W ramach projektu „Sąsiedzi, czyli co się roi w Legionowie…” przeprowadzamy wywiady z ekspertami, zajmującymi się ochroną i pomocą dzikim zwierzętom od lat. Pytamy o podstawowe kwestie związane z życiem zwierząt, roli człowieka w ich życiu i o sposobach ułatwiającym im życie pośród nas.
Mateusz Szymański: Gdzie mieści się stowarzyszenie „Nasze Pszczoły?
Marek Dudek: Formalnie mieści się w Chotomowie, natomiast pszczoły nie znają granic, nasze stowarzyszenie również. Nasze hotele dla pszczół są też w sąsiednich gminach, nie tylko w Jabłonnie.
MS: Jak działa stowarzyszenie, czym się zajmuje?
MD: Na początku każdego roku realizujemy stały już punkt – kurs dla początkujących pszczelarzy, który trwa przez parę miesięcy. Kurs ten daje nam możliwość kontaktu z dużą liczbą kolegów i koleżanek pozytywnie zakręconych w temacie pszczół z całego powiatu. W tym roku wyzwaniem była sytuacja z koronawirusem, ale udało zrobić się kurs online, w którym uczestniczyło 70 osób z całej Polski, a nawet z Wielkiej Brytanii. Oprócz pszczół miodnych, o których najwięcej mówimy, wymieniamy doświadczenia w zakresie hodowli pszczół murarek. Są one mniej znane niż pszczoły miodne, ale coraz więcej osób jest zainteresowanych budową domów czy wręcz hodowlą murarek. Zachowują się one inaczej niż pszczoły miodne.
MS: A jak jest z populacją pszczół w naszych okolicach, czy jest jakaś widoczna zmiana w ostatnich latach?
MD: Dzięki tym systematycznym kursom przybywa pszczelarzy, a jak przybywa pszczelarzy, to też przybywa pszczół w naszym regionie. Część osób, szczególnie tych, które mieszkają w blokach, stawia jeden czy dwa domki dla murarek. To bardzo przyjazne pszczoły, nie mają żądeł, uzupełniają one zapylanie naszych kwiatów i sadów.
MS: Chciałbym się spytać o zapylacze. Dlaczego są one tak ważne? Od pszczoły miodnej mamy miód, ale jaki mają one ogólnie wpływ na przyrodę?
MD: Dzięki zapylaczom mamy na naszych stołach jakieś 70-80% żywności. Już same te liczby wskazują na to, że powinniśmy się nimi interesować, zajmować, opiekować czy nawet hodować. Zapylacze mają różne zasięgi swoich oblotów. Murarki latają w promieniu 300 metrów od swojego gniazda, pszczoła miodna lata do 3 kilometrów od ula. Murarka jest samotnicą, czyli prowadzi samotne życie. Pszczół miodnych w jednym ulu może być około 40-60 tysięcy.
MS: Skoro już Pan naświetlił powody, dla których zapylacze są tak ważne, to może w takim razie przedstawiłby Pan, co wpływa na ich zdrowie i co każdy z nas może zrobić, żeby ułatwić im życie, oprócz założenia małego hotelu?
MD: Warto może w odpowiedzi na to pytanie przypomnieć, że pszczoły według klasyfikacji ONZ są czwartym najważniejszym zwierzęciem na świecie. Hodowlami bydła, trzody chlewnej czy owiec zajmują się tysiące osób, pszczelarstwem kilkanaście w skali powiatu. Należałoby bardzo mocno wypromować kwestię zapylaczy, bo wszyscy korzystamy z ich pracy, z zapylonych warzyw czy owoców, tak żeby jak najwięcej osób się nimi zajmowało. Dlatego też cieszę się z inicjatywy biblioteki w tym temacie.
MS: Czy miałby Pan jakąś poradę dla osoby, która wraca z pracy czy ze szkoły, nie ma zbyt wiele czasu, posiada mały ogródek czy balkon. Co może ona zrobić, żeby pomóc zapylaczom?
