Przygoda z RPA
Zdopingowany “Wspomnieniami Waldka”, postanowiłem też napisać parę słów wspomnień. Gdzie mnie tam do osiągnięć innych kolegów po fachu, wiec myślę, że ograniczę się tylko do opisania mojej przygody z RPA. Spędziłem tam - wraz z rodziną (żoną i trojką synów) - bez mała 30 lat. Wyjechaliśmy z Polski, kraju pachnącego wtedy musztardą i octem, w czerwcu 1987 roku. Pretekstem była wycieczka do Hiszpanii, gdzie oczywiście nie dojechaliśmy. Zatrzymaliśmy się w NRF w okolicach Stuttgartu. Po ponad rocznym pobycie udało mi się załatwić kontrakt na pracę w dużym koncernie metalurgiczno-górniczym - ISCOR. Dostaliśmy tam bardzo dobre warunki. W październiku 1989 wylądowaliśmy na lotnisku w słonecznym Johannesburgu. Szumne powitanie, kwiaty, kamery, wywiady itp. Musiałem się przyzwyczaić do nowej wymowy mojego nazwiska - ”STAJLO”. Po 4-ro godzinnej jeździe kierowca zawiózł nas do miejscowości Vryheid. Tu dygresja - podczas interview w ambasadzie RPA w Niemczech, już po pozytywnym zaakceptowaniu mnie - pokazano mi mapę RPA z zaznaczonymi kilkoma miejscowościami, których nazwy nic mi nie mówiły – i zapytano gdzie chcielibyśmy zamieszkać. Wybrałem największe kółko na tej mapie i było to właśnie Vryheid, skąd już się nie ruszyliśmy do końca naszego pobytu w RPA.
Po przyjeździe zakwaterowano nas w hotelu ponieważ dom dla nas nie był jeszcze przygotowany. W drugim dniu pobytu pracownik firmy pomógł mi załatwić szkołę dla chłopców starszych (15 i 14 lat), przedszkole dla najmłodszego (3 lata), kupno samochodu i jeszcze kilka spraw organizacyjnych. Do mojego stanowiska było przypisane auto w odpowiednich widełkach cenowych - na co dostałem tzw. “car allowance” - co oznaczało, że miesięcznie otrzymywałem dodatek do pensji wystarczający na spłatę tegoż samochodu. Od razu trzeba było się przestawić na ruch lewostronny.
Prace podjąłem na kopalni w Hlobane w dziale “Planning and Development”. Po paru dniach skierowano mnie wraz z żona na 3 miesięczny kurs języka angielskiego, z oderwaniem od pracy po 8 godzin dziennie. Podczas tych 3 - miesięcy całkiem nieźle opanowałem język.
Praca była ciekawa, mimo, że nie miałem przedtem żadnej praktyki w górnictwie. Kopalnia mieściła się w środku ogromnej góry, górnicy zamiast windami dojeżdżali na stanowiska pracy rowerami bądź dowożono ich specjalnymi pojazdami. Pokłady doskonałego, koksującego węgla były bardzo niskie 1-1,5 metra, wiec warunki pracy były ciężkie. Urobek wywożono specjalnymi “scoopami”, niskimi pojazdami z ogromna łyżką, które kierowcy prowadzili w pozycji półleżącej.
Po ok. 3 latach mojej pracy, kopalnię postanowiono zamknąć, miała bowiem ponad 100 lat i eksploatacja przestala się opłacać - potężna góra została prawie całkowicie wydrążona w środku. Dostałem propozycję transferu w dwa dość odległe miejsca z daleka od cywilizacji. Zrezygnowałem z tego z przyczyn osobistych - starszy syn rozpoczynał studia w Durbanie a młodszy za rok miał zdawać maturę. Dostałem niezłą odprawę z ISCORU, za którą, wraz z żoną otworzyliśmy mały butik - ”Pepe Boutique”, zaopatrywany przez naszą szwalnię, nastawiony głównie na murzyńską klientelę. Po upadku apartheidu była to bowiem bogacąca się klasa społeczna.
Nowy interes szedł nieźle - mogliśmy sobie pozwolić na lepsze poznanie RPA. Kraj jest piękny - co mogą potwierdzić dwaj nasi koledzy - Andrzej P. i Ireneusz S., którzy nas tam odwiedzili. Było to już po zmianach w Polsce, wiec my również odwiedzaliśmy ojczyznę regularnie - jeśli nie co rok - to co dwa lata, któreś z nas odwiedzało rodzinę i przyjaciół.
