Jak ja uwielbiam spokój biblioteki. A siedzę w niej już trzeci dzień pod rząd. Konkretnie z dwóch powodów. Po pierwsze to jest miejsce, do którego młodzieży zbytnio nie przychodzi. Dzięki czemu mogę uniknąć niezręcznego spotkania. Szczerze boję się spojrzeć w oczy Kalisy. Traktowała mnie jak przyjaciółkę, a ja jej nic o sobie nie powiedziałam. I do tego dochodzi jeszcze moje Divinarii, czyli mój drugi powód przebywania w tej bibliotece. Skoro moje Divinarii narodziło się na Cesalis to zdecydowanie powinny być jakieś informacje na temat Necrosiusa, Sentinela czy chociażby o Oblivion. Jednak to tylko moja złudna nadzieja, bo nie znalazłam nic na ten temat. Nawet o Astrze i Terrze nie ma nic, nawet najmniejszej informacji. Jedynie mało istotne dla mnie legendy o bogini matce Celestis i bogu ojcu Aeternus’ie. To o nich wspominali Astra i Terra, oni potrzebują pomocy. Chociaż dla mnie, przybysza z innych wysp, Cesalis wygląda na piękną i zadbaną wyspę… To tylko pozory, które utrzymują ład na wyspie. Wyspa dosłownie utrzymuje się na strzępkach energii Ronis, tak potocznie nazywanych Aeternusa i Celestis, kiedy oboje brani są pod uwagę ludu Celat. Ukryć nie da się, że chociaż troszkę się czegoś dowiedziałam. Nie tego jednak szukam.
Chcę w końcu zrozumieć. Kim jestem? Co tak naprawdę we mnie siedzi? Jak bardzo jest to niebezpieczne dla mnie i osób wokół mnie? Wątpię, że uda mi się tego dowiedzieć, bo właśnie skończyłam ostatnią książkę. Nie ma nic. Jestem tylko głupią jedenastolatką, która przypłynęła tu z myślą spełniania marzeń, a nie zbawiciela świata. Astra i Terra oczekują ode mnie tak wiele… A ja nawet nie wiem nic o sobie.
Westchnęłam ciężko i wstałam od biurka bibliotecznego. Rozejrzałam się ponownie po regałach tej niewielkiej biblioteki i nie znalazłam nic, co zwróciłoby moją uwagę. Wzięłam książki, z których korzystałam wcześniej i odłożyłam je na miejsca. Muszę w jakiś inny sposób dowiedzieć się czegoś o tych bogach.
Po posprzątaniu podeszłam do biurka bibliotekarki. Jeszcze przed chwilą tu siedziała, ale najwidoczniej miała coś do zrobienia skoro jej nie ma. Nie mam ochoty siedzieć, więc podparłam się o najbliższy regał.
- Co tu robi taka młoda dziewczyna, jak ty? Wydawało mi się, że dzisiejsze dzieci nie czytają już książek. - zagadał do mnie staruszek, który właśnie wszedł do biblioteki. - Nie jesteś stąd, prawda?
- Nie jestem. Szukam informacji o religii Celat. - przyznałam z obojętnością, a na twarzy staruszka pojawiło się zaskoczenie. - Jednak nie znalazłam w tych książkach niczego ciekawego i chciałam się dowiedzieć od bibliotekarki, czy ma jakieś ukryte księgi o bliźniaczych bożkach.
- Astra i Terra? - zapytał ironicznie i zaśmiał się pod nosem kręcąc głową. - Nie znajdziesz żadnej takiej księgi. O nich możesz dowiedzieć się jedynie od kapłanki. Tylko one mają prawo do głoszenia ich legend, które przekazują sobie ustnie.
- Naprawdę? Gdzie znajdę obecną kapłankę? - Odepchnęłam się energicznie od regału i podeszłam do staruszka.
- Nie żyje. - odparł od razu. Mina mi zrzedła. Oczywiście nie mogło być inaczej. - Ostatnią kapłanką była Umeri Orone. Jednak zmarła z powodu powikłań po urodzeniu drugiego dziecka. Od tamtego czasu nowa kapłanka nie została wybrana z powodu Marynarki. Wykorzystali śmierć kapłanki do przejęcia świątyni i zamienienia jej w centrale. Od tamtej pory żaden mieszkaniec nie ma prawa wejść do świątyni. A dzieci nie mogą przejść ceremonii Płomienia i Fal, co jest bardzo istotne w naszej kulturze.
- Więc dlaczego nie wybierzecie nowej kapłanki, która zadbałaby o wyspę i odbudowałaby religię Celat na wyspie? - spytałam ze zmarszczonymi brwiami. Staruszek zaśmiał się i ostatecznie spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Kapłanka jest wybranką bogów. Nie możemy jej od tak wybrać. Poza tym była kapłanka Erima nie dostała jeszcze polecenia szukania nowej kapłanki. Z tego, co nam wiadomo nadal jest powiązana z bogami, ale nie wystarczająco. - Poinformował mnie ze spokojem i zasiadł na pobliskim krześle.
