15 lat roboty w tej branży. Piętnaście! I wiesz co się w końcu okazało? Że wszystko czego mnie uczyli na kursach to była połowa prawdy. Może nawet mniej.
Pamiętam pierwszy dzień w pracy - szef daje mi stos procedur z Straży Granicznej, grubą książkę o standardach bezpieczeństwa dokumentów, i mówi: "Naucz się tego na pamięć". Ale nikt mi nie powiedział o rzeczach, które naprawdę liczą się w terenie.
Wczoraj młody kolega pokazuje mi jakiś niemiecki paszport. "Co myślisz?" pyta. Spojrzałem i od razu - podróbka. On siedział nad nim z lupą pół godziny, sprawdzał hologramy, mierzył odstępy między literkami. A ja? Jeden rzut oka i już wiedziałem.
Tak wygląda różnica między książką a praktyką.
Dobra, wiem jak to brzmi. "Co ty, pies jesteś?" - słyszałem to już milion razy. Ale posłuchaj mnie przez chwilę.
Było nas trzech na zmianie wieczornej, jakoś 8 lat temu. Janek, stary wyjadacz - facet który sprawdzał dokumenty jeszcze za komuny. Pokazuję mu dwa paszporty polskie, jeden wyraźnie podejrzany ale nie mogłem złapać co dokładnie.
Janek bierze oba dokumenty, zamyka oczy i... wącha je. Po 3 sekundach wskazuje na kilka: "To są fałszywe paszporty".
Miał rację.
Okazuje się, że prawdziwe polskie paszporty (te z PWPW) mają bardzo charakterystyczny zapach. To połączenie specjalnego atramentu i tego co oni tam robią w procesie produkcji - nie wiem dokładnie co, ale każdy prawdziwy dokument tak pachnie.
Od tamtej pory sam to robię. Nie zawsze oczywiście, jak ktoś patrzy to głupio wygląda. Ale gdy mam wątpliwości? Od razu wącham. Sprawdza się w 8-9 przypadkach na 10.
Dlaczego fałszerze tego nie wiedzą? Bo kto by pomyślał żeby kopiować zapach? Oni myślą tylko o tym co widać - hologramy, mikrodruki, czcionki. O zapachu nikt nie pisze w standardach ICAO, więc nikt o tym nie myśli.
Druga sprawa której się nauczyłem - nie patrz tylko na dokument. Patrz na faceta który go trzyma.
Obserwowałem setki, może tysiące kontroli. I zawsze ten sam schemat:
Człowiek z prawdziwym paszportem wyciąga go jak portfel z kieszeni. Automatycznie, bez myślenia. Czasem nawet nie patrzy na dokument gdy go podaje. Po prostu sięga i podaje.
A ten z podróbką?
Zawsze zrobi tę pauzę. Krótką, może pół sekundy, ale zrobi. Spojrzy na dokument, sprawdzi czy dobrą stroną trzyma, dopiero potem poda. I trzyma go jakby był ze szkła - sztywno, ostrożnie.
Najlepszy przykład jaki pamiętam - przyszedł do mnie facet z niemieckim paszportem może 3 lata temu. Dokument wyglądał OK, wszystko na swoim miejscu. Ale coś mnie gryzło. Dopiero jak zobaczyłem tę sztywność w geście, tę ostrożność... od razu wiedziałem.
Sprawdziłem dokładniej i faktycznie - naprawdę dobra podróbka, ale jednak podróbka.
W raportach Europolu nie znajdziesz nic o obserwacji gestów. A szkoda, bo to działa lepiej niż pół procedur które tam opisują.
No i trzecia rzecz, chyba najdziwniejsza.
Fałszerze mają jeden problem - robią dokumenty za dobre.
Brzmi głupio? Ale pomyśl logicznie. Każdy prawdziwy dokument, nawet świeżutki z urzędu, ma jakieś mikroskopijne babole. Róg lekko zagięty podczas pakowania, minimalne różnice w kolorze okładki, drobne nierówności gdzie laminat się nie przykleił idealnie.
To jest normalne! Masa produkcyjna, transport, magazynowanie - wszystko zostawia ślady.
A fałszerze? Starają się zrobić dokument perfekcyjny. Każdy róg prosty, każda linia idealna, każdy element na swoim miejscu z dokładnością do milimetra.
Kolega z NASK mówi zawsze: "Jak widzisz perfekcyjny dokument, zastanów się dwa razy". Ma cholernie rację.
Raz dostałem polski paszport który wyglądał jak ze sklepu z pamiątkami. Za ładny, za równy, za wszystko. Okazało się że to była robota jakiegoś artysty-fałszerza, naprawdę wysokiej klasy. Ale właśnie ta perfekcja go zgubiła.
Myślałem o tym długo. Przeczytałem ostatni raport Interpolu - tam piszą że 78% wykrytych podróbek zostało złapanych właśnie na takich "miękkich" wskazówkach, nie na zaawansowanej technologii.
Według mnie problem fałszerzy jest prosty - oni kopiują to co widzą i o czym czytają. Skupiają się na elementach zabezpieczeń które są opisane w oficjalnych dokumentach. Ale te wszystkie nieopisane szczegóły, te "glitche" prawdziwego procesu produkcyjnego? O tym nikt nie pisze, więc nikt nie kopiuje.
Wszędzie słyszę o AI, automatyzacji, smart systemach weryfikacji. Nie mówię że to źle - postęp to postęp. Ale czy algoritm potrafi powąchać dokument? Czy sztuczna inteligencja zauważy jak ktoś trzyma paszport w ręku?
Póki co - nie.
Dlatego myślę że przyszłość to tag team - maszyny sprawdzą te wszystkie hologramy, mikrodruki, UV, co tam jeszcze. A człowiek doda to czego komputer nie umie - intuicję, obserwację, doświadczenie.
Bo po tych wszystkich latach nauczyłem się jednego - najlepsze tricki są często najprostsze. Tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać.
A te trzy rzeczy które opisałem? Nigdzie o nich nie przeczytasz. Ale działają lepiej niż połowa oficjalnych procedur.
15 lat w branży weryfikacji dokumentów - praca z polskimi służbami granicznymi, współpraca z bankami i firmami fintech. Obecnie zajmuje się wdrażaniem systemów AI do automatycznej weryfikacji tożsamości. Ale nadal uważam że nic nie zastąpi dobrego, staromodnego doświadczenia.