Zapraszamy do obejrzenia krótkich filmów ze wspomnieniami absolwentów Staszka o szkole!
Pragniemy podzielić się z Wami niezwykłymi historiami i wspomnieniami naszych absolwentów, które zebraliśmy w formie krótkich filmów. Każdy z nich opowiada o swoich doświadczeniach, chwilach radości i wyzwaniach, które napotkali podczas swojej edukacji w naszej szkole. To wspaniała okazja, aby dowiedzieć się, jak nasza szkoła wpłynęła na życie naszych uczniów i jak wspominają oni te wyjątkowe lata.
Nie przegapcie tej okazji! Obejrzyjcie filmy i pozwólcie sobie na chwilę nostalgii, a także poznajcie inspirujące historie naszych absolwentów.
Autorkami filmów są: Julia Kołaska i Blanka Rojewska z klasy 2dj, które pracowały pod opieką pani Heleny Wojtysiak.
Motywacja
Był pierwszy rok liceum, październik 1972r. My farciarze z klasy Ic, poznaliśmy naszą wychowawczynię, p.prof. Krystynę Mrowicką, w skrócie Mrówkę. Dlaczego farciarze? Ano, bo Mrówka była wyjątkowa, naładowana energią, realizowała się w swojej pierwszej pracy po studiach. Wesoła, dowcipna polonistka ciągnąca nas do poznańskich teatrów, żyjąca jeszcze tym miastem, miastem swoich studiów.
Wróćmy jednak do wspomnianego na wstępie września. Zadanie domowe z “polaka” brzmiało: Napisz recenzję ze “Ślubów panieńskich” z Teatru telewizji. W tamtych czasach w poniedziałki w telewizji panował teatr! To były spektakle robione przez najlepszych reżyserów, z super obsadą, z fantastyczną oglądalnością! Była klasyka, był teatr sensacji, słynna Kobra i inne. W generalnej większości same perełki, które nawet dzisiaj, powtarzane nic nie straciły swojego blasku.
No i klasa I c dostała zadanie konkretne: obejrzenie spektaklu i napisanie recenzji.
Premiera “Ślubów panieńskich” szła dokładnie 10 października. Reżyserował Bohdan Korzeniewski, grali m.in. Igor Śmiałowski, Stanisława Celińska, Andrzej Seweryn i Andrzej Zaorski. Ta lekka komedyjka Fredry, pisana wierszem, z podtytułem “Śluby panieńskie, czyli Magnetyzm serca” od początku miała wzięcie na scenach polskich teatrów. Kto się nie lubi pośmiać? Pośmiałem się i ja w tamten poniedziałek i zaraz po obejrzeniu usiadłem i napisałem recenzję jednym takim lekkim piórem, bo tak zawsze pisałem już w podstawówce “z trzewi”. Na kolejnej lekcji polskiego Mrówka zebrała nasze zeszyty z pracami domowymi do oceny w domowych pieleszach czytaj do internatu na “Zielonej”, bo tam pomieszkiwała przychodząc do Pleszewa. Na kolejnej lekcji dostaliśmy je z powrotem. Otwieram zeszyt, a tam pod moja recenzją pięć linijek tekstu czerwonym długopisem. Kilka bardzo pozytywnych, wręcz lekko entuzjastycznych zdań pochwalnych i ocena bdb. Mało tego! Przy omawianiu naszych prac Mrówka chwaliła moje wypociny publicznie przed klasą, mówiąc coś o stylu, o dobrze recenzowanym spektaklu, o dobrze napisanym zadaniu domowym. Słowem, rosłem w oczach i fruwałem pod sufitem!!!
Teraz już wiem, dlaczego zatytułowałem moje wspomnienie “Motywacja”. Ja, świeżo upieczony pierwszoklasista licealny doświadczałem czegoś takiego - dostałem takiego “kopa” na zachętę do nauki, że nic lepszego nie mogło mi się przydarzyć. Te kilka zdań na czerwono i te kilka zdań powiedziane przed klasą zmotywowało mnie polonistycznie na wszystkie cztery lata licealnego zmagania się z językiem polskim, literaturą, lekturami, teatrem telewizji itd., itp.
