• Stworzyć warunki do rozmowy - archiwalny materiał o o. Meissnerze Gdy w 2008 r. o. Karol Meissner OSB miał wygłosić rekolekcje wielkopostne w naszej (eks)parafii, w ramach przygotowań do nich sam z siebie zaproponował cykl spotkań - z młodymi ludźmi ...
    Opublikowane: 22 cze 2017, 04:25 przez: Redakcja JotJotZet
  • Wspominamy śp. o. Karola Meissnera OSB W 2007 roku rekolekcje wielkopostne na zmartwychwstańczej Wildzie wygłosił nielubiany i niechciany (w niektórych kręgach Kościoła) ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Rok później udało mi się zaprosić ojca Karola Meissnera OSB ...
    Opublikowane: 22 cze 2017, 04:14 przez: Redakcja JotJotZet
  • Alleluja! Może to jest ten moment gdy Jezus (jeszcze nierozpoznany) zdążył już tych dwóch w drodze pociągnąć za język i rozpalić ich serce a teraz zasiadłszy z nimi do stołu trzyma ...
    Opublikowane: 16 kwi 2017, 00:06 przez: Redakcja JotJotZet
  • Kościoły stacyjne w Poznaniu na Wielki Post Zaproszenie kurii metropolitalnej na pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych miasta Poznania. Wykaz poznańskich kościołów stacyjnych znajduje się na stronie archidiecezji. Od Środy Popielcowej rozpoczniemy przeżywanie czasu Wielkiego Postu, który ma nam ...
    Opublikowane: 28 lut 2017, 11:37 przez: Redakcja JotJotZet
  • Premiera albumu o Wildzie z czasów PRL Rok po wystawie fotograficznej ilustrującej życie mieszkańców Wildy w latach 1945-89 ukazał się album fotograficzny z wybranymi historiami. SPOT. zaprasza na spotkanie autorskie dotyczące książki "Poprawiajmy stosunki międzyludzkie, Wilda ...
    Opublikowane: 28 lut 2017, 11:34 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 22. Zobacz więcej »

Stworzyć warunki do rozmowy - archiwalny materiał o o. Meissnerze

opublikowane: 22 cze 2017, 03:57 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 22 cze 2017, 04:25 ]

Gdy w 2008 r. o. Karol Meissner OSB miał wygłosić rekolekcje wielkopostne w naszej (eks)parafii, w ramach przygotowań do nich sam z siebie zaproponował cykl spotkań - z młodymi ludźmi. My (dorośli) byliśmy zachwyceni, młodzież chyba mniej sądząc po tym, ile osób przychodziło na spotkania. Ale dla mnie - która była tam z dziennikarskiej ciekawości - były to jedne z najważniejszych spotkań w moim życiu.
(RZ)

Człowiek rozwija się przez rozmowę. Toteż dzięki rozmowie rozwija się nasza wiara. Rozmawiajmy więc! – zachęca benedyktyn z klasztoru w Lubiniu, ojciec Karol Meissner na organizowanych w naszej parafii co miesiąc seminariach dla młodzieży.

Seminarium z ks. Meissnerem

Spotkania z gimnazjalistami – pierwsze uczestniczki spotkania wybrały do rozważań temat wiary. Spotkanie polega na wspólnym czytaniu publikacji o. Meissnera „Czy ty wierzysz? Wykłady o rozwoju wiary i ludzkiej dorosłości”. Każdy uczestnik czyta fragment, który następnie omawia własnymi słowami. Terminy trudne lub niezrozumiałe są wspólnie objaśniane, często drogą dedukcji.

Mówi każdy, nie ma złych odpowiedzi, a w miarę trwania seminarium, uczestnicy mówią coraz śmielej. Spotkanie trwa 45 minut „Bo lepszy niedosyt, niż przesyt” – tą dewizą kieruje się o. Karol. Na koniec zachęca, by każdy sprawdził któryś z omawianych terminów w encyklopedii i na następnym seminarium podzielił się nowo nabytą wiedzą książkową z pozostałymi.

Spotkania z młodzieżą licealną i akademicką wyglądają podobnie. Młodzież wybrała temat rodziny, stąd rozważania są oparte na publikacji ks. Meissnera „Płciowość człowieka w kontekście wychowania”.

Nieco spóźniony do korytarza wkracza energicznie żwawy starszy pan, serdecznie witając się z czekającymi – jedna gimnazjalistka, trzech gimnazjalistów i ja – bierny słuchacz seminarium przewidzianego dla uczniów gimnazjum.
Po wzajemnym przedstawieniu przystępujemy do dzieła. Ksiądz wykłada publikacje swojego autorstwa, nad którymi będziemy się pochylać zgodnie z wolą uczestników z poprzedniego miesiąca. Główne zagadnienie – wiara.

Bezpośrednio, z szacunkiem

Choć o. Karol zwraca się do 12- czy 14-latków przez „pan” i „pani”, jest bezpośredni. Wprowadza ciepłą atmosferę zażyłości, acz szacunku dla drugiej osoby – czy tu obecnej, czy omawianej. Pierwsza osoba zaczyna czytać „Czy Ty wierzysz”. Ksiądz przerywa, gdy uzna, że to wystarczający fragment do omówienia. Trudno znaleźć własne słowa do opowiedzenia filozoficznie wyrażonych prawd kościelnego autorytetu, ale sam autorytet przychodzi z pomocą – stawia pytania, przybliża wydawałoby się teologiczne abstrakty, podając przykład z życia. Wyłuskuje z tekstu terminy, które mogą przysporzyć trudność nastolatkom: „depozyt wiary”, „akt wiary”, „teologia dogmatyczna”.