- Sporo Pan wie na ten temat i dziękuję za informacje. - podziękowałam, bo co innego mi pozostało? Znowu rodzina Orone. Nie dziwię się, że Will jest przywódcą skoro wszystko, co dzieje się na wyspie jest z nimi powiązane.
- Jesteś Divinarii, prawda? - zapytał nagle wyrywając mnie z moich myśli.
- Tak… Skąd Pan wie? - To zaczyna być trochę dziwne. Ten dziadek chyba wie zdecydowanie za dużo.
- Jesteś obca, która przebywa na wyspie od dłuższego czasu. Zwróciłaś moja uwagę kilkukrotnie będąc w Kodo. Will ostatnio wspomniał mi o młodej Divinarii, która nie przypadła mu do gustu i zapewne sprowadzi kłopoty na Cesalis. Umiesz kontrolować tą moc? - Jego przenikliwe spojrzenie przeszywa mnie na wylot. Czyli to sprawa Willa. A skoro wie, aż tyle to musi być z nim w bliskiej relacji.
- Nie jeszcze. Maana, którą wytwarzam podczas przemiany jest za duża i odcina mi świadomość. Nie pamiętam, co zrobiłam po przemianie. Moje Divinarii ma swoją własną świadomość.- przyznałam niepewnie, gładząc się po lewym ramieniu.
- No tak, manna jest ciężka do opanowania na samym początku. Ale pierwsze słyszę o samoświadomości Divinarii . - westchnął ciężko. Zrobiłam zaskoczoną minę.
- Pan jest Divinarii? - To zaskakujące. Ale w sumie… Po jego wyglądzie zgaduję, że może być najstarszym mieszkańcem Cesalis.
- Zgadza się. Dzięki temu darowi żyje już sto osiemdziesiąt sześć lat. Jednak maana i przemiana nie są już dla mnie. Za stary na to jestem. - mruknął zmęczony. Nie wiem, czy chciałabym żyć tak długo. Jak na razie jestem nieśmiertelna, ale może się to zmienić. - Nie martw się Willem. Zawsze jest tak nastawiony do obcych. Szczególnie, jeżeli nie są jego klientami.
- Nie przejmuję się tym. Sama sobie nie ufam. - przyznałam i odwróciłam od niego wzroku. Nikt normalny, kto wie kim jestem i widział moją przemianę mi nie ufa. Najlepszym przykładem jest mój brat, który całkowicie stracił do mnie zaufanie po tym, co odwaliłam na Meriflor.
- Szczerze mówiąc myślałem z początku, że jesteś nieznośną gównianą, do której nic nie dociera. Tak można było wywnioskować z tego, co mówił o tobie Will. - stwierdził rozbawiony. Przeniosłam ponownie spojrzenie na staruszka. - Ale wydajesz się być naprawdę inteligentną dziewczyną.
- Skoro Pan tak uważa to może zawiążemy układ? - spytałam na spokojnie. Na twarzy staruszka zagościło zaciekawienie i lekkie zdumienie. Dokładnie przeskanował moją twarz i sylwetkę. Jakby zastanawiał się, co taka gówniara mogła od niego chcieć i co dać w zamian.
- Zamieniam się w słuch. - mruknął zachrypniętym niskim głosem.
- Nie ma Pan się o co martwić, bo nie sądzę by coś Pan na tym stracił. Chcę jedynie, żeby został Pan moim nauczycielem. - powiedziałam i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Staruszek przyglądał mi się z uniesioną brwią i zaczął gładzić się po brodzie. - Nauczyłby mnie Pan przepływu maany, co pomoże mi w nauce kontroli Divinarii.
- Co z tego bym miał, młoda damo? - zapytał twardym głosem.
- Zależy, co Pana interesuje. Pomoc w obowiązkach domowych? Dzieła sztuki? Droga biżuteria? Pieniądze? Kwota nie gra roli. Jestem w stanie spełnić takie warunki. - przyznałam na spokojnie. Z polowań na potwory morskie mam tyle pieniędzy, że wystarczy na każdą zachciankę i jeszcze mi zostanie, więc się nie martwię.
- A zostałabyś żoną mojego wnuka? Jesteście w podobnym wieku. - zapytał pewnie z ciekawości, bo nie wydawał się w pełni zainteresowany tym. Wyglądał tak, jakby chciał sprawdzić, ile jestem w stanie poświęcić.
- Z całym szacunkiem do Pana, ale według mnie małżeństwo jest decyzją obopólną osób, które chcą związać się przysięgą małżeńską. Osobiście nie jestem zainteresowana małżeństwem zaaranżowanym. - wyraziłam swoją opinię.
- Ciekawe… Ja osobiście nie potrzebuję niczego, co mi zaproponowałaś. Ale jednak… Cesalis nie należy do najbogatszych wysp i gdybyś wsparła nas trochę finansowo to nie widziałbym problem w nauczaniu cię. Jednak jeżeli będzie to mała kwota wtedy nie podejmę nauczania. Ile jesteś w stanie zaoferować? - spytał, spoglądając na mnie ironiczne. W dalszym ciągu przeczesywał swoją brodę.
- Zważając na to, że muszę mieć za co przeżyć… Mogę zaoferować dwieście tysięcy. - oznajmiłam za spokojem. Staruszek nagle wybuchł śmiechem. Ja jednak stoję niewzruszona.
