KUŹNICA TECHNIKI AERONAUTYCZNEJ

i

KOMPOZYTOWEJ

„DRACO”

im. Tytusa Liwiusza Burattiniego

( powołana do twórczego żywota przez MICHAŁA IMIOŁKA dnia 1 lipca AD 2019 w Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie )

________________________________________________________________________________________________________________________________________________

ZADANIA

Prowadzenie działalności na niwie awiacji oraz kompozytów: technologia, obliczenia, prace projektowe, warsztatowe a także działalność wydawnicza (publikacja książek tematycznych jak i artykułów), opracowywanie branżowego oprogramowania komputerowego (uniwersalnego bądź dedykowanego zadanym projektom), fotografia lotnicza (i… ta spoza granic zagadnień przewodnich).

fot. Michał Imiołek

STRUKTURA KADROWA

Na chwilę obecną zasoby kadrowe KUŹNICY nie należą do zbyt rozbudowanych gdyż ograniczają się tylko osoby MICHAŁA IMIOŁKA – Ojca i Założyciela rzeczonej placówki.

„Jesteśmy za słabi, by się bronić – więc będziemy atakować.”

J. Piłsudski

„W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy.”

św. Paweł

„Niepodległość ma jeden kształt, a wiele form niewola.”

A. Macierewicz

„Niech żyje cesarz!”

„Dzisiejszy człowiek to dupa, a i tak umrze.”

z komentarzy do filmu POPIOŁY

OWOCE

Ponieważ powołanie do życia KUŹNICY stanowi usankcjonowanie imiennych dotychczas poczynań jej Ojca i Założyciela (w osobie MICHAŁA IMIOŁKA) toteż do owoców tej zacnej placówki wliczono niektóre tematy rozpoczęte bądź też ukończone przez niego już wcześniej jak i te podjęte już po założeniu KUŹNICY, takie jak:

● opracowanie i wdrożenie NISKONAKŁADOWEJ TECHNOLOGII BUDOWY SAMOLOTÓW KOMPOZYTOWYCH;

● budowa samolotu bezzałogowego I-014 KERMIT o udźwigu 30 [kg] (wespół z oprzyrządowaniem);

● napisanie podręcznika pt. PROJEKTOWANIE SAMOLOTÓW KOMPOZYTOWYCH. WYBRANE ZAGADNIENIA W UJĘCIU SZCZEGÓŁOWYM. Podręcznik ten jest pierwszą tego rodzaju monografią opublikowaną w Polsce;

● zaprojektowanie i budowa kilkunastu zdalnie sterowanych modeli samolotów i szybowców;

● sporządzenie (na potrzeby geodezji) projektu samolotu bezzałogowego I-012 SIROCCO, przeznaczonego do zabudowy specjalistycznego skanera (udźwig: 40 [kg]);

● opracowanie wstępnej koncepcji WINGLETÓW NASTAWNYCH;

● projekt wstępny INNOWACYJNEGO ULTRALEKKIEGO SAMOLOTU O NAPĘDZIE ELEKTRYCZNYM ALBO HYBRYDOWYM I-015 PCHEŁKA, w wersji jedno oraz dwupłatowej;

● opracowanie koncepcji PODWOZIA KRZYŻOWEGO;

● publikacja książki pt. W STRONĘ DRONÓW CZYLI KILKA SŁÓW O PROJEKTOWANIU BEZZAŁOGOWYCH SAMOLOTÓW (W DIALOGACH PODANYCH), omawiającej zagadnienia doboru podstawowych czynników projektowych płatowców, wpływających na ich osiągi oraz właściwości;

● wydanie powieści pt. ODBÓJ (ściślej zaś: pierwsze jej wydanie, zaistniałe osiem lat po powstaniu książki...). Powieść ta co prawda mówi o żołnierzach, nie o samolotach, lecz warto ją zgłębić bo uczy myślenia za pomocą głowy;

● opracowanie autorskiego pakietu programów komputerowych OZYRYS. OBCIĄŻENIA ZEWNĘTRZNE SAMOLOTU. Pakiet OZYRYS służy do szybkiego przeprowadzania wybranych obliczeń z zakresu obciążeń zewnętrznych płatowców;

● opracowanie autorskiego pakietu programów komputerowych ATLAS. AERODYNAMIKA SAMOLOTU. Pakiet ATLAS przeznaczony jest do przeprowadzania wybranych obliczeń aerodynamicznych płatowców;

● kolekcjonerska edycja gry komputerowej STUDZIANKI ’44. RESURGENTIUM z 1997 roku – pierwszej na świecie strategii z AKTYWNĄ PAUZĄ (rozwiązaniem wynalezionym przez Michała Imiołka na potrzeby omawianej gry);

● wykonanie serii fotografii lotniczych (PŁATOWIEC I OKOLICE) oraz artystycznych (KONDYCJA LUDZKA) zestawionych w stosownym albumie.

DRON I-014 KERMIT (w budowie)

TECHNOLOGIA

WYBRANE MODELE RC

PUBLIKACJE


SPECJALISTYCZNE OPROGRAMOWANIE


GRA KOMPUTEROWA


ALBUM FOTOGRAFICZNY


BIEŻĄCE WYZWANIA

● dokończenie budowy prototypu samolotu bezzałogowego I-014 KERMIT;

● dalsza rozbudowa komputerowych pakietów obliczeniowych OZYRYS. OBCIĄŻENIA ZEWNĘTRZNE SAMOLOTU i ATLAS. AERODYNAMIKA SAMOLOTU.

WSPARCIE

(TAKŻE I MORALNE)

Osoby zainteresowane tym by KUŹNICA rodziła owoce mogą wspomóc inicjatywę Michała Imiołka

i słowem:

prosamkom@onet.pl

i czynem:

https://zrzutka.pl/samolot-bezzalogowy-i-014-kermit-zbiorka-na-dokonczenie-samotnej-budowy

WSZYSTKIM ŻYCZLIWYM MI OSOBOM SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA WYRAZY WSPARCIA CZY KRZEPIĄCE SŁOWA DO MNIE KIEROWANE.

Ludziom mentalnie słabym lub moralnie brzydkim – a i tacy niekiedy stają na mej drodze – również jestem na swój sposób wdzięczny

gdyż ich istnienie (w gruncie rzeczy tak dla nich cierniste) zachęca mnie jedynie do wzmożenia twórczej aktywności, motywuje także moich Sojuszników.

Michał Imiołek


NARODZINY KUŹNICY

Udany poród KUŹNICY miał miejsce dnia 1 LIPCA ROKU PAŃSKIEGO 2019 w Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie, a zatem w kolebce intelektualnej Polski. Świeżo narodzone Dziecię nie było co prawda zbytnio okazałe, lecz za to ruchliwe i zacietrzewione, skore przy tym do czynu, rozwoju i nauki. Wypada jednak wyraźnie zaznaczyć, że data szczęśliwych narodzin KUŹNICY nie jest przypadkowa gdyż zaplanowano ją z premedytacją wcześniej, tak by rozwiązanie nastąpiło z pierwszym dniem miesiąca – co ułatwi prognozowanie dat nadchodzących rocznic.

Opatrzność nie pozostała przy tym obojętna i postanowiła uczcić ten PAMIĘTNY DZIEŃ falą soczystych upałów.

____________________

Obecnie jest ROK

2

(licząc od daty narodzin KUŹNICY)

oraz

2021

(licząc tak jak dawniej)

¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

WIELOZADANIOWY SAMOLOT BEZZAŁOGOWY I-014 KERMIT

I-014 KERMIT to SAMOLOT BEZZAŁOGOWY o gabarytach stosunkowo znacznych, gdyż zbliżonych do gabarytów najmniejszych załogowych maszyn jednoosobowych, latających obecnie po niebie.

Napęd samolotu jest dwusilnikowy, HYBRYDOWY. Silnik spalinowy znajduje się w dziobie kadłuba, elektryczny zaś na jego końcu, przy czym obydwa napędy ułożone są w jednej osi, co oznacza, że w przypadku awarii któregoś z silników (względnie wyczerpania źródła zasilania bądź też celowego jego wyłączenia), nie powstanie moment odchylający samolot od pierwotnej trajektorii lotu.

Projektowy UDŹWIG, obwarowany chęcią osiągnięcia założonych osiągów, wynosi 30 [kg], zaś masa całkowita płatowca 90 „kilo”, wliczając w to masę akumulatorów elektrycznego silnika tylnego.

STRUKTURA SAMOLOTU jest w praktyce niemal wyłącznie KOMPOZYTOWA, z nielicznymi tylko domieszkami metali i sklejki. Samolocik powstaje z myślą o WYTWÓRSTWIE SERYJNYM – nie zaś w jednym egzemplarzu – co oznacza, że wykonanie każdej z prototypowych części poprzedza proces sporządzenia odpowiedniego foremnika. Wykonanie oprzyrządowania produkcyjnego pochłania więc 60 ÷ 65 % pracy, czasu i pieniędzy!

WIELOZADANIOWY, TRWAŁY, FUNKCJONALNY – taki właśnie będzie ten samolot, gdyż z takiego zamysłu powstaje.

WIELOZADANIOWY, bo:

● z uwagi na pojemną GONDOLĘ może przenosić wyposażenie stałe oraz ZASOBNIKI DESANTOWE nie tylko o pokaźnej masie, lecz i znacznych gabarytach;

● przedstawiona na zdjęciach gondola jest gondolą o największym „wagomiarze”: MODUŁOWOŚĆ KONSTRUKCJI pozwala na instalowanie mniejszych i lżejszych gondoli lub latanie bez niej;

● samolot posiada SPADOCHRONOWY SYSTEM RATUNKOWY oraz sprężyste, wytrzymałe, szerokie podwozie główne: rozwiązania te sprzyjają twardym, awaryjnym lądowaniom w przygodnym terenie.

TRWAŁY, bo:

● projektowe współczynniki obciążeń dopuszczalnych wynoszą +6 i -2,7 g, samolot zdolny jest więc do znoszenia pokaźnych obciążeń, zarówno od manewrów jak i od podmuchów czy tych zachodzących podczas przyziemienia;

● wiele elementów wzmocniono celowo, co czyni je odpornymi nie tylko pod kątem brutalnej obsługi, lecz i na wypadek mniej groźnych sytuacji awaryjnych, takich jak np. potencjalne kolizje z niewielkimi ptakami lub też lądowania w miejscach do tego nieprzystosowanych;

● kompozytowa, odpowiednio zabezpieczona konstrukcja sprawia, że samolot odporny jest na wpływ czynników atmosferycznych.