Ale młodzież nie siedzi bezczynnie, bo spotkania z o. Karolem to nie wykład. Odpowiada każdy, każdy jest zmuszany do myślenia. – Muszę zrozumieć sytuację drugiego człowieka. Dlaczego Franek, który jest fajnym kolegą, dobrze się uczy, mówi, że wierzy w Boga, nie chodzi do kościoła. Dlaczego ja chodzę, a on nie? – zachęca prowadzący, podkreślając, że my często nie mamy odwagi, by zadać sobie takie pytania i w związku z tym pomyśleć. Bez względu na to, czy któryś kolega chodzi do kościoła czy nie, należy mu się szacunek.

Chłopcy śmiało wyjaśniają, że część z ich rówieśników chodzi na msze, bo każą im rodzice. Inni nie chodzą, bo z kolei ich rodzice nie praktykują. – A dorośli zabraniają chodzić Frankowi do kościoła? Jeśli nie, to może on z własnej woli pójdzie? Jak możesz mu pomóc, by zaczął chodzić do kościoła? By odkrył dar wiary? Niech Franek chodzi do kościoła i jako wierzący niech nie ocenia. Zostaw rodziców w spokoju. Czcić ojca swego i matkę swego nie oznacza ślepo go naśladować. Masz wierzyć i iść słuszną drogą – padają kolejne konkluzje, które jeszcze nieco onieśmielona młodzież przerywa coraz to obszerniejszymi odpowiedziami.

Na równi

Z całej postaci benedyktyna emanuje radość i spokój. – Jakże ja się cieszę, że przyszliście. Jestem wam ogromnie wdzięczny – podkreśla. Uczy się imion i z wielką wdzięcznością mówi do osoby, która przyszła po raz drugi.

Gdy pytam uczestników, co przywiodło ich wbrew małemu zainteresowaniu młodzieży tą propozycją, odpowiadają niepewnie:
– Trochę ciekawość, chęć poszerzenia wiary.
– Mnie namówiła koleżanka, więc spróbuję.

Niewielu dało się namówić, ale to absolutnie nie przeszkadza prowadzącemu. Kiedy tylko może, powtarza, iż należy się cieszyć, że ktoś w ogóle chce przychodzić. – Trzeba się pogodzić z tym, że żyją wśród nas ci bardziej i mniej świadomi. I robić coś dla tych, co naprawdę chcą – kwituje z uśmiechem.

Choć ksiądz później przyznaje skonfundowany, że żenuje go jego wiek – „mam przecież 80 lat!” – rozmawia z młodymi jak z rówieśnikami, gdyż jego zdaniem jako wierzący wszyscy jedziemy na tym samym wózku.

Bliski kontakt z osobą, z którą prowadzi zajęcia, benedyktyn wyniósł z tajnych kompletów, w których uczestniczył w czasie okupacji w Warszawie. I to tę atmosferę próbuje zaszczepić na swoich seminariach.

– Nie traktuję ich jako uczniów – mówi o przychodzących na spotkania. – Raczej tak jak nas traktowano na kompletach, czyli jak towarzyszy niedoli. Szanuję też ich świat, na pewno to wyczuli.

Z domu rodzinnego wyniósł szacunek, z jakim mówiono lub zwracano się do osób mniej wykształconych czy ubogich. Przypomina sobie, jak jego babka często to powtarzała. Wspomina ojca, który jako lekarz tak pomagał wszystkim potrzebującym, że zwolnił się z pracy w ramach ówczesnych kas chorych, gdyż notorycznie przekraczał wyznaczone limity.

Pełnym zdaniem

– Oni są strasznie mądrzy. Bystrzachy. Na komputerach znają się znacznie lepiej, na piłce nożnej też. Uczą się zupełnie innych rzeczy w szkole niż ja. Tylko nie potrafią o tym mówić.

Ojciec Karol nie zakłada, że młodzież nie potrafi mówić tylko o wierze czy seksie (chyba najczęściej w kontekście jego pracy wymienianych zagadnień), ale o wszystkim. Spostrzeżenie to poparł wykład o wpływie telewizji na dzieci i młodzież, którego słuchaczem był kiedyś o. Meissner. Otóż poruszyła go teza pewnego profesora o tym, że telewizja zamyka dziecko w milczeniu i samotności. Dziecko słucha telewizora, ale nic nie mówi. Obcuje z przedmiotem, a nie z osobą, a to właśnie kontaktu osobowego potrzebuje każdy z nas. Bo człowiek rozwija się poprzez mowę. Przez rozmowę.

– Jeszcze 20 lat temu jako katecheta czy duszpasterz mogłem prowadzić katechezę czy kazanie na mszy metodą hermeneutyki, czyli poprzez ciąg pytań i odpowiedzi. Dzieci odpowiadały całymi zdaniami, każde kolejne pytanie prowadziło nas bliżej sedna. Ale kilka lat później i dziś wszystko sprowadziło się do monosylab – opowiada i podaje przykład rozmowy z dzieckiem: „Gdzie urodził się Jezus?”, „W Betlejem”. Proszę dziecko, by powiedziało całym zdaniem. „W Betlejem” – powtarza bezwiednie. To ja cierpliwie proszę ponownie.
I znów: ”No mówię, w Betlejem”. A nawet jak już powtórzy to zdanie „Jezus urodził się w Betlejem”, robi to tak, jakby nie rozumiało przekazu, jakby brakowało w mózgu syntezy. Uznałem więc, że dziecko trzeba nauczyć mówić i stworzyć mu ku temu warunki. Dzieci i młodzież mają przecież wiele do powiedzenia – w ich świecie wiele się dzieje, dużo przeżywają.

