Tekst Birkana Tașa opublikowany we Frontiers in Sociology* to w gruncie rzeczy rozbiór mitu o "bezwarunkowej" miłości psów asystujących. W powszechnym przekonaniu psy przewodnicy i psy terapeutyczne jawią się jako wcielenie altruizmu, lojalności i oddania. Autor stawia pytanie: co kryje się za tym pięknym obrazem.
Zobaczmy.
Krytyka bezwarunkowej miłości
Dominujący dyskurs przedstawia psy asystujące jako istoty, które "kochają" swoją rolę i czerpią z niej satysfakcję. "Bezwarunkowa miłość" to, jak argumentuje autor, narracyjne narzędzie - rana, która pozwala nam mówić o psach asystujących w sposób przyjemny i wzniosły, maskujący rzeczywisty charakter ich pracy i minimalizujący ich wysiłek i podporządkowanie. Ta rama neutralizuje pytania o granice eksploatacji, ponieważ retoryka miłości działa jak ideologiczny filtr: pokazuje relację jako czystą i bezinteresowną, podczas gdy faktycznie kryje za sobą hierarchię i wyzysk. Takie przedstawienie utrwala antropocentryzm i specyzm, ignorując rzeczywiste doświadczenia i potrzeby psów.
Uznanie fizycznej i afektywnej pracy
Psy asystujące wykonują zarówno pracę cielesną (prowadzenie, ostrzeganie, sygnalizowanie), jak i pracę emocjonalną (uspokajanie, budowanie poczucia bezpieczeństwa, bycie "emocjonalnym amortyzatorem"). Ich zadania wymagają nie tylko sprawności fizycznej, ale także zdolności do reagowania na emocje i potrzeby swoich opiekunów. To, co zapewniają psy asystujące to nie są "dary z serca", lecz realny wysiłek, wymagający energii i podporządkowania. Podobnie jak w analizach pracy emocjonalnej ludzi (np. stewardes lub pracowników opieki), tutaj też trzeba uznać koszt emocjonalny po stronie wykonawcy. Ignorowanie tej pracy prowadzi do pomniejszania ich roli i dobrostanu. Autor proponuje, aby traktować pracę psów asystujących jako pracę afektywną, co pozwala lepiej zrozumieć psie zaangażowanie i potrzeby.
Interdependencja zamiast niezależności
W dyskursie o psach asystujących często mówi się, że „dają niezależność” osobom z niepełnosprawnościami. Autor obnaża ten liberalny ideał samodzielności: w praktyce mamy do czynienia nie z niezależnością, ale z wzajemną zależnością - interdependencją człowieka i psa, opierającą się na współpracy, a nie na jednostronnej pomocy. To przesunięcie perspektywy podważa zarówno ableizm (w tym kult „samodzielności”), jak i specyzm (pomijanie psiej podmiotowości). Zamiast gloryfikować „samodzielność”, powinniśmy zdecydowanie bardziej akceptować wzajemną zależność jako fundament relacji - zarówno między ludźmi, jak i między różnymi gatunkami.
Skrzyżowanie ableizmu i specyzmu
Dyskurs o psach asystujących działa na styku dwóch struktur dominacji:
ableizmu, faworyzującego sprawność i niezależność oraz
specyzmu (gatunkowizmu), podporządkowującegoinne gatunki człowiekowi.
W tym sensie pies asystując staje się figurą, która "rozwiązuje" oba problemy naraz: pozwala człowiekowi z niepełnosprawnością wpisać się w normę "sprawności", a jednocześnie maskuje własną eksploatację dzięki retoryce miłości. Autor podkreśla, że takie podejście utrwala hierarchiczne struktury władzy i nierówności między gatunkami.
Ten tekst jest ważny, bo podważa powszechną i wygodną narrację. Psy asystujące nie są aniołami na czterech łapach, które z własnej woli kochają i pomagają. One pracują, a ta praca odbywa się w hierarchicznych, antropocentrycznych strukturach władzy.
*Birkan Taş, Rethinking love, independence, and speciesism in assistance dog discourse, Frontiers in Sociology, 2024 (9).
W psychologii społecznej Albert Bandura opisał mechanizmy moralnego odłączenia (moral disengagement), które pozwalają jednostkom dokonywać czynów sprzecznych z ich wewnętrznym kodeksem etycznym bez poczucia winy czy wstydu. Mechanizmy te pozwalają zawiesić normy moralne - nie poprzez ich jawne odrzucenie, lecz poprzez ich obejście. Ich siła polega na tym, że nie zmieniają obrazu siebie jako osoby dobrej, lecz zmieniają sposób widzenia sytuacji, ofiary lub czynu.