MD: Najważniejszą rzeczą, o której mówimy na każdych spotkaniach, to prowadzenie jakiegokolwiek ogródka z kwiatami, nawet jeśli byłyby to dwie czy trzy rośliny na balkonie, w zależności od możliwości. Mieszkając w bloku można posadzić kilka roślin miododajnych i je regularnie podlewać. A jak ktoś ma zielony trawnik strzyżony co tydzień, to powinien zastanowić się nad wstrzymaniem koszenia, żeby pszczoły miały szansę na skorzystanie z pyłków roślin. Dwa razy w sezonie jest optymalnie. Koniec czerwca i początek lipca to są terminy, kiedy kwiaty przestają kwitnąć, pszczoły mniej intensywnie się rozwijają. Przede wszystkim zapraszam do hodowli pszczół murarek, to jest najprostsza sprawa i dodatkowo bezpieczna, bo nie mają żądeł i nie wymagają pracy, potrzeba im tylko niewielkiego domku, zadaszonego i zabezpieczonego przed ptakami, żeby na nie nie polowały.
MS: Wspomniał Pan o roślinach miododajnych. Wiem, że mamy rośliny miododajne i nektarodajne. Czy pełnią one różną rolę dla zapylaczy, czymś się różnią?
MD: Zdecydowana większość roślin jednocześnie wytwarza nektar i pyłek. Wyjątkowo bywają takie, które nektarują w niewielkich ilościach, obsługiwane one są przez motyle, które mają system powonienia jakieś tysiąc razy silniejszy od pszczoły. Niektóre kwiaty są oblatywane tylko przez motyle, bo ilość nektaru jest bardzo niewielka. Generalnie wszystkie rośliny wytwarzają i pyłek, i nektar.
MS: A jakie rośliny, jakie kwiaty pszczoły miodne i inne zapylacze lubią najbardziej? Które mógłby Pan polecić do zasadzenia?
MD: Pszczoły odwiedzają te kwiaty, które wytwarzają nektar. A nektar wytwarzają te kwiaty, które są systematycznie podlewane, mają wilgoć. To taka bardzo filozoficzna odpowiedź, ogólna, ale jeśli ktoś posadzi kwiaty, to powinien one dbać i odwdzięczą się one nektarowaniem. A najlepsze są te, które najdłużej kwitną albo kwitnienie powtarzają. Klasyczną rośliną jest, np. lawenda, która bardzo długo kwitnie. Szałwia wytwarza kwiatostan. Po przekwitnięciu, jeśli zetniemy roślinę kilka centymetrów nad ziemią, powtórzy ona kwitnienie. Warto byłoby zaplanować plantację kwiatów z pomocą katalogów czy internetu tak, żeby zawsze były rośliny, które kwitną, aby zapylacze mogły cały czas z nich korzystać. I pamiętać przez cały sezon o podlewaniu.
MS: Czy któreś z roślin mogą szkodzić zapylaczom i przyrodzie? Istnieją rośliny inwazyjne, które wypierają rodzime gatunki.
MD: Tak, wtedy takich nie siejemy, łatwo znaleźć zestawienia w internecie. Najpopularniejsza jest nawłoć kanadyjska, rośnie wszędzie, wypełnia wszystkie możliwe wolne łąki, zagony czy pola, które nie są uprawiane. Niecierpek himalajski bardzo fajny, kolorowy kwiat, w naszym rejonie, na Mazowszu, jeszcze nie jest popularny, nie ma ogromnych siedlisk, ale na południu i na północnym wschodzie jest ich bardzo dużo. Dlatego wybierając kwiaty należy mieć na uwadze, żeby tych inwazyjnych nie siać. Mamy nawet rozporządzenie ministra, które zakazuje sadzenia takich roślin, które wypierają naszą rodziną florę.
MS: Czy zapylacze mają jakichś naturalnych wrogów? Czy pszczoły miodne, murarki mają innych wrogów? Czy możemy jakoś im pomóc, żeby naturalni wrogowie nie wchodzili im za często w drogę?
MD: Największym wrogiem i niebezpieczeństwem dla pszczół jest człowiek. Należałoby do ogromnej liczby mieszkańców wyjść z informacjami o tym, że nie powinno się opryskiwać w czasie lotów środkami ochrony roślin. A także żeby nie stosować zakazanych środków opryskowych. Później bardzo długo takie środki leżą w glebie, nawet po kolejnym wysianiu wciąż te substancje są w roślinach, pyłku, nektarze i szkodzą zapylaczom.
MS: A w jakich godzinach pszczoły wylatują na oblot?
MD: To wszystko zależy od pogody. Przy słonecznym dniu potrafią już o 4 rano być w trasie. Jak jest słonecznie i ciepło potrafią wracać nawet o 21.
MS: Czyli przez cały dzień nie powinno się opryskiwać?
