Proza

22 wrz 2018

*****

Zimno się zrobiło to jedźmy do Krakowa

Kraków jest taki piękny

Zrobimy przy okazji zakupy bo jutro sklepy zamknięte

Nic w domu nie ma


| [Andrzej Sikora]
9 wrz 2018

Kwestia turbomelanżu

Niedobrze, że jest ten zakaz handlu

powiedział z trudem w niedzielę rano na przystanku

Dawniej się pracowało w każdą

Nie dało się tak turbomelanżować

Bo nie miało się tej niedzieli na regenerację

A teraz się ma i jest przejebane

ale rząd oczywiście ma takie osoby w dupie

22 lis 2016

Moda na post-prawdę

Spotkaliśmy kolegę z dawnych lat.

- Świetnie wyglądacie – powiedział.

- Dziękuję – odparł S.

- Wzajemnie – skłamałem.

16 kwi 2016

Dziewczyna, która sprzedawała pierogi

Dziewczyna, która sprzedawała pierogi, miała duże piersi.

Przychodziłem tam jeść ze względu na pierogi,

nie na nie.


Były smaczne, tanie, a do tego blisko.

Poza tym ona tam nie zawsze była.

Czasem był chłopak.


Mówiłem na przykład:

- Dzień dobry, poproszę półtorej porcji ruskich.

A ona pytała:

- Na miejscu?


Czasem odpowiadałem:

- Tak, na miejscu.

A innym razem:

- Nie, na wynos.


Zawsze miała na nich białą, obcisłą bluzkę.

I dopytywała:

- Dodać cebulkę?


Jeśli wcześniej odpowiedziałem: „Tak, na miejscu”, mówiłem:

- Poproszę.

A jeśli: „Nie, na wynos”, wtedy:

- Nie, dziękuję.


Bluzka prześwitywała, więc widziałem, kiedy były ubrane w różowy, a kiedy w czerwony stanik.


Nie fantazjowałem, że – na przykład – biorę ją tam, na zapleczu, ale cieszyłem się, że tam są.


I ona, i one.

16 kwi 2016

Oczy Macierewicza

Straszyły mnie.


Mówiły:

- Oczy Maciarewicza, oczy Maciarewicza!

(A on przecież nazywa się Macierewicz!)

- Widziałeś oczy Maciarewicza?

Chciałem im odpowiedzieć,

że tak, widziałem,

ale nie bardzo wiedziałem komu.

A one znowu:

- Oczy Maciarewicza, oczy Maciarewicza!

W końcu nie wytrzymałem, krzyknąłem:

- Ej, czemu mu tak robicie, mówicie o nich? Przecież on się w ogóle inaczej nazywa!

28 lut 2016

Carrefour, Polska

Zastanawiam się, co może łączyć tych trzech mężczyzn w różnym wieku, że wspólnie wybrali się na zakupy spożywcze do supermarketu wczesnym niedzielnym popołudniem. Pomiędzy regałami poruszają się z mieszaniną agresji i niepewności.

Wyglądają, jakby zamierzali zabrać wszystkie rzeczy znajdujące się w moim koszyku, a powstrzymuje ich jedynie świadomość, że i tak niewiele by to zmieniło. Wiedzą przecież, że jeszcze za nie nie zapłaciłem.

7 gru 2015

Z byłym chłopakiem obecnej sympatii

- To ile jesteś mi winien? – pytał Mateusz Sz. Gdy usłyszał, że 600 zł, zezłościł się.

20-letni Mateusz Sz. umówił się w Ostrołęce na spotkanie z 17-letnim byłym chłopakiem swojej dziewczyny. – Podczas niego zażądał zwrotu pieniędzy za prezenty jakie nastolatek dostał od byłej już sympatii – opowiada podkom. Sylwester Marczak, rzecznik ostrołęckiej policji.

Ich wartość obecny chłopak dziewczyny wycenił na 600 zł, a rozmowa między młodymi mężczyznami odbywała się w aucie Mateusza Sz. Mężczyzna siedział za kierownicę. – W pewnym momencie uruchomił silnik pojazdu i ruszył. Po paru minutach do auta wsiadło jeszcze dwóch mężczyzn – opowiada policjant. Nastolatek próbował wysiąść. Wtedy kierowca wraz z kolegami zaczął mu grozić. Razem pojechali do lasu. Tam jeden z mężczyzn wyciągnął z bagażnika szpadel i dał go 17-latkowi. Mateusz Sz. wraz z kolegami kazał nastolatkowi kopać „swój grób”. Chłopak zaczął to robić. – To ile jesteś mi winien? – pytał Mateusz Sz. Gdy usłyszał, że 600 zł zezłościł się. – Stawka wzrosła – odpowiedział. Najpierw do 900 zł, a później jeszcze dwukrotnie.