Tak zrodził się pomysł, by dotrzeć do młodych i uczyć ich rozmowy – o wierze, Kościele, życiu rodzinnym czy relacjach damsko-męskich, ale i choćby o polityce. Dotychczas podobne zajęcia ks. Meissner prowadził z trzema grupami – zawsze równie kameralnymi. Nie chodzi bowiem o ilość. Ważne, by przyszło kilku, by chcieli, by robili to systematycznie.

– Na razie jeszcze za mało prowadziłem tego typu zajęć, by mówić o wynikach takiego katechetycznego eksperymentu, ale widzę, że po trzecim spotkaniu młodzież mówi znacznie więcej. Na razie to jeszcze ja dominuję, ale zobaczy pani, oni będą mówić. Jeśli tylko przyjdą ponownie. Byle wytrwali przez ten cykl.

Zauważa: – Nie mam wątpliwości, że gdy tak się spotykamy i rozmawiamy, jest wśród nas Duch Święty i nas łączy – bez względu na wiek. Pytanie tylko, czy potrafimy odczytać Jego obecność. Przywołując zdanie św. Augustyna: „Obawiam się Pana Jezusa przechodzącego mimo”.

W minioną środę się nie minęliśmy.

Kończąc naszą rozmowę, stwierdza: – Wiem jedno: z tymi, którzy tu przychodzą, nikt tak dotąd nie rozmawiał.

Romana Zygmunt

Wspominamy śp. o. Karola Meissnera OSB

opublikowane: 22 cze 2017, 03:41 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 22 cze 2017, 04:14 ]

W 2007 roku rekolekcje wielkopostne na zmartwychwstańczej Wildzie wygłosił nielubiany i niechciany (w niektórych kręgach Kościoła) ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Rok później udało mi się zaprosić ojca Karola Meissnera OSB. Z tym zaproszeniem była mała jazda. Próbowałem się skontaktować z nim i spotkać, ale podobnie jak z ojcem Janem Górą OP (widać obydwaj mieli podobny charyzmat) nie było to łatwe. Po iluś tam telefonach w końcu ojciec Karol zaproponował, żebyśmy spotkali się pod HCP (poznański szpital usytuowany na Wildzie), gdzie przechodził jakieś badania. Podjechałem o ustalanej godzinie i w ustalonym miejscu, dostrzegłem starszego człowieka, w benedyktyńskim habicie. Bingo!

- Czy Wy tam macie w zakonie to stabilitas loci? Bo nie sposób się z ojcem spotkać? – zagadnąłem rześko i niezobowiązująco.
- Mamy, tylko że bierzemy przykład z was młodych – równie rześko odpowiedział ojciec Karol.

Już wiedziałem, że jestem w domu.

W rekolekcjach ojciec Karol zażyczył sobie każdego dnia specjalnej konferencji dla małżeństw. Już po pierwszej wiedziałem, że stawka jest wysoka. Otóż ojciec Karol tę pierwszą zaczął tak: „Mówię wam to jako stary mnich i lekarz. Nikt Wam tego nie powie: to żadna sztuka wsadzić członka do pochwy…”

Wycofałem się z zakrystii na z góry upatrzone pozycje.

Raz jeszcze ojciec Karol mnie zaskoczył. Przy okazji tych rekolekcji zapytał mnie, czy może zrobić coś dla młodzieży naszej parafii. Nie miałem pomysłu, więc On sam zaproponował, że mógłby raz w tygodniu przyjeżdżać i spotykać się z tymi, którzy chcą spotkać się z nim. I tak przyjeżdżał przez kilka miesięcy z Lubinia do Poznania (jakieś 70 km w jedną stronę) PKS-em, aby spotykać się z grupą czworga, pięciorga młodych ludzi. Do dzisiaj mam wyrzuty, że tej propozycji ojca Karola nie wykorzystaliśmy lepiej, skuteczniej duszpastersko. Wierzę, że tym osobom, które przychodziły na spotkania z ojcem Karolem te rozmowy służyły.

I jeszcze dwie odsłony moich osobistych spotkań z ojcem Karolem.

Kiedyś, podczas moich szemranych rekolekcji u benedyktynów w Lubiniu, podszedł do mnie tamtejszy nowicjusz i powiada, że to dzięki mnie odkrył swoje powołanie do życia mniszego. Ja oczywiście, jako przykładny klerk i zgodnie z kościelną mentalnością zacząłem rosnąć, że o mało sufitu nie wywaliłem, a on powiada, że to dzięki temu, że do parafii właśnie zaprosiłem ojca Karola. Nic więcej.

