Tej nocy nie spałam za dużo. Trudno było mi zasnąć, a i tak musiałam wstać wcześnie, aby zdążyć na trening z Ifer'em. Zanim jeszcze słońce wzeszło na horyzoncie, opuściłam moją łódź i poszłam, tak jak tłumaczył mi to Ifer wczoraj na rozdrożu. Ale przyznać muszę, że jest dosyć chłodno, a ja mam ochotę wrócić do mojego wygrzanego wyrka. Jestem ciekawa, co on wymyśli.
Dotarcie na miejsce zajęło mi dobre kilkadziesiąt minut. Głównie dlatego, że moje tempo było zdecydowanie wolniejsze niż zazwyczaj, z powodu mojego zmęczenia. Drewniany lekko zapuszczony dom stał w lesie, a przed nim rozciąga się niewielka leśna polana. Wodospad Shin znajduje się dostać niedaleko, bo chociaż go nie widzę to doskonale słychać odgłos spadającej wody.
- Już jesteś. - zwrócił się Ifer wychodząc z domu. Jego ton był ciężki i zaspany.
- Tak, od czego zaczynamy panie Ifer? - spytałam na spokojnie.
- Od tego "Pana". Irytujący jest ten zwrot. Pozwalam ci mówić do mnie po imieniu, albo jeśli wolisz "Starcze". - przyznał z lekką irytacją, na co odpowiedziałam parsknjeciem śmiechem.
Dźwięk ciężkiego sapania dobiegł do moich uszu, jak i głośny tupot. Odwróciłam się w stronę zbliżającego się hałasu, a już po chwili z krzaków wyłonił się niedźwiedź. Zatrzymała się tuż przede mną stając na dwóch łapach i ryknęła prosto w moją twarz. Kątem oka dostrzegła, jak Ifer biegnie w moja stronę, aby zapewnie mi pomóc.
- Nie! Ona nic mi nie zrobi! - krzyknęłam stając między Divinarii, a niedźwiedzicą. - Jest nieszkodliwa.
- To niedźwiedź. Jak możesz być taka spokojna? - spytał niezrozumiale. A ja otarłam swoją twarz z niedźwiedziej śliny.
~ Kostarika! Zakazuje ci mówić mu, że to ja! ~ W mojej głowie rozniósł się głos Umeri. Od początku wiedziałam, że to ona. Jej spojrzenie jest zbyt ludzkie, aby była normalnym niedźwiedziem.
- Rozumiem, co mówi. - przyznałam szczerze. Chociaż z Umeri porozumiewam się telepatycznie to raczej nie kłamię.
- Jak? Przecież Oblivion i Necrosius są odpowiedzialni za świat umarłych. Nie masz zwierzęcego Divinarii, żeby z nim rozmawiać. - protestował poirytowany. Westchnęłam ciężko i wyciągnęłam ręce do góry, żeby się przeciągnąć. - Poza tym na Cesalis nie ma niedźwiedzi.
- Prawda, ale ONA była człowiekiem. Została reinkarnowana w niedźwiedzia przez Astrę i Terrę. Rozumiem mowę jej duszy. Tak samo, jak widzę klątwy. To są dwie jedyne rzeczy jakie potrafię do tej pory, jeżeli chodzi o moje Divinarii. - oznajmiłam łagodnie. Ifer stał przede mną i rozmasowywał swoje skronie.
~ Kostarika! ~ Niepewnie odwróciłam się w stronę zdecydowanie poddenerowanej Umeri. ~ Nikt więcej nie może się dowiedzieć, że Oblivion wróciła na wyspę. Jeżeli marynarka zauważy, że ludzie praktykują naszą religię będzie źle!
- Domyślam się. - odparłam. Ifer spojrzał na mnie niezrozumiale. - Chce, aby ukryć Oblivion przez marynarką, bo to może zagrozić mieszkańcom wyspy.
