Spośród wielu przerażających bestii, które zasiedlają nasze ziemie, nie ma dziwniejszej i bardziej zabójczej niż bazyliszek, którego tytułuje się mianem Króla Węży. Tak, to wie każdy. Ale wiem, że wielu rzeczy czarodzieje nie wiedzą. I gwarantuję, że niektóre informacje z tego rozdziału zaskoczą każdego czytelnika. Zaintrygowani? Idealnie.
Trudno orzec, od czego najlepiej zacząć tak niezwykłe i abstrakcyjne pojęcie, jak kuro-ropuszy wąż gigantycznych rozmiarów. Chyba, niestety, w tym wypadku dobrze będzie wyłożyć najciekawsze karty na stół i rozwinąć wątek gatunku magicznego stworzenia bardzo podobnego do bazyliszka, który dla niektórych albo nie istnieje, albo zlewa się z bazyliszkiem w jedno. A istnieje i bynajmniej nie jest bazyliszkiem (ang. basilisk). Mowa o, uwaga, kuroliszku (ang. cockatrice). Jak wiele osób wie, bazyliszek powstaje z jaja kurczaka, które wysiedzi ropucha. Kuroliszek również powstaje z kurczakowego jaja, które musi jednak wysiedzieć wąż. Nie są to jednak jedyne różnice, jednak utnę nieco szczegółów, aby nie tworzyć poradnika "jak stworzyć bazy-/kuroliszka", tak jak i przy inferiusach nie napisałem jasnej instrukcji tworzenia wspomnianego. Uchylając jednak rąbek tajemnicy, w obu przypadkach jaja muszą zostać złożone w odpowiednim momencie. A moment ten jest wyznaczony przez.. pewne zjawiska astronomiczne. Te od bazyliszka są dużo rzadsze, a od kuroliszka zdarzają się częściej, przez co kuroliszków stosunkowo spotkać można w historii więcej - w dużej mierze na terenach zachodnich Słowian oraz Bałtów, choć nie tylko tam - za to bazyliszków zaledwie kilka.
Dodatkowo, co wie.. pewnie praktycznie nikt poza mną, oba stworzenia wychodzą z kurczakowego jaja. Jednak poprzez skróty myślowe, stawianie na "typowości" zamiast nietypowości, no i różnice językowe, pojawiło się na świecie dość błędne założenie, że oba "-liszki" wykluwają się kurzego jaja. Czyli jaja kury. A nie jest tak, co zauważyło wielu dawnych magów i niemagów. Według tych przekazów jajo to jest składane przez koguta. Albo bardzo młodego, albo wręcz przeciwnie, bardzo starego, czasem wręcz tuż przed śmiercią. Cóż, ja będę o tyle straszny, że wszystkie teorie wyrzucę do kosza, ponieważ nie jest to jajo złożone ani przez kurę, ani przez koguta. Bazyliszki i kuroliszki to stworzenia niezwykłe. I bardzo rzadkie. Tak samo niezwykłe i rzadkie są źródła omawianych jaj, jako że są one składane przez osobniki łączące cechy obu płci, a więc interpłciowe. Stąd uznanie, że to kogut je składa i stąd mogą też wynikać różnice w ocenie wieku stworzenia. Kogutów ci u nas na świecie dostatek, a kokoszy tym bardziej. Posiadanie jednak ich wyjątkowego połączenia, a także odpowiednich innych warunków, o których wspomniałem wyżej, należy do zdecydowanie niesłychanie rzadkich sytuacji. Stąd właśnie rzadkość obu liszków, o czym wspominałem. Jeśli uda się spełnić głównie te warunki, bo wszystkiego w życiu bym nie zdradził, to z jaj wykluje się bazy- czy kuroliszek. Pierwszy to oczywiście wielki wąż o zabójczym spojrzeniu i jadowitych kłach, o czym jeszcze sporo napiszę. Kuroliszek natomiast wygląda jak przerośnięty kurczak - ja wiem, jakieś 1-1,2 metra długości ciała, bez ogona - o długiej szyi i dużej głowie, co w sumie da z.. 1,5 metra, plus naprawdę długi, wężowy ogon. Kuroliszek również zabija wzrokiem, ale oczywiście nie jest jadowity. Jak to kurak, ma jednak skrzydła i podobno jest dużo lepszym lotnikiem niż kura. Lubi atakować właśnie z powietrza i najlepiej od tyłu, a czai się wszędzie tam, gdzie jest ciemno, przez co bezszelestnie z zaskoczenia będzie mógł skoczyć na ofiarę. Dodatkowo mają wyjątkowo ostre dzioby, bardziej sępa niż kury, i ostre szpony. To właśnie przez kuroliszka na tyle wieków zaprzestano organizowania Turnieju Trójmagicznego. Ale skoro już pokrótce go przedstawiłem, resztę rozdziału poświęcę jedynie - znaczy, postaram się - bazyliszkowi. Z zaznaczeniem jeszcze, że oba można spotkać oczywiście wszędzie, gdzie zgromadzi się wymagane "surowce", chociaż najwięcej słyszało się o nich w Europie.