W pewnym momencie nastolatek się zbuntował i nie chciał więcej kopać. Wtedy kilkukrotnie uderzono go szpadlem. – Jeśli nie zwrócisz pieniędzy to tutaj będziesz pochowany – grozili mu napastnicy. Po kilkudziesięciu minutach zmienili zdanie. Zapakowali nastolatka do samochodu i odwieźli go na miejsce spotkania. Na koniec zagrozili mu, że jeśli komuś opowie co się stało, lub nie zwróci pieniędzy to naprawdę go zabiją. Jednak chłopak opowiedział o wszystkim rodzicom, a ci wezwali policję.


| źródło: Rp.pl / dział: sądownictwo
6 paź 2015

Kupując kebaba

- Jebać Allaha! – wrzeszczał tłum w centrum Zielonej Góry. (…) – Mahomet chuj – skandowali maszerujący.


| źródło: Wyborcza.pl
5 paź 2015

Zdjęcia w tle

Na zdjęciu widzimy kobietę oraz mężczyznę. Mężczyzna jest nagi.

Kobieta ma na sobie czarne, lakierowane czółenka na koturnie i bardzo wysokim obcasie. Opiera się plecami na jego szerokiej klatce piersiowej, zasłaniając rękami biust, podczas gdy on trzyma swoje dłonie wsunięte pomiędzy jej rozchylone uda. Ich ciała (ręce, ramiona, uda, jego łydki, jej szyja) niemal w całości pokryte są tatuażami. Nogi, rozrzucone na boki i zgięte w kolanach, przylegają do siebie. Oczy obojga znajdują się poza kadrem. Górna krawędź zdjęcia przecina ich twarze mniej więcej w połowie.

Jest to tak zwane zdjęcie w tle.

Zostało opublikowane na profilu Izy Szmigiero w niedzielę, 11 stycznia, o godzinie dwudziestej drugiej zero trzy. Do dziś polubiły je pięćdziesiąt cztery osoby. Wśród nich Wojtek Pankiewicz.

12 stycznia Pankiewicz umieszcza pod zdjęciem komentarz: „ale jesteś piękna śliczna i bardzo seksowna”. Szmigiero reaguje po niespełna godzinie. „buhahahahaha ja pierodle” – pisze, a następnie edytuje swoją odpowiedź, dodając emotikony: twarz wyrażającą zażenowanie i przystawiony do niej rewolwer. Poprawia też literówkę.

Minutę później Pankiewicz pozostawia drugi komentarz: „co” (nie opatruje go znakiem zapytania), zaś po chwili do rozmowy włącza się Konrad Strzelik.

Strzelik posiada sześciuset trzynastu znajomych i jest obserwowany przez sześcioro użytkowników (trzech mężczyzn i trzy kobiety). Pracuje w firmie Monster Kebab i Kurczak z Rożna Andrzej Danowski. W ciągu ostatniego roku trzykrotnie zmieniał swoje zdjęcie w tle. Dwukrotnie umieścił na nim wizerunki modelek uchwyconych w pozach zwyczajowo uznawanych za seksowne, jednak najwięcej polubień przyniosła mu czarnobiała fotografia przedstawiająca całujących się na łóżku mężczyznę oraz kobietę, ubranych tylko w bieliznę. Pankiewiczowi odpowiada lakonicznym „Jajco xD”, co spotyka się z uznaniem zarówno Szmigiero jak i pozostającego dotąd poza dyskusją Rafała Ropuckiego. Oboje zaznaczają przy komentarzu Strzelika „Lubię to!”.

Ropucki posiada ośmiuset siedemdziesięciu jeden znajomych i jest obserwowany przez pięćdziesięcioro pięcioro użytkowników. Od 1 stycznia jest także w związku z Izą Szmigiero. W umieszczanych na swoim profilu wpisach nazywa ją „cudem natury, moim natchnieniem, muzą, weną i przeznaczeniem”, a także „mym dopełnieniem, mego życia spełnieniem”. Ona z kolei wyraża się o nim jako o „tym jedynym”. Wybrane przez niego zdjęcie w tle przedstawia sztangę.

Trzy godziny po pierwszym komentarzu Pankiewicza Ropucki odnosi się do niego, pisząc: „Owszem jest Piękna,śliczna i bardzo sexowna lecz niestety ziomus poza Twoim zasiegiem”. Dwie minuty później edytuje swoją wypowiedź, usuwając z niej słowo „ziomus”.

Pankiewicz ripostuje po kilkudziesięciu sekundach: „Ta jasne chyba twoim”, po czym do wymiany zdań znów włącza się Konrad Strzelik. „nie ma sensu się droczyć z tym chłopczykiem” – radzi, dodając emotikonę „;)”. Pankiewicz odpowiada: „Ty chyba jestes chlopcem” (we wcześniejszych wypowiedziach używał polskich znaków).

Kolejny komentarz pochodzi od Ropuckiego. Ignorując Pankiewicza, zwraca się bezpośrednio do Strzelika: „Konrad nawet nie zamierzam schodzic do takiego poziomu ;) piona !!! :)”, na co ten jeszcze w tej samej minucie odpisuje: „5! a lamusy dupa cicho ;)”.

Rafał Ropucki i Konrad Strzelik nie są znajomymi.

Komentarz Strzelika zyskuje aprobatę Ropuckiego. „Lubię to!” zaznacza przy nim także Szmigiero oraz dwoje innych użytkowników (Mo Nika i Radek Węgrzyniak). W tej sytuacji Pankiewicz odstępuje od dalszej rozmowy krótkim: „Dobra nara”. Ostatni głos w dyskusji należy jednak do Izy Szmigiero.