Ach, i to muszę powiedzieć. Do spowiedzi jechałem do Niego, do Górki Duchownej, gdzie wakacjami spowiadał, z okazji tamtejszego odpustu. Zaprosił mnie wtedy do swojego pokoju. I tak na stoliku nocnym Imitatio Christi Tomasza a Kempis (po łacinie), zaś na biurku pisma świętej Teresy Wielkiej, z Avila, po hiszpańsku.

ks. Adam Błyszcz

Alleluja!

opublikowane: 16 kwi 2017, 00:04 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 kwi 2017, 00:06 ]

Może to jest ten moment
gdy Jezus (jeszcze nierozpoznany)
zdążył już tych dwóch w drodze
pociągnąć za język i rozpalić ich serce
a teraz zasiadłszy z nimi do stołu
trzyma mocno w dłoniach biały chlebek
(jeszcze nie połamany)
zmówił modlitwę uwielbienia
i za chwilę otworzy ich oczy

A oni jakby byli wczorajsi
nie zwracając uwagi na Gościa
(którego do wspólnej wieczerzy
sami wcześniej zaprosili)
zdają się dalej rozmawiać tylko ze sobą
o wydarzeniach czasu przeszłego
a przecież przyszło nowe dzisiaj
(dzień ósmy) który już świta
w sercu posługującej karczmarki

ks. Kazimierz Wójtowicz CR, Wielkanoc 2017

il. Hendrick ter Brugghen: Wieczerza w Emaus (1616)

Kościoły stacyjne w Poznaniu na Wielki Post

opublikowane: 28 lut 2017, 10:24 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 11:37 ]

Zaproszenie kurii metropolitalnej na pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych miasta Poznania. Wykaz poznańskich kościołów stacyjnych znajduje się na stronie archidiecezji.

Od Środy Popielcowej rozpoczniemy przeżywanie czasu Wielkiego Postu, który ma nam uświadomić, jak wielkim darem dla nas wszystkich była odkupieńcza śmierć Pana Jezusa na krzyżu i zawarcie na Golgocie nowego przymierza Boga z ludźmi. Owocne przeżycie tego świętego czasu będzie dobrym przygotowaniem do świętowania wraz z całym Kościołem Zmartwychwstania Chrystusa, największej tajemnicy naszej wiary.

W wielkopostnej pobożności uczestniczymy w nabożeństwach pasyjnych, które na stałe wpisały się w życie religijne i liturgiczne naszych wspólnot parafialnych. Niedzielne nabożeństwa Gorzkich Żali, piątkowe nabożeństwa Drogi Krzyżowej, podejmowanie wielkopostnych postanowień, postów i czynienie uczynków miłosierdzia to tylko niektóre z nich. Wszystkie pomagają nam przemieniać serca i czynić je otwartymi na blask Chrystusa Zmartwychwstałego.

Chciałbym zaprosić mieszkańców miasta Poznania i najbliższych okolic do włączenia się w wielkopostne wydarzenie „Kościołów stacyjnych miasta Poznania”. Jest ono kolejną propozycją obok wymienionych już tradycyjnych nabożeństw świętego czasu Wielkiego Postu do podjęcia wyrzeczeń, pokuty i modlitwy, które mają pomagać dobrze ten czas przeżyć. Każdego dnia, począwszy od Środy Popielcowej, z wyłączeniem niedziel i Wielkiego Tygodnia będziemy gromadzić się w innej świątyni naszego miasta, aby trwać na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, poprzez sakrament pokuty powracać do jedności z Bogiem, rozważać mękę i śmierć Pana Jezusa w nabożeństwie Drogi Krzyżowej oraz karmić się słowem Bożym i Ciałem Pańskim w czasie Eucharystii. Dokładny spis 34 kościołów stacyjnych, szczegółowy program oraz intencje modlitewne towarzyszące poszczególnym stacjom odnajdziemy w „Przewodniku Katolickim” oraz na stronie internetowej Archidiecezji Poznańskiej. Wydarzeniu towarzyszyć będzie hasło: „Nawracajcie się, idźcie i głoście”, które nawiązuje do hasła trwającego roku duszpasterskiego Kościoła w Polsce.

Tradycja stacyjnego pielgrzymowania sięga przełomu IV i V wieku. Wywodzi się z Rzymu. Również dziś mieszkańcy Wiecznego Miasta w Wielkim Poście pielgrzymują do różnych kościołów, aby się modlić i przez nawrócenie przygotowywać się do Paschy Chrystusa. Także w miastach naszej Ojczyzny, w Warszawie, Łodzi i Lublinie od kilku lat trwa stacyjne pielgrzymowanie do wybranych świątyń. Pragniemy także w Poznaniu w taki właśnie sposób przeżywać czas Wielkiego Postu, aby dać kolejną szansę na jeszcze owocniejsze nawrócenie i przemianę życia.

Na pielgrzymowanie do kościołów stacyjnych miasta Poznania

z serca błogosławię

+ Stanisław Gądecki
Arcybiskup Metropolita Poznański


Premiera albumu o Wildzie z czasów PRL

opublikowane: 19 lut 2017, 03:58 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 11:34 ]

Rok po wystawie fotograficznej ilustrującej życie mieszkańców Wildy w latach 1945-89 ukazał się album fotograficzny z wybranymi historiami.

SPOT. zaprasza na spotkanie autorskie dotyczące książki "Poprawiajmy stosunki międzyludzkie, Wilda w czasach PRL", autorstwa dr Magdaleny Mrugalskiej-Banaszak. Jak pisze organizator wydarzenia i wydawca albumu, "to żywa opowieść o powojennej historii Wildy, bogato uzupełniona fotografiami mieszkańców dzielnicy oraz opowiadanymi przez nich historiami".