Choć teoria ta powstała z myślą o zjawiskach takich jak przemoc wojenna, szkolna czy systemowe zło, można ją z powodzeniem przenieść do innych obszarów życia społecznego - także relacji człowieka z psem. To właśnie "skok", na który sobie pozwalam - przyjrzenie się znormalizowanej przemocy wobec psów przez pryzmat moralnego odłączenia.
To ważne, bo stanowi bazę całej refleksji. Określam to stanowisko etyką empatyczną - bo w centrum mojej definicji przemocy leży nie szkoda prawna, ale cierpienie drugiej istoty - i perspektywą zintegrowanej krzywdy - bo widzę przemoc nie tylko jako akt fizyczny, ale jako konsekwencję ignorowania potrzeb i emocji zwierząt.
Przemoc to zatem dla mnie każda forma działania lub zaniechania, która narusza dobrostan drugiej istoty. Może mieć charakter fizyczny, psychiczny, relacyjny lub strukturalny. W kontekście psów często jest niewidoczna, rozproszona, uświęcona tradycją ("tak się robiło zawsze"), wpisana w normy społeczne lub technologiczne.
Czasem jest to smycz behawioralna, czasem wielogodzinna izolacja, komunikacja przepełniona krzykiem i pogardą, brak kontaktu społecznego, ciągłe ignorowanie, brak adekwatnej stymulacji, a czasem wręcz ograniczenie życia psa do zamkniętego pomieszczenia.
Mimo to znaczna część opiekunów deklaruje, że kocha swoje psy. Jak więc dochodzi do tej dysonansowej koegzystencji miłości i przemocy? Odpowiedź może przynieść teoria Bandury.
Pierwszy mechanizm polega na reinterpretacji zachowania jako etycznego, właściwego, koniecznego. Celem nie jest negacja wartości moralnych, lecz uznanie, że nasze działanie jest z nimi zgodne.
Pies ciągnięty na smyczy - bo "musi nauczyć się chodzić przy nodze". Zostawiany codziennie na 12 godzin - bo "musi umieć zostawać sam". Pies odizolowany od innych - "bo ludzie są głupi i nie znają się na socjalizacji". W każdym przypadku działanie jest reinterpretowane jako wyraz troski, a nie jej zaprzeczenie.
To również przestrzeń dla sformułowań typu: "on musi znać swoje miejsce", "jak raz mu się pozwoli, to wejdzie na głowę", "lepiej go teraz utemperować, niż później płakać". Z pozory racjonalne, w rzeczywistości niosą potencjał wyłączenia czujności moralnej.
W tym mechanizmie odpowiedzialność zostaje rozproszona wśród większej grupy ("wszyscy tak robią", "tak mnie nauczono"), bądź przeniesiona na "system" - np. ośrodki szkoleniowe, lekarzy weterynarii, rodzinę czy media społecznościowe.
Opiekun nie zostawia psa samego na 12-14 godzin - on po prostu dużo pracuje. Nie wybiera psa o potrzebach, których nie potrafi zaspokoić - przecież on chciał tylko "zwykłego psa dla dzieci". To nie on nie socjalizuje - po prostu w okolicy nie ma odpowiednich warunków, a na usługi psich specjalistów nie ma czasu i pieniędzy.
W ten sposób zachowania mające źródło w jednostkowym wyborze zostają ukryte za fasadą konieczności lub "normalności".
Język ma moc czyszczenia moralnego pola. Agresję można nazwać "korektą", a krzyk - "komunikacją emocjonalną". Samotność? "Samodzielność". Apatia i wyuczona bezradność? "Spokój i stabilność".
Eufemizacja to nie tylko słowa. To sposób myślenia. Kiedy pies śpi przez 22 godziny dziennie, mówi się, że jest "wyciszony", a nie, że cierpi z nudów i braku bodźców (a może nawet z bólu?). Gdy nie ma z zasady kontaktu z innymi psami, to nie "deprywacja społeczna", lecz "troska emocjonalna".
To, co w języku specjalistów od dobrostany nazwane byłoby cierpieniem, w narracji potocznej staje się normalne. A normalne rzadko bywa kwestionowane.
Tu przemoc zostaje przerzucona na psa. "Gdyby nie był taki uparty, nie musiał_bym go szarpać". "Sam się prosił o życie w kojcu - jest aspołeczny i atakuje". "To nie pies do miękkich metod - taki typ".
Zamiast rozważyć, czy pies sygnalizuje dyskomfort lub strach, traktuje się go z założenia jako manipulatora, prowokatora, "charakternego samca". Zachowanie psa staje się uzasadnieniem dla ludzkiej reakcji - często skrajnej, nieadekwatnej, przemocowej.