- I ma racje. - potwierdził jej zdanie. - Osobiście uważam, że to oni stoją za śmiercią Umeri.
Rozszerzyłam oczy na jego słowa. Czy naprawdę marynarka, tak nadużywa władzy? Nienawidzę tego, jak potrafią być bezduszni, kiedy zwykli ludzie im się nie podporządkują. Skoro to oni dbają o ład na Elix.
- Skąd ta teoria? - zapytałam po chwili. On tylko wzruszył ramionami i ruszył w stronę wodospadu, więc podążyłam za nim.
- Zwykłe przeczucie. - prychnął pod nosem.
Nie wiem, co na to odpowiedzieć. Więc po prostu poszłam za nim. Umeri ruszyła za nami. Najwidoczniej będzie mi towarzyszyć w treningach, dlatego tu jest.
- Saruszku? - zwróciłam się do niego. Ifer spojrzał na mnie przez ramię, ale nie przerwał swojej wędrówki. - Dosięgła cię kiedyś "Więź przeznaczenia"? Szczerze mówiąc nie wiem, co o tym myśleć. Słyszałam też wiele plotek, że ci, których miłość nie została odwzajemniona często popełniali samobójstwa z rozpaczy. Dlatego Divinarii jest tak rzadkim przypadkiem.
Ifer milczał jednak. Więc nie będę go męczyć. Może jest za wcześnie na takie pytania? W końcu nadal jestem obcą gówniarą dla niego, która przekupiła go, aby ją uczył. Szliśmy dalej wzdłuż rzeki Shinan, aż do jej ujścia na klifie, niespełna kilometr od mojej groty. Jednak stąd udaliśmy się na wschód wyspy, aż dotarliśmy na plażę. Jest tu miejsce po ognisku, a w około pnie do siedzenia.
- Usiądź. - rozkazał mi Ifer, po czym sam zniknął w okolicznym lesie.
Umeri zdecydowanie nie była skora do rozmowy, bo nawet nie zwracała na mnie uwagi. Weszła po kolana do oceanu i usiadła wpatrując się w horyzont. Wykonałam więc polecenie staruszka. Usiadłam na jednym z pni krzyżując nogi i podparłam głowę na ramieniu. Gdy nagle stos gałęzi wylądował tuż przede mną, w miejscu, gdzie kiedyś znajdowało się palenisko.
- Jadłaś śniadanie? - spytał staruszek donosząc kilka kłód.
- Nie jeszcze. Za wcześnie jak dla mnie. Niedobrze mi się robi, jak jem coś o świcie. Dlatego jem dopiero późnym rankiem. - przyznałam szczerze. Nienawidzę tej guli w gardle z rana, jak coś zjem. Dlatego przeważnie śniadanie jem tak z godzinę lub dwie przed południem.
- Rozumiem. - Skinął głową i wziął się za rozpalanie ogniska. - Umiesz polować na ryby?
- Tak na wszystkie rodzaje stworzeń morskich. Chociaż mureny są najgorsze. Jak nie trafisz to już zaraz atakuje i gryzie. - przyznałam, a moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz na samo wspomnienie. Nie lubię muren. - Jeżowce, ostrygi i kryle są łatwe do łapania.
- W porządku. No to masz. - powiedział i podał mi siatke, harpun oraz hak do zbierania skorupiaków. - Na śniadanowy obiad zrobimy zupę z owoców morza. To co przyniesiesz to zjemy.
- Dobrze. W takim razie zaraz wracam.
