildzie z czasów PRL Rok po wystawie fotograficznej ilustrującej życie mieszkańców Wildy w latach 1945-89 ukazał się album fotograficzny z wybranymi historiami. SPOT. zaprasza na spotkanie autorskie dotyczące książki "Poprawiajmy stosunki międzyludzkie, Wilda ...
    Opublikowane: 28 lut 2017, 11:34 przez: Redakcja JotJotZet
  • Co możemy zrobić dla chorych i cierpiących? Dziś przypada święto Najświętszej Maryi Panny z Lourdes – możemy chyba powiedzieć, że patronuje Ona Światowemu Dniowi Chorego. Dziś obchodzony już 25 raz. Wielka to łaska i nadzieja dla wszystkich chorych ...
    Opublikowane: 28 lut 2017, 11:39 przez: Redakcja JotJotZet
  • Z narodzeniem Jezusa było tak... Całe zamieszanie z datą narodzenia urodzin Jezusa rozpoczęło się od Dionizego Małego 470–544). Ten starożytny teolog i mnich, pochodzący z Armenii, prowadził mnisze życie w Rzymie. Jemu to papież ...
    Opublikowane: 24 gru 2016, 02:19 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 20. Zobacz więcej »

Alleluja!

opublikowane: 16 kwi 2017, 00:04 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 kwi 2017, 00:06 ]

Może to jest ten moment
gdy Jezus (jeszcze nierozpoznany)
zdążył już tych dwóch w drodze
pociągnąć za język i rozpalić ich serce
a teraz zasiadłszy z nimi do stołu
trzyma mocno w dłoniach biały chlebek
(jeszcze nie połamany)
zmówił modlitwę uwielbienia
i za chwilę otworzy ich oczy

A oni jakby byli wczorajsi
nie zwracając uwagi na Gościa
(którego do wspólnej wieczerzy
sami wcześniej zaprosili)
zdają się dalej rozmawiać tylko ze sobą
o wydarzeniach czasu przeszłego
a przecież przyszło nowe dzisiaj
(dzień ósmy) który już świta
w sercu posługującej karczmarki

ks. Kazimierz Wójtowicz CR, Wielkanoc 2017

il. Hendrick ter Brugghen: Wieczerza w Emaus (1616)

Kościoły stacyjne w Poznaniu na Wielki Post

opublikowane: 28 lut 2017, 10:24 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 11:37 ]

Zaproszenie kurii metropolitalnej na pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych miasta Poznania. Wykaz poznańskich kościołów stacyjnych znajduje się na stronie archidiecezji.

Od Środy Popielcowej rozpoczniemy przeżywanie czasu Wielkiego Postu, który ma nam uświadomić, jak wielkim darem dla nas wszystkich była odkupieńcza śmierć Pana Jezusa na krzyżu i zawarcie na Golgocie nowego przymierza Boga z ludźmi. Owocne przeżycie tego świętego czasu będzie dobrym przygotowaniem do świętowania wraz z całym Kościołem Zmartwychwstania Chrystusa, największej tajemnicy naszej wiary.

W wielkopostnej pobożności uczestniczymy w nabożeństwach pasyjnych, które na stałe wpisały się w życie religijne i liturgiczne naszych wspólnot parafialnych. Niedzielne nabożeństwa Gorzkich Żali, piątkowe nabożeństwa Drogi Krzyżowej, podejmowanie wielkopostnych postanowień, postów i czynienie uczynków miłosierdzia to tylko niektóre z nich. Wszystkie pomagają nam przemieniać serca i czynić je otwartymi na blask Chrystusa Zmartwychwstałego.

Chciałbym zaprosić mieszkańców miasta Poznania i najbliższych okolic do włączenia się w wielkopostne wydarzenie „Kościołów stacyjnych miasta Poznania”. Jest ono kolejną propozycją obok wymienionych już tradycyjnych nabożeństw świętego czasu Wielkiego Postu do podjęcia wyrzeczeń, pokuty i modlitwy, które mają pomagać dobrze ten czas przeżyć. Każdego dnia, począwszy od Środy Popielcowej, z wyłączeniem niedziel i Wielkiego Tygodnia będziemy gromadzić się w innej świątyni naszego miasta, aby trwać na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, poprzez sakrament pokuty powracać do jedności z Bogiem, rozważać mękę i śmierć Pana Jezusa w nabożeństwie Drogi Krzyżowej oraz karmić się słowem Bożym i Ciałem Pańskim w czasie Eucharystii. Dokładny spis 34 kościołów stacyjnych, szczegółowy program oraz intencje modlitewne towarzyszące poszczególnym stacjom odnajdziemy w „Przewodniku Katolickim” oraz na stronie internetowej Archidiecezji Poznańskiej. Wydarzeniu towarzyszyć będzie hasło: „Nawracajcie się, idźcie i głoście”, które nawiązuje do hasła trwającego roku duszpasterskiego Kościoła w Polsce.