Jasne, że takie fundamentalne nauki jak chemia, matma czy biologia cierpiały i nie miały szans się do mnie przebić i oczywiście ze wzajemnością! To język polski i Krystyna Mrowicka Mrówka, kolejność dowolna, sprawiły tę chemiczno-biologiczno-matematyczne ciemne chmury, które często pod koniec roku zbiegały się nad moją głową, ostatecznie jakoś następowały i kolejny rok nauki stał przede mną otworem, w tym samym klasowym towarzystwie.
Myślę, że w tym względzie gdy chodzi o motywacje nic się nie zmieniło. Jest super gdy dobry nauczyciel potrafi dostrzec w kimś młodym iskierkę czegoś fajnego i zmotywować go do pracy nad tym, co w nim najlepsze. Czego oczywiście życzę i jednym i drugim, i nauczycielom i uczniom.
Marek Szymoniak, matura 1976r.
Uczęszczałam do Staszica w latach 1988 - 1992. Dyrektorem za moich czasów był Andrzej Kulig, a następnie profesor Szymański. Maturę pisałam z j. polskiego i matematyki. Zdawałam również maturę ustną z j. rosyjskiego.
Chodziłam do liceum w czasie reform i odcinania się Polski od wpływów rosyjskich. Jednak sztywnych zasad, co do mundurków, nadal się trzymano. Był bowiem obowiązek noszenia tarcz na mundurkach. I nie, że miała po prostu być, tylko były specjalne wymagania. Tarcza musiała być przyszyta. Nie mogła być przypięta agrafką czy przyklejona. Nauczyciele bardzo tego pilnowali. Zawsze przy wejściu do szkoły stał jakiś nauczyciel i sprawdzał czy owa tarcza jest.
Zajęcia matematyki miałam z legendarną, jak sądzę, panią profesor Heleną Pragą. Każdy kojarzy to nazwisko. Pierwsza ocena jaką kiedykolwiek dostałam była to jedynka - właśnie z matematyki. Nie nauczyłam się regułki. Prawdopodobnie twierdzenia Pitagorasa, ale nie jestem pewna. To było 30 lat temu. Potem moje stosunki z panią profesor się ociepliły. Okazało się bowiem że jesteśmy, bardzo dalece, ale spokrewnione. Przez to czasami, gdy siedziałam w pierwszej ławce, podpowiadała mi dobre odpowiedzi na sprawdzianach.
Kiedy nie uczyliśmy się nauczyciele lubili mówić, abyśmy poszli “za płot” tj. do szkoły zawodowej obok.
Języka rosyjskiego uczyła mnie pani Irena Kuczyńska, która teraz prowadzi blog o Pleszewie. Budziła postrach wśród uczennic. Chodziła ona bowiem po korytarzu z ogromnymi nożyczkami i obcinała za długie paznokcie. Teraz większość nastolatek nie przeżyłaby bez długich, pomalowanych paznokci. My musiałyśmy.
Pani Anna Ranke, nauczycielka geografii z pasją, od 30 lat nic się nie zmieniła. Moja córka może to potwierdzić. Te same krótkie włosy, ta sama fikuśna biżuteria i ten sam wyjątkowy styl.
Nigdy nie miałam jakiś szczególnych problemów z nauką. A zwłaszcza z historią, chociaż uczył jej temperamentny profesor Robert Kulig. Znalazłam sposób nauki, który działał i umilał mi te lekcje.
pod red. Joanna Szymaniak, kl.2dj
Mój rocznik 1950, był bardzo licznym rocznikiem. Dlatego klasy pierwsze były aż od “a” do “e”. Wychowawcą mojej klasy była polonistka p. Ludmiła Jabczyńska, która bardzo lubiła wycieczki. Dzięki niej zwiedziliśmy Polskę wzdłuż i wszerz, za co jestem jej ogromnie wdzięczna.
