16.06.2025
Jakim słowem by Pani siebie opisała?
Perfekcyjna. Lubię słowo perfekcyjna, choć nie wszyscy dzisiaj dobrze je kojarzą. Uważam, że w dzisiejszym świecie chaosu, perfekcja jest takim słowem, które powinno nam towarzyszyć, bo określa pewne ramy, to do czego dążymy i w jaki sposób chcemy to osiągnąć.
Co dokładnie i w jakim mieście Pani studiowała?
Studiowałam dokładnie historię na pięcioletnich studiach magisterskich w Opolu.
A jak wspomina Pani początki pracy w szkole?
Bardzo dobrze. Zaczynałam pracę jeszcze w czasach, kiedy mieliśmy gimnazja, więc moją pierwszą pracę miałam w Gimnazjum nr. 1 w Wodzisławiu Śląskim i było to ciekawe doświadczenie, zupełnie odmienne od pracy w liceum. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wspominam mile te doświadczenia i ludzi, których tam poznałam.
Gdyby miała Pani wybierać drugi raz, to też zostałaby Pani nauczycielką?
Tak! Jest to trudny zawód, wymagający, ale że nie wyobrażam sobie siebie w jakimś innym zawodzie. Lubię to co robię, lubię spotkania z młodzieżą, myślę, że nie nadawałabym się do pracy na przykład za tak zwanym przysłowiowym biurkiem.
Co Pani najbardziej lubi w tym zawodzie?
Przede wszystkim kontakt z młodymi ludźmi, to że cały czas jestem w ruchu, a każdy dzień przynosi coś nowego, nie ma podobnych osób, z którymi się spotykam. Każdy wnosi coś nowego w moje życie, cały czas się uczę, młodzież daje mi energię i mam nadzieję, że przez to zachowam na długo młodość.
Uczy Pani wosu, więc teraz pytanie na czasie. Ostatnio odbyły się wybory prezydenckie, gdyby Pani startowała na prezydenta, to jak brzmiałoby Pani hasło wyborcze?
Myślę, że nie podjęłabym się takiego wyzwania, żeby startować na prezydenta. Jest to dosyć duża odpowiedzialność, jeżeli faktycznie podchodzi się do tego urzędu z taką godnością i odpowiednim wyzwaniem. Nie wymyśliłabym hasła, bo tak jak mówię wolę jednak być w ekipie, aniżeli na piedestale, więc myślę, że prezydent to nie moja ranga.
Jaki jest Pani ulubiony dział z wosu lub epoka historyczna?
Sercem jestem historykiem, więc mogę się tutaj odnieść do historii. Bardzo lubię okres nowożytny Polski, sama pisałam zresztą pracę magisterską dotyczącą pierwszych elekcji na tron Polski, więc to jest chyba mój ulubiony dział, chociaż druga wojna światowa pod takim społecznym względem również mnie interesuje.
Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
Wolny czas najczęściej spędzam na spacerach, lubię chodzić po górach, poleniuchować na plaży i czytać książki. Natomiast spędzam też czas z moją rodziną i to w dużej mierze mnie pochłania.
Jaki jest Pani zdaniem najciekawszy film?
Myślę, że takim filmem, który najbardziej mnie poruszył to była ,,Lista Schindlera” i chyba do dzisiaj jest to dla mnie film numer jeden, co prawda trudny, dotyczący oczywiście Holokaustu, ale myślę, że każdy z nas powinien ten film zobaczyć. Zresztą w grupie filmów, które trzeba zobaczyć jest dużo filmografii polskiej, choćby ,,Katyń” Wajdy czy też „Pianista” Polańskiego. Kino rozrywkowe też mi się oczywiście podoba, również często do niego sięgam.
Na sam koniec, jaką jedną radę chciałaby Pani przekazać uczniom naszej szkoły?
Myślę, że warto zwrócić uwagę, na takie podstawowe zasady moralne. Tak jak mówił Władysław Bartoszewski: ,,Jak nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie”, myślę, że to powinno być mottem, drogowskazem, takim wewnętrznym kompasem, który każdy z nas powinien gdzieś w sobie mieć, bo kiedy postępujemy zgodnie z zasadami, kiedy jesteśmy moralni, to wtedy wszystko inne się układa.
Wywiad przeprowadziły:
Wiktoria Korzonek
Agata Szymiczek
10.06.2025
Skąd u Pani pomysł na zostanie nauczycielem? W którym momencie życia przyszedł do Pani taki pomysł?
To wbrew pozorom nie było takie oczywiste, bo studiowałam filozofię i nie myślałam o zawodzie nauczyciela. Równolegle zaczęłam studiować teologię. To, że się tu znalazłam było tak naprawdę trochę podstępem mojego męża, który załatwił mi pracę w szkole, nic mi o tym nie mówiąc. Zakochałam się w tym zawodzie, zostałam i bardzo się cieszę z takiego obrotu spraw.
A dlaczego zakochała się Pani w tym zawodzie?
Dlatego, że jest wyzwaniem. Pozwala na nieustanny kontakt z ludźmi, poznawanie nowych osób i brak czasu na nudę.
Jeśli nie nauczycielem, to kim Pani chciała być?
Jako dziecko chciałam być policjantką. W liceum grałam w teatrze i chciałam być aktorką. W międzyczasie pojawił się też pomysł bycia gangsterem, astronautą, poetką :)
Co jest największym wyzwaniem dla Pani w pracy z młodymi ludźmi?
To samo, co najbardziej lubię. To, że nieustannie spotykam się z nowymi ludźmi, że są to indywidualne jednostki, które są ciekawymi osobowościami. My jako nauczyciele możemy pomagać im w odkrywaniu siebie, towarzyszyć w dojrzewaniu i dorastaniu.
Skąd u Pani pasja do filozofii i jaki filozof najbardziej Panią inspiruje?
Miałam w liceum filozofię, którą prowadził nauczyciel pasjonata. Pokazał mi, że to jest przede wszystkim sztuka myślenia, widzenia więcej oraz widzenia szerzej. To był człowiek, który dużo z nami rozmawiał, ale też słuchał, brał pod uwagę nasz punkt widzenia i interpretację filozoficzną. Stwierdziłam, że nawet jeśli to nie będzie mój zawód w przyszłości, to daje mi to umiejętność szerszego spojrzenia na świat. Natomiast moi ulubieni filozofowie to Friedrich Nietzsche oraz nasz patron Józef Tischner.
To ciekawe, bo dużo osób postrzega Friedricha Nietzschego jako filozofia bardzo kontrowersyjnego.
Tak, natomiast jest on kontrowersyjny przede wszystkim dla tych, którzy go nie czytają, bo jak się zagłębi w jego pismo, to nie jest to kontrowersja dla samej kontrowersji tylko po to, by wyzwolić w człowieku ważność prawdziwości, autentyczności w tej drodze, którą on obiera. Z kolei Józef Tischner to filozof, z którym jestem związana do dzisiaj przez szkołę w której uczę :). Wbrew pozorom on bardzo łączy się z Nietzschem, pokazując prawdę bycia, jako istotę w byciu człowiekiem i to mnie w obu tych filozofach bardzo urzekło.
A jak wyglądała pani relacja z Bogiem, kiedy była Pani w naszym wieku?
Ja byłam nastolatką buntownikiem. Raz było tak, że byłam blisko Pana Boga, a czasami byłam bardzo daleko. Czasami mocno się buntowałam, a czasami to nie tyle był bunt, ale jakiś etap w moim życiu i teraz widzę, że był on potrzebny, żeby moja religijność stała się świadoma i mądra.
Uważa Pani, że musiała Pani dojrzeć do tej religijności?
Tak. Wydaje mi się, że religijność również potrzebuje dojrzewania. To nie jest tak, że my mamy gotowy produkt w postaci dziecka i ono od razu będzie wykształcone religijnie i intelektualnie, tylko naszą rolą jako rodziców, wychowawców oraz nauczycieli jest towarzyszenie na tej drodze na różnych jej etapach. Miałam takie szczęście, że trafiłam na takich ludzi w swoim życiu, którzy mi towarzyszyli.
Jaką mądrość stara się Pani przekazywać młodym ludziom na temat relacji z Bogiem, ale i w relacji z życiem oraz samym sobą?
Staram się przekazać wam, że to wasza wiara, a nie czyjaś. Że macie prawo do popełniania błędów, do szukania swojej drogi w życiu, że jesteście niezwykli i każdy ma swój mega potencjał, który czasami traci poprzez brak wiary w siebie. Z kolei w relacji z Bogiem, żebyście się nie bali tej relacji, bo w żaden sposób nie jesteście w niej oceniani i macie prawo do swoich kryzysów.
Czy ma Pani jakieś hobby, zainteresowania poza szkołą?