FUNKCJONALNY, bo:

● samolocik jest niewielki, lekki, po zdemontowaniu skrzydeł daje się on bez problemu załadować na stosunkowo niedużą naczepę, o wymiarach nieprzekraczających norm przepisów ruchu drogowego;

● samolot może zostać przygotowany do lotu nawet przez jedną osobę;

● opisane już wcześniej przymioty konstrukcji sprawiają, że I-014 KERMIT może być eksploatowany w ciężkich warunkach, a zatem w sytuacjach trudnych bądź też często niemożliwych do spełnienia przez inne konstrukcje.

DANE PODSTAWOWE (dotyczą wersji samolotu z największą gondolą):

-rozpiętość: 5 [m];

-powierzchnia nośna: 2,5 [m²];

-masa całkowita: 90 [kg];

-masa płatna (udźwig): 30 [kg].

SZACOWANE OSIĄGI (wg projektu wstępnego, dla płatowca jw.):

-prędkość maksymalna: 156 [km/h];

-prędkość minimalna (bez mechanizacji): 67 [km/h];

-prędkość wznoszenia: 6,3 [m/s];

-czas lotu: 5 h.

PRZYKŁADY POTENCJALNYCH ZASTOSOWAŃ


*** GEODEZJA ***

zabudowa skanera lotniczego


*** RATOWNICTWO ***

zrzut zaopatrzenia i medykamentów

*** AGROLOTNICTWO ***

zabudowa rolniczej aparatury natryskowej

*** SŁUŻBY MUNDUROWE ***

patrolowanie granic

? ? ?

ZASOBNIK DESANTOWY (30 [kg]) LUB AERODYNAMICZNA OWIEWKA

(DLA WYPOSAŻENIA STAŁEGO GONDOLI)


WYCHYLNE NAPĘDY

(PRZYROST SIŁY NOŚNEJ ZMNIEJSZA PRĘDKOŚĆ MINIMALNĄ PŁATOWCA CO ROZSZERZA ZAKRES JEGO ZASTOSOWAŃ)


PRZYKŁADOWE KONFIGURACJE SYSTEMU

(SAMOLOT BEZ GONDOLI ŁADUNKOWEJ I Z GONDOLĄ O ŚREDNIEJ WIELKOŚCI)


HAMULEC ŚMIGŁOWY UMOŻLIWIA SKRÓCENIE DOBIEGU SAMOLOTU PO WYLĄDOWANIU

(ZMIANA ZWROTU SIŁY CIĄGU SILNIKA TYLNEGO ZASTĘPUJE HAMULCE KLASYCZNE)


SPADOCHRONOWY SYSTEM RATUNKOWY

(DWA MOŻLIWE WARIANTY)


JEDNO ZE WSTĘPNYCH ROZWIĄZAŃ MODUŁU PIONOWEGO STARTU

(ŚMIGŁA OTUNELOWANE O NAPĘDZIE ELEKTRYCZNYM)


WSTĘPNE STUDIUM WINGLETÓW NASTAWNYCH

(OCENA ZASADNOŚCI PREZENTOWANEJ KONCEPCJI WYMAGA PRZEPROWADZENIA SZEREGU SZCZEGÓŁOWYCH BADAŃ)


PRZYKŁADOWE POŁOŻENIA DEMONTOWALNYCH PŁETW OGONOWYCH

(ZALEŻNE OD KONFIGURACJI STARTOWEJ PŁATOWCA)


ZASADA DZIAŁANIA KONCEPCYJNEGO PODWOZIA KRZYŻOWEGO



Wielozadaniowy Samolot Bezzałogowy I-014 KERMIT powstaje w oparciu o adekwatne dlań przepisy zdatności sprzętu lotniczego CS (Certification Specifications), wydane przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) i interpretowane zgodnie z wytycznymi tej organizacji.


\?_?_?/

Carousel imageCarousel imageCarousel imageCarousel imageCarousel image

UWAGA!

WIĘCEJ INFORMACJI DOTYCZĄCYCH SAMOLOTU BEZZAŁOGOWEGO I-014 KERMIT ZNALEŹĆ MOŻNA NA ODRĘBNEJ WITRYNIE,

W CAŁOŚCI POŚWIĘCONEJ TEMU PRZEDSIĘWZIĘCIU,

ZATYTUŁOWANEJ:

WIELOZADANIOWY SAMOLOT BEZZAŁOGOWY

I-014 KERMIT

(aby się tam dostać kliknij link poniżej)

https://sites.google.com/view/i-014-kermit


KONTAKT Z KUŹNICĄ

Jeśli leży Ci na sercu nawiązanie kontaktu z KUŹNICĄ pisz śmiało na adres:

Michał Imiołek

prosamkom@onet.pl


KERMIT I RELACJE Z PRASĄ

Oprócz artykułów nt. „Kermita” zamieszczanych na łamach Internetowych Portali Lotniczych (AVIATION24 oraz SAMOLOTY.PL), pojawiła się również i wzmianka prasowa, uwieczniona drukiem (PRZEGLĄD LOTNICZY - AVIATION REVUE Nr 10/2019):

PLAR NR. 10/2019

PLAR NR. 10/2019, strona 19

Zamieszczenie informacji na łamach PLAR stanowi powidok niekłamanej frajdy, gdyż to właśnie ze stronic tego czasopisma (przed wieloma laty) Ojciec i Założyciel KUŹNICY (Michał Imiołek) przyswajał arkana lotniczych prawideł – i to pacholęciem jeszcze wówczas będąc! Przyswajał w mieszkaniu, przyswajał w tramwaju, zaś szczególnie ochoczo podczas lekcji w szkole, doświadczając przy tym i raf rekwizycji: no cóż, pęd do wiedzy (i dzisiaj i ongiś) nie przez wszystkich bywa pędem zrozumianym…

* * *

Ojciec Założyciel niósł SWOJE PRZESŁANIE także i do innych, Zacnych Periodyków – również i do tego, w którym to prym wiodą dwaj oficerowie; lecz Ci jednakowoż się nie odezwali. Kto wie, być może wynika to stąd, iż Ojciec Założyciel (jak pewien Nikodem) jest jedynie starszym szeregowym? Ojciec Założyciel jednak się nie zraża i dźwiga tornister, nasłuchując w ciszy chrzęszczenia buławy, niekiedy zaś myśli o różnych „piekiełkach” (także tym szczególnym, bo z wielkiej litery, jakie to przed laty nawiedzał w mundurze), które to czasami smagają mu skórę („krokodylą” zresztą)…


INNOWACYJNY SAMOLOT ULTRALEKKI O NAPĘDZIE ELEKTRYCZNYM ALBO HYBRYDOWYM

I-015A PCHEŁKA

(POWSTAŁY W OPARCIU O KONSTRUKCJĘ SAMOLOTU BEZZAŁOGOWEGO I-014 KERMIT)


DANE PODSTAWOWE:

-rozpiętość: 7,89 [m];

-powierzchnia nośna: 4 [m²];

-masa całkowita: 225 [kg];

-masa własna (bez akumulatorów): 110 [kg].

SZACOWANE OSIĄGI (wg wstępnych analiz dla masy całkowitej płatowca):

-prędkość minimalna (bez mechanizacji): 87,37 [km/h];

-prędkość minimalna (z opuszczonymi klapami oraz z uwzględnieniem wpływu ROZPROSZONYCH NAPĘDÓW ŚMIGŁOWYCH): 67,02 [km/h].

INNOWACYJNY SAMOLOT ULTRALEKKI O NAPĘDZIE ELEKTRYCZNYM ALBO HYBRYDOWYM

I-015B PCHEŁKA+

W AUTORSKIM UKŁADZIE PÓŁTORAPŁATA

(POWSTAŁY W OPARCIU O KONSTRUKCJĘ SAMOLOTU BEZZAŁOGOWEGO I-014 KERMIT)

SZCZEGÓŁOWE INFORMACJE DOTYCZĄCE DWÓCH POWYŻSZYCH WERSJI SAMOLOTU

I-015 PCHEŁKA

DOSTĘPNE SĄ W OBSZERNYM ARTYKULE

ZAMIESZCZONYM NA STRONIE INTERNETOWEJ SAMOLOTU BEZZAŁOGOWEGO I-014 KERMIT

(aby się tam dostać kliknij link poniżej)

https://sites.google.com/view/i-014-kermit#h.p_ETvaabTXTS22


SAMOLOT BEZZAŁOGOWY O NAPĘDZIE ELEKTRYCZNYM ALBO HYBRYDOWYM

I-015C DR. PCHEŁKA

(POWSTAŁY W OPARCIU O KONSTRUKCJĘ SAMOLOTU BEZZAŁOGOWEGO I-014 KERMIT)


Carousel imageCarousel imageCarousel imageCarousel image

. . .


. . .


ZASŁUŻENI DLA KUŹNICY

( w kolejności alfabetycznej )

AVIATION 24

Bielak Edward

Buczek Anna

Chmielewski Artur Bartłomiej

Imiołek Elżbieta

Imiołek Marcin

Januszewski Stanisław

Margański Edward

Marszałkiewicz Jakub

Michałowski Jerzy

Nalewajski Krzysztof

Papiorek Andrzej

PRZEGLĄD LOTNICZY - AVIATION REVUE

SAMOLOTY.PL

Sławik Dominika Filemona

ŚWIAT DRONÓW

Uwaga! Lista OSÓB NIEZASŁUŻONYCH opublikowana zostanie oddzielnie, w stosownym po temu terminie i składać się będzie z czterech kategorii: NIElotni, NIEwierzący, NIEpiśmienni, NIEprawi.

. . .



O PROGRAMOWANIU

Swego czasu Ojciec i Założyciel KUŹNICY – Michał Imiołek – zajmował się również pisaniem wojennych gier komputerowych. Z pod jego ręki wyszły takie tytuły jak 1939 (strategia poświęcona Kampanii Wrześniowej) i STUDZIANKI ’44. RESURGENTIUM (pierwsza na świecie gra z AKTYWNĄ PAUZĄ, stanowiącą wynalazek Michała Imiołka). Aczkolwiek tworzenie gier komputerowych nie mieści się w profilu działalności KUŹNICY, warto jednak wspomnieć o tym fakcie gdyż umiejętności programistyczne są dzisiaj wspaniałym narzędziem przyspieszającym żmudny proces obliczeń płatowców (przeto Ojciec Założyciel także z nich korzysta) .