12 stycznia o godzinie dwudziestej drugiej dwadzieścia dwa, adresując swoją wypowiedź do Pankiewicza, pisze: „Wojtek zabłysnąłeś w tym momencie. Twoja inteligencja a raczej jej brak mnie rozwala”. Zdania rozdziela emotikoną przedstawiającą kciuk w górze.

Wojtek Pankiewicz posiada trzystu czterdziestu ośmiu znajomych. Wśród nich nie ma Rafała Ropuckiego ani Konrada Strzelika. Nie ma również Izy Szmigiero.

Zdjęcie w tle na profilu Wojtka Pankiewicza przedstawia Wojtka Pankiewicza. Fotografia jest prześwietlona. Widzimy na niej prostokątne lustro zawieszone na ścianie pokrytej białymi kafelkami (kolor fugi wskazuje na to, że pomieszczenie od dawna nie było odświeżane). Odbija się w nim sylwetka, od pasa w górę, młodego, krótko ostrzyżonego, krępego mężczyzny, ubranego w ciemną bluzę. Jej rękawy są podwinięte powyżej łokci, a wzór na piersi (cienkie, poprzeczne pasy, w odcieniu minimalnie ciemniejszym od reszty) wywołują skojarzenie ze zbroją lub kamizelką kuloodporną. Palcami obu rąk przytrzymuje niewielki aparat fotograficzny, który zasłania mu dolną część twarzy. Wzrok mężczyzny jest skupiony na urządzeniu.

Wojtek Pankiewicz zaktualizował swoje zdjęcie w tle dwudziestego września (jak na razie nikt nie zaznaczył przy nim „Lubię to!”). Na wcześniejszym, niezmienianym przez ponad dwa lata, widzimy go jako młodego, piętnasto-, najwyżej szesnastoletniego chłopaka o wciąż dziecięcej, pucułowatej twarzy. Ubrany jest w czarne dżinsy i trochę zbyt duży na niego jasnokremowy t-shirt. W swobodnej pozie siedzi na drewnianej balustradzie, przytrzymując zgiętą w łokciu prawą rękę na oparciu, podczas gdy jego lewa dłoń, nieco skręcona w nadgarstku, spoczywa na kolanie. Uwzględniając tło (soczysta zieleń trawy, gęste listowie, żółte kwiaty na granicy drzew, najpewniej kaczeńce) oraz datę pierwszej publikacji zdjęcia (14 lipca), można przypuszczać, że jest to pamiątka z wakacji. Pankiewicz ma lekko przymknięte oczy, pod którymi widać delikatne fałdy, uśmiecha się i patrzy prosto do obiektywu.

Fotografię polubiło pięćdziesięcioro użytkowników. Wśród nich nie było Izy Szmigiero.

Ani Szmigiero, ani Rafał Ropucki nie posiadają widocznych tatuaży. Z osób tu wymienionych ma je jedynie Radek Węgrzyniak.

8 gru 2014

Atrofia oczekiwań

Gościem specjalnym nocy sylwestrowej w Słupsku będzie Magda Gessler. Na oczach mieszkańców ugotuje bigos.


| źródło: Wyborcza.pl
29 lip 2014

Szczegóły są palcami olbrzyma (2)

Do policyjnego aresztu trafili: 31-letni bełchatowianin, 39-letni mieszkaniec gminy Drużbice i trzech zduńskowolan w wieku 28, 29 i 34 lat.


| źródło: polskieradio.pl / "Lincz w Bełchatowie. Skatowali sprawcę kolizji drogowej"
13 maj 2014

Szczegóły są palcami olbrzyma

Pedagog z placówki wychowawczej w Grudziądzu zgwałcił, a potem szantażem zmuszał do prostytucji 14-latkę z Golubia-Dobrzynia. Gwałtu miał się dopuścić w sierpniu ub.r. podczas spotkania, na które pojechał skodą.


| źródło: Wyborcza.pl
11 maj 2013

Przełom nadszedł w grudniu

Nadal podążam w stronę waleczności. Zainspirowały mnie też media donoszące ciągle o samych negatywnych wydarzeniach. Skąd więc kilka kreacji w neonowo zielonym kolorze? Ten kolor kojarzy mi się z bombą nuklearną. Dobrze też kontrastuje ze szmaragdową zielenią

Z projektantką Natalią Kontraktewicz rozmawia Agata Piasecka

Minął miesiąc z kawałkiem od premiery twojej wiosennej kolekcji, w której motywem przewodnim była walka dobra ze złem. Co cię inspirowało podczas pracy nad jesiennymi kreacjami?

- Nadal podążam w stronę waleczności. Wsłuchiwałam się w teksty Muse i Linkin Park. Zainspirowały mnie też media donoszące ciągle o samych negatywnych wydarzeniach. Zastanawiałam się, jak kobiety ubierałyby się, gdyby doszło do wojny.

Twoja kolekcja jest odpowiedzią na to pytanie?

- To raczej styl na powojenne czasy. Taki świat po ruinie: kobiety, które straciły mężczyzn, noszą ich za duże płaszcze i koszulki. W kolekcji pojawia się też motyw piór, które dla mnie symbolizują wolność i niezależność.

Skąd więc kilka kreacji w neonowo-zielonym kolorze?

- To nawiązanie do przyszłości. Ten kolor kojarzy mi się trochę z bombą nuklearną. Dobrze też kontrastuje ze szmaragdową zielenią, która też pojawia się w kolekcji.