Nauczycielem matematyki był p.Antoni Jabczyński. Tuż przed maturą przyszedł on do klasy trzymając w ręce kałamarz i pióro marki “Pelikan”. Pokazał nam je i kazał właśnie w nie zaopatrzyć się wszystkim w klasie, szczególnie oczywiście tzw. “klasowym orłom”. Stwierdził jeszcze z przekąsem w głosie: “nie będę dobierał kolorów długopisów…”.
W dniu matury wszyscy jego uczniowie dzierżyli w rękach wyżej wymieniony atrybut. Oczywiście… wszyscy zdaliśmy maturę!!!
Wiesława Kowalska, matura 1968r.
Pewnego dnia przeczytałam artykuł w gazecie, w którym między innymi napisano o tym, że bardzo niegrzecznie jest oddać pustą kartkę na sprawdzianie. Radzono w nim, aby chociaż napisać na kartce krótkie przeprosiny. Niedługo po tym artykule mieliśmy sprawdzian z historii z p. Robertem Kuligiem. Nie byłam na niego odpowiednio przygotowana. Niestety nie trafilam w pytania i napisałam na kartce króciutki wierszyk - takie moje przeprosiny. Nie pamiętam już całego wierszyka, ale pamiętam jego końcówkę: “...bardzo by mi było miło, gdyby mi to nie zaszkodziło…”.
Jeszcze tego samego dnia roześmiany profesor Janiak gratulował mi napisanego wierszyka. Pan Kulig nic nie powiedział, aż do dnia oddania sprawdzianu. Oczywiście potem z poważną miną mnie zwyzywał… Po wielu latach moja młodsza o 10 lat kuzynka opowiedziała mi historię, jak to profesor Kulig często przed sprawdzianem powtarza uczennicom: “...panny, tylko mi tu wierszy nie piszcie…”.
Magdalena R., matura 1993r.
Ze Staszkiem mam wiele ciekawych wspomnień. Jednym z nich była wycieczka szkolna do Wrocławia, podczas której największe wrażenie zrobił na mnie jeden z ogromnych wieżowców - Sky Tower.
Podczas jednego z Dni Języków Obcych moja klasa wylosowała Hiszpanię. W części artystycznej zaśpiewaliśmy piosenkę pt. Bailando. Wszyscy ubraliśmy się w hiszpańskie stroje, co wywołało prawdziwy “efekt wow”. Klasę udekorowaliśmy
w hiszpańskim stylu - cała była w kolorach Hiszpanii, a do tego przygotowaliśmy hiszpańskie potrawy.
Kiedy byłem w 3 klasie liceum wziąłem udział w Olimpiadzie Historycznej. Historia jest moją pasją już od najmłodszych lat. Olimpiada, podzielona na 5 etapów
była dość nietypowa, ponieważ odbywała się zdalnie. Rywalizacja odbywała się
w grupach. Każdy w mojej grupie po kolei odpowiadał na pytania. Ostatecznie zajęliśmy miejsce w czołówce, co w dużej mierze zawdzięczamy profesorowi Robertowi Kuligowi, który bardzo dobrze przygotował nas do tej olimpiady. Do dzisiaj wspominam bardzo miło lekcje historii prowadzone przez pana Kuliga, z którym często prowadziłem różne historyczne dyskusje.
Bardzo często z sentymentem wracam wspomnieniami do czasów, kiedy byłem uczniem Liceum Ogólnokształcącego im. St. Staszica w Pleszewie. Nadmienie, że moja przygoda z tą szkołą zaczęła się już wcześniej, ponieważ jestem również absolwentem Dwujęzycznego Gimnazjum, które zostało utworzone w LO im. Stanisława Staszica. Jestem dumny, że jestem absolwentem tej szkoły i mogę polecić ją kolejnym pokoleniom młodzieży.
Dominik (matura 2022 r.) pod red. Patryka Łyskawki 2dj