Bardzo lubię chodzić po górach i jeździć na rowerze. Na szczęście mogę to robić razem z synem i nie muszę dzielić czasu między ten czas dla niego i ten dla siebie - choć taki czas sama ze sobą też staram się mieć i wtedy zdarza mi się coś napisać. Od czasu do czasu sięgam też po farby i maluję.
Jaki jest Pani ulubiony serial lub film?
Nie umiałabym wskazać na ulubiony. Natomiast jeśli chodzi o gatunek, to uwielbiam filmy akcji - strzelanki, wyścigi, zagadki kryminalne. Kiedy jest mi smutno to oglądam wszystkie części "Avengers" :)
Wywiad przeprowadziły:
Martyna Sosna
Antonina Trznadel
05.06.2025
Co sprawiło, że zdecydowała się Pani zostać nauczycielką historii?
Zawsze towarzyszyła mi pasja do dzielenia się wiedzą, a historia od dawna była moim ulubionym przedmiotem. Zdecydowałam się zostać nauczycielką, bo wierzę, że edukacja historyczna ma ogromne znaczenie – nie tylko poszerza horyzonty, ale też kształtuje postawy obywatelskie i pomaga młodym ludziom zrozumieć świat, w którym żyją.
Co najbardziej lubi Pani w pracy z młodzieżą?
Praca z młodzieżą to ogromne wyzwanie, ale jeszcze większa satysfakcja. Możliwość inspirowania, motywowania i wspierania ich rozwoju to coś naprawdę wyjątkowego. Każdy dzień to nowe doświadczenia, niespodzianki i okazje do nauki — nie tylko dla uczniów, ale też dla mnie jako nauczyciela. Są takie momenty, kiedy widzę błysk zrozumienia w oczach ucznia albo usłyszę szczere ,,dziękuję” — i wtedy wiem, że wybrałam właściwą drogę.
Czy zauważa Pani, że moda z przeszłości wraca? Jakie historyczne inspiracje widzi Pani we współczesnych trendach?
Zdecydowanie tak – moda jest jak historia: zatacza koło. Bardzo często widzimy powroty do stylów z dawnych dekad, a nawet stuleci. Obserwuję, jak młodzież sięga dziś po ubrania inspirowane latami 70., 80. czy 90., ale też pojawiają się elementy rodem z jeszcze wcześniejszych epok – bufiaste rękawy, koronkowe kołnierzyki, długie płaszcze w stylu retro. Ciekawe jest to, że moda nie wraca dosłownie – raczej przetwarza dawne wzory na nowoczesny sposób, tworząc coś zupełnie nowego, ale z historią w tle.
Jako nauczycielka historii cieszę się, że ludzie coraz częściej sięgają do przeszłości – nawet przez ubrania – żeby wyrazić siebie i zrozumieć, skąd pochodzą pewne style. To pokazuje, że historia żyje nie tylko w książkach, ale też w naszej codzienności.
Czy zdarzyła się Pani kiedyś jakaś zabawna sytuacja w klasie, która szczególnie zapadła w pamięć?
Oj, tak! Kiedyś przyszłam do szkoły w t-shircie na lewej stronie! Zorientowałam się dopiero po chwili, a uczniowie oczywiście od razu to zauważyli i było sporo śmiechu. Ale wiecie co? Takie sytuacje są świetne — pokazują, że nauczyciel to też człowiek, który może się pomylić i potrafi się z tego śmiać. Nawet wykorzystałam to potem do rozmowy z klasą o tym, jak ważne jest mieć dystans do siebie.
Jaki jest Pani ulubiony wykonawca lub zespół?
Zdecydowanie zespół ABBA. Ich muzyka towarzyszyła mi od młodości i do dziś potrafi poprawić mój humor. Uwielbiam ich za melodyjność, pozytywną energię i to, że każda piosenka ma w sobie coś wyjątkowego. Dla mnie to nie tylko muzyka do tańca – to również wspomnienie czasów, które minęły, i piękna opowieść o emocjach, marzeniach i codziennym życiu. ABBA ma w sobie coś uniwersalnego – potrafi połączyć pokolenia, a to, moim zdaniem, ogromna wartość.
Jakie ma Pani zainteresowania poza szkołą? Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
W wolnym czasie staram się korzystać z oferty kulturalnej – regularnie jeżdżę na koncerty, zarówno muzyki rozrywkowej, jak i poważnej. Lubię również odwiedzać teatr, który pozwala mi oderwać się od codzienności i zanurzyć w świecie sztuki. To dla mnie nie tylko relaks, ale też inspiracja.
Czy ma Pani ulubioną książkę?
Jedną z książek, która naprawdę mną poruszyła i długo nie mogłam o niej zapomnieć, są „Chłopki” i „Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak. To nie tylko zbiór opowieści o kobietach żyjących na wsi – to historia prawdziwa, surowa, często bolesna, ale niesamowicie ważna. Pokazuje, jak wyglądało życie kobiet, o których zwykle nie mówi się w podręcznikach: niewidocznych, ciężko pracujących, pozbawionych praw. Dla mnie jako nauczycielki historii to bardzo cenna książka, bo pomaga zrozumieć codzienność ludzi, którzy tworzyli społeczeństwo, ale rzadko trafiali na karty oficjalnej historii.
Czy ma Pani ulubiony film, który Pani zapamiętała?
Tak, są filmy, które szczególnie zapadły mi w pamięć i do których wracam myślami. Jednym z nich jest Green Book — poruszył mnie nie tylko jako nauczycielkę, ale przede wszystkim jako człowieka. To historia o uprzedzeniach, przyjaźni i przekraczaniu granic – temat bardzo aktualny, również w nauczaniu historii. Pokazuje, jak ważne jest patrzenie na drugiego człowieka z empatią i otwartością, niezależnie od jego pochodzenia czy koloru skóry.
Drugim filmem, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, jest Purpurowe serce. To trudna, emocjonalna opowieść o wojnie i jej wpływie na ludzi, szczególnie tych najbardziej bezbronnych. Pokazuje, jak ważna jest odwaga, ale też jak wielką cenę potrafią nieść za sobą decyzje podejmowane w skrajnych warunkach. Takie filmy przypominają mi, że historia to nie tylko wielkie bitwy, ale przede wszystkim ludzkie losy i wybory.
Czy jest jakieś przesłanie, które mogłaby Pani dać młodym ludziom?
„Sapere aude” – odważ się być mądrym! To moje ulubione motto. W dzisiejszym świecie pełnym informacji i szybkich zmian, bardzo ważne jest, by młodzież miała odwagę samodzielnie myśleć, zadawać pytania i kwestionować schematy. Każdy z was ma w sobie ogromną siłę do kształtowania przyszłości — musicie tylko uwierzyć, że możecie osiągnąć rzeczy, które teraz wydają się niemożliwe. Odwaga w zdobywaniu mądrości to klucz do świadomego, pięknego życia.
Wywiad przeprowadziły:
Roksana Czarnecka
Julia Rek
05.06.2025
Czy lubi Pan czytać książki? Jeśli tak, to czy ma Pan swoją ulubioną?
Byłem molem książkowym, kiedy byłem w waszym wieku i dużo później. W tej chwili czytam rzadziej, bardziej ufam temu, co czuję i myślę na temat swoich doświadczeń. Natomiast mam mnóstwo książek, do których wracam, chociażby ,,Mały Książę". Zajrzycie do niego jeszcze wiele razy, po upływie czasu, z kompletnie inną perspektywą.
Co według Pana najbardziej demotywuje młodzież do działania?
Trudne pytanie, ale myślę, że powstawanie takiego wrażenia bezradności wobec tego, co się dzieje powoduje, brak chęci do działania. Należy znaleźć w sobie takie przekonania i pozytywne wsparcie, które nie pozwoli myśleć, że jesteście "pyłkiem na wietrze" tylko potężnymi istotami :)
Jakie ma Pan hobby?
Każdy dzień, który przeżywam to moje hobby.
Czy uważa Pan, że sztuka to tylko namacalne dzieła czy coś więcej?
Znacznie więcej. Oddziałujemy na siebie na bardzo różnych płaszczyznach, nie tylko tym, co widzimy, ale tym, co słyszymy czy czujemy wobec czego zawiązywanie do jednego wycinka nie ma sensu.
Jeśli miałby Pan opisać się w trzech słowach, to jakie by to były?
Poszukiwacz. Pozostałych dwóch jeszcze nie znalazłem.
Co skłoniło Pana do zostania nauczycielem w tej szkole?
Proza życia, chociaż przypadków nie ma, jak często słyszymy. Przeprowadziłem z Katowic dawno temu w inne miejsce i odległość spowodowała, że poznałem byłą Dyrektor Szkoły i za tym poszła decyzja, dzięki czemu przez wiele lat jestem z wami.
