Miej odwagę zrobić jakieś szaleństwo. Zrób coś, co natchnie Cię entuzjazmem. Zrób pierwszy krok. Nie bój się.
Nigdy nie jest za późno, by wyruszyć w świat.
Któż by nie chciał. Chyba mało jest ludzi, którzy nie marzą lub nie marzyli o wyprawie. Ja marzę. Ciągle marzę. Trochę po tym świecie już pojeździłem. Ale im więcej się jeździ, tym więcej by się chciało. I Ty Szanowny Czytelniku/Czytelniczko, jeśli zacząłeś czytać ten tekst, chyba też marzysz. No to spróbujmy się zastanowić:
Dokąd?
Och! Co za pytanie – w świat, a najchętniej – dookoła świata. Piękne hasło. Ale jak to wygląda w praktyce? Trzeba by zapytać tych, którzy odbyli taką podróż.
Jest we Wrocławiu taka sympatyczna rodzina, która odbyła podróż dookoła świata. W ciągu jednego roku. Można o tej podróży poczytać na ich stronie: http://hoparoundtheglobe.com/
Jest tam też mapa z przebiegiem trasy, jaką przebyli. Popatrzyłem na tę mapę i zadumałem się. Gdzie by warto jechać? Wszędzie jest ciekawie, a im dalej, tym – wydaje się - ciekawiej. Świat jest tak ogromny, że życia nie starczy, żeby cały poznać. Zresztą – co to znaczy – poznać świat. Można odwiedzać różne miejsca według wcześniej przyjętego planu lub jechać „na żywioł”, planując tylko kierunek. Każda forma podróży ma swoje zalety i wady. Ale myśląc o podróży od razu myśli się też o kosztach.
Koszty
Wiele osób nie rusza się z domu, bo lubi wygodę. A wygoda w podróży drogo kosztuje. I wtedy dochodzi się do wniosku: - mnie na podróże nie stać. Malkontentom mogę powiedzieć: Jest taka forma turystyki, która pozwala w podróży wydać mniej, niż gdy się siedzi w domu. Uprawiałem ją w moich młodzieńczych latach. A jak to było - opowiem:
Nie przelewało mi się. A dusza wyrywała się w świat. Rower już miałem. Na bagażniku i w sakwach musiał zmieścić się cały sprzęt. Ale potrzeba jeszcze gdzieś nocować, a na namiot nie było mnie stać. Wtedy namioty były drogie. Uplotłem więc ze sznurka siatkę, którą rozpinało się między czterema drzewami, nad siatką rozciągało się sznurek, na którym zawieszało plandekę i tak się w trójkę biwakowało. Jeszcze dodam, że pod siatką chowaliśmy się rowery i cały sprzęt biwakowy. No i najważniejsze – jedzenie. W jedzenie zaopatrywaliśmy się przeważnie na wsi. U gospodarza można było kupić ziemniaki, warzywa, jaja, mleko, często i ser. Dużo taniej niż w mieście. A czasami dostawało się nawet za darmo. Także i w sklepach wiejskich były ceny niskie, bo na wsi nikt niczego drogiego nie kupi.
Czy coś się zmieniło? Nie. W dalszym ciągu można na rowerowej wyprawie wydać mniej niż siedząc w domu. Jedynie trudniej teraz o mleko. W zachodniej Polsce zdarzają się wsie, gdzie nie ma ani jednej krowy. Za to namiot można kupić już za niecałe 100zł.
Przejechałem w ten sposób tysiące kilometrów, mając ze sobą kuchnię, jadalnię i sypialnię. Chętnie wracam do wspomnień. Czy znów planuję taką tanią podróż? Nie. Nie dlatego, że się wzbogaciłem. Nie wzbogaciłem się - emerytura starcza tylko na bieżące wydatki. Ale nie chcę już podróżować tak niewygodnie. Klasyczny dwukołowy rower, jak to już gdzieś wcześniej napisałem, jest najbardziej niewygodnym pojazdem dla człowieka. Dlatego zbudowałem już kilka rowerów wygodnych, trójkołowych, a dwa, te najbardziej udane, opisałem w pierwszym rozdziale. Dodam tylko, że w charakterze dachu zamontuję jeszcze fotoogniwa, które będą ładowały akumulatory. Stałem się wygodny, więc pod górkę musi mi pomagać silnik elektryczny.
Plany
Jeszcze się nie skrystalizowały. Nie planuję podróży dookoła świata, ale Polska, a nawet Europa jest do rozważenia. W internecie można znaleźć wiele reportaży z wypraw rowerowych do najdalszych zakątków Europy, a także do Afryki i Azji. Można się łatwo zapalić.
Najbardziej odpowiadają mi ciepłe kraje – np. Grecja Włochy lub Hiszpania. Chętnie wybrałbym się też na wyprawę wzdłuż wschodniej granicy Polski. Tamte strony mało znam. Dużo będzie zależało od tego, czy wybiorę się sam, czy będzie to podróż w kolejce rowerowej. Jestem otwarty na wszelkie propozycje.
Dodatki
Strefa Schengen - unijna strefa wolnego ruchu osobowego - obejmuje obecnie 25 państw, w tym 22 kraje członkowskie UE - wszystkie poza Wielką Brytanią, Irlandią, Rumunią, Bułgarią i Cyprem - oraz Norwegię, Islandię i Szwajcarię.