- Wybacz… Ale czego innego mogłem się spodziewać. - mówił przez śmiech. - Za dwieście tysięcy Ziko można, co najwyżej postawić jedną ścianę nowego domu. To nie wpłynie w ogóle na progres wyspy.
- Ziko? - dopytałam dla pewności. Słysząc to mężczyzna przestał się śmiać i na mnie spojrzał. - Nie podałam jednostki. A kwota, która podałam to jest ta, którą prosperuje przy sobie. Jeżeli dwieście tysięcy Win to za mało mogę poprosić rodziców, żeby przysłali mi moje oszczędności.
- Dwieście tysięcy Win? - Staruszek wyglądał, jakby nie mógł uwierzyć moim słowom. - Przecież to sześćdziesiąt milionów Ziko… Za taką kwotę można zbudować nową wioskę i w pełni wyposażony szpital…
- W pewnym sensie tak, ale nie do końca. Zależy od ilości domów. - przyznałam ze spokojem. - Jeżeli pasuje Panu ten układ to jeszcze dzisiaj dostarczę te pieniądze Willowi Orone w twoim imieniu. Dla mnie pieniądze nie mają znaczenia. Taką kwotę jestem w stanie uzbierać przez tydzień polowania.
Staruszek nic nie odpowiedział. Wpatrywał się we mnie zaskoczony. Nie dziwię się, że wyśmiał mnie na początku myśląc, że chcę dać tyle Ziko. Jednak ja zarabia w Win. A jedna moneta Win odpowiada dwustu monetą Ziko. Nie dziwię się takiej rozbieżności w ich wartości. W obecnym handlu transakcje są naprawdę duże, a wartość Win ułatwia naprawdę takie transakcje. Ziko jest podstawową monetą na takich wyspach, jak Cesalis, dlatego nie dziwię się, że Ziko było pierwszą myślą Staruszka
- Zgoda… - wysapał w końcu mężczyzna. Wyciągnął dłoń w moją stronę. - Zostanę twoim nauczycielem Divinarii w zamian za datek na rzecz Cesalis o wartości dwustu tysięcy Win.
- Przypieczętuje. - odparłam pewnie i chwyciłam mężczyznę za dłoń, zawierając tym samym z nim umowę.
- Masz smykałkę do tego Młoda. - stwierdził rozbawiony, kiedy puściłam już jego dłoń. - Jestem Ifer Feli, teść Willa Orone.
- Kostarika. - zaczęłam z uśmiechem. To wszystko wyjaśnia. Ojciec żony Willa i dziadek Zoro oraz Emmy. - A dokładniej Kostarika “Neo” Shirsu a’n Miklor. Córka wice-kapitana pirackiej załogi Demona Śmierci, Reylona Shirsu i byłej cesarzowej Kelons, Seya Miklor.
- Kto by się spodziewał…? - zapytał ironicznie. - Pirat i księżniczka w jednym. Teraz już wiem skąd u ciebie piracka smykałka do interesów i zarazem królewska kultura. Umiesz rozmawiać ze starszymi z takim szacunkiem, jak żaden gówniarz na tej wyspie. - Wydawał się być tym zszokowany, ale jednak nie wyglądał, żeby się mnie bał. - To też wyjaśnia pieniądze, które masz przy sobie. A teraz chodź ze mną.
Ifer wstał z krzesła i opuściliśmy bibliotekę. Podążałam za nim w ciszy. Szliśmy znajomą już mi drogą prowadzącą do Risel. Zatrzymaliśmy się jednak na rozdrożu, a ścieżki łączące się tu prowadziły na plażę, do wodospadu Shin, Risel i Kodo, z którego przyszliśmy.
- Mój dom znajduje się poza wioskami, jakiś kilometr ścieżką w stronę Shin, tam znajduje się ścieżka na prawo. Ona prowadzi do mojego domu. Pójdę teraz porozmawiać z Willem i będę tam na ciebie czekać. - oznajmił stanowczo. - Trening zaczniemy jutro o szóstej, przyjdziesz pod mój dom. Potem pokaże ci miejsce twoich ćwiczeń.
Staruszek ruszył w stronę Risel, a ja stanęłam jeszcze na chwilę wpatrując się w oddalającą sylwetkę mężczyzny. Muszę przyznać, że jest dużo milszy niż Will, bynajmniej z Ifer’em byłam w stanie negocjować i dojść do porozumienia. Jego pomoc przy przemianie będzie dla mnie bardzo pomocna. Ja sama nie wiem, od czego mogłabym zacząć i jak się za to zabrać. A Ifer jest pierwszym Divinarii, jakiego poznałam. Jestem ciekawa, co osiągnę dzięki jego pomocy.
Ruszyłam ścieżką w kierunku plaży. W jej połowie jednak odbiłam w kierunku klifów. Niestety nie ma tam ścieżki, a ja przeniosłam łódź. Chciałam unikać spotkania z moim przyjaciółmi, o ile jeszcze mogę ich tak nazywać. Los jednak chce mi pokazać, że jest to nieuniknione i będę musiała stanąć twarzą w twarz z Zoro i Emmą w pierwszej kolejności. Podejrzewam, że mała nie rozumiem jeszcze do końca kim jestem i z czym to się wiąże. Tym lepiej dla mnie.