Bez namysłu po prostu pobiegłam prosto do wody. Zanurzyłam się w morską toń, uwielbiam to uczucie. Moja teoria zakłada, że to może być skutek genetyczny. Z tego co mi opowiadała Lim, najstarsza na Kelons, kiedyś jedna z moich przodkiń była w połowie syreną, los chciał i jej ojcem był syrenem. Jednak nie wiadomo kiedy dokładnie to było, ponieważ nie prowadzono jeszcze rejestrów, a tylko ustnie to przekazywano. Ale nie czas teraz na myślenie, trzeba po polować. Zanurkowałam w głąb i o dziwo jest tu trochę koralowców, ale nie tyle, co na Memo. Moją uwagę od razu zwrócił na siebie homar idący po dnie. Bez namysłu popłynęłam do niego, chwyciłam i schowałam do siatki. Nie sądziłam, że można je tu spotkać. W rejonie Mei nie są spotykane i nie myślałam, że tym bardziej w rejonie Aurum będą. Wypłynęła na powierzchnię, aby złapać oddech i ponownie zanurkowałam. Tym razem chwyciłam za harpun i rzuciłam w pobliską rybę średniej wielkości. Od razu zaczęła wierzgać na wszystkie strony, a jej krew przebarwiła lekko wodę, ale po chwili zniknęła całkowicie. Popłynęłam w kierunku mielizny po drodze łapiąc jeszcze jakiś muszle i jeżowce do siatki przy użyciu haka. Aż w końcu dotarłam w pobliże brzegu i stanęłam na nogi. Umeri dalej siedziała w bezruchu wpatrując się w dal, a Ifer walczył z trójnogiem ogniskowym, na którym miał zawiesić garnek na łańcuchu. Wyszłam więc z wody i wzięłam się za przygotowanie owoców morza na nasz obiad. Każdy robił swoje w ciszy i nikomu nie zbierało się do odezwania.
- Nieźle... - skomentował staruszek, kiedy zabrał ode mnie oczyszczone składniki. Zadowolona zacząłem sprzątać pozostałe odpadki. - Wiem, że mieliśmy dzisiaj zacząć twój trening. Nie mam jednak na to weny. Dlatego posiedzimy tu i sobie porozmawiamy. A zacznijmy od tego, jak ma na imię ta twoja koleżanka?
- Mirei. - odpowiedziałam pierwsze lepsze imię, jakie przyszło mi do głowy. Spojrzałam w stronę Umeri, ale ta nadal nie reagowała na nic. - Dlaczego to miejsce wybrałeś? - Słysząc to Ifer zaśmiał się niepewnie i spojrzał mi w oczy.
- To ulubiona plaża mojej córki. Przychodzę tutaj zawsze, jak nie mam pomysłu. Albo nie wiem, co zrobić. Uwielbiała tutejsze wschody i zachody słońca. Ten krajobraz w pewnym sensie zmusił nas do zamieszkania na Cesalis. - prychnął, jakby rozbawiony, a na jego twarzy wymalował się smutny uśmiech. - My też kiedyś byliśmy tu obcy, a Will i jego rodzice byli do nas podobnie nastawieni, co do ciebie. Dlatego mniej więcej rozumiem, jak się musisz czuć.
- To teraz już wiem zdecydowanie, w kogo na szczęście nie wdali się Zoro i Emma. - mruknęłam zirytowana, Staruszek zaśmiał się. - Ale co w tym takiego śmiesznego, jak taka prawda? Jak poznałam Zoro to, co prawda z początku był nieco skryty. Szybko jednak Kalisa uświadomiła go w tym, że mam ze sobą coś wspólnego i nie czuł oporów by to wyjaśnić. Utrata kogoś bliskiego sercu uświadamia nas, że inni czują to samo. Emma też zaufała mi od razu, chociaż mnie nie znała. A to dlatego, że za każdym razem ratowałam ją przed niebezpieczeństwem. Spadający głaz mógł ją zmiażdżyć, pies marynarki zagryźć na śmierć, czy też upadek do zapadliska. Nie mam zamiaru stać i patrzeć, jak dzieje jej się krzywda tylko dlatego, że Will nie pozwoli mi się do niej zniżać.