Wracając do bazyliszków.. Pierwszym znanym nam jako pewnik osobnikiem jest bazyliszek Herpona Podłego, czyli starożytnego, greckiego czarnoksiężnika. W dodatku wężoustego, przez co mógł się komunikować z wężem, który słuchał jego poleceń. Wężoustość nie jest jednak gwarantem władzy nad bazyliszkiem. Stworzenia te słuchają tylko swoich hodowców i ewentualnie ich rodzin. Nie obcych. Zauważmy tu od razu, że kuroliszek nie posłucha nikogo. I cóż, jeśli wszystko zrobi się poprawnie, z jaja wykluje się mały bazyliszek o żywozielonym zabarwieniu - ciemniejszym od strony grzbietowej, jaśniejszym od brzusznej - i przeszywających żółtych oczach. Świeżo wykluty osobnik będzie liczył sobie zaledwie kilka cali, jednak rósł będzie całe życie, a że mogą żyć całe millenium, finalnie może liczyć nawet 15 metrów i ważyć przeszło 300 kg. Nie będzie jednak rósł w okresie hibernacji - właśnie dlatego wąż Slytherina z Komnaty Tajemnic liczył zaledwie 6 metrów, mimo że miał prawie tysiąc lat. Co ważne, już od momentu wyklucia spojrzenie bazyliszka jest zabójcze, a dodatkowo młode osobniki posiadają tak samo silny jad jak starsze. Ciśnie się stwierdzenie, że tak samo silny jak u rodziców, gdyby bazyliszki miały bazyliszkowych rodziców. No właśnie, bo czy dwa bazyliszki - jako że są rozdzielnopłciowe i samca poznamy po czerwieni na czubku głowy - mogą doczekać się potomstwa, pomijając całkowicie kurczaki i zwierzęce inkubatory? Otóż nie mam pojęcia. Jak wspominałem, bazyliszek to ekstremalnie rzadki gatunek i nigdy nie odnotowano żadnej bazyliszkowej pary, a więc i potomstwa. Swoją drogą to byłoby niezwykłe, patrzeć jak dwoje zabójczych spojrzeń.. no właśnie, mierzy się wzrokiem, a może jednak nie może? Kto wie.. A wracając jeszcze na chwilę do tematu zabójczego wzroku, działa on jedynie w przypadku wystąpienia prostej drogi przekazania sygnału od oka bazyliszka do oka ofiary. Jeśli trajektoria fali zostanie zaburzona, na przykład poprzez odbicie w aparacie, lusterku czy plamie wina, ofiara zostanie spetryfikowana, nie zabita. Co będzie można naprawić - czyli odpetryfikować, a nie dobić - za pomocą wywaru z mandragor. Natomiast stworzenie bariery np. ze szkła będzie nieefektywne. Zabije.
Co się tyczy ofiar, bazyliszek poluje na wszystko, co jest żywe. Oczywiście nie dosłownie, po co mu jakieś mszy czy trzminorki, ale jeśli będzie jeszcze mały, wybierze mniejsze kręgowce wszelkich gromad, a im większy, tym większe papu będzie mógł dla siebie organizować, że tak to ujmę. Myślę, że najgorzej mają te stworzenia, które widzą niemal w zakresie 360 stopni. A są takie. Nie chciałbym być nimi przy bazyliszku, chociaż zawsze można niby zamknąć czy zasłonić oczy..