Wywiad przeprowadziły:
Paulina Bąk
Milena Sachs
05.05.2025
Jak długo Pani pracuje jako nauczyciel?
Aktualnie tutaj w Tischnerze pracuję od 7 lat, a ogólnie uczę 12 lat.
Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
W wolnym czasie spędzam czas aktywnie z moim dzieckiem. Jako że mam trzyletniego syna, to dużo czasu spędzam na zewnątrz, na placu zabaw oraz na przejażdżkach rowerowych.
Skoro Pani wolny czas jest związany z synem, to czy jest to według Pani idealny odpoczynek po pracy?
Myślę, że tak. Przyzwyczaiłam się już do takiego aktywnego spędzania czasu, chociaż czasami marzy mi się poleżeć na kanapie i przeczytać książkę lub obejrzeć film.
Co uważa Pani za największe wyzwanie w pracy nauczyciela?
Myślę, że utrzymanie zainteresowania uczniów na lekcji, gdyż obecnie młodzież jest zafascynowana głównie technologią i żyje w wirtualnym świecie. Jako nauczyciele staramy się dostosowywać do młodzieży, ale bywa to trudne.
Gdyby nie była Pani nauczycielem, to kim? Wiedziała Pani od zawsze, że chce nim być?
Nie, nie od zawsze wiedziałam, że chcę uczyć. Studia filologiczne zaczęłam z myślą, żeby zostać tłumaczem przysięgłym, jednak okazało się to nudnym zajęciem i musiałam zmienić swój pomysł na siebie ze względu na formę pracy, która mi nie odpowiadała. Nie wiem, czy poza pracą nauczyciela znalazłabym coś, co sprawiłoby mi tyle satysfakcji.
Gdyby mogła Pani uczyć angielskiego w dowolnym kraju, to gdzie by to było?
Wydaje mi się, że nie ma takiego państwa. Najłatwiej i najrozsądniej jest uczyć Polaków języka angielskiego, więc gdybym miała gdzieś uczyć, to chyba tylko w Polsce. Natomiast gdybym chciała gdzieś indziej pracować, to myślę, że jakieś korzystne państwo by się znalazło, ale niekoniecznie do uczenia języka.
Jakie jest jedno słowo w języku angielskim, którego nadużywają uczniowie?
Nie ma jednego słowa, ale młodzież coraz częściej ma problem z rozróżnieniem języka nieformalnego od formalnego. Coś, co bardzo często pojawia się w rozprawkach to wszelkiego rodzaju akronimy i skróty - czyli ,,gonna, wanna, kinda". Widuję to ciągle w pracach pisemnych.
Jakie wartości stara się Pani przekazywać uczniom poza wiedzą z przedmiotu?
Dla mnie najważniejsze jest to, żeby młodzież wiedziała, że głównym celem powinno być robienie czegoś w zgodzie z samym sobą, aby nie zmuszać się do czegoś, co nie sprawia mi przyjemności. Człowiek może być bardzo nieszczęśliwy, jeśli robi coś wbrew sobie.
Ma Pani jakąś radę, która przydałaby się w życiu i chciała ją przekazać dalej?
Dla mnie najważniejszą radą jest to, żebyście się nie bali zmian oraz mieli świadomość, że decyzje, które czasami podejmujecie nie zawsze muszą być ostateczne.
Jeśli czujecie, że chcecie robić coś innego, nie bójcie się podjąć odpowiednie kroki i robić to, co sprawia wam radość.
Wywiad przeprowadziły:
Martyna Baracz
Wiktoria Szebera
04.05.2025
Jak wyglądały Pani początki w pracy jako nauczyciel? Czy stresowała się Pani prowadzeniem lekcji?
Moją pierwszą szkołą była Medyczna Policealna Szkoła Zawodowa w Wodzisławiu Śląskim na Wydziale Fizjoterapii. Było mi o tyle łatwo, że tę szkołę skończyłam dwa lata wcześniej, więc wchodziłam w znane mi grono nauczycieli. Nie stresowałam się, ponieważ uczniowie byli w podobnym wieku co ja.
Jaki jest najprzyjemniejszy zakres czasowy, w jakim mogłaby Pani pracować?
Wolę pracować z rana.
Która sala lekcyjna jest Pani ulubioną?
Przez to, że nie posiadam własnej sali, wszystkie są moimi ulubionymi.
Jak wykorzystuje Pani prawa fizyki w swoim życiu?
Zgodnie z prawem Archimedesa nigdy nie napełniam wanny wodą do pełna :)
Ulubiony i najmniej ulubiony kwas i dlaczego?
Moim ulubionym kwasem jest kwas siarkowy VI - czyni ogromne szkody, a najmniej ulubionym jest kwas etanowy, czyli octowy, bo ma brzydki zapach.
Co stanowi dla Pani największą życiową wartość?
Najważniejszą wartością mojego życia jest rodzina.
W jaki sposób lubi Pani spędzać czas wolny?
Lubię czytać książki, oglądać seriale i ... robić swetry na drutach.
A jakieś ulubione danie?
Moim ulubionym daniem są łazanki.
Ile ma Pani par butów w domu?
Dużo, nigdy nie liczyłam ale jest tego naprawdę dużo.
Ulubiona bajka Disneya?
Moją ulubiona bajką Disneya jest Kaczor Donald.
Jaka teoria spiskowa jest dla Pani szczególnie ciekawa?
Moja ulubioną teoria spiskowa głosi, że ziemia jest płaska.
Wywiad przeprowadziły:
Basia Świętochowska
Hania Jezusek
16.03.2025
Kiedy zainteresowała się Pani biologią jako dziedziną nauki?
Na pewno był to okres szkoły podstawowej, gdzie problem związany z biologią i z wszystkimi zagadnieniami wokół tej dziedziny bardzo mnie zaciekawił. Właściwie od małego byłam zainteresowana przyrodą, patrzyłam, jak ta przyroda się rozwija, jak wyglądają rośliny.
Czego chciałaby Pani uczyć, gdyby nie biologia?
Pytanie, czy rzeczywiście chciałabym czegoś uczyć :) Zawsze chodziły mi po głowie różne kwestie i problemy dotyczące aspektów zdrowotnych człowieka. Być może dzisiaj wybrałabym zupełnie inny kierunek studiów, który jest niezwiązany ze szkolnictwem, a bardziej z medycyną.
Czego Pani się dowiedziała zaskakującego na temat najnowszych badań w dziedzinie biologii?
Biologia jest taką nauką, która ciągle się rozwija, a szczególnie w ostatnich latach w związku z tym, że pojawiły się nowe technologie: informatyczne oraz inżynierii genetycznej. Zapewniają one prężne rozwijanie się biotechnologii.
W odniesieniu do ostatnich lat, chociażby pandemii, odkrycie tak zwanego mikro RNA umożliwiło stworzenie szczepionek mRNA, które były używane podczas pandemii COVID-19.
Wiele jest różnych treści, które ciągle dochodzą w dziedzinie biologii m.in. chociażby pojawiły się ostatnio nowe doniesienia dotyczące rozpoznania dokładnego materiału genetycznego neandertalczyków, poznania wszystkich możliwych sekwencji DNA tychże istot przedludzkich, istot należących do hominidów.
Na lekcjach mówimy również o nowej grupie enzymów translokazy, które zostały dopiero teraz wprowadzone. Ciągle się coś zmienia, ciągle trzeba tą wiedzę weryfikować i całe życie monitorować te zmiany, pojawiające się w nauce.
Jaka jest Pani zdaniem, najważniejsza rola wody w biologii?
W przyrodzie dla organizmów żywych ta najważniejsza rola wiąże się z tym, że jest to podstawowy składnik organizmu, zapewniający zachodzenie wszystkich przemian w obrębie komórek. Bez wody życie organizmów nie mogłoby mieć miejsca. Według teorii biogenezy życie powstało w wodzie, więc jest ona niezbędna do tego, żeby to życie się toczyło.
Co Pani lubi robić w wolnym czasie?
Jestem osobą bardzo energiczną i nie lubię siedzącego trybu życia w tym wolnym swoim czasie. Zajmuje się na przykład pracami domowymi, ale kulinarnymi: gotowanie, różne wypieki - to jest moja bajka. Oprócz tego wiele czasu spędzam ze swoim wnukiem, biegam z nim na place zabaw i inne rozrywki dla dzieci. W godzinach wieczornych to oglądanie filmów: filmy akcji, thrillery, jakieś dotyczące spraw kryminalnych.
Jakie Pani lubi czytać książki ?
Z książkami to u mnie nie jest tak, jakby każdy się spodziewał. Jeśli wybiorę jakąś książkę to taką, w której akcja toczy się dynamicznie. Często doszukuje się różnej literatury pro medycznej, naukowej, w ten sposób pogłębiam swoją wiedzę przyrodniczą.