UWAGA! Egzemplarze gier znajdują się obecnie w zbiorach MUZEUM HISTORII KOMPUTERÓW i INFORMATYKI w Katowicach.

STUDZIANKI '44. RESURGENTIUM

(KARTA TYTUŁOWA)

STUDZIANKI '44. RESURGENTIUM

(OPIS SCENARIUSZA POTYCZKI)

STUDZIANKI '44. RESURGENTIUM

(ROZGRYWKA)

1939

(KARTA TYTUŁOWA)

1939

(SCENARIUSZE)

1939

(ROZGRYWKA)

WYCINKI PRASOWE Z PRZED LAT...

CD ACTION NR 2/1998 (21)

WYCINKI PRASOWE Z PRZED LAT...

GRY KOMPUTEROWE 1998 (42)
Notka niniejsza zawiera opis autorskiego rozwiązania opracowanego przez Michała Imiołka na potrzeby gry STUDZIANKI '44, określanego obecnie mianem AKTYWNEJ PAUZY. Sam pomysł na grę (i jej mechanikę) pochodzi z końca 1995 roku.

INFORMACJE O PEŁNEJ KOLEKCJONERSKIEJ WERSJI GRY

STUDZIANKI '44. RESURGENTIUM

POD ADRESEM:

prosamkom@onet.pl

DARMOWA WERSJA DEMONSTRACYJNA GRY

STUDZIANKI '44. RESURGENTIUM

WRAZ Z INSTRUKCJĄ (PRZYDATNĄ DO TEGO BY GRĘ URUCHOMIĆ)

JEST DOSTĘPNA TUTAJ:

https://www.filedropper.com/st44rsdm


PATRON KUŹNICY

Tytus Liwiusz Burattini – pionier polskiej awiacji, rodowity Włoch urodzony w roku 1617 w Agordo, przybyły do Rzeczypospolitej najprawdopodobniej w wieku 24 lat. Twórca rozlicznych wynalazków, w tym modelu (1648) i projektu LATAJĄCEGO SMOKA, demonstrowanego na dworze Władysława IV Wazy. Autor traktatu IL VOLARE NON E IMPOSIBLE COME FIN HORA UNIVERSALMENTE E STATE CREDUTO (LATANIE NIE JEST NIEMOŻLIWE, TAK JAK DOTYCHCZAS POWSZECHNIE SĄDZONO). Zasłużony podczas potopu szwedzkiego, przyjęty w poczet szlachty polskiej (herb własny Boratini, z indygenatem uznającym pierwotne szlachectwo włoskie).

LATAJĄCY SMOK TYTUSA LIWIUSZA BURATTINIEGO

(Wikipedia)

LATAJĄCY SMOK - WIDOK Z GÓRY

(Archiwum Académie des Sciences w Paryżu)

O MODELARSTWIE LOTNICZYM

Jeśli chcesz rozeznać właściwości samolotu w locie zbuduj jego model! Czasem może to być nawet sylwetkowa, kartonowa wycinanka (z dziobem dociążonym biurowym spinaczem albo plasteliną), która to pozwoli wstępnie przetestować np. nietypowy układ Twego latadełka, przy minimum pracy, ryzyka i kosztów. W innych zaś przypadkach mogą to być odrębne, samoistne projekty zdalnie sterowanych, wymarzonych maszyn, dające nie tylko satysfakcję z ich użytkowania, ale i kształcące w dziedzinie konstrukcji, aerodynamiki oraz technologii, czasem zaś obliczeń. To wszystko przekłada się na doświadczenie, które zdobyć można jedynie przy realizacji praktycznych projektów, jest to też najlepsza droga do wynalazczości. Ojciec i Założyciel KUŹNICY - Michał Imiołek - zbudował w sumie kilkadziesiąt przeróżnych modeli, przy czym w większości przypadków były to jego konstrukcje autorskie. Oto kilka z nich…

SIŁY POWIETRZNE KUŹNICY LOTNYM RAMIENIEM PLACÓWKI!

„Na ziemi szerokiej i w nieba głębinie,

gdzie orzeł samotny ulata nad śnieg...”


POWIĄZANE STRONY

Seria artykułów nt. samolotu bezzałogowego I-014 KERMIT (portal lotniczy AVIATION 24):

https://aviation24.pl/component/k2/itemlist/tag/kermit

Filmy na kanale YouTube (książka, KERMIT, gry komputerowe):

https://www.youtube.com/channel/UCBYfCRVJjEBcVSr88KI_SJA

Platforma crowdfundingowa ZRZUTKA.PL (zbiórka na dokończenie budowy samolotu bezzałogowego I-014 KERMIT):

https://zrzutka.pl/samolot-bezzalogowy-i-014-kermit-zbiorka-na-dokonczenie-samotnej-budowy


Witryna internetowa w całości poświęcona projektowi samolotu bezzałogowego I-014 KERMIT:

https://sites.google.com/view/i-014-kermit


PROJEKTOWANIE SAMOLOTÓW KOMPOZYTOWYCH

Wybrane zagadnienia w ujęciu szczegółowym


To pierwsza polska monografia poświęcona sztuce projektowania samolotów kompozytowych. Autor w prosty i praktyczny sposób przedstawia główne zagadnienia związane z aerodynamiką samolotu, wyznaczaniem jego osiągów, obliczaniem stateczności, obciążeń i wytrzymałości, podając – krok po kroku – stosowne po temu metody obliczeń. Całość, wzbogacona licznymi rysunkami, przykładami obliczeniowymi oraz tablicami, stanowi przy tym (pogłębione pod kątem konstrukcji lotniczych) wprowadzenie w nowoczesny świat materiałów kompozytowych. Jakkolwiek książka – w formie i w języku – napisana została z myślą o konstruktorach amatorach, modelarzach i lotniczych pasjonatach, może być również przydatna dla studentów wydziałów lotniczych jak i wszystkich tych osób, które czują się duchowo splecione z lotnictwem. Ponadto, duża część wyłożonego materiału (zwłaszcza w Księdze Pierwszej oraz w Księdze Drugiej), dotyczy de facto ogółu płatowców, także tych drewnianych, jak i metalowych, co sprzyja dalszemu powiększeniu kręgu Czytelników.


500 STRON! FORMAT A4! KILKASET RYSUNKÓW! LICZNE PRZYKŁADY OBLICZENIOWE!


Począwszy od roku akademickiego 2017/2018 publikacja ta zalecana jest studentom WYDZIAŁU INŻYNIERII MATERIAŁOWEJ POLITECHNIKI ŚLĄSKIEJ.


INFORMACJE O KSIĄŻKACH POD ADRESEM:

BĄDŹ CZUJNY i WYPATRUJ KSIĄG SYGNOWANYCH PIECZĘCIĄ KUŹNICY!

Krocz za wonią siarki i krzykami dziewic, za szczękiem oręża oświeconych mężów...

0o0

¯¯¯¯

W STRONĘ DRONÓW

czyli

kilka słów o projektowaniu bezzałogowych samolotów

(w dialogach podanych)


Książka ta w potoczystej, łatwo przyswajalnej formie porusza niektóre zagadnienia z zakresu projektowania bezzałogowych samolotów, skupiając się na omówieniu wiodących czynników, wpływających na ich określone, ważne z perspektywy konstruktora i odbiorców cechy, takie jak np. zwrotność, udźwig, prędkość maksymalna, doskonałość aerodynamiczna czy prędkość wznoszenia. W nurt głównego wywodu wplecione zostały proste zależności, umożliwiające wykonanie elementarnych obliczeń płatowca z zakresu jego aerodynamiki i osiągów, wespół z przykładami. Ponieważ jednym z przejawów lotniczej działalności autora jest prowadzona obecnie budowa samolotu bezzałogowego I-014 KERMIT, książkę wzbogacono zbiorem artykułów poświęconym właśnie tej konstrukcji. Należy przy tym wyraźnie zaznaczyć, że wiele z omówionych w książce zagadnień dotyczyć może nie tylko dronów, lecz i samolotów załogowych lub modeli latających (zwłaszcza zdalnie sterowanych), gdyż wszystkie tutaj wymienione wywodzą się przecież ze wspólnego gniazda, należą tym samym do jednej rodziny.


200 STRON! FORMAT A4! KILKADZIESIĄT RYSUNKÓW I ZDJĘĆ! PRZYKŁADY OBLICZENIOWE!



OZYRYS

Obciążenia Zewnętrzne Samolotu

(PAKIET PROGRAMÓW KOMPUTEROWYCH)


Narzędzie obliczeniowe OZYRYS to możliwie prosty pakiet niezależnych od siebie programów służących do szybkiego wyznaczania wybranych obciążeń zewnętrznych samolotu, przeznaczony zarówno dla profesjonalistów jak i amatorów. Pakiet ma budowę modułową, co oznacza, że każdy z programów (modułów) wchodzących w jego skład nie tylko może być uruchamiany oddzielnie, ale i jest tworem w pełni samoistnym. Wszystkie bez wyjątku programy wchodzące w skład pakietu działają w trybie konsoli tekstowej, nie posiadają zatem powszechnie dzisiaj spotykanej postaci graficznej, co dotyczy zarówno bloków wprowadzania danych jak i bloków prezentacji wyników (dane i wyniki zapisywane są także pod postacią tworzonego w tym celu pliku tekstowego). Ponieważ taki sposób prezentacji obliczeń w niektórych przypadkach jest mało czytelny (np. przebieg wybranych momentów czy sił tnących skrzydła) do pakietu dołączono specjalne arkusze wyników, umożliwiające zestawienie otrzymanych wielkości w postaci wykresów.

Pakiet obliczeniowy OZYRYS składa się obecnie z następujących programów (modułów):

● PROGRAM PIERWSZY: Rozkład Cz w funkcji rozpiętości wg Schrenka;

● PROGRAM DRUGI: Zginanie normalne skrzydła wolnonośnego;

● PROGRAM TRZECI: Zginanie styczne skrzydła;

● PROGRAM CZWARTY: Środek sił poprzecznych kesonu jednoobwodowego;

● PROGRAM PIĄTY: Środek sił poprzecznych kesonu dwuobwodowego;

● PROGRAM SZÓSTY: Skręcanie skrzydła;

● PROGRAM SIÓDMY: Warunki równowagi podłużnej;

● PROGRAM ÓSMY: Obciążenia podczas lądowania wg CS–VLA.

UWAGA! W zamyśle pakiet ma być rozbudowywany!