RPA to kraj stosunkowo młody - Jan van Riebeeck przypłynął tam w 1652 roku i założył Kapsztad (Cape Town). Z historycznego punktu widzenia - młodzieniaszek. Rdzenni mieszkańcy przekazywali sobie historie werbalnie, z pokolenia na pokolenie, gdyż nie znali pisma. Od 1948 roku wprowadzono w RPA system apartheidu, który prawnie utrzymał sie do 1994 roku, kiedy to zmieniono konstytucję i go zniesiono. Od tego czasu władzę przejęli Czarni i zaczął się powolny upadek ekonomiczny kraju. Zwolniono bardzo dużo Białych a w ich miejsce zatrudniono niedouczonych i niedoświadczonych Murzynów. Prawnie usankcjonowano tzw. “affirmative action” - co oznacza, że pierwszeństwo w zatrudnieniu ma zawsze Murzyn, potem Kolorowy, Hindus i na końcu Biały. Podczas apartheidu był bowiem podział na 4 kategorie rasowe - co trzeba było zaznaczyć w każdej ankiecie, formularzu czy podaniu - WHITE, BLACK, COLOROUD, ASIAN.
O upadku ekonomii najlepiej świadczy fakt, że po przyjeździe do RPA mogłem kupić 1$ za niecałe 2 randy a przed wyjazdem w 2016 roku, już musiałem za niego zapłacić 15 randów. Aktualnie rząd rozpatruje projekt ustawy zezwalającej na zabieranie ziemi farmerom bez jakiegokolwiek odszkodowania - jeśli ta uchwala przejdzie, będzie to gwóźdź do trumny a RPA zamieni się w drugie Zimbabwe ( była Rodezja).
W naszym biznesie zatrudnialiśmy średnio od 6 -10 osób, które z zarobionych pieniędzy utrzymywały swoje rodziny. Mięliśmy z nimi bardzo dobry, choć z zachowaniem dystansu - kontakt. Bywaliśmy na rożnych imprezach rodzinnych, zaręczynach, weselach itp. Wesele Moniki, jednej ze szwaczek odbywało się w wiosce murzyńskiej na odludziu, byliśmy tam z żoną jedynymi białymi i mogliśmy posmakować folkloru. Udział brało ok. 500 osób, były tańce, śpiewy, walki na włócznie i kije (na pokaz) - słowem naturalny folklor, którego normalny turysta nie oglądnie. O odludziu tego miejsca niech zaświadczy fakt, że żyła tam 8-mio letnia dziewczynka, która w życiu nie widziała białego człowieka.
Głównymi atrybutami RPA są pogoda, zwierzęta, piękna roślinność i widoki. Jest tam ponad 300 słonecznych dni w roku. Zima trwa od czerwca do polowy sierpnia i odróżnia się od lata niższymi temperaturami rano i wieczorem ale w ciągu dnia jest zawsze powyżej 20 stopni. Jest wtedy pora sucha - deszcze zazwyczaj nie padają od kwietnia do października.
Bardzo dużo jest rezerwatów zwierząt – tzw. „GAME RESERVE” - ze słynnym KRUGER NATIONAL PARK na czele. W naszej prowincji-KWA ZULU NATAL - mięliśmy kilka - z najstarszym w RPA – UMFLOZI-HLUHLUWE GAME RESERVE oraz ITHALA PARK - położony ok 65 km od Vryheid, do którego jeździliśmy bardzo często. Jest to rezerwat bardzo ciekawy krajobrazowo - różnica poziomów wynosi ponad 1000 m. Zawsze naszym celem było zobaczenie BIG FIVE (słoń, lew bawół, nosorożec i lampart) - co niejednokrotnie nam się udało. Fakt, że Vryheid leżało mniej więcej w połowie drogi miedzy Johannesburgiem (400km) a Durbanem (320km) i z uwagi na bliskość właśnie ITHALA PARKU - byliśmy często odwiedzani przez rożnych polskich celebrytów - że wymienię kilku: Marian Opania, Jan Machulski, Magda Umer i Bronislaw Wildstein. Utrzymywaliśmy z nimi kontakty kartkowo telefoniczne, z wyjątkiem tego ostatniego. Było również parę osób mniej znanych publicznie, niemniej dobrze znanych w kręgach elektryczno-energetycznych jak wspomniani już Andrzej P. i Ireneusz S. Do naszych obowiązków należało zapewnić im nocleg, wyżywienie i pokazanie Ithala Parku.
Generalnie - oceniając mój pobyt w RPA - stwierdzam, że nie żałuję tego kroku. Przez prawie 30 lat żyło mi się wygodnie (służąca, ogrodnik na stale), w przyjaznym klimacie (300 dni słońca) z możliwością zwiedzenia każdego nieomal zakątka tego pięknego kraju. Decyzję o powrocie podjęliśmy, ponieważ cała trójka naszych synów wyemigrowała z powrotem do Europy (UK), gdzie się już zaaklimatyzowali, mają pracę, domy itp. Z Polski mamy do nich jakby bliżej. Trochę czasu zajęła nam aklimatyzacja ale teraz żyje się pięknie - w otoczeniu rodziny i przyjaciół, słyszy się tylko język polski, po angielsku nawet zakląć nie można bo wszyscy zrozumieją - no i zbliża się termin naszego zjazdu!!!
I to by było na tyle - jak mawiał polski uczony. Zobowiązuje sie odpowiedzieć na wszelkie pytania związane z RPA - na wypadek gdyby któreś z Szanownych Koleżanek lub Kolegów chciało się tam osiedlić.
Wojtek Stylo
Parę kolorowych foto z mojego pobytu w RPA