Jakie ma Pani ulubione zwierzę - domowe i dzikie?
W domu nie mam obecnie żadnego zwierzątka, ale kiedy moja córka jeszcze była dzieckiem to mieliśmy rybki i żółwia czerwonolicego. Nie posiadam osobiście zwierzątka, ale uwielbiam pieska mojej córki rasy shar pei, który zwie się Luna. Czasami nawet się nim opiekuje, kiedy moja córka wyjeżdża ze swoją rodziną.
A dzikie zwierzęta?
Na pewno podziwiam takie zwierzęta jak chociażby lamparty, które są drapieżnikami charakteryzującymi się terytorializmem, ale również są bardzo szybkie, zwinne.
Czy jest jakiś tekst ucznia, który jest Pani ulubionym ?
Wspomnę taki tekst, który budzi zawsze u mnie uśmiech na twarzy. Mówiłam kiedyś uczniom, że ,,za moich czasów” było to czy tamto - jeden z uczniów, już obecnie mający swoją rodzinę, a wtedy będący uczniem, powiedział mi: ,,no, to już było dawno”. I rzeczywiście tak było...
Wywiad przeprowadzili:
Paweł Piguła
Błażej Malarz
15.03.2025
Skąd pomysł na Głos Tischnera?
Muszę powiedzieć szczerze, że nie był to mój pomysł, tylko jednej z polonistek z naszej szkoły. Kilka lat temu wymyśliła, że stworzymy taką stronę, na której będziemy publikowały twórczość uczniów – poetycką, ale nie tylko, różnego rodzaju wywiady z nauczycielami czy jakieś opowiadania, eseje, próby dziennikarskie. Głos Tischnera działał przez rok, nadszedł czas na reaktywację. Chcemy pokazać większej społeczności to, jak poetycko i jak pod względem pisania różnych wolnych tekstów są uzdolnieni nasi uczniowie.
Dlaczego język polski i kariera nauczyciela? Dlaczego Tischner? Czy była jakaś przyczyna, że wybrała Pani tą szkołę?
Przyczyna była dość prozaiczna, bo tylko tutaj było ogłoszenie o wakacie dla nauczyciela. Złożyłam wiele CV do różnych szkół, ale niestety nie udawało się przez długi czas. Tischnera jednak pokochałam od razu. Spodobał mi się duch artystyczny, który tutaj panuje. Ta szkoła to trochę przez przypadek, ale cieszę się, że tu jestem. Skąd jednak wybór pracy nauczyciela języka polskiego? Myślę, że za sprawą mojej nauczycielki ze szkoły podstawowej, która mnie do tego natchnęła. Pokazała mi świat książek, literatury, języka polskiego pod względem językoznawczym. W pewnym stopniu od zawsze podobało mi się, że mogę przekazywać innym wiedzę. Już od najmłodszych lat, bawiłam się misiami czy lalkami, właśnie w szkołę. I to gdzieś mi zostało.
Skąd miłość do Adama Mickiewicza?
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy poznałam twórczość Adama Mickiewicza, głównie w liceum, to tej twórczości nie rozumiałam. Tak naprawdę, ta miłość do Mickiewicza zrodziła się na studiach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim mieliśmy wykłady z profesorem Dopartem, podczas których pokazał nam wielowarstwowość interpretacji dzieł Mickiewicza.
Pamiętam słynne wykłady na ulicy Gołębiej w Krakowie, kiedy omawialiśmy ,,Dziady'' cz. III, akurat sceny z duchami i zjawami. Nagle, na sali wykładowej zgasły światła. Była burza, gdzieś daleko słyszeliśmy pioruny, było bardzo groźnie, tajemniczo
i wtedy sobie tak pomyślałam, że może to jest znak, żeby w tą twórczość Mickiewicza bardziej się zgłębić?
Teraz miłość do twórczości Mickiewicza nie zna granic i mam nadzieję, że moi uczniowie choć trochę czują, jak wyjątkowy jest nasz romantyczny mistrz.
Jaki jest Pani ulubiony utwór literacki, który może Pani polecić młodzieży?
Tutaj nie będę mówić o lekturach. Poleciłabym całą serię książek Katarzyny Bondy z Saszą Załuską oraz serię kryminałów szwedzkiej autorki Camilli Läckberg. Taką książką, do której lubię wracać i zachęcam do jej przeczytania jest też ,,Lód'' Jacka Dukaja.
Głos Tischnera to także wiersze, formy epickie – czy pisze Pani jakieś wiersze lub prozę?
Kiedyś tak. Teraz z racji różnego rodzaju obowiązków szkolnych i domowych, już raczej nie. Chociaż zdarza się czasem, że z powodu różnych przeżyć czy emocji, przelewam sobie coś na papier. Kiedyś pisałam bardzo dużo wierszy, publikowałam je. Zaczęłam pisać swoją powieść, ale jej nie dokończyłam. Może do tego kiedyś wrócę – nie wiem.
Wydaje się Pani być bardzo cierpliwym nauczycielem, czy tkwi w tym jakiś sekret?
Myślę, że ja po prostu z natury jestem bardzo cierpliwym człowiekiem, kimś, kto wiele razy daje szansę. Lata pracy w szkole robią swoje - staję się jeszcze bardziej cierpliwa, choć wiem, że u niektórych nauczycieli bywa całkiem odwrotnie.
Jakie są Pani zainteresowania poza szkołą? Może jakieś hobby w wolnym czasie?
Obecnie moim głównym zainteresowaniem i osobą, która pochłania absolutnie 100% mojego wolnego czasu jest mój syn. Wymaga on niesamowitej, wspomnianej wcześniej, cierpliwości, ale też zajmuje cały mój czas. Jeśli tylko mogę jeżdżę na rowerze. Czy coś jeszcze? Ze względu na wychowanie syna, to raczej nie. Ewentualnie moje obecne hobby to zabawy w piaskownicy, zbieranie kwiatków, kamieni, żołędzi, kasztanów. Także tutaj muszę głównie polegać na ciekawym hobby mojego syna.
Wywiad przeprowadzili:
Agata Oślizok
Mateusz Komajda
Dlaczego zdecydowała się Pani na nauczanie akurat języka angielskiego?
To nie jest tak, że ja zdecydowałam się akurat na angielski, bo to wszystko zaczęło się od tego, co lubiłam robić jako dziecko - pamiętam, że były takie zajęcia z doradztwa zawodowego w liceum, na których musieliśmy wymienić zabawy, które były naszymi ulubionymi w dzieciństwie. Ja wtedy na pierwszym miejscu miałam to, że lubiłam się bawić w szkołę i gdzieś tam to mnie też doprowadziło do tego, że może byłby to dla mnie dobry pomysł. Później, nie wiem jak to się stało, że wybrałam angielski - tego w ogóle nie pamiętam, ale zawsze lubiłam ten język. Na studiach wybrałam metodykę, natomiast kiedy byłam na licencjacie, zastanawiałam się, co robić ze studiami magisterskimi, bo z drugiej strony myślałam też o tłumaczeniu, ale uważałam, że tłumaczenie może być zbyt żmudnym zajęciem, więc poszło znowu na kierunek metodyczny. Tak się stało, że zaczęłam pracować w szkole, potem pracowałam w różnych szkołach prywatnych, aż w końcu trafiłam tutaj.
Jakie są wady i zalety nauki języka angielskiego w naszej szkole?
Patrząc na wady, to widzę przede wszystkim liczebność grup - te grupy są w porównaniu do nauki języków obcych w szkołach prywatnych nawet dwa czy trzy razy większe. Miałam możliwość pracy w grupach 3-8 osobowych i ta swoboda nauczania, indywidualizacja procesu nauczania była o wiele większa. Jeżeli chodzi o zalety, to widzę przede wszystkim nauczycieli - to wspaniały zespół, od tak właściwie każdej osoby mogę się czegoś nauczyć i zawsze mogę liczyć na ich pomoc, wsparcie.
Jakie są Pani zainteresowania?
To trudne pytanie, bo mam na nie teraz bardzo mało czasu. Natomiast od zawsze lubiłam czytać rozmaite książki, nie potrafię wyszczególnić jednego gatunku, ale na to chciałabym móc poświęcić na to więcej czasu. Lubię też spędzać czas w kuchni, teraz razem ze swoimi dziećmi i wspólnie z nimi wymyślać coś ciekawego. Też od zawsze bardzo lubiłam sport, do tej pory mi to zostało - lubię ćwiczyć i muszę też porządnie wziąć się za swoje bieganie, bo widzę że zatraciłam to hobby. Może ta rozmowa będzie iskrą, która na nowo popchnie mnie do tego sportu.
Nad czym spędza Pani najwięcej czasu, nie licząc pracy?