MD: Tak, nawet jeśli opryskujemy środkami nieszkodliwymi dla pszczół to jeśli taki oprysk trafi na pszczoły to zmienia ich zapach. Przy powrocie do ula taka pszczoła jest sprawdzana przez strażniczki i nie jest wpuszczana do ula, bo ma inny zapach. Umiera wtedy poza ulem, niestety. Jeszcze dość istotnym elementem jest nasza przyroda i pogoda. Bardzo suche miesiące, szczególnie lipiec, od kilku lat bardzo suchy, ta wiosna była zimna, co też powodowało problemy dla pszczelarzy. Przed nami kilka fajnych tygodni, zakwitnie akacja i lipa, są to te drzewa które przynoszą mocny pożytek w naszych pasiekach, ale pod warunkiem, że nie będzie silnego deszczu, który zmyje nektar, albo nie będzie silnego wiatru. Wtedy pszczoły nie wylatują. Wiele warunków musi być spełnionych, żeby pszczoły były w dobrej kondycji.
MS: Wrócę jeszcze do oprysków. Czy te naturalne, takie jak z wywarów z pokrzywy czy czosnku też nie powinny być stosowane w ciągu dnia podczas oblotów?
MD: Tak, dokładnie, tak to działa. Widzę, że dobrze się pan przygotował do rozmowy. Środki z naturalnych ziół są bardzo skuteczne, namawiam mieszkańców, żeby takie właśnie stosować.
MS: Spytałbym się jeszcze o hotele dla zapylaczy. Każdy ma różne możliwości stworzenia i zamontowania takich domków. Czy ma pan jakieś rady dla osób, które mieszkają w domu jednorodzinnym z działką albo dla osób, które mieszkają w bloku? Wystarczają jakieś nawet skromne domki na balkonie?
MD: Najważniejsze jest to, żeby taki domek miał zabezpieczenie przed deszczem, czyli zadaszenie. Trzeba też pamiętać, żeby głębokość otworów, rurek czy wywierconych otworów miała co najmniej 18 centymetrów. Producenci często niestety robią takie do 10 centymetrów. Zapraszam na nasze stoisko podczas pikniku ekologicznego 12 czerwca w Parku im. Solidarności, będziemy mieli odpowiednie części do takich domków.
MS: A szerokość tych otworów też ma znaczenie?
MD: Tak, średnica otworu powinna wynosić od 7 do 9 milimetrów. Jeśli będzie minimalnie większa to murarka sobie zamuruje, jeśli troszkę mniejsza, a materiał odpowiednio miękki, to będzie mogła sobie kanalik wyrzeźbić. Najlepsza jest trzcina albo łodygi różnych roślin, które mają otwory w środku. Ciekawy jest rożnik przerośnięty, który ma kwadratowy przekrój w środku łodygi.
MS: To tak jeszcze na koniec: chciałby się Pan może podzielić z naszymi odbiorcami czymś ważnym, czego jeszcze nie poruszyliśmy w trakcie rozmowy?
MD: Zwrócę się do wszystkich, którzy lubią miód. Jeśli decydujemy się na zakup miodu lub jeśli chcemy wspierać pszczelarstwo, to oprócz tych nasadzeń, podlewania, warto byłoby kupować produkty pszczele od lokalnych pszczelarzy. Nasi lokalni pszczelarze mają dobrej jakości miody, zdrowe i ekologiczne. Nie trzeba biegać do supermarketów, gdzie miody mają dodatki chemiczne. A lokalnych pszczelarzy jest coraz więcej, także ze względu na nasze kursy, ukończyło je łącznie około 250 osób. Większość absolwentów zakłada swoje pasieki, jedni mają po dwie rodziny, niektórzy po 70.
MS: Niezmiernie cieszy to regularnie powiększające się grono pszczelarzy. Dziękuję bardzo za rozmowę.
Mateusz Szymański – bibliotekarz w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Legionowie.
Marek Dudek – prezes Stowarzyszenia Sympatyków Pszczelarstwa „Nasze Pszczoły”, pszczelarz od kilkunastu lat.
