Przez długi czas „sztuczna inteligencja” była dla mnie pojęciem równie abstrakcyjnym jak silnik odrzutowy w pralce automatycznej. Wiedziałem, że istnieje, domyślałem się, że działa, ale nie bardzo widziałem, co miałoby to wspólnego z moim codziennym pisaniem.
Aż któregoś dnia znalazłem chwilę – i odwagę – żeby spróbować. I wtedy okazało się, że AI nie gryzie. Nie wymaga znajomości programowania, nie przepytuje z baz danych, nie oczekuje wiedzy o prędkościach transmisji ani algorytmach. Za to całkiem chętnie pomaga w tym, co dla mnie najważniejsze: w pracy z tekstem.
Poprawia, wygładza, porządkuje. Podpowiada tytuły, nagłówki, czasem zwróci uwagę na zdanie, które samo wie, że mogłoby brzmieć lepiej, ale nie bardzo wie jak. Co istotne – nie odbiera autorstwa, nie zmienia sensu, nie narzuca tonu. Raczej towarzyszy niż prowadzi za rękę.
Czy to oznacza, że redakcje wydawnicze mogą już drżeć? Spokojnie – to tylko żart. Ale na potrzeby internetowe, na stronę www, taka współpraca sprawdza się zaskakująco dobrze. A przede wszystkim sprawia, że pisanie znów zaczyna być przyjemnością, a nie walką z przecinkami i własnymi wątpliwościami.
Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to zaprowadzi. Być może znajdę mankamenty, być może nauczę się szybciej wyłapywać nonsensy. Na razie jednak jedno wiem na pewno: to doświadczenie jest świeże, inspirujące i – co w moim wieku wcale nie jest takie oczywiste – pobudzające do dalszej nauki.
I za to właśnie lubię to pierwsze spotkanie z AI najbardziej.
A oto przykład możliwości AI w sferze obróbki fotografii, jakie do tej pory mogłem zauważyć. Na stronie "Michał Rażniewski - Portrety w akcji" przedstawiam dynamiczne obrazy (montaże - grafiki - akwarele). Wykonane we współpracy ze sztuczną inteligencją - na podstawie moich oryginalnych zdjęć (cyfrowych, analogowych i stop-klatek (nieruchomych kadrów) z moich filmów. Więcej - przejrzyj całą witrynę.
Powyższy obrazek wykonałem na podstawie filmu (ręczny montaż w "szopie" ze stopklatek), który sam sobie nakręciłem na Łysej Górze
Moja (i Ai) wizja śmigu - ulubiona ewolucja