Tradycja stacyjnego pielgrzymowania sięga przełomu IV i V wieku. Wywodzi się z Rzymu. Również dziś mieszkańcy Wiecznego Miasta w Wielkim Poście pielgrzymują do różnych kościołów, aby się modlić i przez nawrócenie przygotowywać się do Paschy Chrystusa. Także w miastach naszej Ojczyzny, w Warszawie, Łodzi i Lublinie od kilku lat trwa stacyjne pielgrzymowanie do wybranych świątyń. Pragniemy także w Poznaniu w taki właśnie sposób przeżywać czas Wielkiego Postu, aby dać kolejną szansę na jeszcze owocniejsze nawrócenie i przemianę życia.

Na pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych miasta Poznania

z serca błogosławię

+ Stanisław Gądecki
Arcybiskup Metropolita Poznański


Premiera albumu o Wildzie z czasów PRL

opublikowane: 19 lut 2017, 03:58 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 11:34 ]

Rok po wystawie fotograficznej ilustrującej życie mieszkańców Wildy w latach 1945-89 ukazał się album fotograficzny z wybranymi historiami.

SPOT. zaprasza na spotkanie autorskie dotyczące książki "Poprawiajmy stosunki międzyludzkie, Wilda w czasach PRL", autorstwa dr Magdaleny Mrugalskiej-Banaszak. Jak pisze organizator wydarzenia i wydawca albumu, "to żywa opowieść o powojennej historii Wildy, bogato uzupełniona fotografiami mieszkańców dzielnicy oraz opowiadanymi przez nich historiami".

Premiera książki będzie ponownie okazją do spotkania autorów i właścicieli zdjęć - osób, które przez kilka lat zaangażowały się w ten projekt.
Podczas spotkania rozlosowane zostaną egzemplarze książki, ale w sprzedaży książka pojawi się dopiero jesienią.
Spotkanie poprowadzi Piotr Bojarski - powieściopisarz i dziennikarz zainteresowany tematyką historyczną i polityczną.

Miejsce - SPOT. przy Dolnej Wildzie
Wstęp: wolny
Data: 2 marca 2017, (czwartek), godzina: 18:00

(Mat. prasowe)

Co możemy zrobić dla chorych i cierpiących?

opublikowane: 11 lut 2017, 05:17 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 11:39 ]

Dziś przypada święto Najświętszej Maryi Panny z Lourdes – możemy chyba powiedzieć, że patronuje Ona Światowemu Dniowi Chorego. Dziś obchodzony już 25 raz.

Wielka to łaska i nadzieja dla wszystkich chorych, którzy zmagają się ze swoją słabością, bólem i cierpieniem, potęgowanym „chroniczną chorobą polskiej służby zdrowia”. Bowiem do łask płynących od naszej Patronki, od duchowego Jej wsparcia, potrzebny jest również materialny lek, zabieg czy złożona operacja.

Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia, lecz tej nadziei pozbawia się chorych w naszym kraju. Bo oni już nie wiedzą, czy wykupić drogi lek i zaaplikować sobie terapię głodową, czy zapisać się w kolejce na zabieg za 2 lata – może dotrwają, czy może zaprzestać leczenia i czekać bezradnie na koniec swej ziemskiej wędrówki. Lecz to ostatnie wyjście nie jest przecież takie proste. Chorzy cierpią, nieraz okrutnie, z powodu nękającego ich bólu, który wzmaga się, gdy docierają do nich niepojęte wieści o braku refundacji niektórych leków.

Cóż ci biedni chorzy, nieraz utrudzeni życiem, kilkudziesięcioletnią pracą, w której upatrywali nadziei na spokojną i godną starość mają w tej sytuacji uczynić? Ta beznadziejność sytuacji pozbawia ich elementarnego poczucia bezpieczeństwa, niweczy wiarę w obietnice rządzących, którym tak zawierzyli w dniach wyborów. Czują się zawiedzeni i pozbawieni tej nadziei, którą zawsze mieli.