Jeżeli nie spędzam czasu w pracy, czy też nie wykonuję w domu czynności związanych z pracą, to spędzam czas na opiekowaniu się dziećmi i bawieniu się z nimi.
Jakiej muzyki Pani słucha?
Muzyka jest dla mnie bardzo ważna i towarzyszy mi prawie
codziennie. Kiedyś jak byłam w liceum, to lubiłam cięższe brzmienia i gdzieś to zostało mi do dziś, natomiast nie umiałam zdecydować się na jeden gatunek. Strasznie lubię muzykę filmową, szczególnie twórczość Hansa Zimmera i gdy oglądam film, to oglądam cały film łącznie z napisami, żeby muzyka ze mną została. Czekam na koncert muzyki filmowej, który został już dwukrotnie przełożony - może w końcu uda mi się na niego pojechać.
Jaki jest Pani ulubiony serial lub film?
Seriali nie oglądam wcale, gdyż zabierają za dużo czasu i nie pozwalają oderwać się od ekranu. Na filmy również nie poświęcam tak dużo czasu, wolę wtedy poczytać książkę. Bardzo lubię francuskie komedie. Mój tato zawsze uwielbiał filmy wojenne i filmy akcji i coś mi po tym zostało, bo zawsze gdzieś takie filmy mnie pociągają. Jeżeli miałabym wybrać jeden film, to jest to niemożliwe - nie mam takiego filmu.
Gdzie chciałaby Pani spędzić swoje wymarzone wakacje? Dlaczego właśnie tam?
Chciałabym na pewno wrócić chociaż raz na Teneryfę, ponieważ
wspólnie z mężem odbyliśmy tam podróż poślubną - gdy wracamy do tych chwil, to wiemy że w przyszłości chcielibyśmy tam wrócić i zwiedzić dokładniej Teneryfę, która jest bardzo zróżnicowanym terenem. Może damy radę zwiedzić sąsiadujące wyspy. Każdego roku wyjeżdżamy nad morze i w tym roku też będziemy je odwiedzać.
Wywiad przeprowadzili:
Radosław Masny
Norbert Tąta
Od zaangażowania oraz umiejętności nauczycieli zależy skuteczna i dobra praca szkoły. Dobry nauczyciel to taki, którego wyróżniają m.in. wiedza, pomysłowość, energia, sprawiedliwość, zaradność, a także troska. Nasz dzisiejszy gość posiada wszystkie wymienione wcześniej cechy. Pan Wojciech Nieroda jest nauczycielem wychowania fizycznego, a zarazem opiekunem Samorządu Uczniowskiego.
Jakie ma Pan zainteresowania?
Oczywiście sport. No to jest sprawa, która wychodzi z racji pełnionej funkcji czy też wykonywanego zawodu. Nie mogę tutaj zapomnieć o muzyce – towarzyszy mi od młodzieńczych lat: słuchanie, wyjazdy na koncerty, festiwale. Tak więc to bardzo lubię robić. Dobrze wtedy spędzam czas, czuję się sobą. Dodatkowo lubię gdzieś tam pobawić się muzyką. Żeby to nie zabrzmiało, że jestem DJ-em, bo nie jestem. Lubię się pobawić syntezą dźwięku, próbować tworzyć dźwięki: potem je łączyć, gdzieś rozwijać to muzycznie. Poza tym mam dużą kolekcję płyt CD i winylowych, więc wieczorami lubię sobie słuchać. I kupować. Mam taką misję: jak gdzieś jadę lub jestem w jakimś nowym mieście, czy też w mieście, w którym dawno nie byłem, to lubię sobie wyszukać jakiegoś winyl shopu. Moją misją jest wtedy znaleźć te miejsce i kupić sobie tam jakiś winyl, który mi będzie przypominał o tym, że tam byłem i mogę go sobie z tym miejscem kojarzyć.
Gdyby miał Pan opisać naszą szkołę jednym słowem, to jakim?
O jejku, jednym słowem…. Dużo mi się tego nasuwa, teraz tylko, które tu wybrać, te cenzuralne czy te niecenzuralne... DOBRA ENERGIA. Tak, dwa słowa.
Dlaczego postanowił Pan prowadzić zajęcia wychowania fizycznego?
Od najmłodszych lat interesował mnie sport oraz chęci do ruchu przejawiające się pod każdą postacią: skakanie po drzewach czy tam też skakanie z czegoś, jeździe na rowerze, na nartach. Rodzice byli zresztą zawsze bardzo aktywni. Dzięki temu też wiele takich pasji sportowych mogłem posiąść. Poza tym w dzieciństwie, gdy jeździłem do babci, to wiązało się to z aktywnością fizyczną. Tam były rzeka, góry, lasy. Tam było wszystko, co człowiek młody może robić z radością. Poza tym lubię taką sportową rywalizację, adrenalinę, emocje, kiedy coś się dzieje, mogę z kimś w coś pograć, z czymś się zmierzyć: przejść górę, coś przepłynąć i tak dalej i tak dalej…
Myślał Pan kiedyś o zmianie zawodu?
Codziennie. Codziennie, jedynie nie przez wakacje. Życie jest różne. Ja kiedyś nawet nie myślałem, że będę nauczycielem wychowania fizycznego, więc to od tego trzeba zacząć. Czy myślałem o zmianie zawodu? Dni w pracy są różne, raz jest lepiej, raz gorzej. Mam różne pomysły na życie, zobaczymy, co się pokaże na horyzoncie. Pracuję już 20 lat - ciężko jest po takim czasie zmieniać profesje, ale zobaczymy. Nie chcę tu też nic przesądzać, aczkolwiek dobrze jest pracować z młodymi ludźmi, bo młodzi mają dużo dobrej energii.
Gdyby miał Pan teraz zmienić zawód, to na jaki by się Pan zdecydował?
EMERYT. Wtedy miałbym czas na wszystko, co lubię robić i nic bym nie musiał. Generalnie mówi się, że człowiek ani dnia nie przepracuje wtedy, kiedy robi coś, co kocha. Nie idziesz wtedy do pracy, bo idziesz tylko, idziesz, bo lubisz to robić. Robisz to z pasją. Sporo rzeczy rozbija się też o finanse: można robić coś z pasją, ale nie mieć z tego pieniędzy. Na pewno myślałem kiedyś o tym, aby być jakimś sławnym muzykiem, choć nigdy nawet nie próbowałem. Nie miałem cierpliwości do gry na instrumentach. To właśnie mnie trochę hamowało, że nie miałem takiego samozaparcia, bo muzyk to jednak musi mieć tą dyscyplinę, żeby grać. Fajnie by było tak śpiewać do ludzi ze sceny, żeby oni się bujali, machali i bili brawo.
Czy jest coś, czego Pan nie lubi w naszej szkole?
Nie lubię to jest za mocno powiedziane. Staram się zawsze szukać pozytywnych emocji i pozytywów we wszystkim, bo zawsze można coś znaleźć, co się komuś nie podoba albo coś, czego się nie lubi. Jak człowiek będzie myślał o takich rzeczach, to coś znajdzie. Dużo pewnie jest w szkole do poprawienia. Aha, wiem już co mnie denerwuje. Uczniowie nie potrafią się przywitać, w sensie powiedzieć ,,dzień dobry”, ,,do widzenia”. Wszyscy tutaj jesteśmy jedną wielką rodziną, jesteśmy tu razem i codziennie się spotykamy, więc taką podstawą dobrej relacji z kimś jest umiejętność przywitania się. Powiedzieć ,,dzień dobry” Paniom sprzątaczkom, Panu woźnemu, nauczycielom, a koleżance, koledze: ,,Cześć, co tam u ciebie?”. Właśnie to powoduje, że ta atmosfera jest lepsza, a może tego gdzieś tam brakuje. To jedynie. A i mogę jeszcze coś dodać? Nie lubię, jak ktoś nie ćwiczy na wf-ie.
Teraz przenieśmy się do czasów młodzieńczych i stąd pytanie: kim chciał Pan zostać w dzieciństwie?
Chyba chciałem zostać piłkarzem. Kiedyś tak. Aczkolwiek… NIE, jednak nie chciałem być piłkarzem, tak teraz myślę. Kim ja chciałem być? Nie miałem jakiś marzeń zawodowych, ja sobie tam szczęśliwie żyłem każdym dniem. Nie, nie myślałem nigdy o tym. Może czas zacząć o tym myśleć?
Ma Pan swój ulubiony sport?