Poza zabójczym spojrzeniem w łowach pomagają bazyliszkowi również inne zmysły. Niektórzy uważają, że węże nie słyszą, Tom M. Riddle straszył jednak Pottera słuchem doskonałym swojego węża, a jak to jest w rzeczywistości? Otóż bazyliszki słyszą, ale inaczej niż inne stworzenia. Również posiadają ucho wewnętrzne odbierające drgania, ale większość tych drgań ma pochodzenie mechaniczne, a nie powietrzne. Oznacza to, że głównie odbierają wibracje z podłoża, które przekazywane są do ucha. Od razu zaznaczę jednak, że bazyliszek słyszy lepiej niż wąż. Wąż słyszy tylko mechanicznie, wibracjami z podłoża. Czaszka bazyliszka nie jest jednak klasyczną czaszką węża, chyba najłatwiej porównać ją do smoczej czy dinozaurzej. Odbierają też zatem część drgań powietrza, jednak z zakresu węższego niż ludzie. Podsumowując, bardzo dobrze słyszą wszelkie drgania i niskie tony, ale wysokich już nie. Jeśli zatem chciałoby się przy nich piszczeć jak mała dziewczynka, nie usłyszą tego. Jeśli chcecie uszkodzić mu słuch, najlepsze są tony niskie. Oprócz wzroku i słuchu, bazyliszki mają świetny węch, mimo że nie mają rozwidlonego, wężowego języka. I tutaj podobne są chociażby do smoków. No i oczywiście najważniejsze, największą bronią bazyliszka, oprócz wzroku, jest jad. I wielkie ostre zęby. Ano właśnie. Węże kojarzą się wielu z posiadaniem jedynie pojedynczych, dużych zębów jadowych - składanych albo nie - a wcale tak nie jest. Węże mają zwykle kilkaset zębów, tyle że ukrytych w dziąsłach. Bazyliszek posiada zębów mniej więcej tyle co człowiek, ale wszystkie są tak samo duże, grube i absolutnie nie do schowania. Zęby są lekko zakrzywione do wnętrza paszczy i przez każdy przechodzi kanał na jad. Gruczoły jadowe znajdują się z tyłu głowy i podczas ucisku - kiedy bazyliszek coś dziabnie - gruczoł jest ściskany, a jad kanalikami rozprowadzany jest po paszczy. Co ważne, jad jest zabójczy w każdej formie i w każdej ilości. Właśnie dlatego nie jest składnikiem eliksirów i nie ma zastosowania w alchemii etc. I właśnie dlatego nawet zęby zabitego bazyliszka z Komnaty Tajemnic wbite w horkruks mogły go zniszczyć. Jad nie pozostaje płynny po śmierci stworzenia, ale sam jego osad na kłach jest wystarczająco żrący, tak niszczące ma działanie. A jedynym na niego antidotum są naturalnie łzy feniksa. Tutaj składam zatem prośbę, aby docenić, jak niezwykłe są gobliny. Mimo niezbyt przyjemnej aury. Ich magia potrafiła zakląć metal tak, aby miecz Godryka Gryffindora wchłaniał wszystko, co może go wzmocnić. Magia goblinów sprawiła, że sztuczka ta udała się nawet z jadem bazyliszka - tak przecież niszczycielskim i niepowstrzymanym. Niezwykłe..
Bazyliszek nazywany jest Królem Węży. Czemu? Ponieważ jest największym, najniebezpieczniejszym i najbardziej zabójczym z węży. Dodatkowo nie bez powodu pojawiły się tu wcześniej nawiązania do smoków. Skóra bazyliszków - i kuroliszków też, choć mniej - jest odporna na wiele zaklęć. O czym zapomniałem napisać wcześniej - nie jest to bynajmniej skóra przyjemna w dotyku. Węże są zwykle gładkie i przyjemne do macania - ich łuska jest gęsto i opływowo upakowana. Łuska bazyliszka taka nie jest. Pełno w niej rogowatości i łatwo się o nią poranić - nawet o zrzuconą wylinkę, więc nie polecam. Szczególne nagromadzenie wspomnianych rogowych łusek znajdziemy na głowie - czasem porównuje się je do korony - a są tak twarde, duże i ostre, że bywają nazywane rogami bazyliszka, chociaż stworzenia te rogów oczywiście nie mają. Taka zrogowaciała łuska była właśnie rdzeniem różdżki samego Salazara Slytherina.
Jak, mam nadzieję, jasno z całości treści tego rozdziału wynika, bazyliszek nie jest typowym zwierzątkiem domowym i zdecydowanie na pupila go nie polecam. Szczególnie jeśli chcecie mieć w domu pająki, żeby pochłaniały wszelki nadwyżki owadów z waszego domostwa, a zapewniam, że chcecie. Albowiem śmiertelnym wrogiem pająków, w tym akromantul, są właśnie bazyliszki i będą przed nimi zwiewać aż miło. Oczywiście hodowla wszelkich liszków jest zakazana od czasów średniowiecza, jednak to, że tak łatwo liszkowe jajo ukryć - wyjąć je spod wysiadywacza i tyle - nie pomaga kontrolerom z ministerstwa. Jeśli chcecie szczycić się własnym bazyliszkiem w domu, polecam mugolskie jaszczurki nazywane właśnie bazyliszkami. Potrafią biegać po wodzie, więc wydają się dużo bezpieczniejszą alternatywą dla omawianego magicznego stworzenia, a i poszpanować niemagicznym bazyliszkiem jak najbardziej się da. Na koniec muszę dodać jeszcze promyk nadziei. Pomimo grozy sianej przez oba liszki, każdego z nich da się pokonać. I to w ten sam sposób. Dla obu zabójcze jest pianie koguta. Chociaż, co osobiście uważam za zabawne, jest to chyba zbyt wysoki dźwięk, aby mogły go usłyszeć. Niemniej, działa.