Ostatecznie dotarłam do pozostałych ruinach jakiejś starej budowli. Od samej krawędzi klifu znajduje się to jakieś pięćset metrów. Podeszłam do niewielkiego ułamanego słupa. Przekręciłam na nim ledwo widoczną płytkę w odpowiednim kierunku i wdusiłam ją. Od razu usłyszałam, jak mechanizm się uruchamia otwierając podziemne przejście, a kamienna płyta w ziemi rozsunęła się. Zeszłam schodami w dół, a następnie korytarzem prosto do groty, gdzie wcześniej znalazłam statek piratów Luke.
Przejście to znalazłam w sumie przypadkiem. A cała ta grota jest dla mnie jeszcze większą zagadką. A to dlatego, że prądy morskie omijają ją całkowicie i blokują przypływ oraz odpływ, przez co woda jest całkowicie nieruchoma w tym miejscu. Naprawdę dziwne zjawisko.
Po kilku minutach dotarłam do mojego “portu” i weszłam na podpokład łodzi, gdzie w skrzyni przechowywałam worki z pieniędzmi. Z racji, że miałam wszystko odliczone i posegregowane to przerzuciłam to do jednego worka. Swobodnym ruchem zarzuciłam sobie worek na plecy. A no tak… Muszę w końcu pójść do tamtego zapadliska po mój młot, ale jakoś mi nie po drodze.
Westchnęłam ciężko na wspomnienie pozostawienia mojego skarbu w tamtej dziurze. Wiem, że mogę to zrobić w każdej chwili, ale chęć poznania prawdy o sobie była większa. Dlatego przez ostatnie dni chodziłam do biblioteki w Kodo.
Jest też kwestia Umeri. Była kapłanka Cesalis, żona Willa Orone. Nie ma możliwości pomyłki, co do tego, że to ona zaprowadziła mnie do Emmy. Według mnie jest urocze to, jak pilnuje swojej córki. Chociaż nie może być przy niej na co dzień. Myśl o Umeri sprawia, że sama zaczynam tęsknić za Seyą… Chociaż nie widziałam tej niedźwiedzicy od tamtego momentu to chciałabym ją bardziej poznać. Zrozumieć brakujący element rodziny Orone.
Zeszłam więc ze swojej łodzi i ruszyłam przejściem na górę. Oczywiście pozamykałam wszystkie mechanizmy gdy tylko wyszłam z tego korytarza. Muszę w końcu jakoś wydeptać sobie tu ścieżkę do Risel. Chodzenie po tych krzakach jest naprawdę irytujące. Zajmuje mi to dwa razy więcej czasu niż chodzenie ścieżką, bo akurat okolice klifu muszą być porośnięte chmielem. Nienawidzę tego kolczastego badziewia. Chcąc jak najbardziej obejść te roślinność zdecydowałam się pójść na około, tak jak wcześniej przyszłam od strony Kodo. Chociaż idąc na wprost, gdyby nie chmiel, dotarłabym tam od razu.
Ostatecznie dotarcie do Risel zajęło mi niecałą godzinę. A to dlatego, że mijając chmiel czasem zahaczyłam się o niego, a nie chciałam rozedrzeć ubrań, worka, albo co gorsza skóry. Spokojnym krokiem idę w stronę kuźni. O dziwo Risel o tej godzinie też jest nieco ruchliwe, pomimo panującego wczesnego wieczoru. Będąc już pod odpowiednim budynkiem zatrzymałam się przed przekroczeniem progu. Mam nadzieję, że znowu nie będzie sytuacji natychmiastowego wyrzucenia mnie.
- Kostarika… - Poczułam jak całe moje ciało napina się na dźwięk mojego imienia. Powolnym ruchem odwróciłam się w stronę zaskoczonego Zoro. - Co ty tu robisz? Myśleliśmy, że odpłynęłaś… Na dobre i już nie wrócisz.
- Cały czas byłam na Cesalis i nigdzie się nie wybieram. - odpowiedziałam próbując zachować spokojny ton. Babo do cholery uspokój się w końcu! Przecież nie zrobiłaś nic złego! - A przyszłam, bo Ifer mi kazał.
- Mój Dziadek? - zapytał zaskoczony, a ja tylko potwierdziłam to skinieniem głowy. - No to wchodź. Mogę posłuchać o czym będziecie rozmawiać?
- Dla mnie nie problem.
Po wypowiedzeniu tych słów weszłam do środka jako pierwsza. Przekraczając próg uderzyła we mnie fala gorąca. Co prawda piece były już zgaszone, ale po całym dniu pracy jest tu naprawdę gorąco. Lampy w pomieszczeniu są już zapalone, więc dwie postury mężczyzn są jak najbardziej widoczne. Na dźwięk naszych kroków wzrok Willa od razu padł na mnie. Zmarszczył brwi złowrogo, co zdecydowanie miało dać mi do zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana.
