Lata 20 XX wieku to czasy przede wszystkim reperkusji Wielkiej Wojny, która zostawiła krwawe piętno na ludziach z całego świata. To również dekada, w której we Włoszech narodził się faszyzm, Stalin przejął władzę w ZSRR, kino zaczęło stawać się coraz bardziej popularne a radio posiadał już niemal każdy. Jak lata 20. wyglądały w Stanach Zjednoczonych, a przede wszystkim w Gravenville, Maine?
W 1925 (czyli w roku, w którym rozgrywa się akcja House of Horns) prezydentem Stanów Zjednoczonych jest republikanin Calvin Coolidge, którego prezydenturę można podsumować pewną anegdotą z jego życia, na bazie której zostało nazwane zjawisko znane jako "Efekt Coolidge'a", mówiący o wzroście libido wśród samców wraz z pojawieniem się w stadzie nowej samicy. Otóż pewnego razu prezydent zwiedzał fermę drobiu wraz z żoną. Pierwsza dama na wieść, że kogut może odbywać dziesiątki stosunków dziennie, powiedziała: "Proszę powtórzyć to panu Coolidge'owi!" Gdy to zrobiono, prezydent spytał: "A czy za każdym razem z tą samą kurą?" Usłyszawszy: "Nie – ciągle z innymi", polecił: "Proszę szybko powtórzyć to pani Coolidge!". Tak, Coolidge był idolem wielu mężczyzn w tamtych czasach. Jak sprawa ma się w Gravenville, Maine? Burmistrzem mieściny liczącej nieco ponad 8 tysięcy mieszkańców, od 1919 roku jest republikanin Joseph Hoppes, który podreperował nieco upadającą gospodarkę miasta, inwestując w mniejsze i większe przedsiębiorstwa.
W 1917 roku Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Niemcom, co wiązało się z obowiązkowym poborem do wojska. Wielu mężczyzn nie wróciło z frontu, nastroje społeczne nadal po tych kilku latach od zakończenia wojny są niespokojne a ludzie z obawą patrzą w przyszłość.
Istniejący od początku wieku ruch sufrażystek, czyli kobiet walczących o prawa wyborcze, dopiął swego. Gdy przez Wielką Wojnę mężczyźni zostali wysłani na front a kobiety musiały ich zastąpić w fabrykach, społeczeństwo stopniowo zaczęło zmieniać myślenie w kwestii możliwości kobiet. W 1918 roku brytyjski parlament przyznał im prawo do głosowania, kobiety w USA musiały jeszcze trochę poczekać, do 1920, gdy uchwalono 19 poprawkę do Konstytucji. Choć kobiety wywalczyły swoje prawa obywatelskie, nie oznacza to, że ruch sufrażystek zniknął wraz ze zmianami konstytucyjnymi. Nadal musiały rozpychać się łokciami w przepełnionym mężczyznami świecie. A ci niekoniecznie byli przychylni, by ustąpić im miejsca w swoich posadach.
W Gravenville czas wydaje się jakby zatrzymał wraz z rozpoczęciem kadencji Hoppesa. Choć miejska gazeta pisze często o kolejnych rewelacjach, związanych z sufrażystkami i dość silnie propaguje ruch równościowy kobiet, to nadal wielu mężczyzn w mieście, w tym i również szef policji, Paul Smiths, nie są szczególnie zadowoleni na myśl, że kobieta mogłaby ich zastąpić w czymkolwiek. Szowinizm i mizoginizm jest więc na porządku dziennym.
Główną i tak naprawdę jedyną religią w Gravenville jest protestantyzm. Według statystyk tutejszego księdza proboszcza, ojca Nicholasa Callahana, prawie 90% mieszkańców miasta uczęszcza na niedzielne msze, a niemal 30% codziennie. Ludzie starają się pozbierać po cierpieniach, jakie przyniosła im Wielka Wojna i szukają ukojenia w rozmowach z Bogiem. Jest oczywiście garstka "bezbożników", którzy wręcz przeciwnie, po wojnie odwrócili się całkowicie od Boga i jego dogmatów, zarzucając mu okrucieństwo na niewinnych cywilach.
W 1919 na terenie całych Stanów Zjednoczonych wprowadzono zakaz produkcji, sprzedaży i transportu alkoholu. Uchwalona poprawka w Konstytucji, która to regulowała, nie była jednak szczególnie respektowana przez władze. Efekt zakazanego owocu zadziałał i w tym przypadku, gdyż w czasach prohibicji odnotowywano jeszcze więcej przypadków przedawkowania alkoholu, niż przed wprowadzeniem ograniczeń. Kwitł również czarny rynek alkoholowy, domowa produkcja trunków wysokoprocentowych stała się powszechnym hobby wielu Amerykanów a lekarze gromili o leczniczych możliwościach niektórych alkoholi (w tym whisky i piwa). Nie inaczej jest w Gravenville, gdzie choć oficjalnie prohibicja obowiązuje, to mało kto jej przestrzega. W lokalnym barze nadal można dostać "sok winny" a doktor pierwszego kontaktu bez problemu przepisuje recepty na "leczniczy bourbon". Władza w większości przypadków przymyka oko na kwestie łamania XVIII poprawki.
Powracający z frontu weterani wracają do swoich zajęć sprzed Wielkiej Wojny w fabrykach, urzędach i mniejszych lub większych przedsiębiorstwach. Kobiety nadal zajmują się domem lub uczą w szkołach, pojedyncze wyjątki prowadzą własne sklepy odzieżowe lub zajmują się handlem. (Nie)chlubnym wyjątkiem jest oczywiście Margaret Black, która przejęła dawny klasztor sióstr zakonnych, gdzie od początku wieku prowadzi swój sierociniec.
Bankiet organizowany co roku przez doktora Joachima Hoffmana ma charakter oficjalny. Oznacza to pewien narzucony dress-code i zbiór zasad savoir vivre. Kobiety obowiązkowo zakładają swoje najlepsze sukienki, spodnie nadal traktowane są jako część wyrazu sprzeciwu wobec władzy, kultury i obyczajów. Mężczyźni przywdziewają fraki, surduty oraz szyte na miarę garnitury, kapelusze i kaszkiety są częstym dodatkiem.
Mimo niektórych zażyłości i znajomości pomiędzy gośćmi przyjęcia, nadal podczas oficjalnych konwersacji obowiązuje odpowiednie zwracanie się do swojego rozmówcy. "Pani", "Panno", "Panienko", "Panie Burmistrzu", "Sierżancie", "Ojcze Callahanie", "doktorze", ewentualnie dopuszczalne jest "sir" lub "madame/ma'am".
Służba podczas bankietu jest do dyspozycji gości, to oni serwują alkohol, napoje, proponują przekąski, a w niewłaściwym tonie jest traktowanie ich z pogardą, gdyż śmietanka towarzyska Gravenville wie, jak ciężko o dobrą służbę.