Integralną częścią pakietu OZYRYS jest stosowna instrukcja obsługi (pod postacią drukowanej książki w formacie A4), zawierająca nie tylko liczne ilustracje, ale i konkretne przykłady obliczeń.


WYMAGANIA SPRZĘTOWE: komputer z systemem Microsoft Windows 64 bit


INFORMACJE NT. PAKIETU OZYRYS POD ADRESEM:

INSTRUKCJA

(FORMAT A4, STRON 66)

PRZYKŁADOWE STRONY


ATLAS

Aerodynamika Samolotu

(PAKIET PROGRAMÓW KOMPUTEROWYCH)


Narzędzie obliczeniowe ATLAS to możliwie prosty pakiet niezależnych od siebie programów służących do szybkiego przeprowadzania wybranych obliczeń aerodynamicznych samolotu, przeznaczony zarówno dla profesjonalistów jak i amatorów. Pakiet ma budowę modułową, co oznacza, że każdy z programów (modułów) wchodzących w jego skład nie tylko może być uruchamiany oddzielnie, ale i jest tworem w pełni samoistnym. Wszystkie bez wyjątku programy wchodzące w skład pakietu działają w trybie konsoli tekstowej, nie posiadają zatem powszechnie dzisiaj spotykanej postaci graficznej, co dotyczy zarówno bloków wprowadzania danych jak i bloków prezentacji wyników (dane i wyniki zapisywane są także pod postacią tworzonego w tym celu pliku tekstowego). Ponieważ taki sposób prezentacji obliczeń w niektórych przypadkach jest mało czytelny (np. przebieg krzywych biegunowych czy krzywej mocy niezbędnej) do pakietu dołączono specjalne arkusze wyników, umożliwiające zestawienie otrzymanych wielkości w postaci wykresów.

Pakiet obliczeniowy ATLAS składa się obecnie z następujących programów (modułów):

● PROGRAM PIERWSZY: Biegunowa płata o skończonym wydłużeniu / biegunowa samolotu;

● PROGRAM DRUGI: Współczynnik oporu szkodliwego samolotu;

● PROGRAM TRZECI: Krzywa mocy niezbędnej / moc rozporządzalna dla prędkości maksymalnej;

● PROGRAM CZWARTY: Biegunowa prędkości lotu ślizgowego;

● PROGRAM PIĄTY: Maksymalny współczynnik siły nośnej płata skończonego.

UWAGA! W zamyśle pakiet ma być rozbudowywany!


WYMAGANIA SPRZĘTOWE: komputer z systemem Microsoft Windows 64 bit


INFORMACJE NT. PAKIETU ATLAS POD ADRESEM:


O FOTOGRAFOWANIU

Jednym z zadań KUŹNICY jest fotografia „ogólno-lotnicza” (co widać powyżej). Ojciec i Założyciel KUŹNICY – Michał Imiołek – zajmuje się jednak także fotografią artystyczną, co jest o tyle istotne, że umiejętności nabyte przy nauce fotografowania (np. zasady kompozycji kadru) przydają się także i w projektowaniu samolotów. Wynika to stąd, że (jak mawia Ojciec Założyciel) „w przyrodzie wszystko jest ze sobą powiązane i wzajemnie się przeplata”.

fot. Michał Imiołek(rok 2001, aparat negatywowy PENTACON SIX TL)
fot. Michał Imiołek(rok 2001, aparat negatywowy KIEV 60)
fot. Michał Imiołek(rok 2011, aparat cyfrowy CANON EOS 500D)

FOTOGRAFIE AUTORSTWA MICHAŁA IMIOŁKA DOSTĘPNE SĄ NA STRONIE

IMIOŁEK - FOTOGRAFIA

DAGEROTYPIA KLISZOWA i ELEKTRONOWA

(link poniżej)

https://sites.google.com/view/imiolek-fotografia



BUM! BUM! BUM!

:::::: ALBUM ::::::

!!! NIEPRZYZIEMNE FOTOGRAFIE W DRUKOWANEJ FORMIE !!!

>>> FORMAT A4, OKŁADKA ZE SKRZYDEŁKAMI, STRON 40, PAPIER KREDA 135g <<<



Michał Imiołek

WOJNA (W POWIETRZU) i SPOKÓJ (NA ZIEMI) W POLSKIEJ AKWARELI

czyli

kilka słów o filmie

„DYWIZJON 303. HISTORIA PRAWDZIWA”

i o anturażu,

który mu nie służy


Na wstępie: dygresja…

Dawno, dawno temu, za wschodnią granicą, gdy Siergiej Bondarczuk realizował swoje opus magnum – „Wojnę i pokój” – twierdził, że nie tworzy wiernej adaptacji powieści Tołstoja, lecz opowieść o niej. Co stwierdził, uczynił…

Tu obniżmy loty i wróćmy do kraju. Jest rok 2015, gdy media obiega taka informacja:

Powstanie film o polskich wybawcach Brytanii, lotnikach z legendarnego DYWIZJONU 303.”

Padają też pierwsze nazwiska: producent – Samojłowicz, reżyser – Palkowski (ten się później zmieni, w sumie aż dwa razy). Jest rok 2015. To niedobry rok na takie produkcje: schyłek czasów „strasznych”. „Strasznych” bo pozbawionych nadziei na to, że wyrwiemy się wreszcie z uścisku w jaki nas wplątano – siłą ekonomii czy naporem mediów, urabianiem mózgów, poziomem oświaty, czy piątą kolumną hulającą w Polsce jak pies bez kagańca... Lud, w otumanieniu, wciąż woła: „Barabasz!”, chociaż coraz słabiej. W lotnictwie podobnie. Brak myśli przewodniej czy szerokiej wizji, zapewne celowy. Twórcy biją głową w te widmowe mury, za którymi siedzą wybrańcy narodu, lepcy od krewetek, namaszczeni słowem, obrazem, pijarem płynącym z rynsztoka lazurowych mediów… Coś wiem na ten temat, wiedzą o tym również moi przyjaciele jak i ludzie z branży – z tej i z wielu innych. Jest nas cały Legion. A przecież…

„Wszyscy to wiedzieliśmy, wszyscy to przeżywaliśmy, a jednak trzeba było to sobie wyraźnie i jeszcze raz uprzytomnić: lato 1940 roku było straszne. Straszne dla wszystkich ludzi dobrej woli.”

To już Fiedler. O roku czterdziestym, po upadku Francji, przed Bitwą o Anglię. Analogia pewnie i bezczelna ale… U P R A W N I O N A. Tutaj „białych rączek” z lupą nie uświadczysz…


* * *

Budżet filmu skromny: 14 milionów, i to nie dolarów, lecz polskich złotówek. Można być złośliwym i stwierdzić, że to pewnie tyle co szwagier inżyniera Karwowskiego zwykł nosić przy sobie, w kieszeni fartucha, gdy szedł karmić kury, należy jednak pamiętać, że z uwagi na „swoiste” uwarunkowania producenci filmu w praktyce skazani zostali na swe własne siły – o ekstra pieniądzach z państwowych dotacji mogli więc zapomnieć…

Czy im się udało?

Zależy jak patrzeć. Zależy jak liczyć…

Z perspektywy środków osiągnęli tyle co Michał Waleczny w potyczkach z Turkami. W obrazie ogólnym jest niestety gorzej. Brakuje rozmachu, panoramy działań, brakuje więc tego czego być nie mogło bez wielkich pieniędzy, „zamorskich” plenerów, większej liczby maszyn, nie tylko w powietrzu, lecz także na ziemi.

Wkroczmy jednak w lustro…

Dynamika lotu jest tu znakomita. Film żyje w błękicie, nie buja w obłokach lecz przecina chmury impetem myśliwców i rejwachem broni. Tam twardnieją głosy, tężeją oddechy wciśniętych w kabiny, z ekranu przenika siła grawitacji, wtłacza widza w fotel, toteż lepiej popcorn zostawić teściowej, zaś napoje w domu. Trafione płatowce umierają godnie, tak jak i piloci, bez sztucznych eksplozji, bez fałszu i kiczu… Odchodzą w milczeniu, w dziwnym, niemym tańcu. Tu tkwi atut filmu – największa zaleta: wierność z oryginałem. Jest jej zresztą więcej. W filmie czuć szlachetność, podobnie jak w książce i jest to destylat, bez fałszywej nuty (wywiad z Paszkiewiczem, czy święty obrazek „przemycony” z kraju) – są to takie rzeczy, których zamarkować się na szczęście nie da. Kanalia i prostak wywlecze na ekran jedynie bebechy, eskalując bodźce – nie brakuje takich, hołubionych zresztą poprzez im podobnych, śliskich jak i czasy, które ich wyniosły... Człowiek na poziomie stworzy coś czystego, ale prawdziwego, bez względu na brudy w jakich się obraca, bo sedno obrazów żyje w jego wnętrzu, nie zaś wokół niego. Ukłon dla Fiedlera i dla scenarzystów. Brawa dla Delicia – reżysera filmu – który to nad Wisłę przybył z Jugosławii, jak przed laty Ferić: gwiazda dywizjonu. Frapująca sprawa i smutna konkluzja, że to właśnie Chorwat zrobił ostatecznie film o szlachetnych i dzielnych pilotach, nikt zaś z urodzonych w ich miejscu na ziemi – miejscu o które walczyli i za które oddali lub przegrali życie. Ot, taki obrazek filmowego światka… Obrazek jak światek w swej przemożnej części jest w istocie śliski, lecz sama konkluzja ma radosne tony, podobnie jak wymowa filmu i kluczowe zdanie przekazane w filmie przez króla Jerzego:

„Z tego co tu widzę wnioskuję, że polskość to nie tyle narodowość co też stan umysłu…”

Takich emigrantów jak Pan Delić serdecznie witamy. Bo i takich właśnie ludzi Polska przyjmowała jeszcze przed wiekami, gdy rosła w mocarstwo.


