"Szaroburylas" - obiecujący debiut Max Majki o pechowym debiucie Sanny, komedia kryminalna, która rozbawi do łez, ale też da do myślenia. Zapraszam na recenzję.

Zuzanna Sann jest debiutującą pisarką. Marzyła o napisaniu książki. Zainwestowała w to mnóstwo czasu i wszystkie swoje oszczędności, bo marzenia przecież same się nie zrealizują. I w ten sposób została bez pieniędzy i niestety bez kariery, bo książka furory nie zrobiła. Trudno przebić się na rynku wydawniczym nie mając poparcia. Proste przecież, żeby zyskać renomę, trzeba najpierw być czytanym. A po mało wypromowane debiuty jednak rzadko się sięga. Nic dziwnego, że książka Sanny nie trafiła do wielu odbiorców. Do niektórych jednak trafiła aż za bardzo. Sanna już chciała dać wszystkiemu spokój, wyjechać i odpocząć, kiedy napisany przez nią kryminał przewrócił jej życie do góry nogami, doszczętnie, całkowicie, naprawdę, uwierzcie, bardziej chyba się nie da.

Jak często zdarza Wam się przeczytać książkę i skojarzyć jakieś jej wątki z rzeczywistymi wydarzeniami? I nie, nie mówię o literaturze faktu, o publikacjach historycznych, naukowych... Pytam o literacką fikcję? Na przykład właśnie kryminały. Co powiedzielibyście na zbieg okoliczności, który spowodowałby, że cała wymyślona historia jest kropka w kropkę kopią konkretnego biegu rzeczywistych wydarzeń? Na tyle pechowo, że podobieństwo dotyczy ciemnych interesów prowadzonych przez bardzo wpływowe i niebezpieczne osoby. A wydarzenia opisane są tak dokładnie, że poszczególni ich bohaterowie łapią się za głowy w panice, przytłoczeni pytaniami: Skąd Sann to wie? Kto jej powiedział? Kto chce nas zniszczyć? Dla jakiej korzyści? Oj, nie chciałabym być w jej skórze. Za taką sławę to ja dziękuję. Chyba że jest się uzależnionym od adrenaliny, bo będzie jej dużo. Pościg za wszechwiedzącą Sanną właśnie się zaczął.

Zainteresowanych Sanną jest wielu, każdy z innego powodu, ale wszyscy z otoczenia przeświadczonego o swojej wybitności, inteligencji i sprycie Prezesa Waldemara Leśnego. Różnorodność charakterów i interesów tworzy mieszankę wybuchową. Zakochany, słodko zabawny i stereotypowo tępawy asystent od brudnej roboty, Jerzy Malinowski alias Jeżyna, chce poznać dalsze losy swojej miłości. Sprawiająca wrażenie poukładanej i rozsądnej, ciągle poniżana sekretarka Emilka, już planuje zemstę. Wnerwiająca córka Leśnego, Marcelina (serio, sama miałam ochotę ją udusić już na początku) poszukuje siebie, ale słabo jej to wychodzi. Wreszcie żądne krwi pisarki szczyty władzy... chcą się pozbyć książki i nie tylko. Trzy młode kobiety, Sanna, Emilka i Marcelina, dobrowolnie lub nie, wyruszają we wspólną podróż. Uciekają, ale - jak pisze Max Majka - "brną w coraz bardziej komiczne sytuacje i wikłają w aferę, którą steruje nikczemny polityk. Niezwyczajnymi metodami próbują zapobiec katastrofie."

Zazwyczaj powieść wolniej lub szybciej, ale jednak stopniowo się rozkręca. Czasem wręcz zdarza się, że trzeba przebrnąć przez pierwsze kilkadziesiąt stron, żeby zacząć cieszyć się lekturą. Tutaj autorka wciąga nas w akcję już od pierwszych stron książki. Jestem osobą szybko mówiącą i często słyszałam opinie, że się za mną nie nadąża. Tymczasem to ja nie nadążałam za tokiem wydarzeń. Serio, po kilkudziesięciu stronach zmęczyło mnie to tempo i czekałam wytchnienia. Niech będzie i tak, akcja na początek, a potem powoli na spokojnie. Tego się spodziewałam. Jednak nie, dzieje się dużo przez cały czas, z tym że stopniowo zatapiałam się w fabułę, próbowałam przewidywać, analizowałam postaci, rozgryzałam przemycone do powieści problemy. "Szaroburylas" to wciągający kryminał z ogromną dawką humoru i analizą społeczno-polityczną w tle. Gotowy scenariusz na komedię, która zrobiłaby furorę na ekranach kin.