Cóż zatem nam, którzy możemy jeszcze pomóc naszym bliźnim, czynić trzeba? Powiem: mimo wszystko nie wolno nam tej nadziei pozwolić umrzeć. Czyńmy wszystko, co w naszej mocy, by przynosić ulgę potrzebującym wsparcia, tak duchowego, jak i materialnego. Ofiarujmy im to, co nas przecież nie naraża na koszty – ofiarujmy im swoją modlitwę, pomoc, wsparcie, może ten 1% od naszego podatku, ale przede wszystkim ofiarujmy im nasze serce. Niech ten, który jest chory, który czuje się bezradny i pozbawiony nadziei, uwierzy, że są obok niego – obok jego cierpienia i niedostatku – ludzie wrażliwi na jego dolegliwości, którzy na miarę swych sił i możliwości, chcą mu pomóc, i że czynią to z otwartego serca, nie oczekując nagrody.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili

Nie zapominajmy o tym, a nagroda nas spotka, gdy nam przyjdzie oczekiwać na takową pomoc, gdy nas dosięgnie choroba, ból i cierpienie. Może wtedy sami nie stracimy nadziei, że ktoś i nam pomoże. A na pewno – przecież w to wierzymy – czeka nas nagroda, gdy przyjdzie nam rozliczyć się przed Najwyższym, czyśmy pomogli bliźniemu, gdy on tego potrzebował.

Z takim przesłaniem spróbujmy, nie tylko w Światowym Dniu Chorego, ale każdego dnia wspierać naszych bliźnich tą pomocą, która im niesie nadzieję, że mimo tych wszelkich, nękających ich utrapień, mogą liczyć na ludzką solidarność, i że będąc chorym, samotnym i nieraz opuszczonym przez najbliższych – mogą żyć nadzieją, że nie wszyscy ich opuścili.

Tak im dopomóż Bóg, i chorym, i niosącym im pomoc.

Janusz Marczewski

Z narodzeniem Jezusa było tak...

opublikowane: 24 gru 2016, 02:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 gru 2016, 02:19 ]

Całe zamieszanie z datą narodzenia urodzin Jezusa rozpoczęło się od Dionizego Małego 470–544). Ten starożytny teolog i mnich, pochodzący z Armenii, prowadził mnisze życie w Rzymie. Jemu to papież Jan I w 525 r. zlecił opracowanie tablic chronologicznych dotyczących historii Jezusa Chrystusa.

Dionizy (zwany również Dionizjuszem) oprócz tego, że był uznanym teologiem, był także matematykiem i astrologiem, biegle posługiwał się łaciną i greką – wydaje się, że był predystynowany do tego zadania zleconego mu przez papieża. Postanowił ustalić datę narodzin Jezusa Chrystusa. I tutaj popełnił błąd, który do dzisiaj pokutuje w chronologii chrześcijańskiej. W swoich wyliczeniach deklaruje, że Jezus miał się urodzić w 754 r. od założenia Rzymu. Ewangelista Mateusz twierdzi natomiast, że Jezus urodził się za panowania Heroda Wielkiego (podobnie twierdzi także Łukasz w swojej ewangelii – ich świadectwo jest ważne, bo to jedyni, którzy mówią o dzieciństwie Jezusa). Od Józefa Flawiusza (najwybitniejszy historyk żydowski I wieku – dowódca powstania żydowskiego w Galilei) wiemy, że Herod Wielki zmarł w 750 r. od założenia Rzymu. Skonfrontowanie zatem relacji ewangelistów oraz dzieła Józefa Flawiusza zmuszają nas do dziwnego stwierdzenia, że Jezus urodził się co najmniej cztery lata przed Chrystusem. Co najmniej, gdyż zważywszy, że Mateusz mówi także o rzezi dzieci w Betlejem (liczących do dwóch lat – Flawiusz jednak o tym nie wspomina), musielibyśmy narodziny Jezusa przesunąć prawdopodobnie o kolejne dwa lata. To by oznaczało, że na początku ery chrześcijańskiej (datowanej od narodzin Jezusa Chrystusa) sam Jezus mógł mieć już sześć lat.

Kiedy zatem urodził się Jezus? W poszukiwaniu odpowiedzi musimy dalej zagłębiać się w ewangeliach dzieciństwa (oraz w źródła pozabiblijne). Łukasz mówi:
W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. 2 Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.
3 Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta.

(Łk 2, 1 -30)

Powodem podróży Józefa z ciężarną Maryją do Betlejem jest jakiś spis zarządzony przez Cezara Augusta. Jakiś, gdyż żadne źródła rzymskie nie potwierdzają takiego spisu. Wspomnienie Cezara być może udałoby się usprawiedliwić relacją rzymskiego historyka Tacyta (55–120), który w swoich Annales wspomina, że po śmierci Cezara znaleziono dokument pisany jego ręką, w którym zostały wskazane wszystkie wpływy publiczne, liczba obywateli rzymskich i obywateli królestw sprzymierzonych, którzy pełnili służbę w legionach, wielkość floty, stan królestw sprzymierzonych, prowincji Imperium, a także wielkość podatków, trybutów, należności i wszelkich darów. Jak by August Cezar o tym wszystkim wiedział, gdyby w jakiejś mierze nie przeprowadzał ustawicznych spisów w swoich prowincjach? To oczywiście dywagacje, ale może mieliśmy do czynienia z takim pełzającym spisem całego Imperium.