* * *


Rolą pajacyków jest podskakiwanie. Rechot recenzentów nie był więc zdziwieniem. Znamy co niektórych i to nawet dobrze, bo żyją dość długo w rodzimym pejzażu, więc już w niego wrośli. Są też takie media gdzie wystarczy czytać jedynie nagłówki, gdyż z góry wiadomo co kryje się w tekście. Nietrudno też zgadnąć kto ciągnie za sznurki i co chce zohydzić. Najprościej to sprawdzić przez przepływ pieniądza, bo ten zawsze ciąży w określoną stronę: jak igła kompasu... A gdzie atakują? – oczywiście w s e r c e, które zresztą dla nich jest jedynie mięśniem. Czasem im wychodzi, więc i nie dziwota, że pewien młodzieniec, dumny ze swej frazy, i zapewne pełen najlepszych intencji, łaskaw był napisać o nacjonalizmie (tym pejoratywnym), który jego zdaniem emanuje z filmu. Niech się Pan nie martwi, Panie Recenzencie, bo jak pisał Sołtyk:

„Ludzi otumanić można jedynie na krótko…”

A zresztą… Nie każdy człowiek urodził się po to by walczyć – zaś wśród nas są też niewolnicy. Zwłaszcza niewolnicy własnej świadomości. To czy choć spróbują zostać myśliwcami zależy już od nich…

„Is that clear?!”


* * *


Akrobata-cyrkowiec przechodzi po linie rozpiętej pomiędzy dachami wieżowców. Wiatr mu nie pomaga, gapie kibicują, są też pewnie tacy co w skrytości ducha pragną by się potknął. On jednak powoli dobija do celu, chociaż z przestojami i w nierównym stylu… Tak to jest z tym filmem. Mimo skromnych środków rozpięty jest jednak na solidnej linie – na swym pierwowzorze, powstałym tuż zaraz po zwycięskiej bitwie. Ma swoje przebłyski i swoje słabostki, lecz uciec przed nimi było niepodobna. Film jest kameralny, nie z wyboru twórców, lecz w skutek budżetu. To nie jest fabuła „Ucieczki skazańca” czy „Szeptów i krzyków” – tutaj było „trudniej” przebić się przez chmury, w drodze do rozmachu, który był niezbędny by powstało dzieło: spójne i skończone jak te dwa tytuły. Film jest a k w a r e l ą, opowieścią o Nich oraz o uroczej nowelce Fiedlera – błyszczącym dodatkiem. Nie łatwo jest stworzyć uroczą nowelkę, tak jak i niełatwo ją zekranizować. Aby to zrozumieć wypada przypomnieć, że uroczą nowelką jest też „Mały Książę”.

30 września 2018


Michał Imiołek

W CIENIU PANA PAWŁA...


Ponad siedemdziesiąt tytułów, nie tylko lotniczych, ale i tych poświęconych astronautyce czy morskim odmętom, a ostatnio – gdy tematyka podniebnych wyczynów ludzkiego gatunku nieco spowszedniała – także wspomnieniowych, sławiących warszawską, przedwojenną Pragę. Taka jest spuścizna literacka Pawła Elszteina, nieodżałowanego propagatora awiacji, modelarstwa lotniczego i rakietowego. Spuścizna ta jest dziełem imponującym. Niestety – wraz z Jego odejściem – również i zamkniętym…

Warto jednak sięgnąć do tych zacnych książek. Na pewno niejedna z pozycji znajduje się także i w Twej biblioteczce, tak samo jak w mojej. I Ty i ja dobrze zresztą wiemy, że prace te to coś znacznie więcej niźli tylko papier, fotografie, rysunki czy wydrukowane słowa. To również wspomnienia naszych osobistych prób i dążeń, czy przebłyski marzeń, niekiedy sukcesy, czasami porażki – na szczęście kształcące… Taki przecież był bilans naszych dziecięcych zmagań z materią, aerodynamiką, brakiem materiałów, narzędzi, czasami z pogodą czy z niezrozumieniem. Zmagań zainspirowanych książeczkami Pięknego Człowieka, który to potrafił całkiem naturalnie trafić do najmłodszych, po to by wygrzebać ich z nieopierzenia.

Tak się ułożyło – przynajmniej w tym moim konkretnym przypadku – że książki Pana Pawła były jednymi z pierwszych utworów lotniczych, z którymi to miałem okazję się zetknąć jako ledwie dziesięcio-, jedenasto czy dwunastolatek, stąd też wówczas nie zawsze potrafiłem mądrze z nich korzystać. Wiadomo, człowiek w takim wieku prędzej pragnie coś zrobić czy posiąść, nie zaś się dokształcać czy cierpliwie słuchać mądrzejszych od siebie. Takie prawa szczeniąt… Śmieszą mnie więc teraz moje inspiracje, płynące najczęściej „z pierwszego wejrzenia”, takie jak budowa modelu latadełka „Pischof”, oparta zaledwie na przestrzennym szkicu (Rys. 1). „Pischof” jednak wzleciał, napędzany radzieckim silniczkiem na sprężone CO2, który to szczęśliwie zakupiłem w Bochni, w tamtejszym oddziale Składnicy Harcerskiej… Czarowny silniczek parzył mnie po rękach, więc w niedługim czasie dorobiłem resztę całości niezbędnej do tego by powstał samolot – twór mej wyobraźni. To, że położenie środka ciężkości wyszło nazbyt tylne, płat zaś nie posiadał wzniosu, co czyniło ów swobodnie latający model poprzecznie niestatecznym, traktowałem przy tym z pewnym pobłażaniem. Płat posiadał jednak tę oto zaletę, że był skrajnie prosty – otwarty od spodu, składał się z uformowanej w kształcie ptasiego profilu, wygiętej nad parą balsowej deseczki, której trwałość kształtu zapewniało tylko kilka prostych żeber. „Pischof” oderwał się sprawnie od ziemi, przemknął kilka metrów nad śliską posadzką, skręcił nagle w lewo i przydzwonił w windę – moim polem wzlotów był korytarz w bloku, używany wówczas gdy na dworze lało. Korytarz ten zresztą sprawdziłem już wcześniej, budując z zestawu sylwetkową „Wilgę”. Ta styropianowa, urocza gumówka, potrafiła przelecieć całą jego długość niemal jak po sznurku, a korytarz liczył kilkadziesiąt metrów! Inne samoloty latały z balkonu – także wycinanki, z książek Pana Pawła (Rys. 2), później zaś „Jaskółka”, w wersji „80” (w książce „Elementarz młodego lotnika” znajduje się opis budowy „Jaskółki - 76”…), czy też coraz lepsze, autorskie konstrukcje. Miło było patrzeć kiedy samolocik radośnie pompował, przelatując zwykle tuż obok latarni, ściągającej wszystko niczym wielki magnes (modelarze wiedzą, że na ich wytwory podobnie „polują” też drzewa na łące, zwłaszcza te samotne)… Z balkonu latały i rakietoplany. Ale to już później, kiedy dysponując rarytasem pt. „Młody modelarz rakiet” (Rys. 3) zabrałem się raźno za pirotechnikę. Zdobycie tak cennej pozycji jak owa książeczka to temat na inną, nie do końca jednak moralną opowieść, więc ją tu zamilczę. Powiem tylko tyle, że jako frycowe musiałem odstąpić powieść o dwóch takich co coś tam ukradli, choć bardzo lubiłem owych ancymonków (co już mi zostało…).

Zdobycie saletry też nie było proste, ale się udało, choć nie tak od razu. Zakupiony w sklepie rolniczym 5 kg wór składnika paliwa wylądował w zsypie – to wprawdzie saletra, lecz nie w tej odmianie... Cukier puder czy też węgiel drzewny (pod postacią proszków na żołądek) były w każdym domu. Brakowało siarki – w jej czystej postaci. Ale co tam. Brakujący składnik skrobałem z zapałek, nie wiedząc nic o tym, że na główkach tychże znajdują się także i inne substancje… Eksperyment z kliszami całkiem się nie powiódł, mimo że w przychodni lekarskiej (u Pań od rentgena) zdobyłem ich zapas. Nie chciały się palić – wszak współczesne klisze to nie celuloid…

W końcu się zaczęło!

Z korytarza próby przeszły na półpiętro. Było dużo huku, dymu oraz swądu, a także ucieczek przed lokatorami. Czasem coś latało, zazwyczaj w plenerze – silniczek z listewką służącą w powietrzu za stabilizator… Skrobanie substancji z zapałczanych główek sprawiało mi frajdę, stąd też wykonałem ze dwie, trzy rakietki napędzane (zgroza!) tylko tym paliwem. Na szczęście silniczki do tychże nie były zbyt duże, gdyż ich długość wynosiła ledwie kilka centymetrów. Rakiety startowały z maleńkiej wyrzutni, z możliwością zmiany kąta odchylenia, zrobionej z deseczki, metalowej rurki (korpus długopisu) i kawałka blaszki wyciętej z zakrętki. Opatrzność czuwała – udało się wyjść z tych eksperymentów bez żadnego szwanku, i to nawet wtedy gdy spaliłem stół, na skutek samozapłonu zgromadzonego na blacie paliwa. Szczęśliwie nie była to „siarka”, lecz zwykły „karmelek” (saletra i cukier). Ucierpiała jednak książka Pana Pawła (Rys. 4) – rozdział „Krótki słownik małego rakietnictwa” „wzbogacony” został o niechlubny wątek…

Młodych zapaleńców (tak, to dobre słowo!) nie odwiodę pewnie od podobnych praktyk, polecam im jednak zacząć od torpedy (Rys. 5). Ta działa od ręki. Wystarczy jedynie zdobyć giętką tubkę, kwasek cytrynowy, sodę oczyszczoną – surowce dostępne w osiedlowym sklepie. Do prób starczy wanna. To, że moje próby były intensywne widać znów po książce: malownicze plamy o ceglastym tonie znaczą dziarsko kartki…

Lecz wróćmy do skrzydeł…

Przyszedł czas gumówek: „Grot” (Rys. 6) a później „Żaczek” – prościutka, lecz gruntownie przemyślana konstrukcja z zestawu, ze skrzydłem z listewki i arkusza ładnie barwionej tektury oraz z plastikowym śmigłem, które to służyło mi jeszcze w późniejszych konstrukcjach, póki nie „poległo”... Wyprawa po „Żaczka” do Składnicy Harcerskiej (ulica Krakowska w rodzinnym Krakowie) skończyła się zresztą zapaleniem płuc – z uwagi na zimę stulecia (1986/1987) stanęły tramwaje, toteż powrót do domu zajął mi (oraz mym kompanom) dobrych kilka godzin... Zdaje się, że choroba dopadła całą naszą trójkę, nie pamiętam jednak by ktoś się nią przejął (z wyjątkiem rodziców). „Żaczki” triumfowały – to było ważniejsze od jakiś drobiazgów pozbawionych wagi!