Na początku przeszkadzało mi, że ciężko nawiązać więź z bohaterami. Miałam poczucie, że jestem jedynie obserwatorem, obrazy migają mi przed oczami, a ja nie jestem w stanie utożsamić się z kimkolwiek. Nie jest im łatwo wzbudzić w nas sympatię. Jednak dłuższe poznanie przynajmniej przybliża nas do nich emocjonalnie. Marcelinie nadal mówimy nie! Jednak z drugiej strony ta przedstawiona karykaturalnie różnorodność charakterów jest niezwykle ciekawa. Minusem jest dla mnie tylko brak możliwości bliższego poznania Sanny. Wydawało mi się, że to ona powinna grać pierwsze skrzypce i być główną bohaterką, a przynajmniej jedną z głównych. Tymczasem, odwrotnie do tej roli, mam poczucie, że Sanna niby w centrum, a jednak jest trochę na uboczu tego wszystkiego. Gubi się nam w fabule, skrywa siebie. Jest jakby tylko pretekstem do poznania innych bohaterów. Być może jest to zamierzone, może wynika z jej introwertyzmu. Wszystko ją denerwuje i chyba nie lubi ludzi. Dogaduje się i przyjaźni jedynie z sąsiadkami - siostrami-trojaczkami z Portugalii, których za grosz nie rozumie i w tym widzi cały urok... No właśnie, co z siostrami? Błagam, sprawdźcie, nie pożałujecie!

Zuzanna Sann nieświadomie opisuje w swojej książce prawdziwe wydarzenia. Tymczasem Max Majka, tak myślę, robi to nieprzypadkowo. Ukazuje nam jednak może nie same wydarzenia, ale opisuje stereotypy, zachowania ludzkie, procesy społeczne, problemy z zakresu biopolityki i nie tylko. Jedne z nich podane są wprost, inne z kolei przemycono w treści tak, że niemalże co krok miałam skojarzenia z naszą codzienną rzeczywistością. W prześmiewczy sposób przedstawiono nam rysy charakterologiczne różnych postaci, wskazano opinię Niemców o Polakach, absurdalne czasem dążenie do równości, ale też problemy jakimi są korupcja, marketing farmaceutyczny służący do manipulacji konsumentami, wykorzystywanie władzy i pieniędzy do zniewolenia społeczeństwa. Brzmi poważnie? Ale nie łudźmy się, że autorka rozminęła się z prawdą. "Szaroburylas" niektórym może otworzyć oczy. Być może nawet właśnie dzięki humorystycznemu podejściu. Myślę, że ludzie są już zmęczeni problemami, które dotykają społeczeństwo i świat. Nie każdy ma siły i ochotę o tym czytać, dyskutować, zgłębiać temat. Dzięki przemyceniu w formie komedii, można ukazać te problemy większemu gronu odbiorców. Część z Was przeczyta książkę jako świetny, wciągający, zabawny kryminał - i super. O to przecież w tym chodzi. Ale część na pewno zacznie się zastanawiać... Jestem bardzo wyczulona na zjawiska przedstawione przez pisarkę, może dlatego tak bardzo mnie uderzyły i zapadły w pamięć.

Cudownie, niestety szybko, upłynął mi czas przy lekturze. Jest to bardzo nieoczywista komedia kryminalna, z wartką akcją i dużą dawką humoru, pełna przemyconych mądrości i inspiracji do przemyśleń, dodatkowo gotowy scenariusz na film. Genialna okładka z grafiką Igora Chołdy, doskonale wpasowująca się w klimat książki. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Bawcie się dobrze.

Za egzemplarz książki dziękuję Max Majce.

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!
_
Recenzja, TOPrzeczytałam Iwona Artymiuk-Sondaj