W sierpniu 2024 roku wyruszyliśmy w podróż campervanem Cliff z dachem sypialnym z Polski do Norwegii. Byliśmy we czwórkę – nas dwoje oraz nasze nastoletnie dzieci.
Nasza przygoda rozpoczęła się w Józefowie, skąd ruszyliśmy w stronę Świnoujścia. Całodniowa trasa była dość wyczerpująca, więc nocna przeprawa promowa do Ystad w Szwecji była dla nas idealnym sposobem na odpoczynek.. Po dotarciu do Ystad byliśmy wypoczęci i gotowi na dalszą drogę w kierunku Norwegii.
Podczas podróży po Norwegii odwiedziliśmy kilka niesamowitych miejsc. Oto najważniejsze z nich:
Oslo: Stolica Norwegii była naszym pierwszym dużym przystankiem. Po całym dniu zwiedzania zdecydowaliśmy się na nocleg na obrzeżach miasta, nad jeziorem Sognsvann. Znaleźliśmy tam bezpłatny parking dla kamperów przy Sognsveien 231. Mimo że było dość tłoczno, udało nam się znaleźć wolne miejsce. Samo jezioro Sognsvann, położone zaledwie kilka kilometrów od centrum Oslo, okazało się idealnym miejscem do odpoczynku po zwiedzaniu miasta. Piękne krajobrazy wokół jeziora i dostęp do ścieżek spacerowych sprawiły, że wieczór był całkiem relaksujący. W Oslo odwiedziliśmy najważniejsze atrakcje, jak Muzeum Edwarda Muncha, Pałac Królewski, park rzeźb Vigelanda. Oslo to ciekawe połączenie nowoczesności i natury, idealny początek norweskiej przygody.
Po noclegu nad jeziorem Sognsvann ruszyliśmy w stronę Lillehammer. Trasa z Oslo do Lillehammer to jedna z bardziej malowniczych w Norwegii. Prowadziła nas drogą E6, która jest główną arterią biegnącą wzdłuż wschodniego wybrzeża Norwegii. Droga oferuje nie tylko sprawny dojazd, ale też piękne widoki. W miarę jak oddalaliśmy się od Oslo, krajobraz stawał się coraz bardziej zróżnicowany – mijaliśmy liczne jeziora, gęste lasy i rozległe doliny.
W Lillehammer, znanym z organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1994 roku, zatrzymaliśmy się na noc na Lillehammer Camping, dużym, wygodnym campingu położonym nad jeziorem, w spacerowej odległości od centrum miasta. Camping oferował wszystko, czego potrzebowaliśmy – od szerokich, wygodnych miejsc parkingowych, po dostęp do świetnie utrzymanych łazienek i kuchni. Wieczorem wybraliśmy się na spacer po okolicy – nad jeziorem panowała spokojna atmosfera, a samo miasto, choć małe, oferowało wiele urokliwych zakątków.
Park Narodowy Rondane: Po noclegu w Lillehammer ruszyliśmy w kierunku miejscowości Otta, skąd rozpoczęliśmy naszą podróż w stronę Parku Narodowego Rondane. Z Otty wjechaliśmy na płaskowyż, kierując się do miejscowości Mysusæter. Droga prowadziła nas przez urocze, górskie tereny, z których rozciągały się widoki na doliny i wzgórza Norwegii. W Mysusæter zdecydowaliśmy się kontynuować podróż jeszcze wyżej – wjechaliśmy na płatną drogę (koszt 50 NOK), która prowadziła na jeden z najwyżej położonych parkingów w tej okolicy, Spranget p-plass. Sama droga była wąska i kręta, a wraz z każdym pokonanym kilometrem, krajobraz stawał się coraz bardziej surowy i górzysty. Po dotarciu na parking wypożyczyliśmy rowery, aby łatwiej dotrzeć do schroniska Rondvassbu, które było oddalone o kilka kilometrów. Jazda na rowerach przez płaskowyż była niesamowita – otaczały nas rozległe tereny, na których dominowały dzikie góry, wrzosowiska i krystalicznie czyste jeziora. Gdy dotarliśmy do schroniska Rondvassbu, byliśmy zachwyceni jego klimatem i wystrojem wnętrz. Schronisko było idealnym miejscem do odpoczynku – przytulne wnętrza, ciepła atmosfera i rustykalny wystrój sprawiały, że czuliśmy się tam jak w domu. Rondvassbu to nie tylko świetna baza wypadowa do górskich wędrówek, ale również miejsce, które pozwala poczuć prawdziwego ducha norweskich gór.