Znika pies jako podmiot z własnym prawem do emocji - zostaje figura oporna, wymagająca "opanowania".
Ostatni mechanizm to odebranie istocie moralnego statusu. "To nie człowiek" (to akurat prawda, ale chodzi o emocjonalny przekaz idący za tym sformułowaniem), "nie rozumie, jak my", "jemu to nie przeszkadza".
Choć wiele osób deklaruje, że psy to "członkowie rodziny", ich potrzeby często nie są traktowane z taką samą powagą, jak potrzeby ludzkich bliskich. Gdybyśmy codziennie zamykali w domu członka rodziny na 12-14 godzin bez możliwości komunikacji i ruchu, nazwalibyśmy to przemocą. W przypadku psa - "normalnym dniem".
Odebranie podmiotowości działa też na poziomie języka: "mój pies to burak", "jest głupi", "to gnojek". Pozorna czułość (np. poprzez zdrobnienia) może przykrywać ontologiczną degradację - pies nie jako ktoś, lecz coś: mniej ważny, mniej czujący, na mniej zasługujący.
Bandura zauważa, że moralne odłączenie jest mechanizmem obronnym - działa, by chronić obraz siebie jako "dobrej osoby". Nie oznacza to więc, że opiekunowie są ludźmi złej woli - często wręcz przeciwnie. To właśnie dlatego tak trudno zauważyć własne działania jako przemocowe - bo są osadzone w ramach kultury, w języku, w normie.
Być może więc pierwszym krokiem nie jest autooskarżenie, lecz zadanie sobie pytania: czy widzę w moim psie pozaludzką osobę?
I czy mój sposób życia pozwala tej osobie być sobą - czy raczej tylko kimś, kto ma dobrze wpasować się w scenariusz moich dni?
Z końcem lat 50. XX w. David Matza i Gresham Sykes zaprezentowali teorię technik neutralizacji - swój wkład w socjologię przestępczości i dewiacji. Pierwotnie teoria ta wyjaśniała nieprzystosowanie społeczne nieletnich oraz ich aktywność przestępczą. Od lat jednak funkcjonuje w przestrzeni naukowej jako tzw. "teoria skacząca" - wykorzystywano ją do tłumaczenia różnych form przestępczości, m.in. ekonomicznej, terroryzmu, przestępstw politycznych, oraz generalnie zachowań dewiacyjnych, niezgodnych z normami moralnymi.
Mój "skok" to próba wykorzystania tej teorii do opisu normalizowanego treningu z psem opartym na dominacji człowieka.
Dominance-based training
Za dominance-based training rozumiem - za J. Greenebaum - szkolenie awersyjne, "tradycyjne", oparte na dominacji*. Greenebaum charakteryzuje je jako antropocentryczne, a więc skoncentrowane na człowieku i jego oczekiwaniach względem psa.
Głównym zadaniem psa jest zatem posłuszeństwo wobec opiekuna, co sprawia, że pies jest usadowiony w pozycji niemal całkowitego podporządkowania człowiekowi. Aby osiągnąć tak wysoki poziom posłuszeństwa w treningu stosuje się narzędzia takie jak kolczatki, dławiki, obroże elektryczne.
Dominance-based training uznaję jako sprzeczny z wiodącymi w społeczeństwie normami moralnymi, jeśli tylko porzucimy filtr gatunkowizmu. Wiąże się on bowiem z nieakceptowanymi - przynajmniej na poziomie deklaratywnym - społecznie postawami przemocowymi. Dodatkowo nie przystaje do kulturowego wzorca psa jako "najlepszego przyjaciela człowieka". Warto również wspomnieć, że to opozycyjne szkolenie dogocentryczne (reward-based training) jest rekomendowanym przez część badaczy zajmującymi się animal studies. W wielu krajach europejskich stosowanie narzędzi awersyjnych jest prawnie zakazane. Dążenia takie, w postaci oddolnych inicjatyw środowiska trenerskiego, obecne są także w Polsce.
Przyjrzymy się technikom neutralizacji stosowanym w szkoleniu "tradycyjnym".
Kwestionowanie odpowiedzialności
Dotyczy według mnie bardziej opiekuna niż trenera. Opiekun zdejmuje z siebie odpowiedzialność za dokonane wybory. Twierdzi, że nie ma/miał kontroli nad psem, a sytuacja w jakiej się znalazł wymagała tego rodzaju działań i narzędzi. Może przy tym posługiwać się regułą autorytetu: "powiedziano mi, że to jest dobre", "trener kazał tak robić". Nie poddaje swoich wyborów etycznym refleksjom bądź są to refleksje pobieżne. Uważa, że nie ponosi w pełni odpowiedzialności za swoje działania, bo zaufał ekspertom.
