W dzisiejszych czasach ludzie żyją ciągle w biegu. Jedzenie z mikrofali zamiast zwykłego dania; szybki transport zamiast spaceru; nadgodziny zamiast odpoczynku… Ludzie o tym nie myślą na co dzień. A jeśli już, to zapominają o tym, że ten problem dotyka nie tylko pracowników czy rodziców,
ale też dzieci czy młodzież. Miejscem, które łączy ich wszystkich, jest szkoła.
Zdrowe, spokojne dziecko w wieku szkolnym potrzebuje co najmniej 15 minut odpoczynku dziennie. Czas ten wydłuża się z każdym wzrostem poziomu napięcia emocjonalnego oraz stresu. Nie wolno też zapomnieć o regularnych przerwach w nauce (chociażby niedługich). Dzięki nim dziecko lepiej się koncentruje, co jest jednoznaczne z lepszymi wynikami nauki.
W szkole dziecko musi ciągle się uczyć; dużo zajęć, dalekie rozłożenie pracowni... To wszystko skutkuje tym, że dziecko nie wypoczywa tych ,,pięciu”, tylko ok. 2 minut. Mimo to te ,,dwie minuty” dalej nie są do końca odprężające. Powodem są głównie wrzaski na korytarzu oraz stres, który rośnie przed trudnymi zajęciami. Innym powodem może być przeciąganie lekcji przez nauczycieli, no bo przecież ,,dzwonek jest tylko informacją dla nauczyciela”.
W szkole podstawowej jeszcze są przerwy półgodzinne, tzw. obiadowe. Gorzej już jest w szkole średniej, bo tam nie ma wyżej wspomnianego czasu wolnego. W takim np. liceum idzie się na 10-11 do szkoły, a wraca się o 18. Później uczy się do nocy, wstaje się niewyspanym i próbuje się jeszcze wbić coś głowy. Wiadomo, że po ciężkim dniu mózg domaga się odpoczynku, a rano nie jest się na tyle rozbudzonym, po kolejnej zarwanej nocce, aby się czegokolwiek nauczyć.
Z doświadczenia wiem, że w takiej szkole praktycznie codziennie jest jakaś kartkówka, odpowiedź ustna czy inna praca na lekcji, która podlega ocenie. Te wszystkie czynniki tworzą z tego ,,błędne koło”, z którego nic się nie wynosi.
Niestety, jak się okazuje, nie tylko uczniowie są poszkodowani, ale też nauczyciele, dyrektorzy, sekretarki szkolne… Jednym słowem cały personel szkolny. Ludzie, kiedy się dowiadują jak to wygląda w rzeczywistości, z coraz mniejszą chęcią decydują się na ten zawód. Wielu nauczycieli jest postrzeganych przez uczniów jako zło wcielone. W większości przypadków jest to po prostu niesłuszne. Jedyne co oni robią, to wykonują swoją pracę.
I w tym miejscu zwracamy się do przedstawicieli Ministerstwa Edukacji! Zróbcie coś z tym! To w Waszych rękach leży przyszłość uczniów. To właśnie od Was zależy, czy My, uczniowie, wyniesiemy coś tego „wariatkowa”. Zróbcie coś z tym. Przecież możecie. Chyba że Wam zależy na tym,
aby patrzono na szkołę krzywym okiem. No to wtedy zostawcie to tak, jak jest. Może myślicie, że tak powinno być i jest wszędzie? W takim razie zobaczcie, jak to wygląda w Anglii. Prezentujemy wiadomości z pierwszej ręki, od Oli, która nie tak dawno była uczennicą jednej ze szkół angielskich.
Szkoła do której chodziłam nazywała się Wainwright Primary Academy. W tej szkole lekcje zaczynały się o godzinie 9.15, a kończyły się o 15.10.
Przed rozpoczęciem lekcji przychodziło się na plac zabaw dla danych klas. Czekało się tam na wychowawcę, który przychodził zabrać uczniów na lekcję. Codziennie pierwszą lekcją była matematyka. Na tablicy znajdowały się zadania do rozwiązania przez uczniów, które po kilku minutach były sprawdzane.
Po matematyce wszystkie klasy udawały się na piętnastominutową przerwę.
Następną lekcją był angielski, który działał na zasadzie tutejszego polskiego. Kolejna była RR (Recipicle Reading). Ta lekcja polegała na czytaniu
i omawianiu lektur. Tak, dobrze zrozumieliście, w Anglii nie były zadawane lektury do przeczytania na określony dzień, po czym pisaliśmy sprawdzian.
Na to była przeznaczona lekcja, na której uczniowie siedzieli w ławkach, a nauczyciel czytał rozdział, po czym omawiano przeczytany fragment
oraz wykonywano do niego zadania.
Po tym czasie klasa piąta i szósta udawały się na obiad a po ukończonym posiłku - na zewnątrz. Przerwa obiadowa trwała godzinę. Czwartą lekcją
w zależności od dnia była historia, przyroda lub geografia. Lekcje te były przyjemniejsze i łatwiejsze niż te, których można doświadczyć w Polsce.
Jako lekcja piąta najczęściej była muzyka, na której uczyliśmy się grać na instrumentach. W klasie trzeciej i czwartej odbywały się lekcje gitary, natomiast
w klasie piątej oraz szóstej lekcja gry na bębnach. W zamian za muzykę trzy razy w tygodniu mieliśmy W-F. Od klasy czwartej co środę przez jedno półrocze jeździliśmy na basen.
Na zakończenie dnia uczyliśmy się języków. Dwa razy w tygodniu odbywały się lekcje hiszpańskiego lub francuskiego w zależności od klasy. Język francuski był w klasie drugiej oraz czwartej a język hiszpański w klasie trzeciej, piątej i szóstej. W naszej szkole od godziny 7.30 do rozpoczęcia zajęć uczniowie mogli liczyć na śniadanie w szkole (breakfast club). A po lekcjach od godziny 15.10 otwarta była świetlica, w której dzieci mogły się pobawić
z innymi w oczekiwaniu na rodziców oraz mogły liczyć na ciepły posiłek. Trzy razy w tygodniu odbywały się zajęcia pozalekcyjne np. zajęcia z gitary, fletu, gimnastyka, piłka nożna, szermierka, łucznictwo czy zajęcia kulinarne.
Moim zdaniem, była to świetna szkoła, nie tylko dobrze się w niej czułam, ale także nauczyciele byli bardzo mili a przedmioty idealnie dostosowane
do przyjemnego przyswajania.
Eryk Kaputa, Ola Niedziela
źródła: https://www.puchatek.pl/
wiedza własna