Wiwerny nie są zbyt licznym gatunkiem, jednak na pewno niezwykle niebezpiecznym, co sprawia, że ich niewielka liczebność nie wydaje się dla czarodziejów problemem. Wiwerny są spokrewnione ze smokami, jednak są od nich mniejsze, słabsze i mniej inteligentne. O ile smok jest inteligentny i, jakkolwiek niedorzecznie to może brzmieć, dość komunikatywny, wiwerny polegają jedynie na instynkcie i agresji. Wiwerny nie przekraczają zwykle rozmiarów najmniejszych ze smoków, a więc żmijozębów peruwiańskich. Są równie smukłe, co wspomniana rasa, ale ich szyja jest znacznie dłuższa, przez co całe ciało wydaje się wężowe. W odróżnieniu od smoków, wiwerny posiadają jedynie tylną parę łap, ponieważ kończyny przednie są przekształcone w błoniaste skrzydła. Anatomicznie przypominają chociażby te nietoperza, a więc zredukowane palce stanowią rusztowanie dla błony, czy jak kto wolałby to opisać. Nie należy jednak zapominać, że wiwerny są gadami, jak ich smoczy kuzyni. Długie ogony wiwern są zakończone kształtem grotu strzały, podobnie jak to jest u czarnych hebrydzkich. Magia wiwern jest słaba, przez co nie może się równać z materiałami pochodzenia smoczego - nie są zatem narażone na polowania lub towarzystwo ludzi. A takie towarzystwo na pewno by im nie przeszkadzało, ponieważ są świetnymi drapieżnikami, których rodzaj spożywanego mięsa mało interesuje. Ich ostre zęby oraz długie szpony wystarczyłyby, aby zakwalifikować te stworzenia jako żywe maszyny do zabijania. Część wiwern (niewielka część) posiada jednak dodatkowe atuty. Zaobserwowano, że u wiwern może wystąpić umiejętność ziania ogniem lub jadowitość, która objawia się trucizną w ugryzieniach, ogonie czy oddechu. Jeżeli komuś kiedyś wpadnie do głowy pomysł znalezienia wiwerny, polecam szukać w leśnych jaskiniach w pobliżu rzek. Pomimo że najwięcej osobników tego gatunku spotkać można na Wyspach Brytyjskich, pojawiają się i w innych częściach Europy, z naciskiem na Rumunię i Węgry, chociaż widywano je nawet w Egipcie. Zauważono, że najwięcej jadowitych okazów spotkać można nad Morzem Śródziemnym, a w reszcie Europy występuje więcej osobników ziejących ogniem, przy czym ich liczba maleje im dalej pójdzie się na północ. Nie jest to jednak stała zasada, czego najlepszym dowodem jest zapewne Wiwern z Wye.
Mówi się, że słowo wiwern pochodzi od nazw dwóch angielskich rzek. Wye, która znajduje się hrabstwie Herefordshire, w którym narodziła się gra Swivenhodge, oraz Severn, która znajduje się w hrabstwie Worcestershire, w którym żył brat Benedykt, o którym więcej w rozdziale 2.0. Rzeki te nie były zapewne wybrane przypadkowo, ponieważ właśnie koło nich mieszkały imponujące okazy wiwern. Ciekawa historia wiąże się z olbrzymim Wiwernem z Wye, który nie dość, że miał niezwykłe jak na swój gatunek rozmiary, potrafił również ziać ogniem. W czasie rządów króla Artura, a więc przy okazji świetności Rycerzy Okrągłego Stołu, wiwern ten siał spustoszenie nie tylko wokół swej pieczary, ale i na terytoriach okolicznych. Jeden z rycerzy wspomnianego stowarzyszenia - Sir Cadogan - postanowił zakończyć terror bestii. Pomimo wielkiego zapału i wojowniczego charakteru, który odzwierciedlała jego tarninowa różdżka, wiwern swoim ogniem stopił miecz rycerza, jego hełm, a także złamał mu różdżkę i pożywił się koniem rycerza. Sir Cadogan uszedł z życiem, by znaleźć nowego rumaka - tym razem grubiutkiego kucyka, który pasował do niskiego wzrostu czarodzieja - i wrócić do groźnego zwierzęcia. Gdy stwór chciał pożreć rycerza, jego złamana różdżka przebiła język wiwerna i zapaliła łatwopalne wyziewy gada, który wybuchł, zabijając również rycerza i jego nowego rumaka. A przytaczam tu tę historię ku przestrodze - niech wiwerny zostawi w spokoju każdy, kto nie jest profesjonalnym magizoologiem-badaczem, ponieważ i zawodowi aurorzy mieliby problem z poskromieniem choćby jednego okazu. Może i ich skóra nie jest tak gruba i odporna na zaklęcia jak smoków, ale z pewnością nie warto ośmieszać się pojedynczymi zaklęciami, jakie by one nie były. Ich słabe punkty to miejsca pozbawione twardych łusek, takie jak skrzydła czy pachwiny, nie mówiąc o takich rzeczach jak oczy. A na szanse zabicia wiwerny od środka raczej nie powinno się nastawiać, podobnie jak na oswojenie jakiejś, chyba że należy się do wybitnych magizoologicznie jednostek.
W ramach ciekawostki dopowiedzieć mogę jeszcze, że wiwerny stanowiły ważny element kultury mugoli w czasach średniowiecza, zanim jeszcze nie wszedł w życie Międzynarodowy Kodeks Tajności, no i oczywiście Klauzula 73, a sami czarodzieje nie radzili sobie tak dobrze z ukrywaniem magicznych stworzeń. Pod koniec starożytności i na początku średniowiecza, które zaczęło się w wieku V, wiwerny stanowiły symbol siły, a w dodatku nawiązywało do smoków, jednak były przystępniejsze niż ich więksi kuzyni. Właśnie dlatego odnajdywały się wtedy jako idealne symbole na różnych herbach i godłach niemagicznych rodów, chociaż nie radzę się sugerować kolorami tych wizerunków, bo wiwerny nie są złote czy czerwone, a ciemnozielone, brązowe i tym podobne.