- O jesteś już. - przywitał mnie zadowolony Ifer. Posłał mi uśmiech i spojrzał na stojącego obok mnie Zoro. - Dobrze wyglądasz młody, ale za dużo czasu spędzasz w tamtej szkole.
- To nie twój interes. - mruknął niezadowolony Zoro i przewrócił oczami krzyżując ręce na piersi.
- Czego znowu chcesz? - warknął Will w moją stronę. Spojrzałam na Ifera, który zaśmiał się pod nosem.
- Ja ją tu sprowadziłem. Od dzisiaj będę ją uczył kontroli maany i przemiany Divinarii. Wiem, że nie przypadła ci do gustu, ale wolałbym, żebyś był milszy. Szczególnie, że jest ona w stanie ci pomóc bardziej niż ci się wydaje. - oznajmił rozbawiony staruszek. Kowal jednak zaśmiał się kpiąco i oparł o ścianę za sobą.
- Taka gówniara jak ona nie jest w stanie mi w niczym pomóc. Więc nie rozumiem, o czym mówisz. - wyjaśnił ironicznie i posłał teściowi prowokujące spojrzenie.
- Kostarika. - wypowiedział moje imię triumfalnie. Zdjęłam więc worek z pleców i wyrzuciłam go przed siebie tak, że część monet rozsypała się ukazując zawartość. - Dwieście tysięcy Win… Będziesz w stanie spłacić dług u marynarki. Odbudujesz też Kodo, po ataku bestii bez ich pomocy. A nawet powstanie nowa wioska. Nadal uważasz, że nie potrzebujesz tego dziecka?
Cisza opanowała kuźnie. Zoro z oszołomieniem wpatruje się w te pieniądze. Will również nie dowierza tego, co widzi. Powolnym krokiem podszedł i uklęknął przed workiem. Palcami przejechał po monetach, które wydały z siebie swój charakterystyczny dźwięk. Zamarł na chwilę i bardzo powoli spojrzał na mnie.
- Koli!! - ciszę przerwał pisk Emmy, która dosłownie rzuciła się na mnie. Przytuliłam więc ją. Ona jest naprawdę urocza, uwielbiam ją. A kiedy ją puściłam spojrzała na mnie, gdy nagle z jej oczu zaczęłam wypływać łzy. - Jesteś cała… Tak się bałam, kiedy zemdlałaś. Myślałam, że umrzesz. Ja nie chcę, żebyś umalłam. Baldzo cię lubię! Dlatego nie możesz umrzeć!
- Spokojnie. - Kucnęłam przed nią i ręką pogłaskałam po włosach, żeby ją uspokoić. - Nigdzie się nie wybieram. Nie musisz się o mnie martwić. Ze mną nic się nie stanie.
- No dobrze… - odparła pociągając nosem i ponownie się do mnie przytuliła, więc wzięłam ją na ręce. Swoje spojrzenie skierowałam na Willa, który starannie analizował każdy mój ruch.
- Kto dał ci pozwolenie zbliżyć się do mojej córki? - warknął w końcu, zdenerwowany. Pozostałam jednak niewzruszona.
- Jest Pan głupcem. - przyznałam z powagą, a na jego twarzy wyraźnie zarysowało się zdumienie. - Zapewne nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale marynarka poluje na Emme. Najpierw wynajęli piratów, żeby ją porwali. Potem nasłali psa, żeby ją zaatakował, w skutek czego oddzieliła się od Zoro. Zginęłaby już dawno, gdyby Umeri nie zaprowadziła mnie do Emmy, już jej by nie było. - Każde słowo wypowiedziałam bez emocji. Czułam jednak jak ręce dziecka zaciskają się na mnie, gdy o tym mówiłam. Zdecydowanie musiała zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa w jakim się znajduje.
- Widziałaś Umeri? - zapytał równie zaskoczony Ifer.
- Nie tylko ją. Ale i Astrę oraz Terrę. Dlatego szukałam o nich informacji w bibliotece. - przyznałam się, bo co innego mi pozostało? Ukrywanie czegokolwiek więcej nie ma sensu.
- To nie możliwe. Astra i Terra ujawniają się tylko kapłanką. Jaki mógł być powód, że ich widziałaś? - Do rozmowy dołączyła się staruszka. Ta sam, którą widziałam w dzień mojego przybycia na wyspę. Zapewne to o niej wspominała Kalisa. Pani Erima, była kapłanka.
- Necrosius. - powiedziałam tylko to imię, a jej oczy się rozszerzyły.
- Co to oznacza, Matko? - wtrącił Will widząc pojawiający się strach w oczach kobiety.
- Necrosius to… - Jej głos drżał, a spojrzenie przeszywało mnie na wylot. Odstawiłam Emmę na ziemię, bo mnie szeptem o to poprosiła. Jednak w dalszym ciągu stała, trzymając moją rękę. - To strażnik Cesalis. Demon stworzony przez Astrę i Terrę. To jemu oddali władzę nad bramą zaświatów, kiedy Aeternus i Celestis postanowili znowu ich połączyć. Jednak w dalszym ciągu stała, trzymając moją rękę. - To strażnik Cesalis. Demon stworzony przez Astrę i Terrę. To jemu oddali władzę nad bramą zaświatów, kiedy Aeternus i Celestis postanowili znowu ich połączyć. Jednak Necrosius dręczony samotnością przełamał swoją duszę, tworząc tym samym Oblivion, kostuchę która zaprowadza dusze umarły do zaświatów i Sentinel, który pilnował, aby umarli nie przekroczyli bram.