Gumówki…

I znów inspiracje książką Pana Pawła, a konkretnie modelami retro, konstrukcji nestora polskiego modelarstwa, pilota Wojciecha Woyny (rys. 7). Należy wszak pamiętać, że schyłek PRL-u i lata późniejsze to nie tylko smuta, lecz brak materiałów, czasem podstawowych. Nie tylko pozyskanie balsy graniczyło z cudem, ale nawet zwykłych, sosnowych listewek, nie wspominając tutaj o papierze japońskim czy też innych rarytasach, które dzisiaj zalegają na sklepowych półkach. Czasami niepodobna było kupić choćby i natronu (taki papier w prążki)… Z braku materiałów zacząłem dyskretnie „podgryzać” wiszącą nad łóżkiem, zdobną matę ścienną, wykonaną z egzotycznych, cieniutkich listewek (przekrój 2 x 2 mm). Nie były zbyt lekkie, ale bardzo giętkie oraz wytrzymałe, w czym przypominały drewno bambusowe. Kleciłem z nich płaty oraz usterzenia. Moje płaty były o tyle ciekawe, że wznios uzyskiwałem analogicznie jak w napiętym łuku – poprzez umiejętnie rozpięcie dwóch nici między końcówkami każdego ze skrzydeł. Pokrycie: jedyny materiał jaki miałem w domu – kalka techniczna. Materiał co prawda ładny, ale za to masywny i podatny na pęknięcia… Łopatki śmigiełek, podobnych do wioseł, wykonałem z balsy, zaś ich część centralną z sosnowej listewki, podwozia – druciane, belkowe kadłuby z sosnowych listewek 10 x 5 mm (te gdzieś zakupiłem, lecz był to materiał o kiepskiej jakości, co z miejsca zdradzały dosyć rzadkie słoje)... Modele te jednak, mimo że przyciężkie, „jakoś tam latały”, pokonując zwykle kilkanaście metrów, potrafiły także wystartować z ziemi. Gdyby były lżejsze latałyby pewnie kilka razy dalej, tym bardziej że pusty w tamtych czasach parking (wówczas ledwie kilka rodzin w bloku posiadało auto) spokojnie pozwalał na dłuższe przeloty.


Pielgrzymki do Składnic Harcerskich stały się nawykiem…

Na składzie pojawił się „Tourist”, „Brygadyr” i piękny „Messenger” (jak dwa pozostałe: z czeskiego zestawu) – konstrukcyjny dwupłat, owoc wielu godzin precyzyjnej pracy. Płatowiec ten jednak miał wadę wrodzoną, jak na moje oko (i nie tylko moje) był bowiem zbyt ciężki, szczególnie pod napęd gumowy ale również i pod CO2, pod które to przecież był projektowany. Być może wynikało to z gatunku balsy, raczej nazbyt twardej. Dziś zapewne nadawałby się pod „elektryfikację”, wówczas jednak (schyłek lat 80. XX wieku) nikt o takim cudzie nawet nie śmiał marzyć. Ściślej: prawie nikt… Ponieważ pociągała mnie radiotechnika wpadłem bowiem na myśl by zbudować (bagatela!) zdalnie sterowany rakietoplan o wielkości dłoni, do lotów w mieszkaniu. Sercem odbiornika miał być mikro-koherer własnego zamysłu, zrobiony z zeszlifowanych węglowych pręcików wyjętych z baterii, zmielonych węglowych opiłków i kawałka rurki, „serwomechanizmem” – drucik oporowy, luzujący gumkę gdyż ster kierunkowy w położeniu wyjściowym zwrócony był w lewo (płynący przez drut oporowy prąd powoduje jego nagrzanie w skutek czego drut nieco się wydłuża), źródłem zasilania: bateria z zegarka. Przy takim sposobie sterowania lot prosty uzyskiwałoby się przez impulsowanie, powodujące „przerzucanie” steru przez pozycję neutrum… Smukły silniczek na paliwo „karmelkowe” o odpowiednio powolnym, czołowym spalaniu i dyszy z otworem o znacznej średnicy miał w zapewniać adekwatny ciąg... Oczywiście z tak szalonych planów nic nie wyniknęło. Miło jednak wiedzieć, że mikromodele płoszą dzisiaj muchy w niejednym mieszkaniu, być może i w Twoim!

Chcąc wydłużyć czas lotu mego „Messengera” (i innych latadeł) stanowisko startowe przeniosłem z parkingu, z powrotem do bloku – na ostatnie piętro. Było to możliwe, gdyż przestrzeń pod blokiem była w dużej mierze niezabudowana, pokryta jedynie działkami mieszkańców. Start z trzydziestu metrów, połączony z możnością podziwiania lotu oraz z emocjami jakie lot ten wzbudzał był czymś nadzwyczajnym. „Messenger” – model z natury swej swobodnie latający – zakreślał na niebie rozłożyste kręgi, o tym gdzie lądował decydował jednak najczystszy przypadek. Zdarzyło się nawet, że za którymś razem wpadł prosto do kubła, który to dozorca ulokował tuż przy ścianie bloku, aby lokatorzy wrzucali doń śmieci. Kwadratowy kubeł posiadał szerokość nie większą niż 50 cm, toteż prawdopodobieństwa trafienia nim mym samolotem było niemal żadne, jednak zaistniało! Żeby było ciekawiej przypięte na gumkach płaty „Messengera”, na skutek kolizji, sprawnie odskoczyły, układając się przy tym w idealnie pionowej pozycji, dokładnie w narożu metalowego pojemnika, tak samo jak kadłub. Wyglądało to więc tak jakby ktoś z premedytacją pozbył się „rupiecia”, dbając przy tym o to aby nie zajmował zbyt wiele przestrzeni…

Znalazło się także miejsce na latawce (Rys. 8) – z kolejnej książeczki naszego Autora – jednym z nich startowałem nawet w zawodach organizowanych przez „Echo Krakowa” na krakowskich błoniach, wykonałem też latawiec elastyczny (o pokryciu z folii) i latawiec w kształcie angielskiego myśliwca z czasów Wielkiej Wojny (tym razem ze zdjęcia). Ten ostatni oderwał się z linki, osiadł na balkonie pewnej starszej Pani i niestety przepadł, gdyż Pani ta była na tyle nieufna, że drzwi otwierała jedynie przed księdzem i przed listonoszem… Ukoronowaniem moich działań na tym polu był jednak pokaźny latawiec skrzynkowy własnego projektu (spokojnie o ponad metrowej długości), lecz nie tak zwyczajny, bowiem sterowany poprzez ster kierunku – aby nim sterować latawiec takowy posiadał dwie linki… Wszyscy, którzy kiedykolwiek zbudowali latawiec wiedzą doskonale, że wiatr przestaje wiać dokładnie wtedy gdy latawiec jest już ukończony. Czekanie na dogodne warunki trwało dosyć długo, bo dobrych kilka dni, a gdy te nastały to zamiast jakiegoś umiarkowanego wiatru nadeszła od razu potężna wichura. Latawiec jednakże wnosił się wspaniale, w ekspresowym tempie, niemalże po prostej, jak kolejka górska. Niestety do czasu gdy kolejny, ciut silniejszy poryw rozerwał mu w poprzek górną partię przedniego poszycia, w skutek czego latawiec stał się niestateczny i w niedługo potem grzmotnął mocno w ziemię, kończąc sen o szczęściu...

Ach, to sterowanie!

Pewnym kompromisem były „uwięziówki”… Już w Aeroklubie budowałem zresztą szkolny model uwięziowego „Gawrona”, mającego sylwetkowy kadłub, skrzydła o styropianowych rdzeniach, pokrytych fornirem oraz duralowe golenie podwozia głównego (gięte nad palnikiem), lecz go nie skończyłem, mimo, że wykonany został niemalże w trzech czwartych… Ciągnęło mnie bowiem do czegoś innego – do radiomodeli! Marzenie promienne, lecz gdzie zdobyć „radio”? W tym czasie aparatury do zdalnego sterowania były nie tylko, że trudno dostępne, lecz i bardzo drogie. Jedną z pierwszych podpowiedzi przyniosła kolejna kwerenda „Młodego modelarza rakiet”, gdzie znalazłem schemat ideowy modelarskiego radionadajnika. Nadajnik ten był niebywale prosty, składał się on bowiem z kilku podzespołów, z których to niestety jeden, i to ten kluczowy, był nieosiągalny – rezonator kwarcowy… Rezonator rezonatorem, ale grunt, że „radio” również można zrobić! Decyzja zapadła. Tym razem jednak wybór padł na propozycję innego mojego Mistrza – Janusza Wojciechowskiego, także dziennikarza i autora książek, ponadto pioniera polskiego radiomodelarstwa (Janusz Wojciechowski pierwsze próby z radiomodelami prowadził jeszcze w czasach okupacji, co – w przypadku wykrycia takich prac przez Niemców – mogło go kosztować nie tylko ciężkie „przesłuchanie”, ale nawet życie, bliskich zaś: represje…). Okazało się, że z rozlicznych konstrukcji najracjonalniej będzie zdecydować się na budowę nadajnika lampowego, który był nie tylko najprostszy, ale charakteryzował się również największym zasięgiem (zwłaszcza dla wersji „skrzynkowej”, z anteną o długości 2,63 m). Szkopuł jednak w tym, że kiedy zabrałem się za owe prace konstrukcja aparatury „Radiopilot” liczyła już ponad dwie dekady, toteż wiele części było niedostępnych… To ostatecznie pogrzebało moje plany, mimo że zdobyłem nawet jedną lampę 3S4T, pochodzącą z porozbijanego radioodbiornika „Szarotka”, zaś brak nieprodukowanych już baterii anodowych (o napięciu 90, 120 lub 67,5 V!) zastąpiła odpowiednia przetwornica. Przysłowiowym gwoździem do trumny stał się jednak odbiornik, ściślej – tranzystory… Znalezienie odpowiednich zamienników (w świecie bez Internetu) przekroczyło skromne możliwości nastoletniego „radiopasjonaty” (Rys. 9).