Premiera książki będzie ponownie okazją do spotkania autorów i właścicieli zdjęć - osób, które przez kilka lat zaangażowały się w ten projekt.
Podczas spotkania rozlosowane zostaną egzemplarze książki, ale w sprzedaży książka pojawi się dopiero jesienią.
Spotkanie poprowadzi Piotr Bojarski - powieściopisarz i dziennikarz zainteresowany tematyką historyczną i polityczną.

Miejsce - SPOT. przy Dolnej Wildzie
Wstęp: wolny
Data: 2 marca 2017, (czwartek), godzina: 18:00

(Mat. prasowe)

Co możemy zrobić dla chorych i cierpiących?

opublikowane: 11 lut 2017, 05:17 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 11:39 ]

Dziś przypada święto Najświętszej Maryi Panny z Lourdes – możemy chyba powiedzieć, że patronuje Ona Światowemu Dniowi Chorego. Dziś obchodzony już 25 raz.

Wielka to łaska i nadzieja dla wszystkich chorych, którzy zmagają się ze swoją słabością, bólem i cierpieniem, potęgowanym „chroniczną chorobą polskiej służby zdrowia”. Bowiem do łask płynących od naszej Patronki, od duchowego Jej wsparcia, potrzebny jest również materialny lek, zabieg czy złożona operacja.

Mówi się, że nadzieja umiera ostatnia, lecz tej nadziei pozbawia się chorych w naszym kraju. Bo oni już nie wiedzą, czy wykupić drogi lek i zaaplikować sobie terapię głodową, czy zapisać się w kolejce na zabieg za 2 lata – może dotrwają, czy może zaprzestać leczenia i czekać bezradnie na koniec swej ziemskiej wędrówki. Lecz to ostatnie wyjście nie jest przecież takie proste. Chorzy cierpią, nieraz okrutnie, z powodu nękającego ich bólu, który wzmaga się, gdy docierają do nich niepojęte wieści o braku refundacji niektórych leków.

Cóż ci biedni chorzy, nieraz utrudzeni życiem, kilkudziesięcioletnią pracą, w której upatrywali nadziei na spokojną i godną starość mają w tej sytuacji uczynić? Ta beznadziejność sytuacji pozbawia ich elementarnego poczucia bezpieczeństwa, niweczy wiarę w obietnice rządzących, którym tak zawierzyli w dniach wyborów. Czują się zawiedzeni i pozbawieni tej nadziei, którą zawsze mieli.

Cóż zatem nam, którzy możemy jeszcze pomóc naszym bliźnim, czynić trzeba? Powiem: mimo wszystko nie wolno nam tej nadziei pozwolić umrzeć. Czyńmy wszystko, co w naszej mocy, by przynosić ulgę potrzebującym wsparcia, tak duchowego, jak i materialnego. Ofiarujmy im to, co nas przecież nie naraża na koszty – ofiarujmy im swoją modlitwę, pomoc, wsparcie, może ten 1% od naszego podatku, ale przede wszystkim ofiarujmy im nasze serce. Niech ten, który jest chory, który czuje się bezradny i pozbawiony nadziei, uwierzy, że są obok niego – obok jego cierpienia i niedostatku – ludzie wrażliwi na jego dolegliwości, którzy na miarę swych sił i możliwości, chcą mu pomóc, i że czynią to z otwartego serca, nie oczekując nagrody.

Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili

Nie zapominajmy o tym, a nagroda nas spotka, gdy nam przyjdzie oczekiwać na takową pomoc, gdy nas dosięgnie choroba, ból i cierpienie. Może wtedy sami nie stracimy nadziei, że ktoś i nam pomoże. A na pewno – przecież w to wierzymy – czeka nas nagroda, gdy przyjdzie nam rozliczyć się przed Najwyższym, czyśmy pomogli bliźniemu, gdy on tego potrzebował.

Z takim przesłaniem spróbujmy, nie tylko w Światowym Dniu Chorego, ale każdego dnia wspierać naszych bliźnich tą pomocą, która im niesie nadzieję, że mimo tych wszelkich, nękających ich utrapień, mogą liczyć na ludzką solidarność, i że będąc chorym, samotnym i nieraz opuszczonym przez najbliższych – mogą żyć nadzieją, że nie wszyscy ich opuścili.

Tak im dopomóż Bóg, i chorym, i niosącym im pomoc.

Janusz Marczewski

Z narodzeniem Jezusa było tak...

opublikowane: 24 gru 2016, 02:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 gru 2016, 02:19 ]

Całe zamieszanie z datą narodzenia urodzin Jezusa rozpoczęło się od Dionizego Małego 470–544). Ten starożytny teolog i mnich, pochodzący z Armenii, prowadził mnisze życie w Rzymie. Jemu to papież Jan I w 525 r. zlecił opracowanie tablic chronologicznych dotyczących historii Jezusa Chrystusa.