- Ale co to ma wspólnego z tą dziewczyną?! - wrzasnął Will rozglądając się po nas wszystkich. Ostatecznie Ifer wyglądał, jakby go olśniło.
- Nie mów, że… - Ifer zanurzył swoje dłonie we włosach wpatrując się przenikliwie we mnie.
- Przypuszczam, że myślisz prawidłowo panie Ifer. - westchnęłam ciężko i puściłam dłoń Emmy odsuwając się od niej. Nie wiem, jak inni na to zareagują. Nie chcę, żeby jej stała się krzywda, więc wolę się od niej odsunąć. - Ja Kostarika “Neo” Shirsu a’n Miklor, podczas przebudzenia mojego Divinarii straciłam władzę nad sobą, a moim ciałem zawładnęła Oblivion. Doprowadziło to do katastrofy, masowego morderstwa. W skutek czego piraci Rogera Kin’a zostali utytułowani “Załogą Demona Śmierci”, a za moją głowę wystawiono nagrodę i nazwano mnie”Rzeźnikiem z Meriflor”. Astra i Terra mają dość rządów marynarki na Cesalis, a Aeternus i Celestis są na skraju wytrzymałość z powodu osłabienia waszej wiary w nich. Wyspa długo nie postoi jeśli czegoś nie zrobimy. To, że wybrałam pana na nauczyciela. - Mówiąc to spojrzałam prosto w oczy Willa. - To nie był zwykły przypadek. Moim przeznaczeniem jest ochrona tej Wyspy. Nie ważne, ile by Pan próbował. Nie pozbędziecie się mnie tak łatwo i na pewno nie w najbliższym czasie.
Grobowa cisza. Coś czego nienawidzę. Serce zaczęło dudnić mi w uszach. Wiedziałam… Zostanę sama. Nikt nie lubi demonów i trzymają się od nich z daleka. A ja nim jestem. Bestią, która zabija bez zawahania. I jest to prawda, bo nie mam oporów, żeby zabić.
- Pójdę już. - Przerwałam ciszę i odwróciłam się w stronę wyjścia. Zacisnęłam dłoń na prawym ramieniu.
- Widzimy się jutro. - Usłyszałam na odchodne słowa Ifera. Szczerze lekko podniosło mnie to na duchu.
- Zoro, a ty gdzie się wypierasz? - warknięcie Willa sprawiło, że spojrzałam na nich przez ramię. - Nie pozwalam ci z nią iść.
- Nie obchodzi mnie to. Idę odprowadzić Kostarike. - odparł beznamiętnie i podszedł bliżej mnie. - Poza tym to moja przyjaciółka, a nie jakiś demon, który zrobi mi krzywdę. Necrosius nas chroni, a nie krzywdzi. Chodź, Kostarika.
Pierwszy wyszedł z kuźni. Rzuciłam jeszcze spojrzenie na Ifera, który zdziwiony wpatrywał się we mnie. Wzruszyłam tylko ramionami i podążyłam za zielonowłosym. Poszliśmy ścieżką w stronę Kodo.
- Nie dogadujecie się? - spytałam, żeby zakłócić tą irytująca ciszę.
- Powiedzmy. Cały czas ma do mnie problem, że nie chce być kowalem i chodzę na lekcje szermierki. - westchnął rozluźniając się i kopnął pobliski kamień. - Dlaczego wcześniej nam nie powiedziałaś? - zapytał zatrzymując się i odwrócił w moją stronę. - Myślałem, że nam ufasz,albo chociaż Kalisie…
- Dziwisz mi się? - Skrzyżowałam ręce na piersi i zacisnęłam dłonie na ramionach. - Jestem potworem. Nie zaufalibyście mi przecież. Taki morderca jak ja nie ma prawa mieć przyjaciół. - odparłam smutno i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie.
- Kostarika! Zaczekaj, do cholery. - krzyknął doganiają mnie i chwycił mój bark zatrzymując mnie. Nie chce się odwrócić i nie zamierzam. - Nikt z nas cię o nic nie obwinia, a zachowujesz się jak winna. Ty nie jesteś demonem. A pobłogosławioną… Necrosius jest naszym bogiem, do którego się modlimy. Ty jesteś jego częścią. To logiczne, że inni nie wiedzą, co zrobić z tym faktem. Nie zapomnij, że nadal jesteś tylko dzieckiem.
Szok… To chyba uczucie, które w tej chwili przeważa wszystkie moje emocje. Nigdy nie zwrócono się do mnie w taki sposób. Powolnym ruchem odwróciłam się w jego stronę i w oczach zauważyłam coś na wzór obawy.
- Zoro? Jak to jest być dzieckiem? - spytałam niezrozumiale, ale taka prawda. - Pytam na serio.