Projekt jest realizowany dzięki grantowi finansowemu z Funduszu Naturalnej Energii. Organizatorem konkursu jest Operator Gazociągów Przesyłowych GAZ-SYSTEM S.A., a Partnerem Konkursu jest Fundacja „Za górami, za lasami”
W ramach projektu „Sąsiedzi, czyli co się roi w Legionowie…” przeprowadzamy wywiady z ekspertami, zajmującymi się ochroną i pomocą dzikim zwierzętom od lat. Pytamy o podstawowe kwestie związane z życiem zwierząt, roli człowieka w ich życiu i o sposobach ułatwiającym im życie pośród nas.
Mateusz Szymański: Czym się Pan zajmuje, czym zajmuje się „Jeżurkowo”?
Oktawian Szwed: Ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt „Jeżurkowo” powstał na podstawie zezwolenia Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska ponad 10 lat temu, przy naszym domu w Skierdach. Początkowo jedynymi pacjentami Jeżurkowa były jeże. Ostatnio, po powiększeniu terenu ośrodka i zbudowaniu infrastruktury, zyskaliśmy możliwość udzielania pomocy innym małym i średnim ssakom. Jeże nadal stanowią około 80% wszystkich pacjentów, ale oprócz nich przyjmujemy również, np. wiewiórki, zajączki, nietoperze, borsuki.
MS: Jakimi zwierzętami są jeże? Można jakoś uogólnić ich charakter, mają jakieś charakterystyczne zachowania?
OS: Jeże są, oczywiście, zwierzętami o aktywności nocnej. Buszują normalnie w nocy i nie powinniśmy ich teoretycznie widzieć za dnia. Na ogół, gdy widzimy jeża w dzień, jest to powód do niepokoju. Jeśli chodzi o charakter to jeże są twardzielami. W naturze mamy do czynienia z dwoma rodzajami reakcji zwierząt na niebezpieczeństwo: ucieczka albo walka. Większość zwierząt salwuje się ucieczką w chwili spotkania z większym drapieżnikiem czy niebezpieczeństwem. Jeże natomiast walczą. Walczą w ten sposób, że zwijają się w kulkę, starają się dotkliwie pokłuć swojego przeciwnika, lub czekają aż niebezpieczeństwo się oddali. Jeżowa strategia, która sprawdza się w kontaktach z większymi drapieżnikami, nie sprawdza się zupełnie w kontakcie z naszą cywilizacją – jeśli jeż zastyga na środku jezdni to prędzej czy później któryś pojazd może go przejechać.
MS: Czy jeże mają jakąś swoją rolę w naturze, ludzie maja z ich działalności jakieś korzyści?
OS: Ewolucja sprawiła, że właściwie każde zwierzę ma do odegrania jakąś rolę w ekosystemie. Z naszego punktu widzenia, chociaż bardzo nie lubię się nań powoływać, uznajemy część zwierząt za szkodniki. A jest to absurdalne, bo nie ma takich zwierząt. Ludzki punkt widzenia jest trochę spaczony. Jeśli chodzi o jeże, także z punktu widzenia ludzkiego, są bardzo korzystne, ponieważ regulują populację wszystkich tych zwierząt, które uważamy za szkodniki w ogrodach czy parkach. Pełnią rolę sanitariuszy terenów zielonych. Jeśli jest nadmiarowa populacja jakichś owadów czy gryzoni to jeże się nimi zajmą.
MS: A podpowiedziałby Pan co można podać jeżowi?
OS: Trzeba pamiętać o tym, że jeże to drapieżniki. Najprościej podać jeżowi chude, drobno krojone mięso, albo dobrej jakości karmę dla kociąt. Na pewno mu to nie zaszkodzi, a powinien chętnie to zjadać. Karma dla kotów powinna być mokra, bo sucha wiążę wodę, a w lecie łatwo jeże się odwadniają. Zdarza się, że ludzie chcąc pomóc jeżowi podają mu do jedzenia jabłka, sałatę lub inne warzywa i twierdzą, że jeż jest chory ponieważ tego nie zjada. A on po prostu nie jest weganinem i ma kompletnie inną dietę.
MS: A można do picia jeżom podawać wodę?
OS: Nie tylko można, ale nawet należy podawać czystą wodę. Nigdy nie należy podawać mleka. Krowie mleko może zabić jeża, ponieważ jeże nie tolerują laktozy. Generalnie mleko krowie szkodzi wszystkim zwierzętom i nie powinno się go im serwować, czy to dorosłym, czy młodym. Na własną rękę nigdy nie karmimy dzikich zwierząt, którym chcemy pomóc.
MS: Dziękuję za podkreślenie tej kwestii, bo pewnie wiele osób może myśleć, że mleko krowie jest uniwersalne.
