GRAFIKA
GENEZA
RYTM I AKTUALNOŚĆ
PROCESÓW TWÓRCZYCH
AKTUALNOŚĆ
I Relacja z pracowni – od chaosu myśli do gotowej kompozycji
W tej części publikacji przedstawimy dwie koncepcje kreacji graficznej – studia przypadku, w których omówimy zakres naszych indywidualnych procesów twórczych, pokazując, jak pracujemy w środowisku manualnym i cyfrowym. Aby móc świadomie projektować – oceniać relacje, sprawdzać założenia, podejmować decyzje i rezygnować ze zbędności – trzeba działać tak metodycznie, jak i intuicyjnie. Dlatego w reportażowym stylu pokażemy i objaśnimy każdy krok projektowy.
|Aby przedstawić ten proces od kuchni i bez filtra, posłużyliśmy się transkrypcją nagrań własnych wypowiedzi. Celowo nie poddaliśmy ich edycji i korekcie językowej. Dzięki temu uwidocznimy surową myśl i przytoczymy dokładnie te określenia, które towarzyszyły nam w trakcie pracy – z całym ich chaosem i wahaniami.
|Każde z nas opracuje też własną kompozycję – będzie to praca „po coś” lub „po nic”, jednak chcemy, aby niezależnie od tego była dla nas ważna. Tak jest zawsze. Do naszych prac – jak i do wszystkiego, co nas dotyczy – podchodzimy osobiście. Są dla ważne już w momencie, kiedy pierwsze skrawki myśli zaczynają krążyć wokół naszej głowy. A kiedy w procesie pracy twórczej czujemy, że zaczynają nas pochłaniać – gdy cieszą i dają satysfakcję – stają się dla nas najważniejsze.
|Ten moment, w którym zaczynamy utożsamiać się z efektami pracy naszych rąk, to moment metafizyczny. Umysł i ciało na równi odnotowują zmianę; coś na kształt przyrostu energii. Czujemy sprawczość. Czujemy pokonaną drogę i zdobyte doświadczenia, o których nagle potrafimy mówić. Jesteśmy w stanie patrzeć na efekty swojej pracy i składać słowa w celu elokwentnego opisania procesu i jego skutków. Te chwile wzmacniają naszą wiarygodność i sprawiają, że jesteśmy autentyczni – przede wszystkim przed samymi sobą.
|Zaznaczamy, że w przedstawionych poniżej reportażach nie omawiamy narzędzi cyfrowych. To nie jest naszą rolą. Każda aplikacja daje możliwość wypracowania własnego stylu jej obsługi – to Wasza droga. Koncentrujemy się raczej na wskazaniu, które zależności elementów naszych koncepcji graficznych stają się parametrami ważnymi dla rozwijania kompozycji. Jak forma, kolor, rola detalu i skala przyczyniają się do bardziej świadomego komponowania literą i – co równie istotne – na odwrót. Chcemy pokazać, że wszystko jest ważne i wszystko z czegoś wynika.
II Adam – o moim stylu
W tej części przedstawiamy nasze podejście do projektowania i kreacji wizualnej – w sposób, który autorsko uznajemy za satysfakcjonujący. Nie ustalaliśmy wiele. Krótka rozmowa i jedno przytaknięcie: dobrze, niech kwadrat odgrywa tu główną rolę.
Każde z nas zaczęło pracę we własnym stylu, w swoim rozumieniu tej wytycznej. Ja wyszedłem od rysunku. Z premedytacją szukałem formy, która mnie zainspiruje, czując podskórnie, że chcę wykorzystać typografię. To obszar moich zainteresowań – tematem mojej rozprawy doktorskiej była intuicja w projektowaniu znaku literniczego. I ta intuicja dochodzi do głosu za każdym razem, kiedy „klikam” swoje impresje. Litera mnie prowadzi – tak chyba mogę to ująć.
Całość buduję na gridzie. Ta siatka wyjściowa jest fundamentem kompozycji całej publikacji. Pojawia się kwadrat, a ja określam metodykę szukania punktów odniesienia. Kolor? Na początku nieistotny, służy jedynie do odróżnienia elementów. Siatka ma dla mnie znaczenie kluczowe, bo zarówno z intuicji, jak i potrzeb twórczych, projektuję zazwyczaj ściśle.
Staram się być precyzyjny, ale interesuje mnie przenikanie się linii, kształtów i kolorów – przechodzenie form jednej w drugą. Interesuje mnie interpretacja przestrzeni, rytm i równowaga, którą wyczuwam bardziej „brzuchem” niż miarką.
