Motto: "I believe that great music is immortal and should not be judged by genre."
Peter Bence
Pop & Classic Club – GoogleDrive
Motto: "I believe that great music is immortal and should not be judged by genre."
Peter Bence
Pop & Classic Club – GoogleDrive
Celine Dion, Olympic Cauldron, Paris 2024
(Edith Piaf, "L'Hymne à l'amour"):
Celine Dion, "My heart will go on" from "Titanic", 1998:
Prof. Georgi Agratina from Kyiv (a Moldovan by birth) i Robert Grudzień (a Radomian) performed the emotional piece Codru by Moldovan composer Emil Kirjak for pan flute and organ in Radom:
Prof. Michał Szostak and his organ interpretation of Chopin music:
W 1970 roku 23-letni student fizyki na Imperial College London stanął przed decyzją, która dla większości byłaby jednorazowa i ostateczna: nauka czy muzyka?
Brian May od kilku lat prowadził badania nad pyłem międzyplanetarnym — tzw. zodiacal dust, słabą poświatą tworzoną przez mikroskopijne cząsteczki unoszące się w płaszczyźnie Układu Słonecznego. To była rzetelna praca naukowa: własny sprzęt, obserwacje, dane, analiza.
Był na dobrej drodze do doktoratu z astrofizyki.
W tym samym czasie zespół, w którym grał na gitarze, zaczynał zdobywać pierwsze poważne kontrakty i planował trasę koncertową.
Zespół nazywał się Queen.
May wybrał scenę. Doktorat trafił na półkę „kiedyś”.
Przerwana droga, która nigdy nie została porzucona
Sukces Queen był błyskawiczny. W połowie lat 70. zespół należał do największych na świecie.
„Bohemian Rhapsody” stała się hymnem epoki, „We Will Rock You” i „We Are the Champions” rozbrzmiewały na stadionach, a charakterystyczne brzmienie Red Special — gitary zbudowanej przez Maya i jego ojca — stało się rozpoznawalne po jednym akordzie.
W tym czasie większość ludzi postawiłaby definitywną kropkę nad pierwotnymi planami naukowymi.
May nie.
Czytał artykuły, jeździł na wykłady, utrzymywał kontakt z naukowcami i obserwował, jak rozwija się dziedzina, którą kochał, choć jej nie ukończył. Jego dawny promotor, prof. Michael Rowan-Robinson, lata wcześniej powiedział krótko:
„Zawsze możesz wrócić.”
To zdanie utkwiło Mayowi w pamięci.
Powrót po 36 latach
W 2006 roku Brian May zadzwonił do promotora i zapytał, czy po tylu latach dokończenie doktoratu jest w ogóle realistyczne.
Dziedzina w międzyczasie zmieniła się radykalnie. Instrumenty, którymi posługiwał się w latach 70., były muzealnym zabytkiem, a dane wymagały aktualizacji i reinterpretacji. Trzeba było wprowadzić nowe pomiary i zestawić je z nową literaturą.
Ale podstawowe pytania jego badań nadal były aktualne — a May był gotowy na ciężką pracę.
Z równą dyscypliną, jaką wkładał w komponowanie, wrócił do astrofizyki. Uzupełnił analizę, odtworzył część pomiarów, dołączył współczesne modele. Tak powstała praca „A Survey of Radial Velocities in the Zodiacal Dust Cloud”, dotycząca ruchu pyłu w płaszczyźnie Układu Słonecznego — badań, które mają znaczenie m.in. dla zrozumienia powstawania planet.
W sierpniu 2007 roku Imperial College London przyznał mu doktorat z astrofizyki.
Nie honorowy, nie symboliczny — prawdziwy, recenzowany, broniony jak każdy inny.
May miał wtedy 60 lat.
Nie trzeba wybierać jednego życia
Po doktoracie nie odłożył nauki na półkę.
Zaczął aktywnie działać popularyzatorsko, współtworzył Asteroid Day, współpracował z NASA przy analizie zdjęć z misji New Horizons do Plutona, publikował książki naukowe i wykładał. Równolegle nadal koncertował.
Historia Briana Maya uderza w stereotypy.
Przyzwyczailiśmy się dzielić ludzi na „umysły ścisłe” i „artystyczne”, na „naukowców” i „twórców”, jakby człowiek musiał mieścić się w jednym pudełku.
May nigdy się w to nie mieścił.
Jego gitara była tak samo owocem ciekawości i inżynierskiej precyzji, jak jego praca naukowa była owocem wrażliwości i intuicji.
Najważniejszy wniosek?
Drogi życiowe nie muszą być liniowe.
Można zacząć, przerwać na trzy dekady, wrócić i dokończyć.
Można być gwiazdą rocka i doktorem astrofizyki.
Można kochać dwa światy i nie rezygnować z żadnego.
May powiedział kiedyś z humorem:
„To chyba najdłużej odkładana praca domowa w historii.”
Ale pod żartem kryło się coś poważniejszego:
Ciekawość nie ma daty ważności.
I czasem warto wrócić — nawet po 36 latach — bo niektóre rzeczy domagają się zakończenia.