Tu co jakiś czas będę zamieszczał wiersze wybrane ze swego dorobku.
Te pochodzą z ostatniego tomiku Dzień jest wierszem, świat kolorem. Jeden z nich przełożyłem także na hiszpański
A pierwszy z poniższych prezentowany był na wystawie zorganizowanej z okazji Tygodnia Friedrichowskiego (250 rocznica urodzin C.D. Friedricha( w Szczecinie jesienia 2024 roku
Piotr Michałowski
Caspar David Friedrich, Wędrowiec nad morzem mgły (1818)
jeszcze chwila
poczekaj aż odejdę
zwijając na brzeg spojrzenie nieskończoności
dla ciebie to chwila
poczekaj aż zetrę swój obcy wzrok
z widokówki powszechnych przeoczeń
poczekaj swą chwilę
mojej wieczności
aż odstąpię jednoosobową skałę
na twą bezużyteczność
w rozbryzgach morskiego banału
zobaczysz odpływ pejzażu
przez sine gradacje mgły
po biel zaniku
poczekaj
nie zostawię śladu
mej podróży na drugą stronę
co umyka pędzlom i oczom
mnie tu nigdy nie było
prócz wycinanki słonecznego cienia
co nóg rozkrokiem wspartym laską
podwyższa pagórek
o niewypowiedziane
już odchodzę
jeszcze nie tam
zostawiam swój powidok
plecami do świata
autograf milczenia
Daj spokój, co kogo obchodzi, że możesz pamiętać
prawdziwe płomyki świeczek na choince
albo nawet ostatnie latarnie gazowe,
że pod szklanym rozszerzanym ku górze walcem
dojrzewały do bieli cztery grona światła
wzniecane z roweru drągiem gazownika w berecie.
W porządku, może to nawet i prawda
nikomu niepotrzebna, więc lepiej się streszczaj,
pomiń szczegóły, zostaw daty istotne
na dłuższej osi czasu. Urodzony trzysta lat
po szwedzkim potopie? Półtora przed dojściem
Gomułki – czy tak? Nic nie szkodzi, że wtedy
mogłeś tego nie wiedzieć, i tak zamieszany
byłeś przecież we większą od ciebie
Historię i tylko to się liczy.
Że niby w tym tkwi właśnie jakaś istota epoki?
Zastanów się, przecież to, że lubliny
miały szoferki ciemnozielone z wystającym nosem silnika
a spłaszczone orlo nosy starów były sinoszare,
jakie to w ogóle może mieć znaczenie?
Albo to, że pamiętasz ostatni banknot dziesięciozłotowy
i brzęk pierwszej dychy, wcale nie z Kopernikiem
lecz Kościuszką, wrzucanej do plastikowej skarbonki,
udającej ciemnoczerwony budzik z kremową tarczą?
Że 3 litry mleka wlane luzem do blaszanej kanki
kosztowały 8,10 a 6 kostka masła zwanego czerwonym
z powodu nadruku na pergaminie, że chleb
praski 4 a mazowiecki był z makiem na skórce?
(Sam widzisz: ceny i tak nie pamiętasz, a chcesz być
dokładny). Po co epatować detalicznym
banałem?
Poza tym to chyba jakaś chorobliwa nadpamięć
znać takie bzdury, że dwa złote przynosiłeś na SFOS
przez całą szkołę budując stolicę, którą dopiero
po 10 latach mogłeś odwiedzić, by sprawdzić,
czy się udało. Że drugie dwa złote na SKO
(ten skrót zresztą także wymaga przypisu)
z wmówioną nadzieją „dziś oszczędzam w SKO,
jutro w PKO” (co to za różnica, jeśli niepotrzebnie?)
a podobne marzenia wmawiały dorosłym
śmieszne daszkowate nadbudówki tramwaju
z rozświeconych żarówkami szklanych pudeł.
Jasne, ale wszystkim zrywa łezkę z oka tamten
warkot motocykli, czerwone jawy, czarne junaki,
kakaowe syrenki, błękitne mikrusy, białe trabanty,
warszawy z małym okienkiem na garbie,
i na pół przedzieloną przednią szybą, taksówki
obwiedzione biało-czerwono-białym paskiem,
ciemnozielone nysy z czerwoną szarfą „Łączność”...