Pokazywałaś obie kolekcje w niedużym odstępie czasu. Projektowałaś je równocześnie?

- Nie. Wiosenną miałam gotową już we wrześniu. Przy opracowywaniu jesiennej dużo myślałam, zanim zrobiłam pierwszy szkic. Oczywiście chciałam nawiązać do pierwszej kolekcji. Przełom nadszedł w grudniu, gdy przeczytałam o próbach jądrowych w Korei. Pomyślałam: “Ludzie, czemu ze sobą walczycie, skoro można robić tyle innych fascynujących rzeczy?!”.

W czasie twojego pokazu jednej z modelek przesunęła się koszula i widać było gołą pierś.

- Tak, długo o tym rozmawiałyśmy z modelką przed pokazem. Jest mi przykro z tego powodu, ale niestety – takie rzeczy się dzieją.


| źródło: gazeta.pl
5 kwi 2013

W pół do jedenastej z samego rana

Wyłoniła się zza rogu. Rozchełstana, niespokojna, z niestarannym makijażem, ale i wyraźnymi bliznami po elegancji. Jeśli wiek ma znaczenie, między czterdziestką a pięćdziesiątką. Rozejrzała się.

– Jest tu gdzieś jakiś sklep? – rzuciła dość desperacko.

– Sklep? - zapytałem. - A jakiego rodzaju?

Mimo wszystko była zakłopotana.

Ściszyła głos: – No, z alkoholem, niestety - odpowiedziała.

30 paź 2012

Dla ciebie, dla rodziny

Zabije was Tesco


| Oborniki Śląskie, rogatka obok dworca PKP
5 wrz 2012

Marne perspektywy

- Kiedyś przyszła się zapisać do nas do biblioteki taka dziewczyna. Miała t a k brudne nogi! Nigdy nie widziałam, żeby ktoś miał tak brudne nogi. Jakby siedziała cały czas w piwnicy z węglem.

- Była na bosaka?

- Nie, w japonkach. Naprawdę, pomyślałam sobie: - Boże, dziewczyno, masz osiemnaście lat i jesteś taka brudna! Co z ciebie potem będzie?

29 mar 2012

Weź mopa

Zostaw to pomieszczenie w takim stanie, w jakim chciałbyś je zastać. Dziękujemy!


| toaleta w pociągu PKP relacji Kraków-Warszawa
20 wrz 2011

Na serio

Premier odwiedził kujawsko-pomorskie. - Będzie trzeba porozmawiać na serio o losie dziewczyny z Chełmży. 23-letnia dziewczyna, w wieku mojej córki, dwa fakultety i zero roboty. Są takie miejsca w Polsce, gdzie wyższe wykształcenie nie daje szansy na znalezienie roboty - powiedział.

9 sie 2011

We didn’t start the fire

In one NBC report, a young man in Tottenham was asked if rioting really achieved anything:

“Yes,” said the young man. “You wouldn’t be talking to me now if we didn’t riot, would you?”


| źródło: Penny Red
17 maj 2011

Wiosna nasza

Pierdol lata ’80. Walcz teraz!


| Kraków, róg ulic Janowa Wola i Kącik
paź 2010

W oczekiwaniu na dialog

A: Teraz niedawno zmarła moja, miesiąc temu, sąsiadka. 102 lata. Piękny wiek. (pauza) Piękny.

(milczenie)

B: I sama mieszkała?

A: Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nieee. Z dziećmi. Z córką i zięciem. Ale miała piękną..

B: A ja to właśnie miałam taką koleżankę z pracy, z instytutu. Były dwie bliźniaczki, obie miały po sto, skończyły sto lat.

A: Ymhmm. Piękny wiek.

B: I nawet Hanka.. Same mieszkały. Hanka tam podchodziła, coś załatwiała.

A: Ta sąsiadka miała piękną opiekę. Trzy panie dochodziły, także 24 godziny była. Bo to były wykwalifikowane pielęgniarki.

B: Tak, tak.

A: Cały dom był monitorowany, tak. Były kamery wszędzie, były kamery, także po prostu.. Jeszcze przez jakiś czas chodziła sobie po polu, później z kimś, a później już w ogóle nie, także było monitorowane całe mieszkanie było monitorowane. Miała piękną opiekę, piękną.

B: No, ale to już też najpierw zmarła jedna.. a ta druga chyba 102 lata miała.

C: Dzień dobry. Kto z Państwa jest ostatni?

A: Pan doktór woła, także proszę sobie usiąść. Woła.

(milczenie)

(ziewanie)

(kaszlenie)

(westchnięcie)

B: Długo.. To nie tak jak blokada, szybciutko. (zaśmiech)

(milczenie)

A: No, blokada tak.

(milczenie)

A: Ale znieczulał, nie? Przy blokadzie. Czymś psykał, nie?

B: Pstryknie, tak.

A: No.

B: Ale boli.

A: No pewnie! Może nie zaczęła działać. Ta znieczulająca tak działa – takim zimnym najpierw.

B: No, pielęgniarka.

A: Robiła? (zdziwienie)

B: Pstryka. Pstryka.

A: Tak? A blokadę daje lekarz.