Na pewno to zależy od pory roku, bo teraz się zima kończy, więc w tym roku bardzo dużo jeździłem na łyżwach. Aktywność fizyczna ma przede wszystkim sprawiać przyjemność. Jeżeli ja mam coś robić na siłę tylko z tego powodu, żeby mieć lepszą kondycję albo lepszą sylwetkę, no to nie do końca o to chodzi. Trzeba znaleźć coś dla siebie. Oczywiście lubię też dużo grać w badminton. To z racji tego, że latem, zaczyna się sezon tenisowy i jestem zakochany w tenisie, gram w ligach amatorskich,. Jeżdżę na turnieje, nie zawsze wygrywam, przeważnie nie wygrywam… turnieju, bo mecze wygrywam. Tych sportów już w życiu trochę przeszedłem. Nic nie trwa też wiecznie. W siatkówkę amatorsko grywałem, na nartach dużo jeżdżę, biorę udział w turniejach w darta, brałem udział w mistrzostwach w kręgle i w badmintona. Na rowerze też bardzo dużo jeździłem, teraz akurat mniej.
Co Pan ceni w naszej szkole?
Cenię sobie to, że przychodzi tutaj dużo ludzi młodych. Mogę tutaj przebywać z młodymi ludźmi, bo młodość to jest zawsze taka beztroskość. Nie mają takich problemów jak ludzie starsi. Wieczne narzekania, u młodych tego nie ma. Można sobie porozmawiać, odskoczyć sobie od takich codziennych problemów, więc tutaj cenię sobie tę energię. Poza tym co roku przychodzą tutaj nowe osoby, więc poznaję nowych ludzi, a każdy ma coś wartościowego w sobie, od każdego można się czegoś nauczyć, każdy może cię dobrze nakręcić na życie.
Co chciałby Pan powiedzieć uczniom naszej szkoły?
Jesteście młodzi, więc róbcie dużo rzeczy, rozwijajcie się na różnych płaszczyznach, poznawajcie siebie poprzez różne działania, spróbujcie zagrać na jakimś instrumencie, spróbujcie wdrożyć sobie jakąś aktywność fizyczną, podróżujcie autobusami, pociągami, odwiedzajcie znajomych i nieznajomych, poznawajcie nowe miejsca, rozwijajcie siebie. Im więcej rzeczy teraz poznacie, tym łatwiej wam będzie później w życiu. Człowiek świadomy to jest ten, który też ma pewną wiedzę. Nie możecie zapominać o tym że wiedza i nauka jest ważna i pozwala człowiekowi potem dostrzec więcej w życiu i więcej z życia czerpać.
Teraz już ostatnie pytanie na rozluźnienie. Ile wynosi log ₃ 9?
No wydaje mi się, że no, że .... właśnie tyle. A ile wynosi?
3.
Tak, właśnie to chciałem powiedzieć!
A nie, jednak 2.
O jejku, to jeszcze byś mnie wkręciła, mogę coś jeszcze powiedzieć?
Jasne. Może Pan powiedzieć słowo motywujące naszych przyszłych uczniów, którzy będą rekrutować się do naszej szkoły.
Niech każdy sobie idzie własną ścieżką w życiu - jesteśmy kowalami swojego losu. Wszędzie jest dobrze, jeśli człowiek wysyła dobrą energię. Znajdziecie tu ludzi, którzy mają dobrą energię, więc można ją od kogoś czerpać. Ta dobra energia to podstawa, bo ta energia jest taka pozytywna. Jeśli człowiek myśli pozytywnie, to lepiej i dłużej mu się żyje.
Wywiad przeprowadziły:
Daniela Foterek
Anna Rek
Dlaczego zdecydowała się Pani na pracę w bibliotece?
Szczerze mówiąc, był to czysty przypadek. Wszyscy uczniowie, którzy mają ze mną zajęcia z doradztwa zawodowego o tym wiedzą. Zamierzałam studiować ekonomię, zdawałam na maturze geografię i matematykę. Na ekonomię zabrakło mi dwóch punktów, no i nie dostałam się! Później przez przypadek, usłyszałam w autobusie rozmowę dziewczyn, które mówiły: ,,A dawaj, idziemy na bibliotekoznawstwo, bo tam jest konkurs świadectw i pewnie się dostaniemy”. Miałam fajne oceny, więc po prostu pomyślałam, że spróbuję. Nie było wcale się tam tak łatwo dostać, było 11 osób na jedno miejsce. Jednak ten los, ten przypadek, że usłyszałam o tym kierunku w autobusie, sprawił, że się tam dostałam. Ja nawet nie wiedziałam, że istnieją takie studia, ale coś ,,na górze” zadziałało i teraz powiem wam, że kocham swoją pracę i jestem szczęśliwa, że nie dostałam się na tę ekonomię. Mam to, co chciałam, mam kontakt z młodymi ludźmi, na dodatek pracuje w liceum a nie w podstawówce, co mi bardziej odpowiada.
Jakie książki lubi Pani czytać?
Powinnam powiedzieć że wszystkie, ale nie. Lubię powieści psychologiczne i kryminały, które nie są oczywiste, lubię na przykład Agathy Christie. Moją ulubioną książką jest ,,Ósme życie".
Ile książek w sumie zawiera szkolna biblioteka?
Około 1000.
Czy na przestrzeni ostatnich lat, zauważyła Pani spadek zainteresowania literaturą wśród młodzieży?
Ogólnie patrząc tak, jest spadek, ale są jednostki i tak zawsze było, które czytają. Przykładowo 5 książek na 2 tygodnie. Są osoby, które przychodzą i lubią wypożyczać, mają to we krwi, po prostu lubią czytać. Istnieją tacy nałogowcy, którzy czytają w nocy i po prostu nie potrafią się oderwać od książki. To już troszeczkę przesada, ale czasami mama ich goni, że czytają z latarką po ciemku. Są również tacy, co nie przychodzą wcale. Ja tu pracuję 20 lat i widzę, że jakaś specjalna zmiana nie zaistniała. Tym bardziej teraz mamy różne projekty i programy. Na przykład Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa.
Ile osób dziennie odwiedza bibliotekę?
To zależy od tego, po co przychodzą i od tego, czy akurat nauczyciel zadał lekturę.
Jakie książki oprócz lektur szkolnych są wypożyczane przez uczniów?
No właśnie chyba te kryminały, powieści, a potem fantasy. Kiedyś bardzo modne, dziś ta moda już trochę ucichła w porównaniu do momentu, kiedy na przykład wszedł ,,Wiedźmin''. Łączy się to również często z projekcją jakiegoś filmu w kinach. Niedługo wszyscy będziecie mieli okazję wypełnić ankietę o tym, jakie książki powinny trafić do biblioteki. Popularne są również romansidła, taka młodzieżówka, nie typu Harlequin, ale książki związane z miłością.
Jeśli miałaby pani szansę dokonać zmiany w kanonie lektur szkolnych, wykorzystałaby ją Pani ?
Tak.
Co by Pani zmieniła?
To znaczy są takie książki, które na pewno męczą młodzież, które są pisane takim dawnym językiem, na przykład ,,Odprawa posłów greckich". Wiem, że jest pewien kanon, który musiałby zostać, w tym Kochanowski czy na przykład Mickiewicz i tak dalej. Ale wiem, że ,,Chłopi" was męczą. Mam tego świadomość, że ,,Lalka'' również, ale akurat ona według mnie jest świetna. Wprowadzono z powrotem ,,Potop", co jest po prostu moim zdaniem do ominięcia. Ale teraz będziecie mieli książki, których wcześniej nie było, na przykład taka opasła książka ,,Madame" Libery, która jest dobra, ale nie wiem, czy czasowo będziecie w stanie te wszystkie bardziej opasłe książki przejść. Ja wiem, że młodzież czyta teraz raczej streszczenia, co na pewno szkodzi interpretacji tego tekstu, ale wynika to z powodu braku czasu.
Zapytałyśmy Panią Ewę, o przykładowe dane statystyczne z naszej szkolnej biblioteki, a ona podała nam zestaw danych, z którego wynika, że średnia wypożyczeń czytelnika wynosi 0,68 książki, z czego najwięcej wypożyczanych jest lektur.
Dziękujemy!
Wywiad przeprowadziły:
Marta Sobik
Małgorzata Tatarczyk
Jakie jest Pana hobby poza szkołą?
Moje zainteresowania poza pracą skupiają się przede wszystkim na fotografii, bo oprócz tego, że pracuję tutaj w szkole, to zajmuję się fotografią. Jest to moja pasja, ale nie tylko. Studiuję tę dziedzinę sztuki na Instytucie Twórczej Fotografii w Opavie, więc tak wygląda mój wolny czas. Bardzo się temu poświęcam. Osoby zainteresowane mogą zobaczyć moje prace na stronie internetowej pod pseudonimem ,,Michał Konrad''. Oprócz dziedziny sztuki, którą się pasjonuje, jest oczywiście sport, z racji tego, jaki wykonuję zawód. To również moja pasja, więc bardzo lubię aktywność fizyczną, którą na co dzień uprawiam. Staram się trzymać formę, ćwiczyć oraz uczestniczyć w różnorodnych aktywnościach fizycznych.
