Był początek wakacji. Tego dnia obudziłam się wcześnie rano, ponieważ byłam na nogach już o 10:00. Wstałam z łóżka i od razu pobiegłam do kuchni. Stwierdziłam, że nie mam zamiaru tracić czasu na poranną toaletę. Wolę coś zjeść.
Siedząc przy stole i czekając, aż zagotuje mi się woda na herbatę, usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam: „Kto to może być tak rano?". Po czym zdałam sobie sprawę, że jest już11:00 i niektórzy ludzie jedzą już obiad. Poszłam otworzyć. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam małą, wielkooką, ładnie ubraną dziewczynkę. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a już usłyszałam: „Cześć, przyszłam na obiadek". Pomysłam sobie, że chyba sobie żartuje... Jednak nie dałam po sobie tego poznać i zaczęłam rozmawiać z nieznajomą.
- Nie mam obiadu, jem dopiero śniadanie.
- Śniadanie? Zjadłam śniadanie o 7:00, ale w sumie mogę zjeść drugie.
- A może powiesz mi, jak się nazywasz?
Na to pytanie już nie odpowiedziała, tylko minęła mnie w drzwiach i weszła do środka. Stwierdziłam, że jej nie wyrzucę, tylko dam jej zjeść. Wchodząc z powtorem do kuchni, dokładniej przyjrzałam się temu dziecku. Wtedy pomyślałam, że mam deja vu i krzyknęłam ,,Przecież ja cię skądś kojarzę!". W tym momencie uświadomiłam sobie, że czytałam książkę ,,Opium w rosole". Już wiem, nazywasz się Aurelia. Dziewczyna zawstydziła się i widać było po niej, że nie chciała rozmawiać i ignorowała wszelkie moje pytania.
Stwierdziłam, że nie będę zadawać więcej pytać, tylko dam jej to śniadanie, czyli moją specjalność - tosty. O dziwo nie wybrzydzała, a nawet jej smakowały. Przez moment poczułam się jak prawdziwy kucharz, w końcu komuś smakowały moje kanapki!
Następnie nie wiedziałam, co robić z dziewczyną, ale na szczęście sama zaproponowała, abyśmy poszły na lody. W drodze do lodziarni Aurelia zaczęła mi opowiadać o swojej mamie, o tym jak myślała, że rodzicielka jej nie kocha, strasznej opiekunce i jej przyjaciołach z książki. Swój monolog prowadziła w sposób nostalgiczny, jakby miała ich już więcej nie spotkać. Byłam zdziwiona, ponieważ wcześniej nie chciała o tym rozmawiać. Szłyśmy długo. W między czasie zatrzymałyśmy się w pięknym parku. W lodziarni Aurelia wybrała dwie gałki lodów. Przestraszyłam się wtedy, ponieważ były bardzo drogie! Ale zapłaciłam za ten jej przysmak, a sama kupiłam tylko wodę, gdyż było gorąco i chciało mi się pić.
W drodze powrotnej dziewczyna dalej opowiadała mi o swoim życiu. Dziwne, wcześniej ukrywała wszystko, a teraz zrobiła się bardzo wylewna, zwierzała mi się. Z jednej strony czułam wyróżnienie. W końcu rozmawiam z postacią literacką, ale z drugiej strony cały czas coś mi nie pasowało, wszystko wydawało mi się jakieś mało realne.
Kiedy przechodziłyśy przez ulicę, zauważyłam pędzące auto w naszą stronę. W jednej sekundzie usłyszałam głośny krzyk dziewczynki. Nagle obudziłam się w swoim pokoju. Przez następne dobre dziesięć minut nie mogłam dojść do siebie po tak realistycznym śnie.
Ten sen nauczył mnie jednego. Nigdy nie przejmuj się za bardzo zadaniami i lekturami z języka polskiego, bo potem mogą się śnić po nocach koszmary.