Kwiryniusz był wielkorządcą Syrii od 6 do 9 roku po Chrystusie (wg chronologii Dionizego), kiedy Jezus jest już pewnie nastolatkiem. Inną trudnością tego fragmentu jest fakt, że Józef podróżuje z małżonką i do tego oczekującą rychłego rozwiązania. Im dalej w las, tym więcej drzew.

Józef był mieszkańcem Nazaretu w Galilei, która nie podlegała jurysdykcji Kwiryniusza. Być może powodem tego Józefowego transferu było to, że posiadał On w Betlejem jakiś majątek. Z pewnego dokumentu datowanego na początek II wieku (dokładnie 103-104 r.) wiemy, że prefekt Egiptu nakazał spis ludności na podległym sobie terytorium, dokonując rozróżnienia na adres zamieszkania i adres podatkowy. Być może już sto lat wcześniej podobnym prawem kierował się Kwiryniusz. To nam rozwiązuje problem podróży do Betlejem, ale od razu jawi się pytanie. Skoro Józef posiadał jakiś majątek w Betlejem, to dlaczego ewangeliści tak nastają na to, że nie było dla Niego, Maryi i Jezusa miejsca w mieście?

Bardzo trudno nam, współczesnym z naszą wrażliwości historyczną wczytać się w ten starożytny przekaz o narodzinach Jezusa Chrystusa. Pozostaje (i zapewne pozostanie) to enigmą, ale nie sposób nie zgodzić się z uwagą amerykańskiego teologa i biblisty księdza Johna Meiera (autora trylogii poświęconej Jezusowi noszącej znamienny tytuł A marginal Jew), który uważa, że tak marginalna, dla świata grecko-rzymskiego, postać jak Jezus, mimo wszystko posiada bardzo wyraźnie określone granice chronologiczne swojej egzystencji. Najprawdopodobniej najlepsze, jakich możemy oczekiwać.

I pewnie w starożytności nie ma nikogo, o kim moglibyśmy powiedzieć historycznie (w nowożytnym tego słowa znaczeniu) więcej.

ks. Adam Błyszcz

Takie urodziny

opublikowane: 19 gru 2016, 11:29 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 21 gru 2016, 09:59 ]

Franciszek w czerwcu 2015 rokuW ubiegłą sobotę (17.12) Franciszek obchodził osiemdziesiąte urodziny.

Wszystko rozpoczęło się dosyć wcześnie, bo około 7.15, Franciszek wychodząc w windy w Domu Świętej Marty, natknął się na ośmiu bezdomnych, kloszardów, których przyprowadził jałmużnik Ojca Świętego, abp Konrad Krajewski (ten od błogosławieństw). To on skoro świt znalazł w pobliżu Bazyliki św. Piotra (ot, sąsiedzi papieża) osiem bezdomnych osób (czterech Włochów, jednego Mołdawianina, dwóch Rumunów i jednego Peruwiańczyka – w sumie czterech mężczyzn i dwie kobiety). Zaproponowano im skorzystanie z łaźni, a potem przewieziono autobusikiem do siedziby Ojca Świętego.

Zaskoczonemu Franciszkowi złożyli życzenia i wręczyli trzy bukiety słoneczników. On zaś w rewanżu zaprosił ich na śniadanie do stołówki domu świętej Marty, gdzie zazwyczaj spożywa posiłki. Kwiaty powędrowały natomiast do domowej kaplicy. Śniadanie trwało około półgodziny, po czym Franciszek pożegnał swoich gości, ofiarując każdemu z nich argentyńskie przysmaki, słodycze. O godzinie 7.45 w kaplicy Pawłowej czekali na niego kardynałowie. Tam sprawował mszę św. z okazji swoich urodzin.

Natomiast przez całą sobotę w jadłodajniach Rzymu, potrzebującym i bezdomnym, po obiedzie lub kolacji ofiarowano urodzinowe ciasto, a w noclegowniach wręczano papieski upominek: ikonę z Bożym Narodzeniem i okolicznościowy prezent.