Czy lubi Pan oglądać filmy/seriale, jeśli tak, to jaki jest Pana ulubiony?
Bardzo lubię oglądać, głównie filmy. Przede wszystkim stare filmy kina niemego. Mój ulubiony aktor to Buster Keaton, który funkcjonował w latach 20. ubiegłego wieku. Najbardziej podobają mi się czarno-białe filmy, ale nie tylko. Jeżeli mam czas, poświęcam go na oglądanie dobrych filmów. Nie mam głowy do zapamiętywania tytułów, ale mogę polecić film ,,Nie patrz w górę”, który niedawno oglądałem.
Gdzie Pan uczęszczał do szkoły średniej i jak tam się Panu podobało?
Haha... to akurat zabawne pytanie, bo uczęszczałem do tej samej szkoły co wy. A jak mi się podobało? No nie spodziewałem się, że tak dużo czasu spędzę w tej szkole. Za moich czasów były profile ogólnokształcące. Aczkolwiek pisałem maturę z biologii, ponieważ było to wymagane na kierunku studiów na które chciałem się dostać, czyli na AWF. Jeżeli chodzi o moje wyniki w szkole, to szczerze... nie byłem prymusem. Nie miałem czerwonego paska, ale nie miałem większych problemów z nauką.
Jaki był Pana ulubiony i najmniej lubiany przedmiot w szkole?
Myślę, że moim ulubionym przedmiotem był wf. Jeżeli chodzi o najgorszy, to nie miałem żadnego. Nawet matematyka, mimo że nigdy nie była moją mocną stroną. Z każdym sobie w jakiś sposób radziłem. Bardzo lubiłem nauczycieli, nikt mi życia nie uprzykrzał.
Jaki jest Pana ulubiony wykonawca lub zespół?
Bardzo lubię słuchać muzyki, towarzyszy mi codziennie. Moim ulubionym gatunkiem jest jazz, rock. Teraz generalnie bardziej się skupiam się na jazzie. Najbardziej lubię brazylijską odmianę jazzu lata 60. i 70. A jeżeli chodzi o wykonawcę to Antonio Carlos Jobim.
Jaki kraj chciałby Pan odwiedzić?
Zawsze pasjonowała mnie Rosja, ale teraz przez tą całą sytuację chyba będę musiał zmienić to marzenie. Moim marzeniem było przejechać się koleją transsyberyjską, którą jedzie się ponad 9000 km. Przez zaistniałą sytuację będę musiał zmienić swoje plany na Amerykę Południową - Amazonia lub coś w tym stylu.
Jaka była Pana najzabawniejsza sytuacja w szkole, która zapadła Panu w pamięć?
Generalnie było wiele zabawnych sytuacji. Dzisiaj do waszej klasy wszedłem, do sali 1.33 i usiadłem przy biurku. Patrzę, że to nie ta klasa, nie te twarze. Ktoś inny tam siedział, więc trochę mi to zajęło, żeby się zorientować że to nie wy :)
Co chciałby Pan przekazać uczniom, którzy mają zamiar rozpocząć naukę w naszej szkole?
Myślę, że szkoła jest bardzo interesująca dla młodych ludzi ze względu na atmosferę, która tutaj panuje. Można w niej nawiązać miłe relacje z nauczycielami. Jest przyjemnie, sympatycznie, często śmiesznie. Ja jako nauczyciel, który pracuje tutaj wiele lat, bo ponad siedemnaście, zachęcam Was, abyście stali się częścią tischnerowskiej społeczności. Na pewno nie będziecie zawiedzeni!
Wywiad przeprowadziły:
Natalia Białończyk
Julia Kulik
Jak zaczęła się Pana przygoda z językiem hiszpańskim?
Hm, chyba dość trywialnie, choć może niekoniecznie… Otóż za moich czasów [śmiech] – a było to całkiem niedawno, bo wedle teorii Einsteina czas jest przecież względny – telewizyjna Trójka emitowała serial wenezuelski „La dama de Rosa” („Różowa dama”), który nie wiedzieć czemu urzekł mnie niesamowicie. Nie żeby urzekła mnie jego fabuła, choć serial traktował o „miłości” [śmiech], ale byłem dosłownie oczarowany tym latynoskim ekspresyjnym jazgotem, który przeciskał się gdzieś pomiędzy jednym a drugim zdaniem polskiego lektora i bombardował mój wrażliwy natenczas słuch, bądź co bądź spragniony chyba nowych wyrażeń, a przede wszystkim słów spoza kanonu języka ojczystego. Było to – uwaga – jeszcze w podstawówce! Przyszło mi wówczas uczyć się rosyjskiego, co szło mi podobno całkiem nieźle, ale zdecydowanie nie dawało pełnej satysfakcji: rosyjski bowiem był względnie oklepany, mało oryginalny i równie chyba znienawidzony co po dwudziestym czwartym lutego roku, w którym mnie tutaj przesłuchujecie [śmiech]. Ale do czego zmierzam? A no do tego, że po obejrzeniu kilku odcinków „Różowej damy” i zakochaniu się w czołówce z tego serialu (polecam piosenkę „Solo impotras tú”, obecnie w wykonaniu świetnego boys bandu CNCO) postanowiłem nauczyć się hiszpańskiego, i to sam, bez pomocy nauczyciela. Tak, tak – bez pomocy belfra. Nauczycieli hiszpańskiego było wówczas tyle, co kot napłakał, ale – o zgrozo! – umówmy się, że było to całkiem niedawno, bo…
Tak, tak, wiemy. Bo czas w teorii Einsteina jest względny.
Otóż to! Wyjęłyście mi to z ust.
Czyli stąd takie zamiłowanie do hiszpańskiego? Z powodu „Różowej damy”?
A jakże! [Śmiech] Mówiąc jednak zupełnie poważnie albo na poły poważnie: różowa czy czarna, dama czy wieśniaczka – ten serial faktycznie rozpoczął moją przygodę z językiem hiszpańskim i na poważnie zacząłem się go uczyć. Jednak to „zamiłowanie”, jak to ujęłyście, wzięło się chyba w dużej mierze z tego, że hiszpańskie dźwięki (a w zasadzie: hiszpańska wymowa) od razu wpadły mi w ucho. Łatwo przychodziło mi bowiem naśladować akcent i melodykę kastylijskiego, o wiele łatwiej niż angielskiego, którego w owym czasie próbowała mnie bezskutecznie nauczyć jedna z moich ciotek. No i hiszpański był oryginalny. Nikt go wówczas nie znał. Znaczy – nikt z moich znajomych.
Czyli akcent i oryginalność?
Tak: akcent, oryginalność, a później miłość do całej hiszpańskiej kultury i do samej Hiszpanii. Ale to dopiero później. Najpierw prym wiodły względy czysto językowe, no i to moje zacięcie filologiczne. Nie dziwota, że zainteresowałem się hiszpańskim, skoro nic poza językiem, czytaniem i pisaniem mnie nie interesowało. No…. może prawie nic [śmiech].
A gdyby nie hiszpański, to co by Pan robił w życiu?
Powiadasz: gdyby nie hiszpański…? Cóż, od razu muszę zaznaczyć, że zawodowo zajmuję się nie tylko językiem hiszpańskim, ale również polskim.
Uczy Pan również języka polskiego?
Nigdy w życiu! [Śmiech] Wykończyłbym się zapewne, gdybym miał za ten symboliczny nauczycielski „żołd” sprawdzać dziesiątki kilkustronicowych wypracowań i złorzeczyć na wszystko i wszystkich, widząc każdy błąd w pracach. Poza tym, poloniści mają nie lada orzech do zgryzienia, gdy przychodzi im wybierać pomiędzy życiem rodzinnym a siedzeniem po nocach nad ekwilibrystyką młodych, mniej lub bardziej płodnych talentów. Ich praca wymaga zapewne wielu wyrzeczeń, a ja najzwyczajniej w świecie muszę z czegoś żyć, bo w przeciwieństwie do waszych cudownych pań polonistek nie mam męża, który opłaciłby wszystkie rachunki [śmiech]. Ale do rzeczy: nie uczę polskiego i nie sprawdzam setek wypracowań, co nie zmienia faktu, że faktycznie sprawdzam cudze błędy i redaguję cudze teksty. Pracuję również jako redaktor i korektor książek.
A jaką książkę Pan ostatnio redagował?
Ach… Ostatnio to jakieś nudziarstwo z pogranicza fantastyki. O postaci przeistaczającej się w węża [śmiech]. Ale spieszę z wyjaśnieniem, że zazwyczaj pracuję z beletrystyką dla kobiet oraz z książkami popularno-naukowymi. Nie zawsze można wybierać.
A własne książki też Pan pisze?