- Ona bardzo cię polubiła... - przyznał wzdychając. Ja ją też i w sumie przypomina mi Rosse, więc według tego, co powiedzieli mi bogowie, przypomina mi mnie. Ale jednak jesteśmy inne. Ona nie jest dzieckiem żyjącym w świecie dorosłych i nie musi jak najszybciej dorosnąć. - Dlatego ja chciałem najpierw zobaczyć jaka naprawdę jesteś. Tylko ze względu na zaufanie Emmy do ciebie, a nawet Zoro po twoim wyznaniu staną po twojej stronie. A nie jest to do niego w ogóle podobne. Chętnie posłucham twojej historii. No chyba, że najpierw chcesz, żeby odpowiedział na twoje wcześniejsze pytanie dotyczące Divinarii?
- Prosze! Powiedz mi Ifer! - krzyknęłam, wstając na równe nogi, podekscytowana. Staruszek zaśmiał się z mojej reakcji i oboje usiedliśmy naprzeciwko siebie.
- Jakby tu zacząć... - rozmyślał na głos. Ku mojemu zdziwieniu Umeri dołączyła się do słuchania tego, co ma do powiedzenia. - To było jakieś sto pięćdziesiąt lat temu. Byłem już wtedy po swojej pierwszej przemianie, ale nadal nad nie panowałem nad tą mocą. Była dla mnie czymś niepotrzebnym i najlepiej, żeby pozostała uśpiona. Tamtego lata podróżowałem samotnie po regionie Girimalit. Tamtego dnia trafiłem na dosyć opustoszałą wyspę. Nie pamiętam jej nazwy, ponieważ zatonęła już dawno temu i pewnie większość nawet nie wie, że taka wyspa w ogóle istniała. - opowiada żywo i bez zawahania. Tak jakby od dłuższego czasu chciał to z siebie wyrzucić, ale nie miał komu. - Na tej wyspie mieszkało nie więcej jak kilkunastu ludzi, a wśród nich Ona... Szczupła, a nawet powiedziałbym wychudzona dziewczyna o długich blond włosach i szarych oczach. Mieszkała razem ze swoim bratem tyranem, który traktował ją jak śmiecia, służkę i popychadło. Nie obchodziło go nawet to, że chorowała na śmiertelną chorobę. - Jego oczy się zaszliły, a zęby i pięści zacisnęły z gniewu. Sama też poczułam ukłucie w sercu widząc Staruszka w takim stanie. Spojrzałam na Umeri, a ona wygląda na tak zaskoczoną, jakby sama nigdy nie słyszała tej historii. - Zabrałem ją od jej brata i wybudowałem nam małą chatkę na drugiej stronie wyspy. Była mi za to wdzięczna, ale jednak nie chciała opuszczać tego miejscach. Dlatego też zostaliśmy na tamtej wyspie. Miesiące mijały, a z nią było coraz gorzej. Żaden lekarz, którego do niej sprowadziłem nie był w stanie pomóc. Od samego początku wiedziałem, że ją kocham. Nigdy jednak jej o tym nie powiedziałem... Bałem się, że się wystraszy. Każdego dnia śpiewała, tańczyła wśród polnych kwiatów i uśmiechała się w taki sposób, że serce płonęło mi ze szczęścia. Jednak z tyłu głowy miałem tą myśl, że nie zostało jej za wiele czasu. Pewnego dnia, podczas naszego codziennego spaceru po lesie zaczęła mi opowiadać, że marzy o tym, aby mieć córkę. Jednak nie ma tyle czasu, żeby mogła ją urodzić. Opowiadała każdy szczegół. Wybrała nawet imię. Chciała, żeby jej córka żyła szczęśliwe, tak jak ona żyła ze mną w tej chatce... A następnego dnia jej stan pogorszył się do takiego stopnia, że nie byłem w stanie jej już pomóc. Wiedziałem, że to jej koniec. Siedziałem przy jej łóżku i trzymałem za rękę... Nie powstrzymywałem swoich łez, ale nie byłem w stanie odezwać się chociaż słowem. Wtedy