Problemy podwykonawców
Problemy podwykonawców
Jeżeli pracujesz jako podwykonawca - przeczytaj koniecznie.
🕒 Czas na przeczytanie poniższego tekstu to ok. 4 minuty.
Przez przypadek przeczytałem artykuł nt. problemów podwykonawców. Mam tu na myśli publikację pt. "Problemy podwykonawców ciągle aktualne". https://rynekinwestycji.pl/problemy-podwykonawcow-ciagle-aktualne/ (22.06.2022)
Ciekawe są konkluzje czy też obserwacje dotyczące przyczyn problemów. Autor pisze, że zasadniczo przyczyny problemów finansowych podwykonawców (oczywiście wynikających z braku zapłaty za prawidłowo wykonane prace) to - oszustwa i problemy finansowe samych wykonawców (generalnych wykonawców). Przy czym sytuacje, gdy problemy finansowe ujawniają się nagle i jednocześnie dotykają generalnego wykonawcę oraz jego podwykonawców, są jednak stosunkowo rzadkie. Częściej (niestety) zapewne bywa tak, że wykonawca o ile wprost nie planuje to przynajmniej bierze pod uwagę, że wynagrodzenia podwykonawcy nie zapłaci w całości lub w części.
Dużo się na ten temat pisze, lecz przyczyny problemów finansowych podwykonawców są dość prozaiczne. Przede wszystkim wykonawcy nie zawsze potrafią właściwie wycenić roboty, a nawet jeżeli potrafią to mniej lub bardziej świadomie zaniżają wynagrodzenie, co z kolei jest korzystne dla inwestorów. Kto na tym traci - najczęściej podwykonawcy.
Normatywny (wynikający z przepisów) model wydaje się być niezły. Przynajmniej w zakresie zamówień publicznych. W teorii podwykonawca jest "kryty". W praktyce bywa już gorzej. Dlaczego? Z wielu powodów. Jeden z nich to brak zgłoszenia do inwestora. Niby to jest proste, zgłosić się może również sam podwykonawca. Bywa jednak tak, że również podwykonawca nie chce się zgłaszać. Często wynika to z nadmiernie sformalizowanych i restrykcyjnych zapisów umów wykonawców z inwestorami i nadto wymogów, aby w umowach wykonawców z podwykonawcami były te same zasady, których części (najczęściej) podwykonawca nie spełnia (np. nie ma odpowiednich specjalistów zatrudnionych na umowę o pracę itp.).
Powstaje więc taki "układ", że podwykonawca ma wykonać robotę, inwestor udaje, że o niczym nie wie i wszyscy mają być "happy", oczywiście do czasu ... Do czasu zapłaty, a ściślej do czasu - braku zapłaty. Przy czym tu schemat zależy jednak od tego, co wykonawca sobie zaplanował lub z czym się godzi.
Nie da się niestety wykluczyć, że wykonawca z góry wie (tak to zaplanował lub godzi się z tym), że podwykonawcy nie zapłaci tyle, na ile się umawiał (często ustnie i to kolejny problem). Oczywiście tego podwykonawca początkowo nie wie i szybko się o tym nie dowie, a jego czujność będzie uśpiona, a to zaliczką, a to terminową zapłatą mniejszych faktur itp. Dlaczego tak się dzieje? Tu działa zwykła matematyka. Upraszczając, jeżeli inwestycja jest warta milion, a suma wartości robót i materiałów to np. półtora miliona to "trzeba się jakoś ratować", gdzieś trzeba poszukać "oszczędności" i niestety życie pokazuje, że najłatwiej oszczędzać na cudzym wynagrodzeniu.
Oczywiście można powiedzieć (pewnie powie tak niejeden prawnik) "masz faktury" to piszemy "pozew o wydanie nakazu zapłaty" i po temacie. Niestety (pomijając już to, że nie ma takiego rodzaju powództwa) takie sprawy mogą trwać latami i niestety skutek może być różny. Dlaczego? Z wielu powodów. Co warto zapamiętać? Faktury to ułamek (raczej mały, często zupełnie niewystarczający) sukcesu. Bywa tak, że wykonawca faktury nie księguje, albo żąda korekty itp. Co ważniejsze (upraszczając nieco), zapłaty oczekujemy nie tyle za samo wystawienie faktury (bo bywają faktury "bez pokrycia"). Zapłaty oczekujemy za prawidłowo zrealizowaną umowę. I w tym miejscu wielu z was powie "ale przecież ja nie wykonywałem żadnej umowy, umowy nie było". I nic bardziej błędnego. Bo nawet jeżeli nic "na piśmie" nie było, to jednak strony jakoś "się dogadywały" no i takie "dogadywanie się" to również umowa (tyle, że w formie ustnej) i w zasadzie z realizacją takiej umowy zazwyczaj nie ma problemów tak długo, aż się nie pojawią. A pojawiają się najczęściej dość szybko i kiedy się już pojawią to zaczynają się mnożyć. I wtedy zaczynamy rozumieć, że od formy ustnej jednak znacznie lepsza jest forma pisemna (a przynajmniej dokumentowa).
Wracając do procesu, musimy brać pod uwagę, że przed Sądem (zazwyczaj) nie wystarczą nam ani faktury, ani to, że "rynkowa" wartość robót bywa nawet znacznie większa niż kwota żądana ("dogadana") przez podwykonawcę. Podwykonawca będzie za to musiał wykazać (udowodnić), że prawidłowo zrealizował umowę. Czyli co konkretnie? Czyli to wszystko, na co strony się umówiły, co ustaliły itd. Oczywiście wykonawca (uczciwie, czy nie ale "broniąc własnej skóry") zapewne będzie działał sprzecznie. Komu Sąd uwierzy? Czy warto testować taki model? Moim zdaniem - nie warto.
Sprawa wydaje się zupełnie beznadziejna, ale tak nie jest. Co robić? To zależy od konkretnej sytuacji (stanu faktycznego sprawy). Przede wszystkim "złota zasada" - jeżeli oczekiwane (umówione, dogadane) wynagrodzenie jest kwotą, która ma dla nas znaczenie, sprawę należy skonsultować z prawnikiem z odpowiednim doświadczeniem. Kiedy? Najlepiej przed robotą, a jeżeli to już nie jest możliwe to im szybciej tym lepiej. Zdecydowanie nie jest też tak, że skoro nie spełniamy takich czy innych wymogów to w ogóle nie możemy mieć spisanej umowy - nic bardziej błędnego.
Potrzebujesz dobrej umowy, która zabezpieczy Twoje interesy? Twój kontrahent nalega na podpisanie "typowej" umowy? A może już podpisałeś lub zawarłeś w formie ustnej kontrakt, który nie jest dla Ciebie zbyt korzystny lub jako podwykonawca masz jakiś inny problem? Napisz do mnie lub zadzwoń, wspólnie znajdziemy dobre rozwiązanie.