(milczenie)

(chrząkanie)

B: Skończyłam. Heh, z nimi skończyłam, na razie. Lekarz idzie na urlop, na dwa miesiące.

A: Noo.

B: We wrześniu mam przyjść.

D: Dzień dobry.

(milczenie)

(chrząkanie)

(milczenie)

A: Dzisiaj jest piętnasty, tak? He he, nie, no bo miałam na piętnastą piętnaście, a woła po kolei pan doktór i chyba zapomniał o mnie.

B: Może spóźniony przez to wyjście?

A: (energicznie) Może! Uhmm.

(milczenie)

(chrząkanie)

(milczenie)

B: No zobaczymy, jeszcze na Wrocławskiej..

A: (fachowo) Do ortopedy?

B: Szesnastego.

(milczenie)

B: On mnie pyta, czy mnie boli tu. Więcej mnie kolana bolą jak kręgosłup. A kolano to jakiś inny doktór, mi wymienił, z kolanem to musi pani iść do doktora jakiegoś tam.

A: (śmiech) Tak, ja to do ortopedy jak idę, to daje mi na rehabilitację..

B: Tak.

A: ..później już ten, idę na wizytę, daje następną rehabilitację i tak, jak to się mówi, w kółko. (śmiech)

B: No, a ponieważ ja z wypadku, to jeszcze nie mam zakończonego leczenia. Też mi właściwie dał tę rehabilitację, po świętach zdjęłam gorset. Pytam się, czy dostanę już jakieś zakończenie. Nie. Nie, to na pani korzyść.

A: No tak, zgadza się.

B: Rehabilitacja.

A: Eh, co to jest za rehabilitacja, jak dostaje pani skierowanie na rehabilitację, idzie pani zgłaszać, a one mówią: „Za trzy miesiące”. (śmiech ironiczny)

B: Termin?

A: No. (śmiech ironiczny)

B: To w wojskowym szpitalu nie. Ich pacjent ma zaraz. Jak przyszłam w piątek ze skierowaniem..

A: To znaczy on mi mówił..

B: .. w poniedziałek proszę przyjść.

A: Doktór..

B: Ja mówię, ja nie mogę, mam co innego.

A: Doktór chciał, żebym ja jeździła do Niepołomic.

B: (mechanicznie) Tak. (z zaciekawieniem) Aha?

A: Tam jest wcześniej, ale ja mówię: mowy nie ma, panie doktorze. Nie dość, że codziennie..

B: Czeka się.

A: ..muszę (z naciskiem) iść, bo nie ma w pobliżu przystanku, tylko muszę iść, dojechać, rehabilitacja i znowu powrót – cały boży dzień. Nie.

B: Czekam! (śmiech) Mi też powiedział, że mogę sobie wziąć bliżej, bo też mam daleko na tę Wrocławską. (pauza) No, ale tu pytałam no to wrzesień, sierpień (śmiech). Tu nie ma krio, tam nie ma pola magnetycznego.

A: Bierze pani to krio?

B: Tak. No, na kręgosłup tylko.

A: Na kręgosłup?

B: Na lędźwiowy.

A: To jest dobre, ale to jest wie pani, no, jak nie ma pani żadnych spraw reumatycznych, to może pani wziąć. A jak są sprawy reumatyczne, to nie za bardzo.

B: Reumatycznych nie mam. Mam (z naciskiem) zwyrodnienia wszędzie.

A: No, to, to zwyrodnienia. Ale reumatyczne to krio..

B: A nie lubię tego krio. Na przykład na kolano to mi jakoś nie służyło.

A: Mhhm? Dosyć często właśnie na kolano to jest.

B: Nie chciałam tak. No ale tu sobie myślę nowa sprawa, świeża, no to się zdecyduję, biorę taką dziesiątkę.

A: Mhmmm.

B: No i tam muszę iść, zobaczymy, co mi jutro powie.

A: Mhmm.

(milczenie)

B: Czy się skończy. Leczenie.

A: (chrząknięcie)

(milczenie)

B: U mnie była krioterapia, ale nie było znowu pola magnetycznego. Ale 15 zł jeden zabieg.

A: Krio? To u nas 5 zł. Teraz to może nie wiem jak, ale jeszcze było 5 zł

B: W tamtym miesiącu – 15 zł.

A: Kogoś się muszę zapytać.

B: Różne są. Nie mają na fundusz nic. A na fundusz to albo w Hucie, albo na Cystersów.

A: Bo u nas w Wieliczce to jest i przy przychodni, i przy kościele, przy Caritasie. Też są. Jak tu jest za długo, to idę tam i tam jest szybciej, jest też właśnie na, na fundusz. Tam właśnie robią to. W przychodni się jeszcze nie zaopatrzyli w.. (śmiech).

B: Właśnie. (pauza) U mnie jest przy przychodni na Fiołkowej.

A: Ostatnio to przy przychodni robiłam, bo przy Caritasie nie było tego wie pani (pokazuje, śmiech), a tu było i trzeba było tak chodzić. To kółko takie, wie pani, kładzie się tam ręce, odpoczynek.

B: Piętnaście minut.

A: No.

B: Bo krio to trzy minuty czy pięć.

A: Ja jak brałam na lędźwiowy, to wykorzystywałam – ręce wsadzałam i ćw, ćw, ćw, ćw, ćw (śmiech). I tak samo ręce.