Dionizy (zwany również Dionizjuszem) oprócz tego, że był uznanym teologiem, był także matematykiem i astrologiem, biegle posługiwał się łaciną i greką – wydaje się, że był predystynowany do tego zadania zleconego mu przez papieża. Postanowił ustalić datę narodzin Jezusa Chrystusa. I tutaj popełnił błąd, który do dzisiaj pokutuje w chronologii chrześcijańskiej. W swoich wyliczeniach deklaruje, że Jezus miał się urodzić w 754 r. od założenia Rzymu. Ewangelista Mateusz twierdzi natomiast, że Jezus urodził się za panowania Heroda Wielkiego (podobnie twierdzi także Łukasz w swojej ewangelii – ich świadectwo jest ważne, bo to jedyni, którzy mówią o dzieciństwie Jezusa). Od Józefa Flawiusza (najwybitniejszy historyk żydowski I wieku – dowódca powstania żydowskiego w Galilei) wiemy, że Herod Wielki zmarł w 750 r. od założenia Rzymu. Skonfrontowanie zatem relacji ewangelistów oraz dzieła Józefa Flawiusza zmuszają nas do dziwnego stwierdzenia, że Jezus urodził się co najmniej cztery lata przed Chrystusem. Co najmniej, gdyż zważywszy, że Mateusz mówi także o rzezi dzieci w Betlejem (liczących do dwóch lat – Flawiusz jednak o tym nie wspomina), musielibyśmy narodziny Jezusa przesunąć prawdopodobnie o kolejne dwa lata. To by oznaczało, że na początku ery chrześcijańskiej (datowanej od narodzin Jezusa Chrystusa) sam Jezus mógł mieć już sześć lat.

Kiedy zatem urodził się Jezus? W poszukiwaniu odpowiedzi musimy dalej zagłębiać się w ewangeliach dzieciństwa (oraz w źródła pozabiblijne). Łukasz mówi:
W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. 2 Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.
3 Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta.

(Łk 2, 1 -30)

Powodem podróży Józefa z ciężarną Maryją do Betlejem jest jakiś spis zarządzony przez Cezara Augusta. Jakiś, gdyż żadne źródła rzymskie nie potwierdzają takiego spisu. Wspomnienie Cezara być może udałoby się usprawiedliwić relacją rzymskiego historyka Tacyta (55–120), który w swoich Annales wspomina, że po śmierci Cezara znaleziono dokument pisany jego ręką, w którym zostały wskazane wszystkie wpływy publiczne, liczba obywateli rzymskich i obywateli królestw sprzymierzonych, którzy pełnili służbę w legionach, wielkość floty, stan królestw sprzymierzonych, prowincji Imperium, a także wielkość podatków, trybutów, należności i wszelkich darów. Jak by August Cezar o tym wszystkim wiedział, gdyby w jakiejś mierze nie przeprowadzał ustawicznych spisów w swoich prowincjach? To oczywiście dywagacje, ale może mieliśmy do czynienia z takim pełzającym spisem całego Imperium.

Kwiryniusz był wielkorządcą Syrii od 6 do 9 roku po Chrystusie (wg chronologii Dionizego), kiedy Jezus jest już pewnie nastolatkiem. Inną trudnością tego fragmentu jest fakt, że Józef podróżuje z małżonką i do tego oczekującą rychłego rozwiązania. Im dalej w las, tym więcej drzew.

Józef był mieszkańcem Nazaretu w Galilei, która nie podlegała jurysdykcji Kwiryniusza. Być może powodem tego Józefowego transferu było to, że posiadał On w Betlejem jakiś majątek. Z pewnego dokumentu datowanego na początek II wieku (dokładnie 103-104 r.) wiemy, że prefekt Egiptu nakazał spis ludności na podległym sobie terytorium, dokonując rozróżnienia na adres zamieszkania i adres podatkowy. Być może już sto lat wcześniej podobnym prawem kierował się Kwiryniusz. To nam rozwiązuje problem podróży do Betlejem, ale od razu jawi się pytanie. Skoro Józef posiadał jakiś majątek w Betlejem, to dlaczego ewangeliści tak nastają na to, że nie było dla Niego, Maryi i Jezusa miejsca w mieście?

Bardzo trudno nam, współczesnym z naszą wrażliwości historyczną wczytać się w ten starożytny przekaz o narodzinach Jezusa Chrystusa. Pozostaje (i zapewne pozostanie) to enigmą, ale nie sposób nie zgodzić się z uwagą amerykańskiego teologa i biblisty księdza Johna Meiera (autora trylogii poświęconej Jezusowi noszącej znamienny tytuł A marginal Jew), który uważa, że tak marginalna, dla świata grecko-rzymskiego, postać jak Jezus, mimo wszystko posiada bardzo wyraźnie określone granice chronologiczne swojej egzystencji. Najprawdopodobniej najlepsze, jakich możemy oczekiwać.

I pewnie w starożytności nie ma nikogo, o kim moglibyśmy powiedzieć historycznie (w nowożytnym tego słowa znaczeniu) więcej.

ks. Adam Błyszcz

Takie urodziny

opublikowane: 19 gru 2016, 11:29 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 21 gru 2016, 09:59 ]

Franciszek w czerwcu 2015 rokuW ubiegłą sobotę (17.12) Franciszek obchodził osiemdziesiąte urodziny.

Wszystko rozpoczęło się dosyć wcześnie, bo około 7.15, Franciszek wychodząc w windy w Domu Świętej Marty, natknął się na ośmiu bezdomnych, kloszardów, których przyprowadził jałmużnik Ojca Świętego, abp Konrad Krajewski (ten od błogosławieństw). To on skoro świt znalazł w pobliżu Bazyliki św. Piotra (ot, sąsiedzi papieża) osiem bezdomnych osób (czterech Włochów, jednego Mołdawianina, dwóch Rumunów i jednego Peruwiańczyka – w sumie czterech mężczyzn i dwie kobiety). Zaproponowano im skorzystanie z łaźni, a potem przewieziono autobusikiem do siedziby Ojca Świętego.

