Minari, Morlana, Zygmund i Frederik obudzili się w ciemnościach - wóz zatrzymał się, a z zewnątrz dały się słyszeć głosy dwóch-trzech osób. Zwęszywszy szansę ucieczki, zaczęli przygotowywać się do ataku na jednego ze strażników - szybko też zaczęli sobie przypominać, jak znaleźli się w ciemnym wozie-więźniarce gdzieś w środku lasu.
Retrospekcja: Zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy niedługo po przybyciu do Talagaadu delegacja z Osterlundu została zamordowana w niejasnych okolicznościach, a magistrat, swoim zwyczajem, rozłożył ręce. Władze księstwa powiedziały dość. Książę Ludwig przysłał do Talagaadu 11-ty książęcy pułk wojska, z lordem łowczym Leonardem von Obelmannem na czele. Miejscowi dość szybko ukuli dla 11-tego pułku złośliwe miano “Knarlrotters” - “korników” - uciążliwych nieproszonych gości, którzy od rana łomocą w drewno.
Wiązało się to z brutalną polityką 11-tego pułku: od rana do nocy wojskowi nachodzili mieszkańców Talagaadu, przeprowadzając brutalne kontrole pod pretekstem a to poszukiwania kontrabandy, a to podejrzeń o działałność spiskową.
Zygmund, znający von Obelmanna z czasów walk w Księstwach Granicznych, uniknął nieprzyjemności związanych z kontrolą - inni, jak właściciel sąsiedniego zakładu, nie mieli tyle szczęścia. Minari, za wszelką cenę chcąc odciągnąć patrol od kontroli jej lokalu, wdała się z żołnierzami w awanturę i trafiła na brutalne przesłuchanie - mimowolnie stając się wśród najbliższego otoczenia symbolem oporu. Frederik i Morlana, zetknąwszy się z kontrolami (odpowiednio: pewnego handlarza warzywami z Markebundtu i pani Jocelyn, sprzedawczyni słodkich wypieków), nie zdecydowali się na konfrontację z Kornikami.
Jesień pod okupacją przeszła w zimę, spadł pierwszy śnieg. Miasto z dnia na dzień coraz bardziej przypominało beczkę prochu, tylko czekającą, aż ktoś rzuci na nią iskrę. Wreszcie doszło do przesilenia - podczas rozmów na ulicach i w karczmach zaczęły się pojawiać wezwania do stawienia oporu. Kolejne grupki łączyły się w coraz większą falę, ostatecznie zbierając się na placu targowym w dzielnicy Markebundt. Minari szła z tłumem, Zygmund próbował tego uniknąć, ale chciał ochronić ojca oraz brata i szwagierkę. Frederik długi czas razem z innymi strażnikami miejskimi czekał zabarykadowany w ich siedzibie - ostatecznie jednak podążyli na plac; przeważył argument, że mieszkańcy powinni zobaczyć, że straż miejska pilnuje porządku, nie stając równocześnie po stronie okupanta. Morlana, próbując ochronić panią Jocelyn, wymknęła się wraz z nią z tłumu i ukryła w jednym z magazynów przy placu, mając jednak widok na protest na placu.
Tłum zgromadzony na placu targowym w wiecowej atmosferze coraz chętniej wznosił antyksiążęce i antywojskowe hasła. Lokalni handlarze jedzeniem i napojami chętnie korzystali ze wzmożonego ruchu. W tę jarmarczną atmosferę wcięło się nagle krakanie kruka, który przysiadł na jednym z karczemnych szyldów i bardzo uważnie przyglądał się zgromadzonym.
Z Domu Zanikającego Księżyca, znajdującej się na południowym krańcu placu siedziby zakonu rycerskiego Ottylian, szerokim szykiem w kierunku protestujących ruszyli odziani w czarne emaliowane zbroje jeźdźcy. Minari, Morlana, Zygmund i Frederik słyszeli wcześniej, że że Gottfried von Kuesel, mistrz zakonu Ottylian, zabiegał u von Obelmanna o możliwość przyłączenia się do działań zbrojnych w mieście, licząc, że pozostający w niesławie zakon będzie mógł się wykazać. Słyszeli też o tym, jak Ottylianie brutalnie spacyfikowali kilka lat wcześniej obozowisko Sigmaryckich pielgrzymów za miastem - i mieli powody, by spodziewać się najgorszego.