Za: http://www.lastampa.it/2016/12/17/vaticaninsider/ita/vaticano/il-papa-fa-la-prima-colazione-con-otto-senzatetto-1KJFhv3ZPybiM4xzR2R2NL/pagina.html

ks. Adam Błyszcz

Fot. By Casa Rosada (Argentina Presidency of the Nation), CC BY-SA 2.0, Link

Na przekór

opublikowane: 15 gru 2016, 07:08 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 15 gru 2016, 14:30 ]

Wraz z zakończeniem posługi przez ks. Adama Błyszcza proboszcza parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu przy ul. Dąbrówki, po dziesięciu latach została zawieszona działalność Wspólnoty Związków Niesakramentalnych. Próby rozmów na ten temat z nowo mianowanym proboszczem spełzły na niczym. Przykro, że nie ma już w tym kościele dla nas miejsca. Jednak znalazł się ktoś, kto bardzo chętnie wyraził zainteresowanie tym jakżem trudnym i niewygodnym dla Kościoła katolickiego problemem.

Rozcięty czas

Dla nas czas nie miał twarzy
kwił pomiędzy bólem tego co trwało
W poranionej przeszłości
A niewiadomym jutrem
Samotna godzina zawstydzona
Podpierała ścianę życia
Drzwi do których pukaliśmy
Żebrząc o okruch nadziei były głuche
Tylko TY Nasz Pasterzu
Otworzyłeś na oścież swoje wrażliwe serce
Tym, których „bracia w wierze”
Zamknęli w nawiasy
Podniosłeś z kolan, otarłeś łzy
Pokazałeś, że Chrystus jest również w nas
Że nas kocha, a Miłosierdzie Jego
Wznosi nas na wyżyny Boga

Danuta Piotr

Tą osobą jest ks. Edmund Jaworski, proboszcz naszej nowej niewielkiej parafii i kościoła pod wezwaniem Św. Kazimierza w Gułtowach (jesteśmy jej mieszkańcami od kwietnia br.) Po krótkim okresie przygotowań, dnia 8 grudnia w gronie ok. 16 „starych” i kilku nowych osób tej wspólnoty o godz. 20.00, na mszy św. inauguracyjnej odbyło się nasze pierwsze spotkanie, po którym uczestnicy osobiście zapoznali się z naszym opiekunem. Byłam ciekawa, jakie wrażenia mają nasi współbracia. Wszyscy bardzo pozytywnie odebrali ks. Edę (tak się przedstawia), jako osobę ciepłą, energiczną, otwartą o szerokich horyzontach myślowych, w zasadzie w pewien sposób bardzo podobną do osobowości ks. Adama. Jesteśmy umówieni na następne spotkanie na 12 lutego 2017 r. na godz. 17 - na mszy św. Termin może trochę odległy, a to z tego powodu, że ks. Eda jest jedynym duszpasterzem na tej placówce, a do końca stycznia jak żartobliwie mówi - chodzi na „żebry” (tzn. po kolędzie). Zainteresowanych serdecznie zapraszamy.

D.H. Piotrowie

PS. Podziękowanie dla ks. Adama za 10 lat prowadzenia nas w wierze ku Bogu.

Świeccy świadkowie

opublikowane: 11 gru 2016, 12:34 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 11 gru 2016, 12:51 ]

Tak to wyglądało

Dwa lata temu z inicjatywy księdza proboszcza w parafii Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie kilka małżeństw zostało poproszonych o pomoc w przygotowaniu rodziców do chrztu ich dziecka. Był to czas, kiedy w archidiecezji toczyła się dyskusja o tym, w jaki sposób tworzyć katechezę chrzcielną, aby pomagała ona rodzicom dziecka i wspólnocie Kościoła. Wtedy właśnie ks. proboszcz zaprosił do współpracy małżeństwa naszej parafii. W duszpasterskim zamyśle wybrani małżonkowie mieli spotykać się indywidualnie z rodzicami dziecka. Chodziło przede wszystkim o to, aby parom bardzo często żyjącym na peryferiach Kościoła pokazać, że można żyć ewangelią, można się modlić i praktykować niedzielną Eucharystię. Taki program minimum.

Spotkanie z małżonkami stanowiło pierwszy etap przygotowań. Następnie rodzice i rodzice chrzestni musieli spotkać się z duszpasterzem. Czas przeszły nie jest tu bez znaczenia – pierwszy etap, spotkań ze świeckimi, nie jest już bowiem kontynuowany. Naszym zdaniem – szkoda. (RED)


Na koniec roku jubileuszu chrztu Polski rozmawialiśmy z pp. Ewą i Adamem Kołodziejami, małżeństwem z 27-letnim stażem, rodzicami syna i córki, którzy jako jedno z kilku małżeństw prowadzili wspomniane spotkania z rodzicami przed chrztem ich dzieci. Państwo Kołodziejowie działają ponadto we Wspólnocie Jezusa Zmartwychwstałego Galilea. Pan Adam jest nadzwyczajnym szafarzem komunii św., a pani Ewa przez kilka lat pisała na naszych wcześniejszych łamach artykuły na temat katechez papieskich.


