Jest to gatunek, o którym tak naprawdę wiemy stosunkowo mało. Przyczajacze wciąż są dla nas wielką zagadką. O ile wiemy w jaki sposób powstały, nie do końca wiemy jakim cudem wciąż istnieją, a także czemu jest ich tyle, ile jest. Zaczynając jednak od początku..
Początki tego gatunku sięgają okolic XVII wieku, czy też czasów wcześniejszych. Wszystko zaczęło się na statku Fineasa Fletchera, europejskiego handlarza, który zajmował się nielegalnym handlem stworzeniami i w większości zakazanymi przedmiotami. Podczas jednej z podróży przez Atlantyk, kiedy płynął z Europy do Ameryki Północnej, przetrzymywał na statku demimozy, których hodowlę zamierzał stworzyć w Nowym Świecie, aby z ich włosów tworzyć peleryny-niewidki. Nikt nie zauważył jednak, że jedna z samic uciekła ze swojej klatki. Jako że było to na środku oceanu, nie miała raczej dokąd uciec. Zaszyła się zatem w ciemnym kącie okrętu, gdzie spotkała podróżującego na gapę ghula. Stworzenia połączyła niezwykła więź, a czasu na poznanie miały sporo, bo pamiętajmy, że wyprawa przez Atlantyk zajmuje jakieś 3 miesiące. Mówi się, że już przy dobiciu do brzegu Ameryki, parka te doczekała się potomstwa. Tak krótka ciąża wydaje się jednak podejrzana dla każdego obytego magizoologa, więc możliwe, że stworzenia zbiegły do pobliskich lasów, a ich dzieci narodziły się później. Jaka wersja nie byłaby bliższa prawdy, niezmienne jest to, że potomstwem tym były właśnie przyczajacze. Nie wiemy tak naprawdę czy były one inne niż współczesne, a aktualną ich.. wersję możemy podziwiać poprzez ich skrzyżowanie przed wiekami z miejscową fauną, czy potomstwo skrzyżowało się ze sobą, czy może są to stworzenia tak długowieczne, że wciąż spotkać możemy osobniki z pierwszego pokolenia. Ta ostatnia wersja spotyka się jednak najczęściej ze sceptycyzmem ze strony środowiska badaczy magicznej fauny. Możliwe, że nigdy nie dowiemy się prawdy na temat tych stworzeń, jednak mimo że nie znamy faktów na temat ich przeszłości, wiemy na pewno, że istnieją i jakie są obecnie.
Miejscem, gdzie możemy spotkać te stworzenia, są lasy stanu Massachusetts w USA, bo właśnie tam przybił statek Fletchera. Zobaczenie tego stworzenia nie jest jednak łatwe, a na pewno nie jest dla nas bezpieczne. Są to bowiem stworzenia mięsożerne, których ulubioną ofiarą jest człowiek - zarówno magiczny, jak i nie. Mówi się, że ich awersja do ludzi jest skutkiem okrucieństwa, jakiego doświadczały wszystkie zwierzęta Fineasa Fletchera. Nawet jeżeli nie jest to prawda, jest to nadal świetną przestrogą dla tych, którzy źle traktują wszelką faunę. Karma wraca.
Przyczajacze są w pewnym stopniu podobne i do demimozów, i do ghuli, jednak część ich natury i wyglądu nie przypomina żadnego z wymienionych. Po demimozach przeczajacze odziedziczyły srebrne włosy, które pokrywają całe ich ciało. Niestety ghulom przyczajacze zawdzięczają niezbyt wielką urodę, krzywe zęby i źle dobrane proporcje ciała. Samo określenie wyglądu przyczajacza jest jednak trudne. Część porównuje ten gatunek do wychudzonych niedźwiedzi, część do wyrośniętych małp, a jeszcze inni do bagnowyjów czy wilkołaków. Faktem jest, że wszystkie przyczajacze mają imponujące rozmiary, znacznie przewyższające każdego człowieka. Nie można jednak podać dokładnych wymiarów tych zwierząt, ponieważ przyczajacze posiadają niezwykłą umiejętność - zmiennokształtność. Jak wiadomo, u różnych zwierząt objawia się ona w różny sposób. W przypadku tych stworzeń, obserwuje się ją jako zmianę grubości i długości różnych części ciała. Przyczajacz może stawać się zatem wyższy, wydłużony, może rozciągać swoje członki i zwężać swoje ciało. Właśnie w ten sposób jest w stanie ukryć się nawet na młodymi i cienkimi drzewami, bo pamiętajmy, że jest to stworzenie leśne. Gdyby tego było mało, po demimozach odziedziczyły też inną umiejętność - niewidzialność. Na dodatek są to stworzenia nocne, więc spacery w pojedynkę lasami Massachusetts nie należą do dobrych pomysłów. Przyczajacze oprócz tego, że świetnie się kamuflują, mają ostre jak brzytwa zęby i pazury, są również bardzo silne. Zazwyczaj szuka się ich przy użyciu słuchu, ponieważ nie poruszają się bezszelestnie jak na przykład bystroduchy. Jeśli zaatakuje nas przyczajacz najlepiej w pierwszej kolejności użyć najbardziej efektownych zaklęć, niekoniecznie silnych. Zaklęcie oszałamiające może nie powstrzymać przyczajacza, za to mocno go zezłościć, natomiast masa błysku i iskier może już sprawić, że napastnik poczuje się zdezorientowany i ucieknie, a przynajmniej da nam okazję wyrwać się i teleportować w inne miejsce.