- Ja chyba zgłupiałem. Nie rozumiem sensu twojego pytania. - stwierdził z lekki rozbawieniem, ale widząc, że mój wyraz twarzy się nie zmienia, opamiętał się. - Wytłumacz mi to bardziej, żebym zrozumiał sens twojego pytania.
- Serio? No dobrze… Jesteś pierwszą osobą, która określiła mnie dzieckiem. Co prawda nazywali mnie Gówniarą, ale jednak nigdy nie dzieckiem. - przyznałam rozluźniając się i puściłam ręce swobodnie gestykulując. - Jedni twierdzili, że muszę dorosnąć i to da mi siłę oraz władze. Wszyscy widzą we mnie tylko przyszłego wice-kapitana pirackiej załogi, albo cesarzowej Amazonek. Nikt nigdy nie traktował mnie jak dziecko. Żadnych ulg… Dlatego zapytam jeszcze raz. Jak to jest być dzieckiem?
Cisza… Kilkanaście minut czekania na odpowiedź to zdecydowanie za długo. Ostateczna westchnęłam, bo co innego mogę zrobić w tej sytuacji? Odwróciłam się ponownie w kierunku, w którym wcześniej szliśmy. A dokładniej chcę iść do zapadliska i w końcu zabrać swój młot. Wiem, że Zoro nadal podąża za mną, bo słyszę jego kroki. Przyjemny wiatr powodując szum liści zagłuszył panującą ciszę. Mam wrażenie, że cała wyspa narzuca mi rytm. Dlatego zaczęłam nudzić tak, jak prowadzi mnie Cesalis i podobnie dobrałam swój sposób chodzenia. Zwykły marsz zamienił się w kołysanie na boki, delikatne podskoki i pół obroty. Dosłownie w tej chwili nie interesuje mnie już nic i mam dosyć myślenia o czymkolwiek. Za dużo się działo w ostatnim czasie, ale co poradzić skoro to moja codzienności.
- Dziwna jesteś. - skomentował moje zachowanie, a ja tylko wzruszyłam na to ramionami i nadal odpływałam. - Naprawdę trudno cię zrozumieć, wiesz o tym?
- A co tu jest do rozumienia? Zwyczajnie nie pasuje do definicji, które przez innych nazywane są “normalnymi”. Nie mam zamiaru udawać kogoś innego, chociaż to mnie czeka. - oznajmiłam wzdychając. Wyrównałam swój krok i zaprzestałam swoich wygłupów.
- Co masz przez to na myśli? - spytał zaciekawiony. A ja zeszłam ze ścieżki prowadząc nas do zapadliska.
- A co mam powiedzieć? Jestem kobietą, a inni oczekują, że będę nimi dowodzić. Jakbym została na pirackim statku do końca życia to żaden bandzior nie byłby poważny w przyjmowaniu rozkazów od przyjaznej dziewczynki, która będzie o wszystko prosić zamiast rozkazywać. Widziałeś kiedyś władcę, który jest wice-kapitana dla swoich sług? Bo ja nie. Jednak jestem już tego nauczona, że w zależności od sytuacji moja osobowość się zmienia i nie jestem sobą. - przyznałam bez emocji. Wypaliłam się już emocjonalne i jestem zmęczona. Chociaż w ostatnich dniach siedziałam w bibliotece to nadal za dużo.
- Czyli przed nami też udajesz, kogoś innego? - zapytał, więc zatrzymałam się i odwróciłam przodem w jego stronę.
- Nie. - przyznałam szczerze patrząc mu prosto w oczy. - Chciałam być z wami jak najbardziej szczera. Jednak doskonale wiem, że bylibyście inaczej do mnie nastawieni, gdybym powiedziała prawdę. Bałam się, że odstraszę wszystkich od razu. Córka jednego z najgroźniejszych piratów pływających obecnie po oceanie Elix oraz byłej cesarzowej Kelons. Do tego sama ma tytuł oznaczający groźnego mordercę. Gdyby od razu o tym powiedziała to tamtego dnia w mojej kajucie, nadal odpowiedziałbyś mi, że się mnie nie boisz?
- Nie wiem. - odparł po chwili namysłu. - Ale pewnie, wszyscy by cię unikali i zabronili nam się do ciebie zbliżać.
- Dlatego od samego początku nie mówiłam o sobie całej prawdy. Jednak moje zachowanie i podejście do was… Było i będzie prawdziwe. Jestem sobą teraz, nie mam zamiaru udawać przed wami kogoś innego. - oznajmiłam i odwróciłam się, żeby z rozbiegu wskoczyć do zapadliska. Salto z półobrotu i stabilne lądowanie. - W tamto miejsce! - krzyknęłam wskazując palcem, gdy Zoro podbiegł do krawędzi. - Wyrzuciłam Emmę, żeby nic się jej nie stało! A potem spadłam tu łamiąc sobie kości! Przez co musiałam zostawić tu moją zabaweczkę!
Spokojnym krokiem podeszłam do ułożonej przeze mnie sterty gałęzi. Najmniejszy mój dotyk sprawił, że wszystkie zasuszone liście pospadały. Odrzuciłam wszystko na bok i ujrzałam mój ukochany młot. Zamaszystym ruchem odłożyłam go do uprzęży na plecach. Rozejrzałam się po ścianach, aby znaleźć najlepszy uskok. Wzięłam więc rozbieg i odbijając się po ścianie, wbiegłam na górę.