Jak to się stało, że zostali Państwo włączeni do przygotowania rodziców i chrzestnych do chrztu dzieci?
Ojciec Adam Błyszcz latem 2015 r. wyszedł z propozycją, abyśmy przyłączyli się do małżeństw prowadzących katechezy dla rodziców zgłaszających dzieci do chrztu świętego. Po przemyśleniu zgodziliśmy się.

Jak wyglądały takie spotkania i katechezy?
To były bardziej spotkania i rozmowy niż katechezy. Przeważnie odbywały się one raz w miesiącu, choć zdarzyło się i trzy razy w miesiącu. Ksiądz proboszcz odbywał osobne spotkania z rodzicami i chrzestnymi, więc to on odpowiadał za kwestie teologiczne. Zamysłem księdza było, abyśmy my, osoby świeckie opowiadali o naszym małżeństwie, rodzinie, o naszej relacji z Bogiem, o tym, jak się razem w domu modlimy, aby pokazać rodzicom, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, borykamy się tak samo jak oni z różnymi problemami życiowymi, finansowymi, zawodowymi, ale ponieważ powierzamy te problemy Bogu, to lżej jest nam je znosić i radzić sobie z nimi, gdyż Stwórca nam w tym pomaga i dodaje nam sił. Tutaj najmocniejszym i najbardziej docierającym do rodziców przykładem było to, jak mówiliśmy o śmierci naszego 22-letniego syna Patryka, która miała miejsce w 2012 roku, i jak to dramatyczne doświadczenie spowodowało nawrócenie nas i naszej córki Martyny, która obecnie ma 22 lata. Staraliśmy się, aby spotkanie nie trwało dłużej niż godzinę, zwłaszcza że rodzice przeważnie spieszyli się do swoich dzieci.

Jak reagowali rodzice na te spotkania ze świeckimi?

Rodzice zgłaszający dziecko do chrztu św. opowiadali nam, że gdy dowiedzieli się w biurze parafialnym, że muszą odbyć katechezę z jakimś małżeństwem, to przyjmowali to niechętnie i wyobrażali sobie parę staruszków uczących ich katechizmu, pouczających, jak mają żyć po Bożemu, co im wolno, a czego nie itp. W naszym przypadku pierwszą reakcją rodziców było przeważnie zdziwienie, że nie jesteśmy tak starzy jak sobie to wyobrażali (ja miałam 46, a mąż 50 lat). Po spotkaniu wyrażali swoje miłe zaskoczenie, że nie miało ono formy nudnej katechezy, ale ciekawej rozmowy. Spotkania przebiegały różnie: niektórzy chętnie wchodzili z nami w dialog, inni prawie cały czas milczeli (choć takich par było znacznie mniej).

Jak Państwo oceniają skuteczność tych spotkań? Czy według Państwa coś one dały, zmieniły w podejściu do sakramentu i chrześcijańskiego życia w rodzinie?
Trudno nam mówić o skuteczności, gdyż to były jednorazowe spotkania i nie wiemy, jak dalej potoczyło się życie tych rodzin. Czy coś tym ludziom dały te spotkania? Pamiętam, że bardzo się cieszyliśmy, gdy po jednym ze spotkań para powiedziała, że dowiedzieli się od nas dużo ciekawych rzeczy o Bogu, przyznali, że zrozumieli kilka ważnych dla nich kwestii. Nie sądzimy, aby czyjeś podejście do sakramentu chrztu św., a także do chrześcijańskiego życia w rodzinie zmieniło się w sposób radykalny po godzince rozmowy. Mamy jednak nadzieję, że choć odrobinkę dały im do myślenia. Jednak trudno jest żyć codziennie "po Bożemu", jeżeli nie czerpie się pomocy ze wspólnoty chrześcijańskiej i lektury Pisma Świętego. Aby choć trochę pomóc tym parom, po spotkaniu wręczaliśmy egzemplarz wydania czterech Ewangelii.