też mi powiedziała... Kocham Cię Ifer całym sercem, jak jeszcze nigdy nikogo, dlatego proszę żyj dla mnie. Żyj za nas oboje... I odeszła zanim zdążyłem jej powiedzieć, że też ją kochałem, a te kilka miesięcy spędzonych u jej boku było najszczęśliwszymi w moim życiu. Pochowałem ją i byłem załamany. Nic nie miało dla mnie znaczenia, bo jedynym szczęściem był uśmiech Finel, kiedy tańczyła wśród kwiatów. Ale czego się można innego spodziewać po kwiatowym elfie... - Jego głos drżał, ale w końcu zrobił sobie chwilę przerwy na głębszy oddech, żeby się uspokoić. Spojrzenie ma zamglone i skupione na tańczących płomieniach ogniska. - Przez dobre sto dwadzieścia trzy lat tułałem się po świecie i nic nie miało znaczenia. Po tych wszystkich latach dotarłem ponownie na tamtą wyspę. Nie było to już to samo miejsce. Wszystko pochłonął ogień. Każde najmniejsze drzewo, jej ulubione łąki. Wszystko zniknęło. Wyspa zaczęłam się rozpadać i powoli tonęła. Coś jednak kazało mi obejść całą wyspę, aż w końcu do moich uszu dotarł paniczny płacz dziecka i wołanie o pomoc. Gdy dotarłem na miejsce ujrzałem na oko dwuletnią dziewczynkę. Była sama. Siedziała na skale, a wokół niej płynął strumyk, który chronił ją przed tym ogniem. Gdy tylko ją zobaczyłem to zobaczyłem w niej moja Finel, chociaż te dziecko było człowiekiem w przeciwieństwie do niej. Długie blond włosy i szare oczy przepełnione strachem. Bez namysłu zabrałem ją stamtąd na swoją łódź i gdy tylko odpłynęliśmy, wyspa została pochłonięta przez ocean. Serce mi pękło, że do tego miejsca będę mógł wrócić już tylko w wspomnieniach. A co do dziecka, które zabrałem. Była sierotą pozostawioną przez rodziców na pastwę losu. Nie nadali jej nawet imienia z nadzieją, że zginie w tym pożarze, który prawdopodobnie oni spowodowali. Tyle bynajmniej zrozumiałem z jej dziecięcego dukania i seplenienie. Jak na jej wiek potrafiła już mówić. Albo mogła być troszkę starsza niż mi się wydawało. Postanowiłem, że się nią zajmę. Sama też się zgodziła ze mną zostać. Nie minęło nawet kilkanaście dni, a już zaczęła wołać na mnie "Tato". - zaśmiał się pod nosem na to wspomnienie, a na twarzy znowu pojawił się uśmiech. W końcu łzy odpuściły końciki jego oczu. Tak samo moich. Pomyśleć, że musiał cierpieć w samotności, aż ponad sto dwadzieścia lat... - Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że tak do mnie mówi. Przypomniała mi się moja rozmowa z Finel i to jak bardzo marzyła o córce. Miałem wrażenie, że to ona kazała mi ją uratować tamtego dnia. Od tamtego dnia uznałem ją za naszą córkę i tak jak chciała moja ukochana, nadałem jej imię Umeri. Z czasem mała zaczęła zapominać o tym, jak się poznaliśmy i zapewne do swojego ostatniego dnia nie wiedziała, że ją zaadaptowałem. - stwierdził rozbawiony. Spojrzałam na Umeri, która także płakała. Aż w końcu wstała i podeszła do mężczyzny, aby go przytulić. Ifer znieruchomiał niezbyt rozumiejąc, co się dzieje.
~ Przepraszam Ifer-jno*, że przez te wszystkie lata nie wiedziałam o twoim cierpieniu. Przepraszam, że nigdy nie pytałam o twoją przeszłość. Kocham cię. ~ mówiła, ale tylko ja mogłam usłyszeć te słowa. Z jej pyska wydobyło się kilka niedźwiedzich pomruków.