Nie jest do końca jasne, jak wybuchły zamieszki - czy spłoszył się koń któregoś z jeźdźców? Czy zaczęło się, gdy Minari rzuciła w jednego z nich kubkiem z winem? Tak czy inaczej, rozpętało się piekło. Wśród zabitych znalazł się m. in. ojciec Zygmunda. Wśród panującego chaosu nasi bohaterowie zobaczyli kilka rzeczy, które wydały im się podejrzane - Frederik zorientował się, że drabowie w mundurach straży miejskiej, wyłapujący protestujących i ładujący ich do więźniarek, to przebierańcy. Morlana w jednej z bocznych uliczek spostrzegła czarną karocę zaprzężoną w cztery konie, na której znalazł się pewien charakterystyczny herb. Zygmund spostrzegł nadludzkich rozmiarów rycerza w czarnej zbroi (przypominającej te noszone przez Ottylian, ale wyraźnie starszej), który również wyłapywał protestujących.
W ten czy inny sposób, przemocą lub podstępem, bohaterowie zostali ogłuszeni, pojmani i załadowani do jednej z więźniarek. Gdy obudzili się i uwolnili, wyważając z pomocą magii drzwi więźniarki i przywalając jednego ze strażników, musieli stanąć do walki z drugim strażnikiem oraz młodym chłopakiem, który dowodził pozostałą dwójką. Po wygranej walce próbowali go przesłuchać, ale ten stawiał opór - ewidentnie bardziej bał się swoich mocodawców, niż prowadzących przesłuchanie. W pewnym momencie, między szaleńczym śmiechem a rozpaczliwym płaczem, wykrzyknął “mój wuj jest martwy, a wciąż nami rządzi!”, niedługo potem zaczął skręcać się w nienaturalnych ruchach, jakby kierowany jakąś siłą - i padł ze skręconym karkiem. Na palcu zmarłego znajdował się sygnet z herbem - jednak dopiero po jakimś czasie wszyscy mieli okazję mu się przyjrzeć.
Nadjeżdżający z północy przez las patrol wymusił na naszych bohaterach porzucenie drugiego jeńca i spuszczenie wozu do Talabeku - grupka jeźdźców zgarnęła porzuconego strażnika i odjechała z powrotem na północ, a bohaterowie, zziębnięci i wyczerpani, dotarli z powrotem do Talagaadu. Herb na sygnecie i na czarnej karocy okazał się być jastrzębiem rodu Luddenhofów - potężnej szlachty z siedzibą na północ, w kierunku Osterlundu, mającej wpływy w Talagaadzie.
W nadchodzących dniach bohaterowie nieustannie czuli się obserwowani - czy to przez kogoś wysłanego przez Luddenhofów, czy to przez przyglądającego im się nieco zbyt uważnie jak na zwykłe zwierzę kruka…
Bohaterowie w kolejnych dniach postanowili podzielić swój czas między zajęcie się swoim najbliższym otoczeniem oraz próby zrozumienia tego, w co zostali wplątani.
Zygmund zajął się organizacją pogrzebu ojca oraz poszukiwaniem kogoś z 11-tego pułku, kto mógłby odpowiedzieć na pytania: jakie były rozkazy? gdzie byli żołnierze 11-ego podczas zamieszek? czy ktoś z 11-ej ma zatarg z Luddenhofami?
Minari zajęła się opatrywaniem rannych w przyświątynnym przytułku, próbując dowiedzieć się czegoś o historii rodu Luddenhofów od Wylderoca Fleetridera, elfiego barda i zbieracza opowieści, który przebywa w Talagaadzie
Frederik, korzystając ze swoich haków (bądź zaległych “przysług”) postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o Luddenhofach
Morlana zamierzała sprawdzić, co z panią Jocelyn i porozmawiać z Malko Mataską o krukowatych - może dręczony apokaliptycznymi wizjami druid będzie wiedział coś więcej na temat tego “obserwatora”?