A ja mam wrażenie, że odkąd były prowadzone te spotkania, udało się bardziej zaangażować rodziny w samą uroczystość - było dużo mniej wpadek, większe obycie z ołtarzem, czytanie lekcji... We wcześniejszych latach miałam wrażenie, że znacznie częściej ludzie przychodzili i tylko biernie przyglądali się całej ceremonii, a od jakiegoś roku zauważyłam postęp. :)
Całkiem możliwe, że tak jest. My nie chodzimy akurat na te msze św.

Rozmawiała Romana Zygmunt

Album o Wildzie w czasach PRL-u nadchodzi

opublikowane: 3 gru 2016, 10:08 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 gru 2016, 10:48 ]

Album Wilda w czasach PRL
Zbliża się wydanie zapowiadanego i wyczekiwanego, nie tylko w kręgu parafii Zmartwychwstania Pańskiego, album ilustrujący życie na Wildzie w latach 1945-1989. Autorką jest oczywiście dr Magdalena Mrugalska-Banaszak, która w minionych latach skutecznie zbierała fotografie z tego okresu.

Jak pamiętamy, wiosną br. w naszym kościele miała miejsce obszerna wystawa fotograficzna prezentująca blisko 600 zdjęć, w znacznej mierze dostarczonych przez naszych parafian. Już wtedy tliła się nadzieja, że owocem kilkuletnich prac pani historyk i kilkudziesięciu mieszkańców-archiwistów będzie również publikacja książkowa. Dzięki współpracy z Fundacją .SPOT oraz dofinansowaniu ze środków Miasta Poznań niebawem światło ujrzy ok. 200-stronicowy album obejmujący ponad 120 fotografii, a co zatem idzie tyleż historii dawnych i obecnych mieszkańców Wildy z czasów PRL-u.

Data publikacji i premiery na razie nie są znane (przełom roku), ale na pewno o nich poinformujemy. (RED)

Fot. Materiały SPOT

Bądźmy zawsze gotowi

opublikowane: 25 lis 2016, 01:57 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lis 2016, 11:59 ]

„Bądźcie zawsze gotowi” to hasło III Forum Ewangelizacyjnego, które odbyło się 12 listopada na Targach Poznańskich, zgromadziło kilkaset osób z całej diecezji poznańskiej – przybyli, aby się formować, aby poznać narzędzia i argumenty pomocne w szeroko pojętej ewangelizacji i aby ciekawsze propozycje przeszczepić na grunt własnych parafii. W tym roku przybyło sporo osób z Parafialnych Rad Duszpasterskich – bo w końcu trzeba wstać z kanapy i odpowiedzieć na wołanie Pana – „idźcie i głoście”.

„Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.” (1P3,15)


Brałam udział w tym wydarzeniu (oczywiście razem z mężem). Już wiele miesięcy temu usłyszeliśmy to wołanie Pana. Przez trzy lata ewangelizowaliśmy młodych na Lednicy, spotykaliśmy się też przez dwa lata z młodymi ludźmi z naszej parafii, którzy prosili o chrzest dla swoich dzieci. Była to dobra okazja, aby dawać świadectwo o tym, jak Jezus zmienił nasze życie, głosić Dobrą Nowinę i modlić się z nimi, zwłaszcza że wielu z nich wróci do parafii dopiero w momencie Pierwszej Komunii ich dzieci, czyli za ok. 10 lat. Nawiasem mówiąc – wielka szkoda, że nie możemy tego kontynuować [Zapraszamy do lektury rozmowy z innym małżeństwem, które również podjęło się takiej misji i do niedawna w ten sposób dzieliło się swoim doświadczeniem z rodzicami – przyp. red.]. Nie mogło nas zatem zabraknąć właśnie w tym miejscu, bo takie spotkania mogą być źródłem inspiracji dla naszej wspólnoty parafialnej.

Biskup Damian Bryl mówił, że jesteśmy ludźmi drogi, idziemy z Jezusem i od Niego się uczymy, jak pełnić Bożą wolę i jak być coraz pełniej uczniem Pana. Musimy iść drogą formacji, aby się uczyć, jak być z innymi i jak im towarzyszyć w drodze.

Przybliżono nam wiele wymiarów działania na polu ewangelizacji, a w ramach warsztatów przedstawiono konkretne sposoby prowadzenia głębszej formacji. Nie zabrakło modlitwy i uwielbienia, no i wielu spotkań ze znajomymi.