I jeszcze to, że przychodziły niebieskie koperty,
z nikłą nadzieją dla filatelisty powtarzając w kółko
te same obrazki, przeważnie z czerwoną (dlaczego?)
panoramą Poznania albo amarantową (dlaczego?)
Kalisza, bo list za 60, pocztówka 40 groszy
a Warszawa szara (dlaczego?) tylko za 20....
Sam widzisz, jakie to głupie szczegóły
budzą upiory jeszcze głupszych pytań,
choć nie chcesz tanich sentymentów. A czym są te
jasnoniebieskie kioski „Ruchu” w granatowe
prążki? Albo pierwsze papierosy „klubowe”
w biało-wiśniowych miękkich zawijkach,
wyparte przez szorstką biel „sportów”?
Ciemnozielone budki oblegane nadzieją
rozdwojoną na piwo „żółte” czy „zielone”?
I kredki „ara” 6 sztuk a „kolor” 10 czy 12?
Na pewno za dużo w tym inwentarzu barw,
może niesłusznych, jeśli ulice były podobno szare,
co lepiej, choć niechcący zapisały taśmy PKF
skazane na czerń, biel i mistyfikację,
a pełnokrwisty monopol czerwieni krzyczał
tylko w tle białych liter przypominając, że miasto
jednak nie jest niczyje.
Chyba naprawdę nie chcesz zrozumieć, że
nikogo nie obchodzi, jak było naprawdę,
takie duperele, choćby i najprawdziwsze:
„tabletki od bólu głowy” (zamiast przeciw)
z krzyżykiem albo bez, stalówki także
z krzyżykiem i gorsze bez, atrament „pelikan”,
pity gumką przez pierwsze wieczne pióro
w marmurkowym dresiku obsadki, zeszyty
również w granatowych marmurkach...
A tym bardziej druciane kosze, ich dzwony
wczesnoporanne na wózkach ziewających mleczarzy.
Nawet stukot nie ogumionych kół liczniejszych
od aut furmanek i ciemnozielone (znowu!)
wojskowe wozy aprowizacyjne zaprzężone
zawsze w parę siwków....
Wszystko to były okoliczności drugoplanowe
biografii, poza tym wiesz, jak pamięć płata figle.
I po co się upierasz, że to ważne, kiedy cię irytują
nieścisłości w realiach filmów o tamtym czasie. Znasz
swój wycinek świata, może niepodobny do całej reszty.
Prócz tego ważne jest jakieś uogólnienie. A całkiem nieistotne,
że spoza tej graciarni ledwo przezierał świat
z gazet i szklanego ekranu marki neptun, a tylko wojna
rozpętana przez czterech pancernych z Frankiem Dolasem
zlewała się w szkole z tą zimną,
z akademii.
Co z tego, że pamiętasz lepiej, albo
tak ci się tylko zdaje? Każdemu się zdaje
inaczej. Niejeden czterdziestoletni szczeniak
chce zostać kombatantem Peerelu. Że dalej sięgasz,
też nie argument, znajdą się starsi, co wiedzą dalej,
bo jeszcze nie dotknięci sklerozą,
a już gadulstwem.
Zastanów się, po co gromadzić te pieprzone
kamyczki i układać w jakiegoś orła,
w sentyment niechby i najprawdziwszej mozaiki?
Po cholerę wyliczać bez końca, dowodząc,
że świat wyglądał zupełnie inaczej
z wysokości wzroku metr dwadzieścia
i z braku porównań, bo w zasięgu miałeś tylko
pstrokaciznę pudełek z Zachodu. Nie róbże z tego
Litwy ani Lwowa, nie róbże Mickiewicza
z Miłoszem. Nie wierz w dokumentację cofniętego filmu
ani w prawdziwsze od niego ścinki, bo skleisz
zawsze tandetny raj, którego i tak nie było.
lipiec 2014 r.
.