Doświadczenia te jednak wkrótce się przydały…

W niedługo później stałem się bowiem posiadaczem prostej, jednokanałowej aparatury pochodzącej ze styropianowego modelu-zabawki. Ponieważ aparatura ta (podobnie jak aparatura „Radiopilot”) umożliwiała sterowanie jedynie za pomocą steru kierunku wiadomości pozyskane w temacie pilotowania takich samolotów wykorzystałem w zbudowanym wówczas modelu „Wicherka” (Rys. 10). Mój „Wicherek” RC, w wersji prawie że największej bo „25”, a więc ze skrzydłami o rozpiętości rzędu 1,8 m, powstawał zwyczajowo w nielekkich warunkach, bowiem bez żadnych poważnych narzędzi (np. użyte na sztorc ostrze od nożyczek i pilniki iglaki zastępowały wiertarkę), a także przy braku cienkiej sklejki lotniczej, zamiast której używałem gospodarczej „dykty” o grubości 5 mm. Włośnicą pracowicie wycinałem wręgi, boki kadłuba czy ażurowane żebra. Obróbka tych ostatnich była prawdziwą gehenną, pochłonęła bowiem dziesięć dni intensywnej, wakacyjnej pracy! Dla przykładu: wykonanie analogicznych żeberek balsowych zajmuje mi obecnie jakieś dwie godziny, wliczając w to także zrobienie sklejkowych szablonów, używanych później na żebra wzmocnione...

Nadszedł skromny sukces – „Wicherek” poleciał! Co prawda pierwszy lot był lotem ślizgowym, zatem samozapłonowy silniczek „Marz 2,5 D” (na eter i naftę) robił w tym przypadku jedynie za balast, ale lot się udał. „Wicherek” poleciał do tego w miejscu historycznym (lub w jego obrębie)! Jeśli bowiem zajrzymy do książki Pana Pawła „Modelarstwo lotnicze w Polsce” znajdziemy w niej takie oto przedwojenne zdjęcie (Rys. 11). Zdjęcie to – przedstawiające trójkę modelarzy z modelem szybowca – dopełnia informacja mówiąca o tym, że wykonane zostało w Bodzowie. Niewykluczone jednak, że nie jest to Bodzowskie zbocze (nad którym to zresztą „Wicherek” też latał…), lecz pobliskie łąki (gdzie miał miejsce oblot mojego latadła), znane szczególnie dobrze krakowskim radiomodelarzom – zdaje się o tym świadczyć dość charakterystyczna rzeźba samego terenu… To przypuszczalne miejsce ze zdjęcia obecnie jest już mocno zarośnięte (przed laty latałem i tutaj), wciąż nie zarośnięte jest jednak „lotnisko” z lewej strony drogi, użytkowane zresztą do dnia dzisiejszego (także przez „droniarzy”)…

Od czasu do czasu korzystam z niego i ja (Rys. 12, 13, 14 i 15)…


12 czerwca 2020

* * *

Wykorzystane w artykule ilustracje (oprócz tych pochodzących ze zbiorów autora) zaczerpnięto z następujących publikacji Pawła Elszteina:

„Elementarz młodego lotnika”, WKiŁ 1982; „Modelarstwo lotnicze w Polsce”, WKiŁ 1986; „Młody modelarz rakiet”, WNT 1975; „Budujemy latawce”, WKiŁ 1989.


O PRACACH W DREWNIE ORAZ IM PODOBNYCH

Umiejętności warsztatowe, wyobraźnię czy meandry technologii, tak bardzo przecież przydane w lotnictwie, pogłębiać można na wiele sposobów, również przez realizację rzeczy mało zwiewnych, ciężkich i przyziemnych. Ojciec i Założyciel KUŹNICY (Michał Imiołek) oddaje się czasem i takim działaniom, dzięki czemu – dzień po dniu – ma przywilej obcowania z przedmiotami własnego autorstwa...

BIURKO

(Z MOŻLIWOŚCIĄ DOSTAWIANIA SIEDZISKA OD CZOŁA LUB Z BOKU)

SZAFKA WISZĄCA

MODEL KONTRA GŁUPTAK – RZECZ O BARWIE SKRZYDEŁ

Jak dowiedli naukowcy z dalekiej Gandawy (Belgia) kolor ptasich piór wpływa na własności lotne tych reprezentantów Bożego zwierzyńca. Okazuje się bowiem, że skrzydła o czarnym upierzeniu, absorbując wydajniej promienie słoneczne, nie tylko nagrzewają się szybciej od skrzydeł jaśniejszych, ale – dzięki wyższej temperaturze – posiadają także mniejszy opór tarcia niż skrzydła zimniejsze, co zwiększa nieznacznie doskonałość tychże (RYBOŁÓW ZWYCZAJNY czy MEWA SIODŁATA).

Najbardziej zaskakujące wyniki uzyskano jednak badając MORUSA, a więc osobnika z rodziny głuptaków. Otóż ów jegomość wyróżnia się tym, że posiada skrzydła barwy biało-czarnej, przy czym czarne upierzenie zlokalizowane jest w zasadzie w obrębie końcówek. Taki podział barw skutkuje nie tylko różnicą temperatur, ale i jest źródłem prądu konwekcyjnego płynącego ku końcówkom skrzydeł, ten zaś owocować może wzrostem siły nośnej!

MORUS

(Z RODZINY GŁUPTAKÓW)

Ojciec i Założyciel KUŹNICY (Michał Imiołek) – bazując na dość ograniczonych informacjach – przypuszcza, że taki kierunek prądu konwekcyjnego zmniejsza niekorzystny wpływ zawirowań indukowanych na końcówkach skrzydeł, przez co straty siły nośnej płata skończonego wypadają mniejsze.

Co ciekawe Ojciec Założyciel ze zjawiskiem prądu konwekcyjnego występującego na powierzchni płata zetknął się już dawno, bo w roku 2008, użytkując wykonany przez siebie model motoszybowca BLICK. Niestety płat tego modelu posiadał czarny centropłat i białe końcówki, co oznacza że efekt takiego zestawienia barw przypuszczalnie był raczej szkodliwy, względnie obojętny, tym niemniej sam prąd konwekcyjny (śreżoga) był dobrze widoczny, rodząc przy tym pewne naukowe zapędy (niezaspokojone jednak – jak to zwykle bywa – poprzez brak zaplecza)…

MOTOSZYBOWIEC RC "BLICK!"

(Z RODZINY KUŹNICOWATYCH)

PRZYKŁADY UBARWIENIA PŁATÓW PRZYSZŁYCH AERODYN

(POSTULOWANE PRZEZ OSOBĘ MICHAŁA IMIOŁKA)

Wracając w tym miejscu do tematu ptactwa to należy przyznać, że kto jak kto, ale Ojciec Założyciel darzy dużym sentymentem te oto stworzenia, zaś bywa i tak, że sentyment ów jest odwzajemniany. Przykładem wzorowych relacji niechaj będzie fakt, że podczas niedawnego przemarszu przez miasto wleciała mu w ręce BIAŁA GOŁĘBICA. I mimo że Ojciec Założyciel pragnął ją wypuścić – nie chciała odlecieć! Ojciec Założyciel uznał to za wielkie wyróżnienie, tym bardziej, że urocza towarzyszka miała zdrowe skrzydła.

Ogólna sympatia Ojca Założyciela do zwierząt bywa zresztą różnie rozumiana. Są i takie frakcje, które twierdzą, że być może wynika ona stąd, iż jedynie zwierzęta potrafią go zrozumieć – po głębszym zastanowieniu pogląd taki wydaje się być jednak poglądem chybionym, gdyż także wśród ludzi zdarzają się czasem istoty rozumne, nieinteresowne stawiające wyżej egzystencję saren niźli los korników.

LISEK JUŻ DOPOMÓGŁ!

A Ty co zrobiłeś dla KUŹNICY?

JEŚLI CHCESZ PODĄŻYĆ JEGO TROPEM MOŻESZ TO UCZYNIĆ POPRZEZ PORTAL

ZRZUTKA.PL

https://zrzutka.pl/samolot-bezzalogowy-i-014-kermit-zbiorka-na-dokonczenie-samotnej-budowy

* * *

ZNACZENIE MA KAŻDA , NAWET I NAJMNIEJSZA WPŁATA, KAŻDY PRZYSŁOWIOWY GROSZ!!!


O PISANIU

O tym, że warto doskonalić się w pisarstwie Michał Imiołek (Ojciec i Założyciel KUŹNICY) wiedział już od dawna, nie tylko dlatego, że od dziecka darzył sentymentem przeróżne tomiszcza, lecz i także ze względów mocno pragmatycznych. Od lat bowiem popiera on tezę, że konieczność przelania pomysłów na papier rozwija w nas zdolność syntezy, uczy klarowności, zmusza do głębszego zrozumienia sprawy, do samokształcenia, może być też pierwszym sprawdzianem weryfikującym świeżutkie idee, ledwie kiełkujące w bałaganie myśli. Umożliwia także dzielenie się wiedzą z innymi, i to w formie możliwie najbardziej nobliwej ze wszystkich dostępnych form komunikacji.

Mało kto wie jednak, że oprócz książki PROJEKTOWANIE SAMOLOTÓW KOMPOZYTOWYCH. WYBRANE ZAGADNIENIA W UJĘCIU SZCZEGÓŁOWYM, licznych ARTYKUŁÓW, czy też omówionej wyżej PUBLIKACJI POŚWIĘCONEJ DRONOM, Ojciec Założyciel jest także autorem powieści pt. ODBÓJ. A oto jej fragment...

Michał Imiołek

„ODBÓJ”

(wycinek z powieści)


Wstał, wrócił na chodnik, zachrobotał piachem oraz kamyczkami, zatopił dłoń w kieszeń i wyciągnął piwo, które prędko otwarł.

Zdmuchnął nalot piany i pociągnął łyka, smakując alkohol, zbytnio się nie spiesząc, spokojnie, leniwie kontemplował chwilę – mgłę, skrzypienie butów, latarnię i chodnik, z pnączami po bokach. Całą tę scenerię zobaczył na świeżo, bez kajdan, powrozów, jaśniała odmianą, świeżością i barwą. Sam czuł się inaczej, lekko i swobodnie, podniecony chwilą i oczekiwaniem, które wręcz przeżuwał jak niebiański przysmak czy wytrawne wino.

Czasu miał dość sporo – dostatecznie tyle ile potrzebował.

Stąpał powolutku, popijał alkohol, wraz z rześkim powietrzem i patrzył dokoła, na całą tę przestrzeń, utkaną z wilgoci i pędów zieleni – w jej klaustrofobiczność, przysiadłą na karku, bliźniaczą wręcz do tej zapisanej w bycie; i patrzył też dalej, ponad wąwóz rzeki, na spłowiałą łunę (wielkomiejską zgagę oparów i smogu) i światłość budynków z ludźmi bez nazwiska: bez losu, oprawy, bez prawa odmowy, okradzionych z wiary, przekonań i woli...

