Żartobliwie określany rogatym zającem, zająclopą, rogojącem i tak dalej, bo kreatywność ludzi bywa na tym polu niezwykła. Bierze się to oczywiście stąd, że jackalope przypomina zająca z rogami. Ciężko jednak powiedzieć, czy chodzi o łosia, jelenia, antylopę czy jeszcze innego kopytnego. Dodatkowo porównanie utrudnia fakt, że najczęściej w swoich książkach czarodzieje określają te stworzenia jako przypominające zające z porożem antylopy, co jest jawnym bezsensem, bo antylopa posiada nie poroże, a rogi. Jest to znaczną różnicą, czego nie wszyscy mogą się spodziewać, jednak postaram się o jak najprzejrzystsze wyjaśnienie tej zagwozdki w tym właśnie rozdziale.
Zanim to, chcę jeszcze najpierw nadmienić, że ukrywanie jackalope, które notabene żyją w USA - przed światem niemagicznym nie należy wcale do zadań łatwych i zdarzało się już nie raz - niestety wciąż się zdarza i zapewne jeszcze zdarzy - że mugole mieli okazję zobaczyć przedstawicieli tego gatunku na własne oczy. Nie dziwiło to przed końcem XVII wieku, skoro nie było ani Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarodziejów, ani nawet Magicznego Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki, jednak nawet z XX wieku można znaleźć historie mugoli, którzy widzieli stworzenia przypominające nasze jackalope. Być może część z tych doniesień to pomyłki, jednak w mojej opinii jest to zapewne prawda, choć na szczęście nadal nikt z niemagów nie bierze doniesień o nich za prawdę. Warto jednak prześledzić ich relacje z tego zakresu, jeśli ktoś ma chęć i czas, bo wiedza to potęga.
Zacznę od ich rogów, bo to w końcu najciekawszy element ich anatomii, choć i tu muszę sięgnąć po niewielką dygresję nt. różnic pomiędzy porożem a rogami. Poroże jest charakterystyczne dla jeleniowatych. W odpowiedniej porze jest przez nie zrzucane, a sama ich struktura jest kostna. Poroże rośnie na kości czołowej i formuje się pod skórą, która potem jest z poroża ścierana - zwie się ona scypułem, czyli skórą skazaną na obumarcie i odsłonięcie poroża. Z rogami jest zupełnie inaczej, ale są też jednocześnie bardziej zróżnicowane, więc opiszę je bardzo ogólnie, dlatego proszę tego nie odnosić do wszystkich gatunków fauny! Najogólniej należy wiedzieć, że są to struktury skóry właściwej, nie kości, chociaż np. u buchorożca już nie skóry właściwej, a naskórka. Rogi mogą rosnąć całe życie, nie są zrzucane i nie odrastają. Oczywiście u niektórych zwierząt mogą, ale to rozdział o jackalope, nie o rogach. Co jeszcze z rzeczy ważnych? Na pewno to, że róg jest zdecydowanie bardziej żywy niż poroże. Mimo że na zewnątrz jest twardy i obumarły, w środku róg wciąż dycha. Zwykle. Jest połączony z układem nerwowym, krwionośnym i częścią struktur znajdujących się najbliżej. Jest to bardzo ważne ze względu na to, że chcę od razu wszystkich przestrzec. Nie próbuj usuwać stworzeniu rogu, jeśli się na tym nie znasz. Nawet jeśli bardzo potrzebujesz jakiegoś do eliksiru czy rogu kozłaga na zakrapianą imprezę - nie. Takie procedury są przeprowadzane w znakomitej większości - bo zawsze zdarzy się jakaś zakała ludzkości, która patrzy tylko na zysk - przez czarodziejów odpowiednio przeszkolonych i znających pełne konsekwencje swoich działań. Przykład? Usuwając koło podstawy róg dwurożcowi, zwierzę to może dostać np. krwotoku wcale nie z samego rogu, ale też nosa. Zdziwiłoby to zapewne kogoś niewprawionego, a specjalisty wcale, bo takie osoby znają rodzaje połączeń rogów z otoczeniem. Dodatkowo jeszcze raz zaznaczę, że róg rogowi nierówny i zupełnie co innego oznacza róg buchorożca, jednorożca, kozłaga, rogatego węża czy smoka. Część rogów jest dość łatwa do usunięcia, ale część wręcz przeciwnie i może się wiązać z przykrymi konsekwencjami dla stworzenia. Na dodatek, bądźmy szczerzy, żadne stworzenie nie będzie chciało nigdy stracić swojego rogu - choć i tu znajdziemy wyjątki - bo po coś rogi mają. Do ataku, obrony, godów i tym podobnym aktywnościom. Jeśli nie wiesz, nie znasz się, nigdy nie robiłeś, a wydaje ci się, że wiesz - nie wiesz, nie ruszaj, znajdź kogoś, kto się na danym gatunku zna.