Przedruk z internetu
Dlaczego samemu? - często mówię moim przyjaciołom, że tak jest lepiej: nie musisz na nikogo czekać, nie musisz się wstydzić, że dzisiaj kondycha nie jest w najlepszej formie; możesz wstawać w południe i jechać do północy; nikt Cię nie popędza, gdy właśnie kadrujesz zdjęcie swojego życia; nikt nie liczy pieniędzy na chleb z serem; nikt obok nie narzeka, że pada, albo że jest duszno, a Ty potem też nie musisz przed nikim się wstydzić że pękałeś w środku trasy.
Ale powiem Ci - w tajemnicy - że czasem brakuje mi kogoś, kto mógłby przez chwilę popilnować roweru, pomóc rozpalić ognisko w deszczu, uśmiechnąć się, gdy coś wyjdzie nie tak; kogoś, komu nie bałbym się powiedzieć, że na dzisiaj mam dosyć i chciałbym popływać w podgrzewanym basenie zamiast wciąż moknąć na deszczu. A już w największej tajemnicy powiem Ci, że coraz częściej się zastanawiam, kiedy takie samotne podróże po prostu mi się znudzą.
Jest na tej stronie wiele praktycznych rad. Radzę tam zajrzeć przed wyruszeniem w świat!
I jeszcze spodobał mi się ten fragment:
Podróżuję rowerem by być bliżej ludzi...
Uwielbiam zatrzymywać się przy małych sklepikach, kupować wodę i ciasteczka, siadać na ławce i obserwować życie dookoła. Dosyć szybko pojawiają się ludzie, z którymi zaczynam rozmowę.
Często dotykają roweru, sprawdzają powietrze w kołach, patrzą na licznik, podnoszą do góry ciężkie sakwy. Pokazuję im wtedy mapę z moją drogą. Wyciągam aparat i robię zdjęcia. Taki typ kontaktu sprawia, że dosyć szybko staję się dla nich kimś innym niż zwykły turysta przejeżdżający autobusem lub samochodem, który nie ma czasu na rozmowy. Takich kontaktów szukam w każdym wyjeździe.
Autor: Leszek Andzel
Ten tekst przedrukowałem ze strony: http://www.andzel.net/o%20mnie.htm
Paulo Coelho: Podróżować inaczej
Skrót felietonu, który ukazał się w „Zwierciadle” w sierpniu 2002r
Bardzo wcześnie zdałem sobie sprawę, że podróżowanie to dla mnie najlepszy sposób na zdobywania wiedzy. Nadal mam duszę pielgrzyma i pomyślałem sobie, że wykorzystam tę rubrykę aby przekazać wam choć część swojej wiedzy w nadziei, że będzie ona przydatna innym pielgrzymom takim jak ja.
1. Unikaj muzeów. Jest tam zazwyczaj takie nagromadzenie eksponatów, że wyjdziesz z mętlikiem w głowie i tak nic nie zapamiętasz.
2. Przesiaduj w barach tam, gdzie przychodzą zwyczajni ludzie. To w barach, a nie w muzeach można ujrzeć prawdziwe oblicze miasta.
3. Bądź otwarty. Najlepszym przewodnikiem jest ktoś, kto mieszka w danym miejscu, wie o nim wszystko, jest niego dumny, ale nie pracuje dla biura podróży. Wyjdź na ulicę, wybierz osobę, z którą chcesz porozmawiać i zapytaj ją o coś, np.: Gdzie stoi katedra? Gdzie jest poczta? Jeśli nic z tego nie wyjdzie, spróbuj porozmawiać z kimś innym – gwarantuję Ci, że przed końcem dnia znajdziesz dla siebie doskonałego towarzysza.
4. Spróbuj podróżować sam. To będzie trudniejsze, nie będzie nikogo przy Tobie kto by się Tobą opiekował, ale tylko w ten sposób możesz naprawdę pozostawić swój kraj za sobą. Podróżowanie w grupie sprowadza się do tego, że rozmawiasz tylko w swoim ojczystym języku, robisz to, na co Ci pozwala „przywódca stada”, i ciekawią Cię bardziej plotki o Twoich współtowarzyszach podróży niż odwiedzane miejsca.
5. Nie porównuj. Niczego nie porównuj, ani cen, ani poziomu higieny, ani jakości życia, ani środków transportu, niczego. Nie podróżujesz przecież po to , aby dowieść sobie samemu, ze masz lepsze życie niż inni ludzie. Twoim celem jest dowiedzieć się, jak żyją inni, czego mogą Cię nauczyć, jak sobie radzą zarówno z codziennością, jak i z tym, co w ich życiu niezwykłe.
6. Zrozum, że wszyscy Cię rozumieją. Nawet jeśli nie mówisz językiem kraju, w którym jesteś, nie obawiaj się: byłem w wielu miejscach, w których w ogóle nie mogłem się porozumieć, a zawsze znalazłem pomoc, wskazówki, dobrą radę, a nawet miłość.
7. Nie próbuj zobaczyć całego świata w miesiąc. Znacznie lepiej pozostać w jakimś mieście przez cztery czy pięć dni, niż odwiedzić pięć miast w ciągu tygodnia. Miasto jest jak kapryśna kobieta – aby ją uwieść i aby się całkowicie odsłoniła, potrzeba czasu.
8. Podróż jest przygodą. Dużo ważniejsze jest odkryć kościółek, o którym nikt nie słyszał, niż z poczucia obowiązku pojechać do Rzymu i zwiedzić Kaplicę Sykstyńską, gdzie kilkaset tysięcy innych turystów krzyczy Ci do ucha. Oczywiście, warto zobaczyć Kaplicę Sykstyńską, ale pochodź sobie także po ulicach, odkryj nieznane zaułki, zakosztuj swobody poszukiwania czegoś, co mało znasz. Możesz być pewien, że jeśli to coś odnajdziesz, odmieni to Twoje życie.