B: Ale tam na Wrocławskiej to są te komory. Jedna taka komora, że wchodzi człowiek cały.

A: Do tej krio, tak?

B: Tak się śmisznie rozbierają.

A: Wiem, wiem, wiem.

B: Podkolanówki, tu gołe udo. (pauza) Chyba maseczki jakieś.

A: (stanowczo) Maseczka, tak, żeby nie wdychać.

B: Tak. I też na fundusz są. Ale to trzeba mieć zdrowie.

A: Żeby iść na to? (śmiech)

B: Serce trzeba mieć zdrowe.

A: O właśnie. Nie cierpię zimna (śmiech)

(długie milczenie)

(chrząkanie)

B: Cały dzień z głowy.

A: Mmmm, no.

(milczenie)

B: W telewizji nie ma nic do oglądania.

A: Ja wolę na popołudnie. Tak do południa zrobię szybko, przygotuję i wtedy mogę jechać, i nie denerwuje się wtedy. Ale rano to nie bardzo. Rano to u siebie, tak, mogę wtedy. Ale tu jechać kawał drogi to jest jednak.

B: Z Wieliczki to jest dojazd.

A: Ale jest dobry, dobry dojazd.

B: To tak samo tak mówili ci korzystający z rehabilitacji, że takie sanatorium..

A: W Wieliczce?

B: Nie, w Krzeszowicach? Nie..

A: No, coś. Wiem, wiem, o co chodzi.

B: To właśnie tak na dojazd.

A: Uhm, żeby taki jednodniowy, jak to się mówi.

B: No.

A: Dzienny, dzienny, dzienny. Uhmm.

B: Że dojazd jest dobry, że z Kurdwanowa jakiś autobus.

A: Może.

B: A pytam się: jest basen? Jest!

A: Uhmm.

B: Tak blisko. Swoszowice.

A: O! (pauza) Faktycznie, no.

(milczenie)

A: U nas tam w Wieliczce..

B: W Wieliczce w kopalni.

A: W kopalni ja mam astmę, no to śmieją się nie raz, że przyjeżdżają turyści, dają tyle pieniędzy, a ja nie mogę zjechać, bo jestem uczulona.

B: Ha!

A: Nie mogę zjechać. Lekarka mówiła właśnie, od alergii, że musiałabym z lekarzem zjechać, także nie mogę ani zwiedzać, ani..

B: A co dopiero poleżeć sobie.

A: A nad morzem? Mowy nie ma, żeby jechać nad morze.

B: Jod.

A: Nie próbowałam, nie jadę. A taka pani, może nie znajoma, taka, ona mówi, że nie wiedziała o tym, dostała chyba wczasy nad morzem. Dojeżdżała, dojeżdżała. Obsypało ją całą, drapała się po wszystkim, bo uczulona na jod. I wytrzymała tylko pięć..

B: Sól jodowaną sprzedawali tylko przedtem.

A: (śmiech) Mówi, że pięć dni wytrzymała tylko i wróciła do domu.

B: Teraz już tam można kupić jakąś.

(długie milczenie)

A: Śmiałam się, bo chciałam, żeby mi lekarka zrobiła na żylnej. Ona mówi: nie, nie zrobię pani na żylnej, bo mi pani z głodu umrze. (pauza) Musi pani sama. Ja mówię: to wiem o tym. Na co? Na co? Na co? Na co?

B: (niezrozumiale)

A: Uhmmm. Robią te testy.

(milczenie)

A: Ale to wszystko wychodzi. To znaczy ja w młodości nie miałam, jak byłam dzieckiem. Oh, chorowałam na uszy bardzo często. Angina, uszy, to było.

(milczenie)

(skrzypienie otwieranych drzwi)

(trzaśnięcie zamykanych drzwi)

(kroki)

(skrzypienie otwieranych drzwi)

Lekarz: Proszę bardzo.

Głos z gabinetu: Pani Zabiega!

A: Uoops!

(trzaśnięcie zamykanych drzwi)

A: Noo, zamknął pan doktór.

(pukanie)

(skrzypienie otwieranych drzwi)

A: (zanikając we wnętrzu) Zamknął pan doktór. (śmiech)

(milczenie)

D: Ja byłem w zeszłym tygodniu i miałem się pokazać.

Lekarz: Jest pan zarejestrowany na dzisiaj?

D: Miałem być po..

E: (szeptem) Przepraszam bardzo, z której godziny pani, która weszła?

A: Nie, nie. Moment, moment, moment.

B: (głośno) Piętnasta piętnaście.

(milczenie)

(śmiechy)

(trzaśnięcie zamykanych drzwi)

A: (śmiech) (aktorsko-płaczliwie) Wyrzucił mnie! (pauza) Nie, nie, pan, powiedział.

E: (śmiech)

A: (śmiech)

E: (szeptem, prosząco) Wie pani co, ja wejdę tu, bo mi mówił, tę teczkę, żebym mogła pójść do rejestracji, to tylko tyle, bo inaczej nie będę mogła.

A: Aha! No dobrze, dobrze, dobrze. Nie, bo pan chciał wynik. Przecież nie będę stała i nikomu..

(długie milczenie)

B: Przedtem wyniki to zaraz na początku.