No dobrze, już dalej się nie rozwodząc nad powyższym.. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Abstrahując, jak można sądzić, od tematu jackalope? Ano dlatego, że akurat tutaj mi ten temat pasował, ale też dlatego, że ludzie często nie wiedzą, że rogi są tak zróżnicowane, mogą nie być martwe i nieczułe mimo swojego wyglądu oraz że łatwiej teraz będzie zrozumieć zagmatwanie z typem "ozdobnika" głów jackalope. A, o ironio, jackalope jest dość wyjątkowy pod kątem tematu rogów. Grafiki w tym rozdziale są pewnego rodzaju.. idyllą - są wyidealizowane. Zwykle rogi jackalope są bardzo proste, mają jeden główny pień i najczęściej jedną niewielką odnogę, ale artyści wolą je przedstawiać jako bardziej dumne i poprzez rozbudowanie rogów dodają tym stworzeniom nieco okazałości i estymy. A na czym polega niezwykłość rogów jackalope? Jak powszechnie wiadomo, używa się ich jako rdzeni do różdżek, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Sama Izolda Sayre stosowała je przy tworzeniu różdżek. Na całe szczęście nie musiała się jednak nigdy zastanawiać nad tym, jak pozyskać tę substancję, żeby ją potem wykorzystać, ponieważ jackalope są swego rodzaju ewenementem i zrzucają rogi same z siebie - to znaczy samą okrywę, pochwę rogową, a możdżenie zostają, czyli kostne wyrostki, na których obudowują się rogi. Ta cecha, choć nie tylko ona, sprawiła, że amerykańscy czarodzieje zwykli nie nazywać rogów jackalope rogami, a porożem właśnie. Drugim powodem jest to, że we wszystkich książkach przedstawiano rogi tych stworzeń jako wizualnie bardziej przypominające poroże twory, a nie rogi, przez co nawet w społeczności magicznej utrwaliło się skojarzenie rogów jackalope z porożem. Niestety do dziś sprawia to, że wielu czarodziejów doznaje mocnego zawodu, gdy widzi faktyczny wygląd stworzenia na żywo. Tutaj też przy okazji napomnę, skąd określenie poroże antylopy w książkach - otóż wzięło się to stąd, że w USA większość niewielkich kopytnych (z naciskiem na widłorogi) zwykło się nazywać antylopami, mimo że większość nimi tak naprawdę nie jest. Niestety powoduje to dużo błędów i zamieszania wokół tych stworzeń, więc dla pewności napiszę to raz jeszcze, do znudzenia. Jackalope posiada rogi. Dość proste, nie rozłożyste jak poroże jelenia, bo i poroża nie posiada, ale mimo to zrzuca je niczym poroże. Przedstawiany jest zwykle z porożem, przez co pojawić się może w literaturze takie właśnie nazewnictwo - błędne - a antylopa to popularne w Ameryce określenie na wiele kopytnych, co jest kolejnym błędem. Inną sprawą jest to, że część kopytnych z Ameryki nazywała się kiedyś inaczej i mogła mieć "antylopa" w nazwie. Oby to wszystko było w miarę jasne.
Czy o jackalope można powiedzieć coś ciekawego poza elaboratem nt. ich rogów? Oczywiście. Sądzi się, że pierwotnie ich populacja obejmowała cały teren obecnego USA, Meksyku, a i zahaczała o Kanadę. Z czasem jednak ich występowanie zaczęło się zawężać, choć nie do końca jasne jest dlaczego tak się stało. Przeszło 500 lat temu były w Meksyku dość znane, jednak wraz z końcem średniowiecza było ich tam coraz mniej i mniej. Potem zaczęły znikać i ze wschodniej części Stanów, a obecnie spotkać je można najliczniej na zachodzie. Ich populacja skupia się najliczniej w rejonie Wyoming, chociaż kiedyś równie łatwo można było je spotkać w miejscach takich jak Dakota Południowa, Iowa, Kansas, Wisconsin, Minnesota, a nawet w Pensylwania czy Massachusetts. Istnieją doniesienia o stworzeniach podobnych do jackalope z terenów Azji, Europy, a nawet Afryki, ale sądzę, że jest to wynik jedynie przekazów ustnych, ewentualnie przewożenia pojedynczych osobników, aniżeli występowania tych zwierząt w tamtych rejonach świata. Co ciekawe, pośród amerykańskich niemagów wizerunek jackalope jest dość żywy, co jednak nie niepokoi władz MACUSA, ponieważ niemagowie traktują te stworzenia jako pewnego rodzaju atrakcję i, o zgrozo, łączą wypchane ciała zajęcy z porożem jeleni, co sprzedają następnie jako dekorację.. Mimo że nie jest to do końca pozytywna wiadomość, to pociesza fakt, że nawet odpowiednich rogów nie umieją mu dobrać, przez co większa szansa, że gdyby spotkali prawdziwego jackalope, uznaliby go za zarażonego np. pewnym wirusem, bo i o takich doniesieniach już kiedyś czytałem.