Zaskoczonemu Franciszkowi złożyli życzenia i wręczyli trzy bukiety słoneczników. On zaś w rewanżu zaprosił ich na śniadanie do stołówki domu świętej Marty, gdzie zazwyczaj spożywa posiłki. Kwiaty powędrowały natomiast do domowej kaplicy. Śniadanie trwało około półgodziny, po czym Franciszek pożegnał swoich gości, ofiarując każdemu z nich argentyńskie przysmaki, słodycze. O godzinie 7.45 w kaplicy Pawłowej czekali na niego kardynałowie. Tam sprawował mszę św. z okazji swoich urodzin.

Natomiast przez całą sobotę w jadłodajniach Rzymu, potrzebującym i bezdomnym, po obiedzie lub kolacji ofiarowano urodzinowe ciasto, a w noclegowniach wręczano papieski upominek: ikonę z Bożym Narodzeniem i okolicznościowy prezent.

Za: http://www.lastampa.it/2016/12/17/vaticaninsider/ita/vaticano/il-papa-fa-la-prima-colazione-con-otto-senzatetto-1KJFhv3ZPybiM4xzR2R2NL/pagina.html

ks. Adam Błyszcz

Fot. By Casa Rosada (Argentina Presidency of the Nation), CC BY-SA 2.0, Link

Na przekór

opublikowane: 15 gru 2016, 07:08 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 15 gru 2016, 14:30 ]

Wraz z zakończeniem posługi przez ks. Adama Błyszcza proboszcza parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu przy ul. Dąbrówki, po dziesięciu latach została zawieszona działalność Wspólnoty Związków Niesakramentalnych. Próby rozmów na ten temat z nowo mianowanym proboszczem spełzły na niczym. Przykro, że nie ma już w tym kościele dla nas miejsca. Jednak znalazł się ktoś, kto bardzo chętnie wyraził zainteresowanie tym jakżem trudnym i niewygodnym dla Kościoła katolickiego problemem.

Rozcięty czas

Dla nas czas nie miał twarzy
kwił pomiędzy bólem tego co trwało
W poranionej przeszłości
A niewiadomym jutrem
Samotna godzina zawstydzona
Podpierała ścianę życia
Drzwi do których pukaliśmy
Żebrząc o okruch nadziei były głuche
Tylko TY Nasz Pasterzu
Otworzyłeś na oścież swoje wrażliwe serce
Tym, których „bracia w wierze”
Zamknęli w nawiasy
Podniosłeś z kolan, otarłeś łzy
Pokazałeś, że Chrystus jest również w nas
Że nas kocha, a Miłosierdzie Jego
Wznosi nas na wyżyny Boga

Danuta Piotr

Tą osobą jest ks. Edmund Jaworski, proboszcz naszej nowej niewielkiej parafii i kościoła pod wezwaniem Św. Kazimierza w Gułtowach (jesteśmy jej mieszkańcami od kwietnia br.) Po krótkim okresie przygotowań, dnia 8 grudnia w gronie ok. 16 „starych” i kilku nowych osób tej wspólnoty o godz. 20.00, na mszy św. inauguracyjnej odbyło się nasze pierwsze spotkanie, po którym uczestnicy osobiście zapoznali się z naszym opiekunem. Byłam ciekawa, jakie wrażenia mają nasi współbracia. Wszyscy bardzo pozytywnie odebrali ks. Edę (tak się przedstawia), jako osobę ciepłą, energiczną, otwartą o szerokich horyzontach myślowych, w zasadzie w pewien sposób bardzo podobną do osobowości ks. Adama. Jesteśmy umówieni na następne spotkanie na 12 lutego 2017 r. na godz. 17 - na mszy św. Termin może trochę odległy, a to z tego powodu, że ks. Eda jest jedynym duszpasterzem na tej placówce, a do końca stycznia jak żartobliwie mówi - chodzi na „żebry” (tzn. po kolędzie). Zainteresowanych serdecznie zapraszamy.

D.H. Piotrowie

PS. Podziękowanie dla ks. Adama za 10 lat prowadzenia nas w wierze ku Bogu.

Świeccy świadkowie

opublikowane: 11 gru 2016, 12:34 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 11 gru 2016, 12:51 ]

Tak to wyglądało

Dwa lata temu z inicjatywy księdza proboszcza w parafii Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie kilka małżeństw zostało poproszonych o pomoc w przygotowaniu rodziców do chrztu ich dziecka. Był to czas, kiedy w archidiecezji toczyła się dyskusja o tym, w jaki sposób tworzyć katechezę chrzcielną, aby pomagała ona rodzicom dziecka i wspólnocie Kościoła. Wtedy właśnie ks. proboszcz zaprosił do współpracy małżeństwa naszej parafii. W duszpasterskim zamyśle wybrani małżonkowie mieli spotykać się indywidualnie z rodzicami dziecka. Chodziło przede wszystkim o to, aby parom bardzo często żyjącym na peryferiach Kościoła pokazać, że można żyć ewangelią, można się modlić i praktykować niedzielną Eucharystię. Taki program minimum.