Gorącymi brawami dziękowano młodemu księdzu, Radkowi Rakowskiemu, który mówił o formacji Eucharystycznej. Stwierdził, że ksiądz powinien odprawiać jedną mszę dziennie, szczególnie w niedzielę. Wiadomo, że Eucharystia jest źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego, jest też streszczeniem i podsumowaniem naszej wiary. Zatem zadaniem kapłana jest przewodniczenie wspólnocie wiernych w modlitwie, a nie jedynie odprawienie dla nich pewnej usługi, czy zrobienie pięknego „przedstawienia” liturgicznego. Kapłan i wierni to nie są jakieś odrębne przestrzenie, ale wspólnota. Przez serce kapłana przechodzą wszystkie intencje, z którymi ludzie przychodzą do kościoła. Jak ma znać te intencje, jeśli przed mszą nie rozmawia z ludźmi. Co zatem robi ks. Radek? Wychodzi przed kościół, poznaje ludzi, pyta o intencje z jakimi przychodzą, proponuje jakąś formę zaangażowania w czasie Eucharystii. Po mszy każdego błogosławi, z chętnymi spotyka się na

herbatce, innych odprowadza. Mówił, że początkowo w czasie mszy wszystkie gesty wykonywał poprawnie, ale się nie modlił. Gdy zaczął się modlić i to w konkretnych intencjach, ludzie byli dotknięci, Bóg działał w ich sercach. Dobrze było spotkać takiego kapłana pasjonata – dodam tylko, że młodych na jego mszach nie brakuje, zaangażowania ze strony świeckich też nie, bo ksiądz wchodzi w relacje miłości z ludźmi.

Aby zaangażować się w kościele, Bóg musi dotknąć serca. Jak to się dzieje? Trzeba doświadczyć Jego miłości, troski, usłyszeć Jego Słowo skierowane do mnie. Trzeba dać się pochwycić. Bez ciszy, modlitwy, czytania Pisma Świętego i słuchania Go, bez wysiłku trudno o wzrost duchowy. Matka Teresa mówiła: „Owocem ciszy jest modlitwa, owocem modlitwy – wiara, owocem wiary – miłość, owocem miłości – służba, a owocem służby jest pokój. Bóg mówi bezpośrednio do mnie”.

Co zrobić, aby usłyszeć ten Boży głos? Jak mogę przygotować swoje serce, by otworzyć je na głos Boga? Jak rozeznać, czego chce ode mnie Bóg? Jest kilka narzędzi stałej formacji biblijnej, które można zaadaptować w swojej parafii. Ciekawe jest Spotkanie ze Słowem „Bóg, człowiek, ja”, w skrócie BJC. Tego typu formacja sprzyja budowaniu więzi w parafii, jest skierowana do każdego, zwłaszcza początkującego w modlitwie Słowem. Uczestnicy, po wstępnej modlitwie, dzielą się tym, co ważnego wydarzyło się w ich relacji z Bogiem od ostatniego spotkania. Rozważając Słowo Boże, nie tylko zastanawiają się, co mówi Bóg, ale próbują usłyszeć słowo „rhema” – czyli skierowane osobiście do każdego i odpowiedzieć na nie, co przyczynia się do wzrostu wiary i narodzenia się do nowego życia.

Wzięłam też udział w ciekawych warsztatach „O darze uczuciowości”, prowadzonych przez siostrę ze Zgromadzenia Sacre Coeur. Zainteresowanie było ogromne, chętni siadali nawet na podłodze. Bo uczucia towarzyszą nam nieustannie, czy tego chcemy czy nie, zarówno te przyjemne, jak i niechciane, i często nie radzimy sobie z nimi. One budują lub burzą relacje. Uczucia to także język, którym Pan Bóg mówi do naszych serc. Jezus przeżywał i komunikował wielkie bogactwo uczuć. On nas uczy, by się nie bać własnych przeżyć, ale też by im nie ulegać. Bo serce przepełnione uprzedzeniami i zmartwieniami nie zostawia wiele miejsca dla drugiego. Można pogłębić tę tematykę na rekolekcjach w Pobiedziskach.

W sumie podczas Forum odbyło się 19 warsztatów, 19 propozycji. Nie wiem, czy to wystarczy. Czegoś brakuje? Może coś bardziej radykalnego? Trzeba też ewangelizować na ulicach miasta. Celem takiej ewangelizacji jest przyprowadzenie ludzi do osobistej relacji z Jezusem. Kiedyś wydawało mi się, że nie byłabym zdolna głosić kerygmatu na ulicach, polach, placach, po domach. Wspólnota Św. Jacka i kilka innych wychodzą na ulice Poznania, by Pójść Ogłaszać Miłość Pana – PoMPa. Przedtem uczestniczą we mszy, potem uwielbiają Pana przez pół godziny i idą, by robić raban, do którego zachęcał papież Franciszek. Zaproszono nas do takiej ewangelizacji ulicznej. Idziemy! A Wy?

Ewa Czerwińska

1-10 of 20