OS: Jeż w dobrej kondycji, jak napije się mleka, to po prostu dostanie biegunki i się odwodni. Jeśli nakarmimy osierocone maluszki, które mają po 20-30 gramów to one z reguły nie przeżywają takiego nakarmienia. Krowie mleko nie jest trawione, rozkłada się w jelitach, dochodzi tam do stanu zapalnego i nie ma czego zbierać po dwóch dniach, niestety.
MS: Czy jeże mają jakichś wrogów naturalnych, oprócz ludzi?
OS: Tak, ludzie chyba są największym wrogiem naturalnym jeży i wszystkiego co żyje na tej planecie. Jednakże uważa się, że lisy, kuny, a zwłaszcza borsuki mogą zrobić krzywdę jeżom. Rzeczywiście borsuk ma do tego odpowiednie „narzędzia” – pazury wielkości połowy naszych palców – i mógłby otworzyć jeża jak konserwę, nawet jeśli ten byłby zwinięty w kulkę. Jednakże borsuki są owadożercami i mają podobny jadłospis jak jeże. Polują wtedy, kiedy to jest to dla nich ostateczność. Wieka Brytania to jedyny kraj w Europie, gdzie doszło do daleko idącej synatropizacji gatunku i borsuki żyją niemal wśród ludzi. Na nagraniach z kamer-pułapek widać, że borsuki i jeże jednocześnie odwiedzają tam ogrody. Zdarza się, że borsuk się wita z jeżem, wąchają się wzajemnie i odchodzą w inne strony. Czasem jeże siedzą spokojnie i wyjadają z miski podany pokarm, bo borsuki zazwyczaj są dokarmianie tym samym. Widzieliśmy też ekstremalny przykład, gdzie borsuk zbliżył się do jeża, a jeż wydał bardzo głośny krzyk, którym wystraszył borsuka.
MS: A czy jeże mają jakieś szczególnie dobre relacje z innymi gatunkami?
OS: Z reguły w miastach dobrze dogadują się z bezdomnymi kotami. W miejscach, gdzie dokarmia się koty natychmiast gromadzą się jeże, bo są one bardzo pragmatyczne – jak widzą, że jest dobra karma to czemu miałyby nie skorzystać. Zdarzało nam się dostać filmy i zdjęcia jak koty i jeże jedzą z jednej miski. Tolerują siebie, nie robią sobie krzywdy w miastach. Może nie tyle co kooperują, co żyją w jednej niszy bezkonfliktowo.
MS: Może tak wracając do pomocy jeżom – jak rozpoznać, że jeż potrzebuje pomocy i jakie powinny być nasze pierwsze kroki przy pomocy?
OS: Pierwszym symptomem, że jeż potrzebuje pomocy jest to, że widzimy go w ciągu dnia. Jednak, szczególnie w lecie, są wyjątki. Jeżowe mamy nie mają wiele czasu w nocy na zdobycie pokarmu i często żerują zanim na dobre się ściemni. Więc to, że widzimy jeża w ciągu dnia może oznaczać coś niepokojącego, ale nie zawsze. Pomocy wymagają wszystkie zwierzęta, które są ranne. Zdarza się, że jeże są osłabione albo chore. Zazwyczaj towarzyszą temu problemy z poruszaniem się lub leżenie w bez ruchu przez dłuższy czas. Jeśli widzimy jeża, który leży w świetle dnia na otwartej przestrzeni przez godzinę albo dwie, to wiemy na pewno, że to zwierzę potrzebuje pomocy. Powinniśmy zawiadomić służby miejskie, ekopatrol, skontaktować się z ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt lub lecznicą weterynaryjną, która ma doświadczenie w leczeniu dzikich zwierząt. Małe, chore zwierzę trzeba jak najszybciej przewieźć do ośrodka lub lecznicy, ponieważ to zdecydowanie zwiększa jego szanse na przeżycie. Potrzebujące pomocy jeże wkładamy do kartonika i zabezpieczamy przed utratą ciepła. Zdecydowanie nie podajemy jedzenia – może to tylko pogorszyć jego stan. Tak jak w przypadku leżącego człowieka na ulicy - nie zawozimy go do McDonald’sa tylko szukamy pomocy medycznej. I ze zwierzętami postępujemy tak samo.