Dużo bliżej prawdy są rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej, co nikogo już zapewne nie dziwi. Na szczęście póki mowa o legendach plemiennych, MACUSA nie musi interweniować w tej sprawie. Zresztą, same legendy nie są zbyt trafione, więc ich nie przytoczę. Co jednak zabawne, więc to już przytoczę, niemagowie opowiadają historie o tym, że są to stworzenia niebezpieczne i lepiej porządnie zabezpieczać metalem nogi w lesie, żeby nie paść ofiarą groźnego jackalope. Rzecz jasna nie jest to w żadnym razie fakt, nie są to wcale stworzenia groźne, choć poza pazurkami zyskały one od natury dodatkową broń, to fakt. Korzystają z niej jednak głównie w okresie godowym, gdy samce walczą ze sobą. Co jeszcze warte jest wspomnienia, mówi się, nawet wśród niemagów, że jackalope spółkuje jedynie podczas uderzeń pioruna, a zwabić go do siebie można przy użyciu whiskey. Dodatkowo chodzą słuchy, że mówią ludzkim głosem i za czasów dzikiego zachodu, gdy kowboje siedzieli dookoła ogniska i śpiewali, jackalope im wtórowały z ciemności. Co z tego jest prawdą? Niestety tu mogę zawieść, bo raczej nic. Jackalope nie mówią, więc śpiewać mogły równie dobrze pukwudgie, jak i mogło chodzić o zwykłe echo w kanionie. Szczególnie, gdy było się napojonym whiskey, którą Amerykanie zdają się gloryfikować i wsadzać w swoje opowieści. Stworzenia mogli widzieć przez przypadek, a że lubili chodzić wszędzie z flaszeczką whiskey, to już zupełnie inna sprawa. Samo rozmnażanie też jest dość zwyczajne, chociaż faktycznie robią to dużo bardziej niechętnie, niż to jest w przypadku chociażby zwykłych zająców. Podstawową różnicą jest też to, że zając może się rozmnażać praktycznie cały rok, a jackalope tylko raz w roku, na wiosnę w okresie godowym. A skoro pojawiły się takie konkretne informacje - młodych w miocie jest kilka, 3-5 zwykle, i od narodzin są bardzo podobne do rodziców i w pełni sprawne, chociaż oczywiście są też malutkie, łase na mleko matki i pozbawione rogów, chociaż mają już zarys możdżeni. Czegoś, co można nazwać rogiem, można się zacząć doszukiwać po pierwszym miesiącu życia, może po półtora - wtedy zaczynają powoli myśleć o życiu na własną łapę, choć 2-2,5 miesiąca też nie jest rzadkim zjawiskiem. U osobników dorosłych rogi nie wykraczają zwykle poza długość uszu, która zwykle mieści się w przedziale 10-15 cm. Rogi samic są prostsze i mają mniej lub bardziej liche odnogi, chociaż nie są wcale mniej wartościowe czy magiczne. Dorosłe jackalope są wielkości pokaźnego zająca, czyli mają 60-75 cm długości i ważą około 5 kg. Są roślinożercami, niezwykle szybkimi zresztą, bo już tygodniowy jackalope spokojnie wyprzedziłby człowieka - i to znacznie. Gatunek ten raczej nie przepada za stadem i woli samotność. Szukanie rogów jackalope zwykle najintensywniej trwa w czerwcu, jednak zależy to od regionu, bo im bardziej na południe, tym później się to dzieje. W Idaho szczyt zrzucania przypadnie na kwiecień/maj, a w Arizonie może to być nawet lipiec/sierpień. Co ciekawe, również średnia wielkość miotu różni się w zależności od stanu - im bardziej na południe, tym mniejsze są mioty, choć ciąża zawsze trwa stabilne 1,5 miesiąca. I może już na koniec, gdzie w ogóle warto ich szukać? Wszędzie tak naprawdę, chociaż wolą otwarte przestrzenie z niewielką roślinnością - wcale nie są miłośnikami nor, co może się niektórym nasunąć, chociaż zimą wolą faktycznie siedzieć zagrzebane w jakiś igłach w młodych lasach iglastych, to fakt. Ach, i zapomniałem napisać wcześniej, że wszystkie osobniki mają wyjątkowe karmelowe złotobrązowe oczka.