Droga E136 z Dombås do Åndalsnes: Kolejnym z odcinków naszej podróży była trasa E136 z Dombås do Åndalsnes. Droga prowadziła nas przez jedne z najpiękniejszych krajobrazów Norwegii. Po opuszczeniu Dombås, zaczęliśmy zjeżdżać w dół doliny Romsdalen, której ściany wznosiły się niemal pionowo po obu stronach drogi. Trasa przebiegała wzdłuż rzeki Rauma. Widoki na dolinę, z otaczającymi ją górami i wodospadami, były oszałamiające. Co kilka kilometrów napotykaliśmy mosty przerzucone przez rzekę, a także liczne tunele wykute w skałach, które jeszcze bardziej podkreślały surowość krajobrazu. Najbardziej spektakularny widok pojawił się, gdy dotarliśmy do miejsca, gdzie droga krzyżowała się z Trollveggen – najwyższą pionową ścianą skalną w Europie. Ściana Trolli, wznosząca się ponad 1000 metrów nad doliną, robiła wrażenie swoją potęgą. Odcinek E136 to jeden z tych, które na długo zapadną nam w pamięć – podróż przez dolinę Romsdalen była jak jazda przez norweską pocztówkę, gdzie każdy zakręt oferował nowe, niezapmniane widoki. Zwieńczeniem tej trasy było dotarcie do Åndalsnes, miasta położonego miasta nad fiordem, które powitało nas spokojem i pięknymi krajobrazami.
Mieliśmy nadzieję przejechać się słynną drogą Trollstigen, jednak, ku naszemu rozczarowaniu, była ona zamknięta z powodu zagrożenia spadajacych odłamków skalnych.
Åndalsnes często nazywane "stolicą górską Norwegii". Naszym celem tego dnia był wjazd kolejką górską Romsdalsgondolen, która prowadzi na wysokość ponad 700 metrów. Sam wjazd kolejką był już niesamowitym przeżyciem – w ciągu kilku minut przenieśliśmy się z doliny na szczyt góry, skąd roztaczały się zapierające dech w piersiach widoki na fiord, dolinę Romsdalen i otaczające nas szczyty.
Po dotarciu na górę, wybraliśmy się na spacer w kierunku szczytu Mjølvaskaret. Trasa była dosyć wymagająca ze względu na padający deszcz, ale widoki, które oferowała, wynagrodziły każdy krok. Przechodziliśmy przez skaliste ścieżki, otoczeni surowym górskim krajobrazem, z widokiem na dolinę i fiord daleko poniżej. Na szlaku było cicho, co pozwalało nam w pełni cieszyć się bliskością natury. Po około godzinie dotarliśmy na szczyt, gdzie mieliśmy okazję podziwiać widok na całą dolinę Romsdalen i okoliczne szczyty
Kolejną atrakcją była jazda Drogą Atlantycką – krętą trasą, która łączy wyspy za pomocą mostów nad oceanem. Widoki na wzburzone morze, wyłaniające się mosty i małe wysepki robiły na nas ogromne wrażenie.
Po przejechaniu Drogi Atlantyckiej dotarliśmy do Ålesund, mieście, które od razu przyciągnęło nas swoją wyjątkową architekturą i położeniem na kilku wyspach, otoczonych wodami Atlantyku. Ålesund słynie ze stylu Art Nouveau, który nadaje miastu szczególny urok po wielkim pożarze w 1904 roku, kiedy zostało odbudowane w tym stylu. Spacerując uliczkami, można podziwiać eleganckie budynki, których fasady ozdobione są secesyjnymi detalami.
Fiord Geiranger – Perła Norwegii
Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas naszej podróży po Norwegii, był Fiord Geiranger – uważany za jedną z najpiękniejszych atrakcji w całym kraju. Ten wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO fiord otoczony jest stromymi górami, wąwozami i wodospadami, które robią oszałamiające wrażenie. Fiord Geiranger to prawdziwa perła Norwegii, a liczba atrakcji dostępnych w jego okolicach sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Rejs po fiordzie
Jedną z najważniejszych atrakcji jest rejs po fiordzie. Wyruszyliśmy na pokładzie jednego z lokalnych statków wycieczkowych, które oferują możliwość podziwiania fiordu z wody. Podczas rejsu mieliśmy okazję zobaczyć słynne wodospady, takie jak:
Wodospad Siedem Sióstr (De Syv Søstre) składający się z siedmiu oddzielnych strumieni, które spływają z dużej wysokości wprost do fiordu. Każdy strumień ma swoją własną nazwę, a legenda mówi, że "siedem sióstr" tańczy, podczas gdy po drugiej stronie fiordu znajduje się "zalotnik" – kolejny wodospad.
Wodospad Zalotnik (Friaren): Naprzeciwko Siedmiu Sióstr znajduje się wodospad, który według legendy bezskutecznie próbuje zdobyć serca sióstr. Widok na oba te wodospady tworzy wyjątkowy i romantyczny krajobraz.