A: (fachowo) Ale konsultacja. (pauza) Nie, no lekarz sam mi powiedział, żeby wyjść, no to.

(milczenie)

(ziewanie)

A: Tylko w sumie, jak, wie pani, jest wynik, to się powinno wcześniej przyjść. (pauza) Jak jest o drugiej, to tak za pięć druga, pan doktór jest i pyta się, czy ktoś.

B: Uhmm, tak robił, tak.

A: No.

B: Co kto to robił, markery.

A: Markery? Wiem. (śmiech) Daje..

B: ..sprawdzić.

A: Później jeszcze jest (śmiech). Na takim poziomie, że (pauza) nie trzeba się denerwować.

B: Ja myślałam, że to już w ogóle nie mam raka na przykład, jak dostałam to dobre i to dobre. A doktór mówi: to tylko wiadomo, że w tym kierunku, a może pani mieć dziesięć innych.

A: A mnie pan doktór nic nie powiedział. Ja się dopiero dowiedziałam od innej lekarki, co to są te markery. Nie powiedział mi nic (śmiech). (pauza) Ja mu raz powiedziałam: panie doktorze, dlaczego mi pan nic nie powiedział? Eeee. (śmiech)

B: To ktoś z moich znajomych też miał właśnie wynik, no, ponieważ ja wiedziałam już, jaki mam wynik – że dobry – no to mówię: to też masz dobry.

(skrzypienie otwieranych drzwi)

A: Siostra teraz.

Pielęgniarka: Dobrze. Dobrze, proszę zapytać.

E: (zanikając we wnętrzu) Bo ja tylko chciałam..

(milczenie)

B: (szeptem) Przeciąg jest.

Lekarz: (ze środka) Do widzenia.

D: Do widzenia.

A: Dziękuję.

(delikatne zamykanie drzwi)

E: Nie, bo on na razie, na razie bieżących pacjentów. Ja chciałam tylko do rejestracji po kartę.

C: Pani, która weszła, na którą godzinę miała?

B: Piętnastą piętnaście.

F: Bo pan doktor wychodził.

B: Właśnie.

(długie milczenie)

B: A pan na którą?

T: Piętnastą trzydzieści.

B: Piętnastą trzydzieści?

T: Tak.

B: To pewnie teraz.

C: Pani na szesnastą? To ja po pani.

B: To szesnasta piętnaście.

(pauza)

B: Pani ma pewnie szesnastą..

G: (ze zniecierpliwieniem) za piętnaście.

B: Czterdzieści pięć.

G: Tak.

B: Czterdzieści pięć?

(długie milczenie)

E: Jeszcze mówił, że ostatni raz będzie dwudziestego dziewiątego.

C: Jaki to jest dzień?

E: Poniedziałek. (pauza) Mówił, że tutaj przyjmuje cały czas prywatnie.

B: Tak. (pauza) W poniedziałki. Za stówę.

C: Za sto złotych?

B: Nienapisane.

E: (śmiech)

C: Napisali tylko, od której godziny.

B: Ale ja się już dowiedziałam. (pauza) Można sobie jedną wizytę zapłacić, jak trzeba się leczyć.

G: No na razie ma nie być na Fundusz.

B: Proszę?

G: Ma nie być teraz na Fundusz.

B: Nie, ma być tu lekarz.

G: No lekarz ma być, ale nie na Fundusz.

B: Na Fundusz.

G: Tak?

B: Tak.

G: Przyjęli już kogoś?

B: Przyjęli, ale zrezygnował.

G: Bo ja miałam dwa razy przekładane wizyty, bo było dwóch podobno.

B: No, i zrezygnowali.

C: Ja też miałam przekładane, zmieniane wizyty.

B: No, ja też właśnie. I mówili mi, że doktór Barański.

G: No tak, ale on nie, nie, bo on..

B: Na Fundusz.

G: ..mówił, że teraz ostatni raz na Fundusz przyjmuje tutaj. On się też wycofuje, on też nie będzie.

B: No to on już dawno się wycofuje.

E: (śmiech)

B: Już rok temu się też wycofał.

C: Boże, Boże, Boże.

(milczenie)

B: Nie ma proktologów.

(bardzo długie milczenie)

(skrzypienie otwieranych drzwi)

(długie milczenie)

(głosy ze środka)

A: Do widzenia.

Lekarz: Pan Tomza!

(zamykanie drzwi od środka)

lut 2008

Powódź

W radiu mówią, że zaczęło się od tego, jak w dwutysięcznym oszukali Ala Gore’a i przez to nie został prezydentem Florydy. „Pomyślcie państwo tylko, jak dziś wyglądałby świat, gdyby osiem lat temu u sterów supermocarstwa stanął najbardziej zielony kandydat w historii Ameryki, zaangażowany ekologicznie pacyfista!” – wyczuwalne podniecenie w głosie, który tylko pozornie zachęca do myślenia. Ale ich wyobraźnia tego nie obejmuje, a na pewno już nie tych obszarów poza kołem podbiegunowym. Po prostu mają puszczone radio, niezbyt głośno, jak to w biurze, wiadomości co godzinę. Nieświadomość jest błogosławieństwem – w obliczu globalnego ocieplenia tandetne brzmienie sentencji schodzi na dalszy plan, liczy się potencjalna skuteczność trafnego oddania stanu rzeczy.