- Kori? Co ona mówi? - wydusił z siebie zaskoczony. Otarłam swoje mokre policzki i pociągnęłam nosem.
- Mówi, że jest jej przykro z powodu straty ukochanej i córki. - kłamałam. Nie mogę powiedzieć prawdy, bo zaraz Umeri pewnie znowu mnie okrzyczy. Chociaż i mnie to boli. - Przez swoją śmierć straciła rodzinę, więc zna twój ból.
- Rozumiem. - wymamrotał i mocno odwzajemnił przytulenie niedźwiedzicy. Trwali tak przez kilka minut, aż Umeri w końcu się od niego odsunęła. - Dziękuję, jesteś naprawdę miła Mirei.
- Jeśli nie chcesz mówić dalej możemy na tym skończyć. - zaproponowałam i podeszłam do garnka, aby zamieszać naszą zupę, która zaczęła już mocno wrzeć.
- W takim razie dokończę to kiedy indziej. Więc teraz ty mów. Co cię spotkało drogie dziecko? - spytał, a jego humor wydaje się być nieco lepszy. Chyba naprawdę potrzebował wyrzucić z siebie te emocje.
Zaczęłam opowiadać swoją historię. Począwszy od tego, jak żyłam ze swoją bliźniaczką i rodzicami beztrosko na pirackim statku. Do dnia, kiedy odebrano mi siostrę. Potem o przebudzeniu mojej mocy, jak nie miałam nad nią żadnej kontroli i wybudził mnie z tego brat. Sam ledwo uszedł z życiem próbując uśpić moje Divinarii. Potem wyjaśniłam przebieg moich treningów i szkoleń. To jak bardzo chciałam stać się silna, aby chronić tych, których kocham. Następnie streściłam moja podróż z Kelons na Cesali. To jak poznałam Kalise, Willa, Zoro i jak dwukrotnie ocaliłam Emme. Później walka z potworem w Kodo i moje zemdlenie. Widzenie Astry, Terry i uświadomienie mnie przez nich, że moja siostra nigdy nie istniała. Zapewne już nie istnieje w pamięci moich bliskich. Ifer uważnie słuchał i nie przerywał mi. Tak jak ja wcześniej tego nie robiłam. Gdy skończyłam mówić zaczęliśmy jeść. Tym razem w ciszy. Bez zbędnych słów.
- Mam dość tych ludzi. Irytujące. Oo! Co macie do jedzenia? - zapytał Zoro, który się przypałętał.
- Zupę morska. - palnęłam bez namysłu na co się zaśmiał. - To co się stało, że cię wszyscy tak bardzo denerwują?
- No jak to co? Ojciec obrażony na cały świat, że wczoraj poszedłem z tobą. Qina traktuje nas, jak popychadła, bo ponoć nieźle ją też wkurzyłaś. Kalisa nadal obrażona. - prychnął zirytowany i nałożył sobie zupy. - Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale jakbyś miała wszędzie wrogów.
- To już ich problem. - przyznałam wzruszając ramionami, na coś Ifer zaśmiał się. - No co?
- Jesteś dzieckiem zmuszonym do bycia dorosłym. Widzisz w ludziach to, czego nie dostrzegają inni. Dlatego im się to nie podoba. Jesteś silna i potrafisz się postawić, dlatego Will ci nie ufa. Pokazałaś Qinie, że to co potrafi jest niczym. A jej ojciec nie ma prawa nazywać się nauczycielem szermierki. Bynajmniej to jestem w stanie wywnioskować z twojej historii. A Kalisa po prostu potrzebuje czasu. - podsumował Staruszek i skończył swoją porcję. Nie wiem, jak ale nagle zrozumiałam bardzo ważny szczegół.