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie piszę. Zdradzę może, że popełniam między innymi poezję, z którą po części gro z was miało okazję się zapoznać; a skoro już mowa o poezji, to chciałbym w tym miejscu serdecznie was zaprosić do lektury mojego najnowszego tomiku pt. „Pan Od Języka Obcego – testy na inteligencję”. Pani profesor Smykała obiecała mi opublikować kilka utworów w naszym „Głosie Tischnera”, więc po cichu liczę na to, że będziecie mieli okazję je przeczytać (po więcej możecie sięgnąć tutaj: www.darmowy-hiszpanski.manifo.com).
Zdradzi Pan, co go inspiruje do pisania poezji?
Zawsze mówię, że to nie ja piszę, ale to „mną pisze”. Pisze mną siła wyższa, dobry Bóg, byt transcendentny – jakkolwiek to nazwiemy. Ja jestem jedynie transmiterem, wykonawcą, a może wręcz podwykonawcą myśli i refleksji, które tylko przeze mnie przechodzą. Nie ja sobie to wybrałem.
Na koniec, czy mógłby nam Pan coś powiedzieć o swoim pobycie w Hiszpanii i o rzeczach, które tam Pana zaskoczyły?
Cóż, mój pobyt w Hiszpanii to stypendium z Erasmusa, prywatne i zawodowe wyjazdy, i chyba – uwaga – brak zaskoczenia [śmiech]. Jeszcze na długo przed wyjazdem na Erasmusa, a było to pod koniec pierwszego roku na studiach w Polsce (iberystyka), zrobiłem szeroki rekonesans Hiszpanii i mniej więcej wiedziałem, z czym przyjdzie mi się tam zmierzyć. Oczywiście mniej więcej. Wiedziałem na przykład, że mimo iż przylecę do Granady, czyli ostatniego bastionu muzułmanów na Półwyspie Iberyjskim, położonego niedaleko Afryki, będę musiał zaopatrzyć się w ciepłą odzież, bowiem zimą w przeciwnym razie mogę tam nie przeżyć nocy. Tak, tak, dobrze słyszycie! Cokolwiek Polacy myślą o Hiszpanii, nie wiedzą, że zima w górzystej Granadzie albo innym mieście słonecznej Andaluzji nocą potrafi przywiać nawet ujemną temperaturę, zaś mieszkania w tym rejonie rzadko kiedy wyposażone są w jakiekolwiek ogrzewanie (z wyjątkiem hoteli). Wyobraźcie sobie spanie w pomieszczeniu, w którym jest jak w piwnicy – zapalenie gardła gwarantowane. No ale Senejko ocalał, bo zabrał ze sobą swoją farelkę, i jako jedyny ze wszystkich lokatorów nie był na antybiotyku, niedługo po tym jak po raz pierwszy wylądował jako student w upalnej zimnej Andaluzji [śmiech]. A tak zupełnie serio: Hiszpania od Polski różni się bardzo; zwyczaje ludzkie, sposoby na życie i mentalność – też są różne. Mógłbym w zasadzie wymieniać wiele rzeczy, począwszy od braku parapetów w hiszpańskich domach, a skończywszy na tym, że maturzyści mówią do swoich belfrów po imieniu, jednak nigdy żadna z tych różnic nie była dla mnie zaskoczeniem. Kto wie, może dlatego, że mało co jest mnie w stanie zaskoczyć, a może dlatego, że nad tym ewentualnym zaskoczeniem brała górę zwykła irytacja: bo jak na przykład przejść do porządku dziennego nad faktem, że w Hiszpanii pralka stoi często na „balkonie”, a gdy chcesz zrobić pranie, musisz taszczyć ze sobą farelkę...
Czy na Pan jakieś przesłanie dla młodych ludzi?
Tak. Nigdy nie wstydźcie się tego, kim jesteście, oczywiście pod warunkiem, że nikogo przy tym nie krzywdzicie. Nie bójcie się też myśleć po swojemu, jeśli swoim myśleniem nie wyrządzacie nikomu krzywdy. Zawsze bądźcie sobą, szanując przy tym innych, i nie odkładajcie niczego na później. Kochajcie, byście byli kochani, i idźcie za głosem serca w każdej życiowej sprawie. I nie bójcie się – bo tylko WY możecie zmienić ten świat na lepsze!
Wywiad przeprowadziły:
Natalia Brzozowska
Gabriela Stępień
Zuzanna Towarek
Dzień dobry, witam wszystkich! Dzisiejszym rozmówcą jest Tymoteusz Chłopecki, uczeń klasy 3D, Przewodniczący Zespołu Szkół Ponadpodstawowych w Wodzisławiu Śląskim. Cześć!
Witaj Dominiko, witam również wszystkich czytelników ,,Głosu Tischnera''.
Jakie cechy powinien mieć przewodniczący szkoły?
Myślę, że przewodniczący szkoły powinien przede wszystkim lubić to co robi, chcieć to robić, być spokojnym. Myślę, że to bardzo ważna cecha: być cierpliwym, bo bez cierpliwości to bardzo mało się osiągnie. Przewodniczący musi być również odpowiedzialny, aktywny, skory do pomocy.
Skoro uważasz, że takie cechy powinien mieć właśnie przewodniczący szkoły, to dlaczego zdecydowałeś się nim być?
Chciałem się jakoś bardziej zaangażować, bo miałem też już epizod z samorządem uczniowskim w drugiej klasie, rok temu, więc nie było do dla mnie środowisko obce i wiedziałem mniej więcej, jak to wszystko funkcjonuje. Wiedziałem, że się do tego w jakimś stopniu nadaje. Na pewno nie jestem idealny, ale to taka jedyna, ostatnia okazja, żeby zostać przewodniczącym szkoły w swoim życiu, bo nie pełniłem nigdy aż tak wysokiej funkcji. Chciałem też zrealizować takie małe marzenie, które pojawiło się już w podstawówce.
Czy jest coś, czego nie lubisz w byciu przewodniczącym szkoły?
Myślę, że jakby poszukać to znajdzie się bardzo dużo przypadków, wypadków, jakieś przeciwności losu, to utrudnia pracę. Człowiek próbuje się też zaangażować i czasami są momenty, w których jest to męczące, jednak daje to satysfakcję, więc jeżeli czerpie się z tego satysfakcję, to jest to najważniejsze.
Z jakiego rodzaju odpowiedzialnością wiąże się funkcja przewodniczącego szkoły?
Teoretycznie przewodniczący odpowiada przed wszystkimi, przed całą społecznością uczniowską, która w naszej szkole liczy ponad 600 osób, więc teoretycznie odpowiadam przed każdą osobą. Myślę, że taka odpowiedzialność może troszkę przerażać i na pewno sprawia, że jak już chcemy coś zrobić, to chcemy zrobić to tak, żeby to było dobrze, żeby nikt nie powiedział, że można było zrobić więcej, lepiej. Każdy ma inne wymagania, ale staram się mieć też własną satysfakcję z tego i mieć czyste
sumienie, by móc powiedzieć: „Dobra, nie udało się, ale zrobiliśmy wszystko, zrobiłem wszystko, żeby było jak najlepiej, żeby się udało.”.
Co w takim razie stresuje Cię w tej funkcji?
Myślę, że najbardziej stresujące jest właśnie to, jak coś nie idzie zgodnie z planem. Na początku stresowałem się też przemawianiem przed ludźmi. Jak ktoś kiedykolwiek próbował mówić przez radiowęzeł do ludzi, których nie widzi i musi sobie wyobrazić, że nagle wszyscy patrzą na głośnik w klasie i słuchają co mówisz… to jest mocno stresujące, ale człowiek się na stres uodparnia i myślę, że teraz najbardziej stresujące są po prostu jakieś przeciwności losu, albo jakieś terminy, myśl, że trzeba zrobić coś na czas.
Wymieniliśmy wady, to teraz na sam koniec może powiedz, co najbardziej lubisz w byciu przewodniczącym szkoły?Cieszę się, że mogę coś robić. To daje mi pewną satysfakcję. Ja też lubię poczucie, że gdzieś coś się robi, że nie jest się tym szarym człowiekiem. To jest w porządku, można być szarym człowiekiem, bo doceniam też wielu ludzi, którzy potrafią, gdzieś żyć w swoim świecie, bo czują się tam bezpiecznie, ale ja się cieszę, że mogę coś robić, poznaję tym samym wielu nowych ludzi. Muszę się z nimi dogadywać, uczę się też komunikacji z ludźmi, próbuję rozwiązywać problemy. To jakieś wyzwanie, a stawianie czoła wyzwaniom to jest coś, co lubię.
Wywiad przeprowadziły:
Dominika Komajda
Żaneta Matera
Jeśli masz ochotę podjąć wyzwanie i zostać reporterem, który przeprowadzi wywiad, skontaktuj się z Panią Moniką Smykałą.
Zapraszamy do współpracy!
SM