Kwestionowanie szkody
Opiekun/trener zaprzecza wyrządzonej krzywdzie. Utrzymuje, że jego działania nie wyrządziły nikomu szkody, a nawet jeśli tak, to była ona minimalna i warta efektów.
Argumenty takie jak "nikt nie został ranny" są typowe dla tej techniki. Osoba ją stosująca może np. prześmiewczo wskazywać, że szyja psa nie nosi śladów uszkodzeń fizycznych pomimo noszenia kolczatki lub eksponować radośnie przybiegającego psa po przywołaniu za pomocą obroży elektrycznej. Owa radość psa ma być dowodem na brak szkód w psiej psychice.
W technice tej zastępuje również zmiana dyskursu językowego: psu nie jest zadawany ból a dyskomfort, dławik nazywa się smyczą behawioralną, zaś fizyczna przemoc - korektą.
Kwestionowanie ofiary
Opiekun/trener uważa, że pies wymaga takiego traktowania, ponieważ nie da się z nim pracować w inny sposób. Często padają hasła: "jest szczególnie trudny", "nie przekupisz go smaczkami".
Często występuje odwołanie się do gatunkowości psa jako takiego ("to nie człowiek", "należy traktować go inaczej") i gatunkowych zachowań ("suka też karci fizycznie szczeniaki") lub do pewnego rodzaju wyjątkowości danego psa, np. ze względu na przynależność rasową ("to wysoce popędowy pies", "z tą rasą nie da się inaczej", "owczarki potrzebują twardej ręki").
Psy bywają nazywane pejoratywnie, np. "gnojami", "dupkami", co może wskazywać na nadawanie intencjonalności ich zachowaniom jako niezgodnym z wolą człowieka.
Potępienie potępiających
Opiekun/trener odwraca uwagę od swoich działań, wskazując na błędy ("zasmaczkowują psy") i hipokryzję ("presja jest wszędzie, życie jest awersyjne") tych, którzy potępiają jego działania.
Może próbować dowodzić nieskuteczności działań tych, którzy go krytykują, kwestionując ich kompetencje i umiejętności i/lub wskazując na niezrozumienie stosowanych przez niego metod. Pojawić się mogą także zarzuty, że to wskutek uprzednich, dogocentrycznych szkoleń, pies wykazuje tak zaawansowane problemy.
Odwoływanie się do wyższych racji
Opiekun/trener twierdzi, że jego działania są wynikiem lojalności wobec idei, które są dla niego ważniejsze niż kwestionowane normy moralne, np. bezpieczeństwo własne/właściciela/otoczenia. W przypadku opiekuna jego działania mogą być również efektem solidarności z grupą społeczną, np. motywowane oczekiwaniami szybkiego rozwiązania problemów psa formułowanymi przez członków rodziny.
Czasem wartością może być sam pies: "ratuję tego psa", "nikt inny nie chciał się podjąć pracy z nim", "jeśli mu nie pomogę, czeka go eutanazja behawioralna", "lepiej sprawić psu chwilę dyskomfortu niż żeby wpadł pod samochód nie reagując na przywołanie".
Więcej pomarańczowego światła
Autorzy technik neutralizacji przyjmują, że osoby je stosujące nie odrzucają całkowicie norm i wartości społeczeństwa, a wyłącznie znajdują sposoby na ich tymczasowe zawieszenie. To praca nad zagłuszeniem wyrzutów sumienia i zwalczeniem dysonansu poznawczego.
Neutralizacja związana jest z walką z załamanym obrazem samego siebie, gdy pojawia się po wystąpieniu danego zachowania. Może jednak wystąpić przed nim - wówczas włącza się zielone światło.
Adekwatność teorii technik neutralizacyjnych do środowiska trenerów i opiekunów stosujących narzędzia awersyjne w treningu/życiu z psem zostawiam do oceny odbiorców, sądząc, że może być cennym narzędziem do analizy, jak jednostki mogą przechodzić przez moralne bariery, które w innych warunkach - być może - powstrzymywałyby je przez szkoleniem opartym na dominacji człowieka.
* "Badania potwierdzają, że długotrwałe stosowanie narzędzi awersyjnych nie eliminuje skutecznie zachowań problemowych i prowadzi do wyuczonej bezradności". J.B. Greenbaum, Training Dogs and Training Humans: Symbolic Interaction and Dog Training, Antrozöss, vol. 23 (2), 2010.