Litera jest tu interpretacją kwadratu. To znak, który morfuje i zmienia się w poszukiwaniu balansu.
Choć zaczynam od rysunku, finał odbywa się w środowisku cyfrowym. Projektuję głównie w InDesignie, ale nie traktuję go jak narzędzia do DTP, lecz jak precyzyjny stół kreślarski.
To środowisko, które z jednej strony mnie ogranicza, a z drugiej – właśnie tym ograniczeniem inspiruje, zmuszając do używania głowy i intuicji.
Ten projekt ma cieszyć oko. Ma sprawiać przyjemność estetyczną. Chcę go „powiesić na ścianie” – to dla mnie dowód satysfakcji i utożsamienia się z utworem. Kreślenie elementów alfabetu zawsze jest przyjemnością. Daleko tu jednak do fontu; to są grafemy. Powstają odruchowo, pozwalając budować zrytmizowaną strukturę graficzną przy użyciu ograniczonych środków. Szukajmy własnych, interesujących rozwiązań i bądźmy w tym konsekwentni.
Analizujmy swoje działania, wyciągajmy wnioski, dokładajmy bądź odejmujmy. Moja praca to w gruncie rzeczy odejmowanie ze znacznie większego zbioru. Finalna konkluzja jest wyborem, który nazywam „autorską równowagą” – to moment, w którym wiem, że praca jest skończona.
W następstwie pojawia się wizualizacja, analogowa interpretacja czy wręcz improwizacja na bazie powstałego projektu. To już czysta przyjemność generowania „powidoków” i radość, że uzyskany kapitał wizualny daje się odmieniać przez graficzne przypadki. Staje się „samograjem”. Jakbym go nie przyciął, nie wykadrował czy wręcz nie „zepsuł” – wciąż pozostaje dla mnie interesujący.
III Patrycja – o moim stylu
Uznałam, że jako punkt wyjścia przy swoim projekcie wykorzystam próbne odbitki litograficzne, które zazwyczaj oprócz artysty nikt nie widzi. Czasami farba nie posiada oczekiwanego krycia, temperatury bądź nawet umiejscowienia. W swojej wadliwości wymieszanej z przypadkiem emanują czymś intrygującym.
Stworzyłam najprostszy grid bazujący na kwadracie, który ułatwił mi poruszanie się z projektem na przestrzeni roboczej pracy.
Sfotografowane fragmenty odbitek próbnych zaczęłam układać „na czuja” zgodnie z wewnętrznym poczuciem estetyki do momentu, aż byłam zadowolona z ciężaru optycznego jaki pojawił się na pracy. Ten projekt stał się dla mnie zabawą wizualną, pewnego rodzaju oddechem od projektów komercyjnych. Następnie usunęłam z projektu kolory aby zunifikować go i przygotować do kolejnych etapów twórczych.
Pracę przekształciłam na bitmapę o małej rozdzielczości. Co ciekawe to taka forma nie jest aż tak daleka od natury litografii. Przez delikatną chropowatość kamienia litograficznego również uzyskujemy pewnego rodzaju raster, tylko o mikroskopijnej wielkości. Przez ten proces chciałam pozbyć się detali, aby zupełnie inaczej spojrzeć na projekt.
Pracę z komputera przeniosłam do świata analogowego drukując ją na zwykłej drukarce pigmentowej i zaczęłam ją dekonstruować poprzez zalewanie papieru wodą i płynem do dezynfekcji rąk. Co ciekawe w tym momencie powrócił kolor z czystego przypadku. Grafika zaczęła się przekształcać za pomocą nie do końca kontrolowanych ruchów (jak to często zdarza się w grafice warsztatowej).
Jednak najciekawsza dla mnie stała się praca, która utworzyła się po drugiej stronie kartki, w lustrzanym odbiciu. Zupełnie przypadkowa kompozycja bez nadmiernej szczegółowości. Ponownie praca trafiła do środowiska cyfrowego przez zeskanowanie wydruku.
Grafikę znowu przekształciłam na bitmapę po czym nadałam konkretne kolory i małe detale. Ten proces tak naprawdę mógłby trwać bez końca, ale tu postawię kropkę. Myślę, że w aktualnych czasach zapominamy się po prostu bawić projektami. Gonieni przez deadliny przestajemy się cieszyć pracą twórczą. Teraz każdy może generować obrazy za pomocą sztucznej inteligencji, więc stosownym byłoby powrócić do naszych analogowych korzeni, gdzie okazja do wystąpienia (częściowo kontrolowanego) błędu nadaje naszym pracom niepodrabialnej indywidualności.