Świat wydał się śmieszny, zapędzony w pustkę, w miałkość ograniczeń, czy w płytkość intencji tych wszystkich maluczkich, podłechtanych bliźnich, dążących do władzy lub do posiadania. W korowodzie blichtru i w chocholim tańcu. Świat gnił i parował, mgielną zawiesiną. Kisił się jak bagno pozbawione tlenu, jak zesłańcy w tajdze, w barakach bez okien.

Ujrzał świat w wymiarze kogoś nieziemskiego, choć był tylko zwykłym, obitym żołnierzem: figurką bez aury.

Świat jawił się szambem, rzeczułka zaś ściekiem, którym płyną wszelkie, miejskie wydzieliny – z agresją, obłudą, pazernością w przedzie.


POWIEŚĆ O ŻOŁNIERZACH I O WOJSKU POLSKIM

Pobór, fala, ostatnia przepustka, nocna rejterada, alkohol, niewiasty i inne udręki – wszystko w jednym tomie!


FORMAT A5! 194 STRONY! OKŁADKA ZE SKRZYDEŁKAMI!

. . .


W poczynaniach swoich Ojciec Założyciel zmierza do ESENCJI – do kształtu przedmiotów i obrazu ludzi odcedzonych z fałszu. Ogólnie rzecz biorąc zmierza do poznania, stąd w literaturze nie cierpi sztuczności salonowych tuzów, niesionych przez mody lub ideologie. Mody są dla słabych: duchem i umysłem. Pośród Ludzi Pióra Ojciec Założyciel ceni tylko takich, którzy w prostych zdaniach zawarli istotę człowieczej kondycji; choć nienamacalną to jednak chrzęszczącą niczym piasek w zębach, wyłożoną jednak jakby mimochodem. Tu trzeba mądrości – nie tej wyuczonej, lecz płynącej z gleby. Trzeba też doświadczeń, na tyle dotkliwych by zmyły z umysłów wszelką roszczeniowość, przycinając ego do obrysu ciała. Hans Hellmut Kirst, Stanisław Lem, James Jones, Faulkner, Żeromski albo Dostojewski: u nich znajdziesz KRUSZEC, zamknięty dla osób zindoktrynowanych czy dla konformistów pozbawionych kości. ANTYPRZYRODNICY (choćby i nobliści lansowani w mediach) nie przystają przeto do powyższej grupy – przeminą z salonem, który ich rozdmuchał, przegrywając w bojach z ROZUMEM i PRAWDĄ.


- SPRAWY NADRZĘDNE -

STAN FAKTYCZNY: NIEDOBÓR czyli ALBO - ALBO

Albo Księstwo Warszawskie, albo Generalna Gubernia w nowym anturażu i z nowymi kapo na przykrótkiej smyczy - sam wspieraj co lepsze...

Z KSIĘGI JEREMIASZA...

„...znałem cię, nim przyszedłeś na świat... ”

WYNIKI WYBORÓW PREZYDENCKICH 2020

420 tysięcy 385 głosów zadecydowało o wyborze Prezydenta. A zatem: „jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak nielicznym.”

Kolejny raz udało się powstrzymać ZŁO, i to znów praktycznie na samych rogatkach.

Pamiętajmy jednak, że ZŁO nie odpuszcza, zwodzi, okłamuje, bazując na żądzach oraz na niewiedzy.

Pamiętajmy także, że ZŁO jest prostackie, z zasady tchórzliwe i niehonorowe, służy więc najczęściej interesom możnych.

Pamiętajmy również, że ZŁO jest poddańcze, tak jak i zaścianek, który mu ulega, pod postacią różnych, maluczkich sługusów wabionych profitem czy wizją kariery.

Andrzej Duda wygrał, lecz nie urastajmy, pamiętając o tym, że w Obozie Władzy też tkwią patologie, bez zniszczenia których utracimy szansę na prawdziwą wolność.

Michał Imiołek 13.07.2020


- KUŹNICA PROMUJE -

LATANIE DLA WSZYSTKICH!!!

MALUTKI SZYBOWIEC, o niewielkiej masie, w sam raz do posmakowania lotnej turystyki, startujący przy tym samodzielnie z ziemi, dostępny dla wszystkich (także i dla Ciebie!), o rozpiętości poniżej 10 [m], długości około 5 [m], niedrogi i łatwy w transporcie czy w przechowywaniu, a do tego… wyczynowa SUPERORCHIDEA, oddająca dreszczyk lotów zawodniczych, z akrobacją włącznie!

Brzmi to jak poemat, lecz czy jest możliwe?

Możliwe, a owszem! Ale tylko u inżyniera Edwarda Margańskiego…

Więcej informacji szukaj w artykule:

„Nowe możliwości spełniania marzeń o lataniu”, SKRZYDLATA POLSKA Nr 9/2020.


DEKO - 21

HALO! CZY SĄ TUTAJ CHĘTNI NA TAKĄ AMFIBIĘ?

Aby jej dosiadać wystarczy jedynie zakupić gumiaki, wybrać malowanie, no i ją zbudować, względnie zwielokrotnić!

Zespół budowniczych już się z wolna rodzi, a na jego czele Znani Specjaliści: dr inż. Marek Dębski, mgr inż. Krzysztof Kotliński, mgr inż. Zbigniew Pałasiński. Brakuje tu tylko Twojego nazwiska – chcesz, możesz dołączyć!

UWAGA! Projekt ten realizowany jest poza KUŹNICĄ! Wszelkie zapytania kierować na adres: Zbigniew Pałasiński amfibiapl@wp.pl lub telefonicznie 509 654 571


- KUŹNICA POLECA -

KINO OGÓLNOROZWOJOWE

ŚMIERĆ NAZYWA SIĘ ENGELCHEN

Czechosłowacja 1963

NIEBO I PIEKŁO

Japonia 1963

SZYFRY

Polska 1966

ZAMROŻONE BŁYSKAWICE

Niemcy 1967

KOMPUTEROWY SYMULATOR LOTU

RED BARON

Dynamix 1990

Po lewej: Ojciec Założyciel w galowym mundurze z czasów Wielkiej Wojny (zwraca uwagę nienaganna sportowa sylwetka, wrodzony ascetyzm i ogólna schludność).

76 zwycięstw powietrznych, liczne odznaczenia (w tym Pour le Merite), dwukrotnie raniony. Po przymusowym lądowaniu tuż za linią frontu pojmany przez wroga (zbiegł w przebraniu zakonnicy i wrócił do służby). „Na rozkładzie” m.in.: Charles Nungesser oraz Eddie Rickenbacker (ten ostatni zestrzelony w ciężkiej walce w ostatnim dniu zmagań, wespół z trójką innych przeciwników)!

Ulubiony samolot Ojca Założyciela: FOKKER Dr.1 (widoczny na zdjęciu środkowym). Uwaga! W oryginale Ojciec Założyciel latał samolotem w kolorze nadziei...


____________________________________

_\____________ oOo ____________/_

_\__ Red Baron: Post Scriptum __ /_

|------|


TRÓJPŁATOWE INSPIRACJE

czyli

młodoletnie szkice z zakresu cyfrowej awiacji

(sporządzone przez Michała Imiołka na początku lat 90. XX wieku)

FOKKER

1993

(strzelanka w wersji PC. Pierwsza wersja gry powstała rok wcześniej na komputerze AMIGA)

NIESPEŁNIONY PROJEKT

około 1994

(trójwymiarowa grafika wektorowa - przymiarki do symulatora lotu)



OJCIEC ZAŁOŻYCIEL – CURRICULUM VITAE

Miał zaszczyt pracować w rozlicznych zawodach i w wielu lokacjach, także tych odległych bo za granicami, najczęściej fizycznie, pośród wiórów z desek czy opiłków z gładzi, doświadczając łaski ludzi wyróżnionych, chłonął ich kondycję wraz z zapachem gipsu, i sypiał wraz z nimi w pałacach bez okien i w domach bez dachów, widząc nocą gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy, zmazywane śniegiem lub perlistą mżawką, przy martwym grzejniku albo i bez niego, czasem w kilku swetrach, czasem zaś w mundurze poplamionym smarem, przy łopocie folii do łatania szczelin, płynnej tak jak woda czy suknia Niewiasty – i to nie tej skromnej, z pradawnej stajenki, lecz tej co wygładza marmurowe stiuki, przy chrzęście obcasów i w donośnym śmiechu, będącym jedynie kontrą do prostoty, będącym jedynie pauzą w umieraniu – pracował jak inni, na deszczu lub w śniegu, namaszczony błotem, czasem w takich wnętrzach gdzie kryształki lodu błyszczały wraz z farbą ożywianą grzybem, zaś kable narzędzi traciły plastyczność przy samych korpusach, pękając od mrozu w płochym buncie maszyn, szczęśliwy że przecież nie tkwi w zawierusze z drugiej strony ściany jak tkwi w niej Bezdomny odziany z zamysłem w ubiór Mikołaja, nadmuchany bielą tężejących płatków, lecz tutaj, w komnatach lodowego domu, bez śnieżyc i wiatru, w łasce dobrostanu, zupełnie jak wtedy gdy na poligonie wpadł do „lisiej nory”, niewidocznej wcześniej bo przykrytej trawą, by uciec przed chłodem, lecz nie przed gorączką, ani przed infekcją, i plując czerwienią zobaczył puchacza niemego jak mądrość, przysiadłego w lesie, opanowanego tak jak i ten kapral co przyrżnął mu w szczękę za nadmiar prywaty, gdy śmiał się przedwcześnie położyć na pryczy, bez pisemnej zgody lekarza-liryka, doświadczając łaski zaznał wielokrotnych przejawów empatii, w tym i niekłamanych aktów miłosierdzia, rozliczne koneksje, miejsce urodzenia, a także czas akcji pozwoliły mu też rozwinąć zdolności w zakresie leczenia obumarłych zębów, upuszczał więc ropę wiertłem do metalu lub rwał je cęgami na opłotkach Kraju zacnych Myślicieli i ponoć Poetów, oprócz wymienionych wyżej altruistów, „krocząc środkiem drogi”, spotkał w swoim życiu również synów z suki stąd też bez problemów umie ich wyróżnić, co dotyczy także przeróżnych gęgaczy, w tym tych z internetów i z telewizorów, dbających jedynie o swe własne kupry, idąc wciąż przed siebie spotkał wreszcie Ludzi, którzy poszli wraz z nim i którym zaufał gdyż są tego warci.


KONTAKT Z KUŹNICĄ

Jeśli leży Ci na sercu nawiązanie kontaktu z KUŹNICĄ pisz śmiało na adres:

Michał Imiołek

prosamkom@onet.pl