Naśmiewanie się z innych to codzienność. Zabawne jest to, że kiedy człowiek postanowi ubrać się w ciemne kolory i założy kaptur, jest uznawany za niebezpieczną osobę, do której lepiej się nie zbliżać, lub do “emosa” czy człowieka z problemami depresyjnymi. Załóżmy, że ta sama osoba ubierze następnym razem kolorową bluzę, spodnie z dziurami na kolanach to będzie uznawana za “geja” i “pedała”. A gdy ubierze się cała na czarno i dobierze sobie swój ulubiony naszyjnik ze szkieletem, wyśmieją ją i zwyzywają od “pokemonów” czy “satanistów”, którzy powinni teraz przebywać na innej planecie, bądź bardziej przyziemnie - w psychiatryku. W szkole czy w Internecie jest dużo tematów poruszających problem akceptacji i tolerancji. Wydaje się, że każdy wie, o co chodzi, jednak zauważyłam, iż mało osób stosuje swoją wiedzę w praktyce.
W szkole podstawowej nie byłam akceptowana nie tylko przez wielu rówieśników, lecz w większej mierze przez nauczycieli, którzy mnie uważali za okropną buntowniczkę, ponieważ nie dałam się zaszufladkować, jak moje dawne koleżanki i miałam swoje racje. Do tej pory, gdy rozmawiam z moim kolegą, który jeszcze uczęszcza do tej szkoły, mówi mi, jak dwie “ukochane” nauczycielki obrażają mnie i twierdzą, że moje pofarbowanie włosów na kolorowo jest buntownicze oraz karygodne. Pamiętam różne sytuacje, jakie tam się działy. Przykładowo, raz odważyłam się założyć do szkoły spodnie z dziurami na kolanach i już na drugiej lekcji na zastępstwie zostałam wysłana do dyrektorki za wulgarny strój, później dostałam wykład od mojej wychowawczyni. Do tej pory pamiętam jej słowa: “Wiesz, jak się czuję, kiedy siedzę w pokoju nauczycielskim i słyszę obelgi na twój temat? Jest mi wstyd …”. Wtedy nie liczyła się moja osobowość, charakter, to, że miałam dobre wyniki w nauce i byłam w wolontariacie, ważne było tylko to, w co się dziś ubrałam.
Ludzie często kwalifikują kogoś do określonej grupy społecznej, oceniając tę osobę tylko z zewnętrznej strony. Kiedy chodzę po mieście, często jestem wyzywana przez rówieśników od wcześniej wspomnianych “pokemonów”, bo niestety, taki typowy chłopak wychowany na ulicy nędzy i rozpaczy czy taka dziewczyna, która myśli, że jak zapali czy będzie się wyśmiewać lub komentować takie osoby jak ja, to będą “cool” wśród swojej ekipy. Najczęściej nie są na tyle kreatywni, aby wymyślić coś oryginalniejszego niż te “pokemony” czy “diabły”. Jednak nie tylko w nich tkwi problem. Starsi ludzie mają podobnie. Nie chcę wszystkich seniorów wrzucać do jednego worka. Zdarzają się tacy, którzy będą się uśmiechać na mój widok, a inni chętnie polecieliby natychmiast do najbliższego kościoła i zlali mnie wodą święconą. Do niedawna bardzo przeżywałam takie wyzwiska i czasami nawet bałam się wyjść z domu, jednak uświadomiłam sobie, że nie ma we mnie żadnego problemu. Lubię patrzeć teraz z dystansem na takie rzeczy, ponieważ podążanie za stereotypami czy takie szufladkowanie jest żenujące i czasami bawi, bo przecież okropną krzywdę robię ludziom, kiedy mam kolorowe włosy i ubieram na głowę opaskę z uszkami. Myślę, że moje niektóre outfity czy makijaże są oznaką kreatywności i większej otwartości. Jednak nie każdy będzie reagować jak ja i będę przeżywać brak akceptacji. Każdy ma inaczej rozwiniętą psychikę i każdy co innego przeszedł. Niestety, ale takie głupie wyzwiska czy podobne wrogie zachowania doprowadzają do różnych zaburzeń psychicznych, a w gorszym przypadku - do śmierci. Myślę, że gdyby tacy ludzie zajrzeli do Internetu i poczytać więcej o różnych stylach, to może by patrzyli inaczej na takie osoby jak ja. Mnie akurat śmieszy fakt, gdy dziewczyna ubierze bluzkę z dekoltem ze świadomą premedytacją, bo chce być lubiana. Znam taką, która myśli, że jak założy dresy firmy Nike, buty sportowe, wyprostuje swoje blond kudły i będzie się zadawać z samymi chłopakami, to może być ponad mną i nadawać do innych niestworzone rzeczy na mój temat. No ludzie, szanujmy się.
Morał jest taki czytelniku, nie daj się zaszufladkować i podążaj za swoim wyczuciem stylu. Pamiętaj też: “Nigdy nie oceniaj książki po okładce”.
Milena M~