Ale tutaj co innego jest najważniejsze. Muszą szybko znaleźć kogoś do prowadzenia szkoleń z BHP (nikt wtedy nie zapytał, co z ppoż., gdy przyszło to nowe rozporządzenie), bo facet, który miał się tym zajmować, dostał wylew. „Całe szczęście, że nie podpisaliśmy z nim umowy z góry” – tak sobie z tego żartują. Ale beka! Chociaż rzeczywiście – byłby kłopot. Tymczasem rolę „wesołka” w dobrze dobranym zespole ludzkim naprawdę trudno przecenić: „No to zakwitła roślina. Dobrze, że jej nie będą podlewać na nasz koszt”.

W luźnej atmosferze pracuje się bardziej efektywnie. Ktoś sobie przypomniał, że ma znajomego, który prowadzi taką firmę. Starszy facet, ale w ogóle po nim nie widać. Świetnie sobie radzi, lepiej niż niejeden młody. Kto by powiedział, że ma dorosłe prawnuki? Cena też przystępna. No, to problem z głowy.

Przysłał wykładowcę, który był mu znany jeszcze ze szkoły. Ale wtedy tylko z widzenia, bo z uczniami ze starszych klas nie miał najlepszego kontaktu. Taki pan Hubert. W poniedziałek poprowadził pierwsze zajęcia. Nikt nie widział, jak wchodził. Wszyscy powtarzali tylko, że jakiś obcy facet stoi na schodach, chociaż nie mogli się zgodzić, na którym stopniu, bo każdy go zapamiętał na innym. Trochę to trwało. Ale słuchacze go polubili. Znał sporo anegdot z różnych czasów i mówił, że gdyby był Amerykaninem, to jego wnuk walczyłby w Wietnamie. Pani siedzącej w środkowym rzędzie przypomniał się ten fragment o Florydzie i zapytała, po której stronie. Odpowiedni klimat na takich – co by nie mówić – obowiązkowych i nieco nudnych wykładach, to kluczowa sprawa. Ważne, żeby to wszystko szło w miarę płynnie.

Następne zajęcia miały być w środę, ale pan Hubert już na nie nie przyszedł, bo we wtorek miał wylew.

„Jak tak dalej pójdzie, to nas tu wszystkich krew zaleje” albo „powódź jak ta w 1997”. Ale żarty żartami. Tylko teraz to już mniej pewne. Bardziej oswajanie strachu. Po cichu każdy sprawdza, czy mu czasem z własnej głowy coś wolniutko nie cieknie. Chociaż wiedzą, że to bez sensu, nawet samo o tym myślenie. Ale przecież może się zdarzyć, czemu nie? Wciągająca moc powtórzeń i słabość do seriali. Pokazują w nich czasem takie historie, ale rzadko kiedy w konwencji promowania florystyki jako stylu życia. No więc niechętnie, niechętnie. Lepiej bluszcz czy nawet geranium w doniczce, byle nie dziadek czy babka. Innych możliwości się nawet nie rozważa. Chociaż sprawdzać każdy sprawdza. No no, na szczęście suchutko.

Ale kłopot zostaje. Bogu dzięki, że ten znajomy rzeczywiście obrotny, potrafi się dostosować, błyskawiczne reakcje, zarządzanie sytuacją kryzysową. Przysłał w zastępstwie koleżankę. Poznana w takich samych okolicznościach, ale drugie piętro nie stanowi dla niej wyzwania. Tyle, że chyba nie zdążył jej wcześniej przekazać, co dokładnie miałaby robić. Nie znała szczegółów i jak się dowiedziała, że na wykładach ma być po 30 słuchaczy, to zbladła i nawet nie zdążyła powiedzieć, że to dla niej za dużo, że się nie czuje na siłach, bo to już nie te lata i w związku z tym rezygnuje. Wyszła bez słowa, a ktoś nawet potem mówił, że wybiegła. Faktycznie – można powiedzieć, że uciekła.

Znaleźli ją na tych samych schodach. Może i jeden czy druga po cichu liczyli na to, że się tylko potknęła, ale tak naprawdę to przecież wszyscy wyraźnie przeczuwali, co się stało. Wiedzieli. Wylew, a tu wszystkich zmroziło. Festiwal stanów skupienia. No ale ile można stać na mrozie w tym najwyższym? Bo właśnie – na zewnątrz zimno, więc może przesadzają z tym ociepleniem.

O pełnej godzinie Eskimosi skarżą ponadnarodowe koncerny (na liście nie ma firm farmaceutycznych). W relacji jest mowa o tym, że 390 mieszkańców leżącej na Alasce Kivaliny stwierdziło, że jeśli klimat wciąż będzie się ocieplał, to stracą wszelkie szanse zarobku. Dotychczas zarabiali bowiem krocie na połowie łososi i polowaniach na foki czy morsy. Ale jeśli stopnieją lodowce, które chronią ich przed sztormami, a zimą woda przestanie zamarzać, to będą musieli uciekać z zamieszkiwanych od stuleci terenów. „Futrzane dupy mają, to nie dziwota, że im się w nich poprzewracało”. Atmosfera od razu się poprawia. Znowu jest bezpiecznie.

A później to już chyba całkiem zrezygnowali z tych szkoleń.