MS: Widziałem, że można „adoptować” jeże na Państwa stronie. Czy mógłby Pan przybliżyć ten proces?
OS: Adoptować to zdecydowanie za mocno powiedziane – jeże to gatunek chroniony, nie wolno ich przetrzymywać w niewoli. Wszystkie zwierzęta wyleczone muszą trafić z powrotem do środowiska naturalnego. Dotyczy to również odchowanych w ośrodku jeżowych maluchów. Ratujemy paręset zwierząt rocznie i dlatego brakuje nam terenów do uwolnień - nie chcemy „zajeżać” okolic Legionowa i Nowego Dworu w nieskończoność. Dlatego prowadzimy akcję „Ogrody otwarte”, w której poszukujemy miejsc bezpiecznych dla jeży. O takich miejscach i ogrodach można nas poinformować przez wypełnienie ankiety na stronie https://www.primum.org.pl/ankieta/. Ogród otwarty to taki ogród, z którego jeż może się łatwo wydostać. Teren jednego jeża to od 5 hektarów wzwyż, więc znaczenie ma również bezpośrednia okolica ogrodu, w której nie może być specjalnie dużo niebezpieczeństw, powinien być ograniczony ruch kołowy, a wokół dużo terenów zielonych. Ważne, żeby w pobliżu nie używano środków ochrony roślin, bo są one dla jeży toksyczne. Jeśli spełnia się te warunki to chętnie się umawiamy z taką osobą, żeby mogła nam pomóc w uwolnieniu, najczęściej kilku jeży. Uwolnienia odbywają się wieczorami. Nie jest to więc stricte adopcja, jeże rozchodzą się po okolicy, czasami ten dany ogród mogą odwiedzać, ale nawet właściciel może o tym nie wiedzieć, bo dzieje się to w nocy. Można widzieć ślady – zniknięcie pożywienia czy odchody.
MS: To tak nawiązując do środków ochrony roślin – czy dotyczy to też naturalnych sposobów, jak wywary z czosnku czy cebuli?
OS: Nie, tylko środki agresywne, trujące. Jeśli jeż zje coś, co zatruło się wcześniej, to również ginie. Jeże są odporne na szereg rzeczy, np. na jad żmii. Nawet nazwa zwierzęcia pochodzi w języku polskim od zwierzęcia które polowało na żmije czy na węże. Ale na środki chemiczne, których używamy, nie jest odporny i niestety nie przeżyje. Z tego powodu odstawmy środki chemiczne, zwłaszcza, jak mamy jeże w ogrodzie. One załatwią sprawę za nas.
MS: Czy na zakończenie rozmowy dodałby Pan coś, co uważa za ważne, a co jeszcze nie wybrzmiało?
OS: Wydaje mi się, że bardzo upowszechniła się moda na stawianie domków dla jeży. Czasem się zdarza, że jeże zasiedlają te domki, hibernują zimą, to jest bardzo fajne. Musimy jednak pamiętać, że domki powinny być odpowiednio duże. Gniazdo hibernacyjne jeża może mieć nawet pół metra średnicy. Tak więc domek powinien być sześcianem zbudowanym z grubych desek o boku około 50-60cm. Domki, które można kupić w internecie są często zdecydowanie za małe. Stawiając domek, musimy pamiętać, żeby był ustawiony we właściwym miejscu, a jego otoczenie powinno zapewnić jeżowi bezpieczeństwo i miejsce do żerowania. Dlatego ważniejsze od budowy domków jest pozostawienie części ogrodu zupełnie dzikiej. Miejsca gdzie zostawiamy liście, gałęzie, gdzie nie porządkujemy. To samo dotyczy terenów publicznych. Jest to ważne nie tylko ze względu na jeże. W liściach hibernuje mnóstwo owadów jak i innych zwierząt. Dużo ważniejsze więc wydaje się zostawienie materiałów do zrobienia gniazd dla jeży niż budowanie samych domków jeżowych.
MS: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Mateusz Szymański – bibliotekarz w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Legionowie.
Oktawian Szwed – prezes zarządu Fundacji Na Rzecz Ochrony Dzikich Zwierząt PRIMUM, Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt „Jeżurkowo”.
Projekt jest realizowany dzięki grantowi finansowemu z Funduszu Naturalnej Energii. Organizatorem konkursu jest Operator Gazociągów Przesyłowych GAZ-SYSTEM S.A., a Partnerem Konkursu jest Fundacja „Za górami, za lasami”