Spotkanie z małżonkami stanowiło pierwszy etap przygotowań. Następnie rodzice i rodzice chrzestni musieli spotkać się z duszpasterzem. Czas przeszły nie jest tu bez znaczenia – pierwszy etap, spotkań ze świeckimi, nie jest już bowiem kontynuowany. Naszym zdaniem – szkoda. (RED)


Na koniec roku jubileuszu chrztu Polski rozmawialiśmy z pp. Ewą i Adamem Kołodziejami, małżeństwem z 27-letnim stażem, rodzicami syna i córki, którzy jako jedno z kilku małżeństw prowadzili wspomniane spotkania z rodzicami przed chrztem ich dzieci. Państwo Kołodziejowie działają ponadto we Wspólnocie Jezusa Zmartwychwstałego Galilea. Pan Adam jest nadzwyczajnym szafarzem komunii św., a pani Ewa przez kilka lat pisała na naszych wcześniejszych łamach artykuły na temat katechez papieskich.


Jak to się stało, że zostali Państwo włączeni do przygotowania rodziców i chrzestnych do chrztu dzieci?
Ojciec Adam Błyszcz latem 2015 r. wyszedł z propozycją, abyśmy przyłączyli się do małżeństw prowadzących katechezy dla rodziców zgłaszających dzieci do chrztu świętego. Po przemyśleniu zgodziliśmy się.

Jak wyglądały takie spotkania i katechezy?
To były bardziej spotkania i rozmowy niż katechezy. Przeważnie odbywały się one raz w miesiącu, choć zdarzyło się i trzy razy w miesiącu. Ksiądz proboszcz odbywał osobne spotkania z rodzicami i chrzestnymi, więc to on odpowiadał za kwestie teologiczne. Zamysłem księdza było, abyśmy my, osoby świeckie opowiadali o naszym małżeństwie, rodzinie, o naszej relacji z Bogiem, o tym, jak się razem w domu modlimy, aby pokazać rodzicom, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, borykamy się tak samo jak oni z różnymi problemami życiowymi, finansowymi, zawodowymi, ale ponieważ powierzamy te problemy Bogu, to lżej jest nam je znosić i radzić sobie z nimi, gdyż Stwórca nam w tym pomaga i dodaje nam sił. Tutaj najmocniejszym i najbardziej docierającym do rodziców przykładem było to, jak mówiliśmy o śmierci naszego 22-letniego syna Patryka, która miała miejsce w 2012 roku, i jak to dramatyczne doświadczenie spowodowało nawrócenie nas i naszej córki Martyny, która obecnie ma 22 lata. Staraliśmy się, aby spotkanie nie trwało dłużej niż godzinę, zwłaszcza że rodzice przeważnie spieszyli się do swoich dzieci.

Jak reagowali rodzice na te spotkania ze świeckimi?

Rodzice zgłaszający dziecko do chrztu św. opowiadali nam, że gdy dowiedzieli się w biurze parafialnym, że muszą odbyć katechezę z jakimś małżeństwem, to przyjmowali to niechętnie i wyobrażali sobie parę staruszków uczących ich katechizmu, pouczających, jak mają żyć po Bożemu, co im wolno, a czego nie itp. W naszym przypadku pierwszą reakcją rodziców było przeważnie zdziwienie, że nie jesteśmy tak starzy jak sobie to wyobrażali (ja miałam 46, a mąż 50 lat). Po spotkaniu wyrażali swoje miłe zaskoczenie, że nie miało ono formy nudnej katechezy, ale ciekawej rozmowy. Spotkania przebiegały różnie: niektórzy chętnie wchodzili z nami w dialog, inni prawie cały czas milczeli (choć takich par było znacznie mniej).

Jak Państwo oceniają skuteczność tych spotkań? Czy według Państwa coś one dały, zmieniły w podejściu do sakramentu i chrześcijańskiego życia w rodzinie?
Trudno nam mówić o skuteczności, gdyż to były jednorazowe spotkania i nie wiemy, jak dalej potoczyło się życie tych rodzin. Czy coś tym ludziom dały te spotkania? Pamiętam, że bardzo się cieszyliśmy, gdy po jednym ze spotkań para powiedziała, że dowiedzieli się od nas dużo ciekawych rzeczy o Bogu, przyznali, że zrozumieli kilka ważnych dla nich kwestii. Nie sądzimy, aby czyjeś podejście do sakramentu chrztu św., a także do chrześcijańskiego życia w rodzinie zmieniło się w sposób radykalny po godzince rozmowy. Mamy jednak nadzieję, że choć odrobinkę dały im do myślenia. Jednak trudno jest żyć codziennie "po Bożemu", jeżeli nie czerpie się pomocy ze wspólnoty chrześcijańskiej i lektury Pisma Świętego. Aby choć trochę pomóc tym parom, po spotkaniu wręczaliśmy egzemplarz wydania czterech Ewangelii.

A ja mam wrażenie, że odkąd były prowadzone te spotkania, udało się bardziej zaangażować rodziny w samą uroczystość - było dużo mniej wpadek, większe obycie z ołtarzem, czytanie lekcji... We wcześniejszych latach miałam wrażenie, że znacznie częściej ludzie przychodzili i tylko biernie przyglądali się całej ceremonii, a od jakiegoś roku zauważyłam postęp. :)
Całkiem możliwe, że tak jest. My nie chodzimy akurat na te msze św.

Rozmawiała Romana Zygmunt

1-10 of 22