- Wracasz już do wioski? - spytałam na spokojnie. - Wiem, że nie przepadasz za towarzystwem dziewczyn, dlatego nie chce ci narzucać swojej osoby.
- Nie przejmuj się tym. - prychnął śmiechem. - Mówiłem już, że jesteś inna. Zwyczajnie wiem, że ty tak jak Kalisa nie macie względem mnie jakiś potajemnych planów. Bardzo dużo dziewczyn z wyspy, a także z tych okolicach chce się ze mną widywać w sprawie zaręczyn. Wszystkim chodzi tylko o władzę na Cesalis. Jednak mam wrażenie, że ty tak samo jak ja uciekasz od tytułu następcy.
Prychnęłam na to stwierdzenie. Jednak jest w tym trochę racji, więc skinęłam twierdząco głową. Jest jeden sposób, dzięki któremu mogę od tego uciec, ale… Z drugiej strony nie chce tego robić. Jak zawsze uspokoiłam swój oddech głośnym westchnięciem, czego inni nienawidzą. Niestety taki nawyk. Spojrzałam na nocne niebo usiane gwiazdami. Uwielbiam takie noce, kiedy wszystko wokół widać i gwiazdy są widoczne.
- Chodźmy na klif. Tam ładniejsze widoki. Skoro jeszcze nie chcesz wracać do domu. Ja sobie popatrzę na gwiazdy. - przyznałam kierując swój wzrok na Zoro.
Ten tylko zaśmiał się ze mnie z niedowierzaniem i ruszył przodem. Co prawda Kalisa mówiła, że nie ma on orientacji w terenie. Ja jednak uważam, że nie jest z nim, aż tak źle. Dotarcie na klif zajęło nam kilkanaście minut. Od razu usiadłam na krawędzi, tak żeby nogi zwisały mi nad przepaścią.
- Co zrobiłaś ze swoją łódką? - zagadał nagle Zoro siadając obok.
- Jest na dole. - przyznałam beznamiętnie.
- He? - jęknął tylko niezrozumiale i spojrzał w przepaść. - Jak?
- W klifie jest wnęka, do której prowadzi tajne, podziemne przejście. Niby dalej od wiosek, ale wygodniejsze to. - stwierdziłam wpatrując się w horyzont. Patrząc coraz to wyżej, po prostu poleciałam do tyłu, opadając na trawę za mną. - A o co chodzi z twoim problemem do ojca? No na pewno z przyjęciem kuźni, ale mam wrażenie, że chodzi o coś więcej. - spytałam i zerkałam na niego przelotnie. Niebo pełne gwiazd jednak jest lepszym widokiem, ale nie zmienia to faktu, że lubię patrzeć na osobę, z którą rozmawiam.
- Tradycje Cesalis. Głównie o to chodzi. - burknął niezadowolony. - W dniu trzynastych urodzin muszę ogłosić z kim jestem zaręczony, a on je musi zaakceptować. Dlatego on aranżuje dla mnie różne propozycje małżeństwa. A odmówić mogę jedynie zanim dowiem się, z kim się zaręczyłem. Dlatego z nim nie rozmawiam, bo wiem, że w każdej chwili może powiedzieć, z kim mnie zaręczył. A to dlatego, że sam sobie nikogo nie wybiorę.
- Kalisa jest idealnym wyborem. - rzuciłam żartobliwie na co zagroził mi spojrzeniem. No nie mogę, widząc go po prostu wybuchłam śmiechem.
- Uspokój się babo. To nie jest śmieszne! Nie ma mowy o tej starej, rudej małpie. - pouczył mnie i szturchnął. Trochę mi to zajęło, ale w końcu się uspokoiłam. - Jesteście dokładnie takie same.
- Nieprawda. - odparłam pewnie. - Kalisa raczej nie byłaby w stanie zabić. Poza tym jej entuzjazm jest bardzo zaraźliwy. Ja jestem bardziej spokojna tylko ona mnie tym zaraża.
- Może… - przeciągnął te słowo zastanawiając się. - Jak się czułaś, kiedy kogoś zabiłaś? - spytał, a ja szczerze zamarłam. Nie spodziewałam się w ogóle takiego pytania.
- Nie wiem, tak jakoś… normalnie? - zdezorientowana, nerwowo zaczęłam masować kark. - Tak naprawdę zabijać zaczęłam dopiero po aktywacji Oblivion. Mam wrażenie, że po jej rzezi… Na Meriflor. Nie wiem, co się wtedy stało, nie byłam tego świadoma. Ale chyba część jej osobowości wpłynęła na mnie, a śmierć stała się czymś normalnym. Trochę tak, jakby ona dokonywała osądu, a ja była jej katem.
Zoro nic nie odpowiedział. Pokiwał tylko głową na znak zrozumienia i odwrócił ode mnie wzrok. Siedzieliśmy w ciszy dobre kilka godzin. Aż w końcu zmęczenie wzięło górę i rozeszliśmy się bez słowa każdy w swoją stronę.