Dość niebezpieczne stworzenie, szczególnie dla dzieci i niedoświadczonych czarodziejów. W dużej mierze dlatego, że erklingi lubią żyć i polować w grupach. Magizoologowie od lat prowadzą spekulacje nt. potencjalnych krewniaków tych stworzeń. Najczęściej podając za przykład skrzaty domowe, przez wzgląd na podobieństwo w budowie obydwu gatunków. Charakterem różnią się one jednak diametralnie, ponieważ w przeciwieństwie do służalczych skrzatów, erklingi czarodziejom chcą jedynie zaszkodzić. Na szczęście ludzi, złośliwe stworzenia zamieszkują głównie lasy Schwarzwaldu oraz z rzadka lasy okalające go i tereny Bawarii. Oczywiście naturalnie, więc przy założeniu, że nikt nie był na tyle wredny, by przenieść część erklingów w inne miejsce na świecie. Warto pamiętać, że bawarskie erklingi są dużo groźniejsze i agresywniejsze niż te ze Schwarzwaldu.
Erklingi są dość sporymi stworzeniami, ich wzrost sięga bowiem niemal metra. Mimo to są zwinne i szybkie, dzięki czemu bez problemu poruszają się po drzewach, co umożliwia im atakowanie ofiar z zaskoczenia oraz skuteczne ukrywanie się pośród koron drzew. Tak, erklingi bez problemu mogą atakować z drzew. Upodobały one sobie za broń fujarki, które same dla siebie tworzą. Fujarki bardzo niezwykłe. Z jednej strony działają jak rurki ślinowe, z których strzelają zatrutymi strzałkami. Z drugiej strony, służą one jako flety, na których grają, aby zwabić do siebie ofiary lub po prostu dla przyjemności. Ofiarami, obieranymi sobie na cel przez erklingi, są dzieci. Choć flet nie jest jedyną metodą. Głosy erklingów, wysokie i intrygujące, oraz ich chichot, równie wysoki i zaraźliwy, przyciągają do siebie dzieci jak magnes. Jeśli jakieś nie skusiłoby się na poznanie źródeł śmiechu czy melodii fletu, erklingi zaczęłyby zapewne śpiewać jedną ze swoich tajemniczych piosenek. Potrafią one bowiem mówić, choć wykorzystują to głównie właśnie przy piosenkach. Są one tworzone jakby specjalnie pod dzieci. Są przymilne, czasem żartobliwe, ale pod spodem kryją w sobie mroczne przekazy. Dzieci nie wyłapują jednak takich rzeczy, więc ochoczo ruszają ku muzyce. Odciągnięte od opiekunów, poznają w końcu źródło muzyki. Dzieje się to jednak wtedy, gdy erklingi schodzą z drzew, by zabić i skonsumować swoje ofiary.
Przez swoje zwyczaje, erklingi sprowadziły na siebie gniew Niemieckiego Ministerstwa Magii, które dokładnie pilnuje lasów zamieszkałych przez te stworzenia. Powstrzymało to napaści tych złośliwców na dzieci, ale ponieważ nie są one jedynym pożywieniem erklingów, ich grupy mają się wciąż bardzo dobrze. Muszą jednak polować na leśne kręgowce. Małe ptaki czy ssaki. Rzecz jasna erklingi do tej pory nie zapomniały co jest dla nich największym smakołykiem, więc wciąż próbują odseparować od rodziców ich pociechy. Ostatnia taka odnotowana próba nie skończyła się jednak zbyt pomyślnie. Jeden z erklingów, który możliwe, że próbował polowania na własną rękę, zginął od ciosu kociołkiem w głowę, który zaserwował mu ojciec chłopca-ofiary. Nie było to zbyt konwencjonalne pokonanie erklinga, ponieważ odstraszyć go można różnorakimi zaklęciami. Najlepiej efektownymi. Można użyć zaklęć walecznych, ale ten kto ma jednak serce i nie chciałby skrzywdzić żadnego stworzenia, mógłby równie dobrze wyczarować nieco iskier, ognia czy światła i również cieszyłby się spokojem od erklingów na długo.
Niestety przez bardzo złe relacje erklingi-czarodzieje, żaden magizoolog nie podjął się dokładnych badań nad życiem tych niesamowitych stworzeń. Właśnie dlatego wciąż tak mało wiemy o ich charakterze, hierarchii, rozmnażaniu czy długości życia. Możemy mieć tylko nadzieję, że w końcu ktoś doceni ich fascynujące żółte oczy, brązowo-zielone ciała oraz spiczaste uszy i podbródki, a następnie poświęci swój czas na zgłębienie ich życia, aby potem podzielić się swoimi odkryciami z resztą świata. Kto jest ciekaw piosenek erklingów, śmiało winien stuknąć różdżką: tu.