- Ifer... Zoro to twój jedyny wnuk, prawda? - spytałam lekko zdenerwowana, chociaż do końca nie rozumiem skąd u mnie ta złość.
- Tak, a czemu pytasz? - odpowiedział Zoro, bo staruszek unikał mojego spojrzenia jak ognia i najwidoczniej wie, o co mi chodzi.
- Eh... - Przeciągłe westchnienie wymknęło się z moich ust, ale zarazem pomogło w ustabilizowaniu emocji. - Pytam, bo Staruszek Ifer zanim wziął pieniądze ode mnie na rzecz wyspy w zamian za naukę... Zaproponował mi małżeństwo ze swoim wnukiem. - wymamrotałam od niechcenia. Spojrzałam na Zoro, którego najwidoczniej zamurowało, bo patrzał na mnie z niedowierzaniem. Łamanym, powolnym ruchem odwrócił się w stronę dziadka. Natomiast moją uwagę zwrócił fakt, że nie ma tu Umeri. Musiała zniknąć w czasie mojej wypowiedzi o przeszłości.
- Ty też jesteś przeciwko mnie, Ifer-xino*? - spytał z emocjami, które ciężko mi zrozumieć. To tak jakby stracił zaufanie do ostatniej osoby, której ufał.
- Nie Zoro! Pozwól, że ci wyjaśnię. To nie do końca, tak jak ci się wydaje. - protestował zdecydowanie zakłopotany.
Chyba już wiem, dlaczego u mnie ta irytacja. Z podejścia mojego ojca, żebym wyszła za pierwszego lepszego i pozostała z nim na pirackim statku. W końcu głównie po to mnie szkolił według niego. Małżeństwo sprawi, że stracę tytuł i prawo do tronu na Kelons. Chociaż ja sam do końca nie wiem, gdzie chcę żyć. Czuję się rozdarta między czterema światami. Pałacem cesarskim czy statkiem pirackim, światem żywych i umarłych. Astra i Terra mówili, że pokażą mi drogę. Mam wrażenie, iż nie jest to takie proste dopóki nie zrobię pierwszego kroku.
- A więc słucham. - wymamrotał Zoro ewidentnie zirytowany. Wybudził mnie tym samym z myśli. Teraz siedzi już po prawej części ogniska ode mnie i wpatruje się w dziadka.
- To był test dla Kori. - odparł już na spokojnie Staruszek. - Poznałem ją w bibliotece i chciałem sprawdzić czy twój ojciec ma rację, co do niej. Wtedy zrozumiałem, że się myli. Określił ją jako upartą, bezmyślną, gówniarę z bogatej rodziny, która wymyśliła sobie taki bunt. Jednak słysząc jej odpowiedź, że nie jest to głupi bunt, a dojrzałe podejście do sprawy. Dokładnie jak ty ze swoją szermierką.
Zoro tylko zaczął spoglądać to na mnie, to na staruszka. Nie mam zamiaru się odzywać i sam niech zdecyduje. Przypominam tylko, że przypłynęłam tu jedynie, aby zostać kowalem. A co dostałam zamiast tego? Osoba, która miała być moim nauczycielem nienawidzi mnie i jeszcze okazało się, że jestem połączona z duchem zaświatów wyspy oraz wyznaczona do jej ochrony. Bardzo podoba mi się na Cesalis, ale nie sądziłam, że tak się to skończy. Do tego mój pobyt tu może sprawić problemy mieszkańcom odnośnie marynarki.
Przez następne dwie godziny siedzieliśmy w ciszy. Ta dwójka chyba potrzebowała o czymś pomyśleć. Mi to nie przeszkadza, a w sumie bardziej cieszy. Już wolę ciszę z nimi, niż samotnie siedzieć na łodzi nie wiedząc, co z sobą zrobić. W końcu, gdy zbliżył się zachód słońca, pożegnałam się z nimi i ruszyłam brzegiem w kierunku mojej groty.
***