Trzytygodniowa podróż kamperem z Warszawy do Portugalii była pełna wrażeń, malowniczych krajobrazów i niespiesznego odkrywania nowych miejsc. W pięć osób i z dwoma psami na pokładzie wyruszyliśmy w drogę.
Pierwszy nocleg mieliśmy w Dreźnie, które mimo krótkiego pobytu zachwyciło nas piękną architekturą. Kolejny dzień to długa trasa do Miluzy we Francji, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg, by zregenerować siły przed dalszą podróżą. Następnie dotarliśmy do Le Grau-du-Roi, malowniczej miejscowości na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. To zdecydowanie był zły wybór - zatłoczone wybrzeże, przepełnione campingi, a jedyny wolny camping był daleko od plaży.
Po przekroczeniu granicy hiszpańsko-francuskiej zatrzymaliśmy się na campingu Juantcho w Urrugne, niedaleko Saint-Jean-de-Luz. Stąd rozciągał się piękny widok na ocean, a my mogliśmy nacieszyć się spokojnym wieczorem przy dźwiękach fal.
W Portugalii naszym pierwszym przystankiem był park narodowy Peneda-Gerês, gdzie zatrzymaliśmy się na campingu Vidoeiro. Okolica zachwyciła nas bujną roślinnością i dziką przyrodą. Największą atrakcją było jednak kąpielisko nad spiętrzoną rzeką Cavado – idealne miejsce na ochłodę w upalny dzień.
Kolejne dni spędziliśmy na zwiedzaniu portugalskich miast. Braga urzekła nas historycznym centrum i piękną katedrą, Guimarães zachwyciło klimatem średniowiecznych uliczek, a Barcelos przyciągnęło swoją słynną historią koguta. W Porto spróbowaliśmy lokalnego wina i podziwialiśmy urokliwe, kolorowe kamienice nad rzeką Douro.
W drodze z Porto do Lizbony zatrzymaliśmy się na kilka godzin w Aveiro, które często nazywane jest portugalską Wenecją. Miasteczko rzeczywiście urzeka siecią malowniczych kanałów, po których pływają kolorowe łodzie moliceiros, dawniej używane do zbierania wodorostów. Spacerowaliśmy wzdłuż kanałów, podziwiając fasady budynków zdobione tradycyjnymi azulejos. Nie mogliśmy też odmówić sobie spróbowania lokalnego przysmaku – ovos moles, słodkich ciastek z nadzieniem na bazie żółtek i cukru. Choć nasza wizyta była krótka, Aveiro pozostawiło w nas bardzo pozytywne wrażenie.
W drodze do Lizbony zatrzymaliśmy się na campingu Parque de Campismo - Paredes da Vitória, który przypominał polskie ośrodki z lat 90. – proste warunki, ale z niepowtarzalnym klimatem. Niedaleko znajdowała się piękna plaża, do której docieraliśmy krótkim spacerem.
W Lizbonie spędziliśmy trzy dni na odkrywaniu uroków tego niezwykłego miasta. Przemierzaliśmy wąskie uliczki Alfamy, podziwialiśmy panoramę z punktów widokowych i próbowaliśmy słynnych pastéis de nata.tamtąd udaliśmy się na południe, aż do Sagres – miejsca o surowym, niemal mistycznym klimacie, gdzie spotykają się potężne klify i ocean. Odwiedziliśmy latarnię morską Farol do Cabo de São Vicente, skąd roztaczał się spektakularny widok na klifowe wybrzeże i bezkresny Atlantyk. W samym Sagres panował wyjątkowy spokój, jak na standardy turystycznego Algarve. Zwiedziliśmy fort, którego proste, surowe mury doskonale wpisywały się w dzikie otoczenie. Znaleźliśmy również wielki sklep z lokalną ceramiką, pełen pięknych, ręcznie malowanych naczyń. Jednym z wyzwań było znalezienie plaży, gdzie można było wejść z psem, ponieważ większość miała zakaz wstępu dla czworonogów. Kąpiel w Atlantyku była chłodna, jak w Bałtyku latem :-).
Kolejnym przystankiem było Castro Verde, miasteczko położone w sercu regionu Alentejo, znane z pięknych krajobrazów i spokoju, który tam panował.
Beja była kolejnym punktem na naszej trasie, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę, by poczuć klimat prowincjonalnej Portugalii. Największe wrażenie zrobił na nas średniowieczny zamek, którego potężne mury i wieża górują nad miastem. Spacerując po jego wnętrzu, mogliśmy wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w dawnych czasach. Tuż obok zamku znaleźliśmy małą lokalną kawiarnię, gdzie odpoczęliśmy przy filiżance aromatycznej kawy i spróbowaliśmy tradycyjnych portugalskich wypieków.
Następnie odwiedziliśmy Évorę, jedno z najstarszych miast Portugalii, pełne zabytków, w tym słynnej Kaplicy Kości. Wieczorem wybraliśmy się na spacer po mieście, które o tej porze nabierało wyjątkowego uroku. Oświetlone zabytkowe uliczki, spokojna atmosfera i kawiarenki z lokalnym winem tworzyły niepowtarzalny klimat. Odwiedziliśmy Praça do Giraldo, podziwialiśmy fasadę katedry i chłonęliśmy wyjątkowy nastrój historycznego centrum.
Ostatnią noc w Portugalii spędziliśmy w wiosce Rabacal, w cudownej agroturystyce, znalezionej przez serwis https://portugaleasycamp.com/en/
Po trzech tygodniach ruszyliśmy w drogę powrotną, ponownie zatrzymaliśmy się w Kraju Basków na Campingu Juantcho na dwie noce, a następnym przystankiem był camping w Wersalu. Najdroższy camping podczas całej podróży, ale za to z dobrym dojazdem kolejką do centrum Paryża, a na rowerze można było dojechać do pałacu w Wersalu.
Ostatni nocleg spędziliśmy mniej więcej w połowie drogi w Niemczech na parkingu przy malowniczym zamku w miejscowości Ziesar.
Byliśmy w Portugalii w sierpniu i w miejscowościach położonych nad Atlantykiem nie czuliśmy zmęczenia upałami. Trudniej było w interiorze (Alentejo) w miejscowościach Évora, Beja. Tam w ciągu dnia trudno było spacerować, dlatego szukaliśmy campingów z basenami, a na spacery chodziliśmy wieczorami. Warto wiedzieć, że przy wielu supermarketach Intermarché można zrobić darmowy serwis kamperowy (woda, wymiana kasety WC).