Wodospad Welon Panny Młodej (Brudesløret): To delikatniejszy wodospad, który z oddali przypomina welon panny młodej, subtelnie spływający z klifów. Widok na niego jest szczególnie piękny, gdy światło słoneczne przenika przez mgłę wodną.
Rejs po fiordzie dostarczył nam niezapomnianych wrażeń – widoki na wodospady, wysokie klify i krystalicznie czyste wody.
Fjordcenter – Muzeum Fiordu Geiranger
Geiranger to nie tylko piękno natury, ale również fascynująca historia. Odwiedziliśmy Fjordcenter, lokalne muzeum, które opowiada o życiu mieszkańców fiordu na przestrzeni wieków. Dowiedzieliśmy się, jak wyglądało codzienne życie w tak odizolowanej i trudnej do zamieszkania okolicy, zanim pojawiły się współczesne udogodnienia. Centrum to nie tylko ekspozycje historyczne, ale także interaktywne wystawy, które wciągają zarówno dorosłych, jak i dzieci.
Szlaki turystyczne w okolicach Geiranger – Wodospad Storsæterfossen
Geiranger to także raj dla miłośników pieszych wędrówek, oferujący wiele malowniczych szlaków. Wybraliśmy się na spacer do wodospadu Storsæterfossen. To niezwykły szlak, ponieważ można wejść za wodospad, co daje możliwość zobaczenia potężnych strumieni wody z niespotykanej perspektywy.
Trasa do wodospadu Storsæterfossen rozpoczyna się od miejscowości Vesterås, skąd ruszyliśmy dobrze oznakowaną ścieżką. Szlak prowadzi przez wzgórza i pastwiska, z których roztaczają się piękne widoki na fiord Geiranger i otaczające góry. Po około godzinie wędrówki dotarliśmy do samego wodospadu. Wędrówka była umiarkowanie trudna – ścieżka staje się coraz bardziej stroma w miarę zbliżania się do celu, ale jest dobrze utrzymana, z licznymi stopniami, które ułatwiają wspinaczkę.
Największą atrakcją wodospadu Storsæterfossen jest to, że ścieżka prowadzi pod wodospadem – mogliśmy przejść za potężną kurtyną wody, co było niezwykle ekscytujące. Woda spada z wysokiej skały, a przestrzeń za wodospadem jest na tyle szeroka, że można bezpiecznie przejść i podziwiać strumienie wody z tej niezwykłej perspektywy. Dźwięk spadającej wody i świeże, wilgotne powietrze sprawiły, że to miejsce było wyjątkowo magiczne. Widok z tego miejsca, zarówno na sam wodospad, jak i otaczający krajobraz, zapierał dech w piersiach.
Po krótkim odpoczynku i zrobieniu kilku zdjęć za wodospadem, wróciliśmy tą samą trasą, ciesząc się malowniczymi widokami Geiranger i jego okolic.
Kierunek Geiranger – popularność turystyczna
Fiord Geiranger przyciąga nie tylko turystów podróżujących samochodami, ale również ogromne statki wycieczkowe. Każdego dnia widzieliśmy, jak z tych statków "wysypują się" tysiące turystów, którzy tłumnie odwiedzają lokalne atrakcje. Mimo tego, region wciąż zachowuje swój urok, zwłaszcza w mniej zatłoczonych miejscach.
Po pełnym wrażeń pobycie nad Fiordem Geiranger ruszyliśmy w dalszą podróż, kierując się w stronę miejscowości Lom, a potem drogą 55 do Gaupne. Po drodze planowaliśmy odwiedzić lodowiec Nigardsbreen, a później dotrzeć do Bergen.
Z Geiranger do Lom
Z Geiranger wyjechaliśmy krętą, wąską drogą, która wspinała się przez góry i serpentyny. Po drodze mieliśmy okazję podziwiać fantastyczne widoki na doliny, góry i jeziora polodowcowe.
Lom to niewielkie, ale urocze miasteczko, które jest znane głównie ze swojego średniowiecznego kościoła – Lom Stavkirke. Zatrzymaliśmy się tam na chwilę, żeby zwiedzić ten drewniany kościół, który zrobił na nas spore wrażenie. Po krótkim spacerze po miasteczku ruszyliśmy dalej, tym razem na słynną drogę 55, zwaną Sognefjellet.
Przejazd drogą 55 – Sognefjellet
Droga 55 to najwyżej położona droga górska w Norwegii i prowadzi przez Park Narodowy Jotunheimen. Krajobraz zmieniał się z każdą chwilą – początkowo zielone doliny, potem surowe, górzyste tereny z widokami na śnieżne szczyty i jeziora. Jazda tą drogą była naprawdę przyjemna, choć momentami dość kręta.
Droga zaprowadziła nas do miejscowości Gaupne, położonej nad fiordem Lustrafjorden. To był dobry moment na krótki odpoczynek, zanim ruszyliśmy dalej w kierunku lodowca Nigardsbreen.
Lodowiec Nigardsbreen
Po przerwie w Gaupne pojechaliśmy w stronę lodowca Nigardsbreen, który jest jednym z ramion lodowca Jostedalsbreen. Droga prowadziła przez wąskie doliny z pięknymi widokami na rzeki i wodospady. Gdy dotarliśmy na miejsce, mieliśmy szczęście być jednymi z ostatnich turystów tego dnia.
Z parkingu wybraliśmy się na krótki spacer pod sam lodowiec. Trasa prowadziła wzdłuż rzeki, przez kamieniste ścieżki, z widokiem na potężną lodową masę w oddali. Kiedy dotarliśmy bliżej lodowca, zrobiło to na nas ogromne wrażenie. Niebieskawe odcienie lodowca kontrastowały z otaczającymi skałami.
Bergen – Kolorowe świętowanie w mieście fiordów
Po pełnym wrażeń dniu spędzonym przy lodowcu Nigardsbreen, wyruszyliśmy w dalszą podróż do Bergen.
Bergen przywitało nas nie tylko pięknym, kolorowym nabrzeżem Bryggen, ale także szczególną atmosferą w mieście. Trafiliśmy akurat na dzień inauguracji roku akademickiego, co oznaczało, że ulice były pełne studentów. Kolorowe grupy młodych ludzi w rozmaitych strojach świętowały powrót do szkoły, dodając miastu jeszcze więcej życia. Studenci z różnych wydziałów nosili charakterystyczne koszulki i przebrania, a na ulicach rozbrzmiewała muzyka i śmiech.
Spacerowaliśmy po nabrzeżu Bryggen, podziwiając kolorowe drewniane domy, które są symbolem Bergen i wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Na koniec norweskiej części naszej podróży zatrzymaliśmy się w Seljord, spokojnym miasteczku znanym z legendy o potworze z jeziora – Selmie.
W drodze powrotnej przez Szwecję zatrzymaliśmy się na noc na campingu w miejscowości Backamo. Trafiliśmy tam na niezwykłe wydarzenie – zlot entuzjastów samochodów i przyczep kempingowych z lat 50. i 60. XX wieku. Cały camping wypełniały pięknie odrestaurowane klasyczne pojazdy, a atmosfera była niesamowicie nostalgiczna. To był świetny, niespodziewany dodatek do naszej podróży, który pozwolił nam poczuć się jakbyśmy cofnęli się w czasie.
Campervan Cliff z dachem sypialnym stał się naszym domem na czas podróży. Było to nie tylko miejsce, w którym przemierzaliśmy setki kilometrów, ale też nasza przestrzeń do odpoczynku. Wieczorami gotowaliśmy razem, dzieliliśmy się wrażeniami z dnia, a dzieci uwielbiały spanie w dachu sypialnym – to był dla nich dodatkowy element przygody. Te wspólne, spokojne chwile w campervanie były równie ważne jak wszystkie miejsca, które odwiedzaliśmy.
Relatywnie tanie campingi – Byliśmy zaskoczeni, że campingi w Norwegii są zdecydowanie tańsze niż w innych europejskich krajach, a przy tym często oferują bardzo wysoki standard. Większość z nich była świetnie wyposażona, co uczyniło naszą podróż jeszcze bardziej komfortową.
Ilość tuneli drogowych i ich długość – Norwegia słynie z tuneli, ale ich ilość i długość naprawdę nas zaskoczyły. Każdy z tuneli był imponujący, a niektóre były tak długie, że w pewnym momencie traciliśmy poczucie czasu w ich wnętrzu.
Tłumy turystów w najpopularniejszych atrakcjach – Fiord Geiranger jest jednym z najbardziej znanych miejsc w Norwegii, i zrozumieliśmy dlaczego, ale liczba turystów, którzy wysypywali się codziennie z ogromnych statków wycieczkowych, trochę nas przytłoczyła. Na szczęście udało nam się znaleźć spokojniejsze miejsca w okolicach.
Zaufanie Norwegów w uczciwość turystów – To, jak Norwegowie ufają turystom, było dla nas pozytywnym zaskoczeniem. W Parku Narodowym Rondane mogliśmy wypożyczyć rowery, które były zostawione bez żadnych zabezpieczeń. Pojechaliśmy nimi do schroniska Rondvassbu, gdzie na miejscu mogliśmy zapłacić. To pokazuje ogromne zaufanie i otwartość wobec odwiedzających.
Zakazy łowienia ryb – Nasz syn był nieco rozczarowany, gdy odkryliśmy, że w niektórych norweskich rzekach obowiązują surowe zakazy łowienia ryb. Dla zapalonych wędkarzy, jak nasz syn, było to lekkie rozczarowanie, ale zrozumieliśmy, że jest to część ochrony naturalnych zasobów Norwegii.