Podróż nam się przedłużyła... Pociąg doznał opóźnienia. Dotarliśmy do Abisko po 23 godzinach w pociągu. Uf...
Po takim czasie w pociągu, jeszcze bardziej docenia się dostęp do prysznica i ciepłej herbaty:)
Po śniadaniu wyruszyliśmy przeprowadzać pierwsze wywiady! Po drodze, mniej niż dwa metry od nas, spotkaliśmy łosia. Nazwaliśmy go Marian!
Po pierwszych wywiadach i powrocie do schroniska, chcieliśmy zrobić pizzę -niespodzianką, okazał się brak blaszek do piekarnika. Ostatecznie, upiekliśmy wszystko w naczyniach żaroodpornych. Wyszło ciekawie... raczej jak chleb z dodatkami.
Wieczorem, dojechała do nas grupa fizyczna, która ucieszyła się z nadmiarowej, ,,pizzy" która została nam po obiedzie.
Chwilę odpoczęliśmy i poszliśmy nad jezioro, które jest tak zamarznięte, że nie tylko na nim leżeliśmy, obserwując niebo, ale też urządziliśmy zapasy na śniegu. Pod koniec wycieczki nad jezioro, udało nam się zobaczyć przebłysk zorzy!
To był naprawdę bardzo intensywny dzień...
-Madzia Lipińska, klasa 1a
Niespodziewana zasadzka na Madzie -ukryta nora pod śniegiem, wpadła po pas
Próby przygotowania pizzy...
Spotkanie łosia Mariana
Pierwsze przebitki zorzy
Po wczorajszej przebitce z zorzą, mieliśmy nadzieję, że pojawi się coś jeszcze, dlatego też, poszliśmy spać późno i wyspaliśmy się umiarkowanie dobrze.
Rano, po śniadaniu, poszliśmy zebrać więcej wywiadów. Tym razem, wybraliśmy drogę, nie przez ścieżki, a po zamarzniętym jeziorze. Było bardzo ślisko...
Wiało tak bardzo, że gdy któreś z nas chociarz na chwilę się zatrzymało, wiatr sam przesuwał go po lodzie.
Dziś, wywiadu udzielił nam dyrektor lokalnej szkoły. Jest to przesympatyczny człowiek, o wielkim sercu. W szkole, ma uwaga... 12 uczniów! Nie, to nie pomyłka.
Potem czekała nas niespodzianka... Każdy, kto przekroczył koło podbiegunowe musi przejść chrzest. Najpierw musieliśmy wyjśc na dwór bez kurtek, czapek, kominów rękawiczek, a nawet bez skarpetek i na bosaka wdrapać się na górkę śnieżną, żeby podać rękę Psorowi Dyrektorowi i Psorce Sylwii. Po powrocie zostalismy wysmarowani na twarzach białą farbą i musieliśmy zjeść łyżkę kwaśno-ostrej misternej mikstury... Na koniec otrzymaliśmy imiona polarne i zaświadczenia przekroczenia północnego koła podbiegunowego.
Wieczorem zrobiliśmy karaoke, a kiedy już mieliśmy iść spać, osoby dyżurujące zauważyły wysoką aktywność zorzy. Szybko poszliśmy nad jezioro, niektórzy w samej piżamie, łapiąc tylko kurtkę i buty. Ohh... te widoki...
-Madzia Lipińska, klasa 1a
Dzisiejszy dzień, był raczej dniem odpoczynku. Przeprowadzaliśmy pojedyncze, ale bardzo ciekawe wywiady, poszliśmy na zakupy, zrobiliśmy pranie i zjedliśmy na obiad makaron z pesto:)
Ustaliliśmy również dzień, godzinę i miejsce, projekcji filmu sprzed dwóch lat. Film jest podsumowaniem wywiadów grupy społecznej, dwa lata temu. Głównym tematem, jest cudowna zorza polarna...
-Madzia Lipińska, klasa 1a
Przeprowadziliśmy dzisiaj jedne z ostatnich wywiadów.
Bardzo dziękujemy miłemu Panu od wczorajszego wywiadu, za prawie kilogramowe pudło ciasteczek korzennych, które dostaliśmy od niego w prezencie. O ja... Jakie one są pyszne!!!
Mieliśmy dzisiaj bardzo miłe towarzystwo, bo na cały dzień, do naszej grupy dołączyło dwóch chłopaków z grupy fizycznej:)
Wracaliśmy przez park narodowy. Widoki były cudowne!!!! Musieliśmy przejść przez torfowisko, co było czymś ciekawym i zdecydowanie nie należało do najłatwiejszych.
Po obiedzie, część z nas, zamarzyła o cieście... Madzia (ja) 'na oko' zrobiła ciasto, Zuza pokroiła czekoladę, by wrzucić jej kawałki do ciasta, a Szymon z grupy fizycznej pozmywał naczynia:D Wyszło podejrzanie dobrze!
O 21:30 wyruszyliśmy nad jezioro. Podzieliliśmy się na mniejsze zespoły i spędzaliśmy czas wedle uznania. Ktoś robił zdjęcia, ktoś inny słuchał dźwięków jeziora, ktoś inny urządził bitwę na śnieżki. Było ciekawie, bo kiedy większość wróciła już do schroniska, jezioro zaczęło pękać. Nie było to nic groźnego, ani niebezpiecznego, ale przez dźwięki, można było się przestraszyć!
A kiedy ostatnie osoby zbierały się z jeziora, na niebie była krótka, ale przepiękna zorza...
-Madzia Lipińska, klasa 1a
Dziś, mieliśmy w planach krótki spacerek. Z racji, że miał być krótki część osób, zdecydowała się pójść z grupą fizyczną. Po śniadaniu, z potężną liczbą całych 5 osób (połowa grupy), poszliśmy oglądać lodospady. Jakie to było piękne...
Potem, była projekcja filmu, który stworzyła grupa społeczna dwa lata temu. W ramach niespodzianki, bez zapowiedzi odwiedził nas jego reżyser -Mikołaj Wróbel -uczeń obecnej klasy czwartej. Zostanie z nami w schronisku, na jedną noc.
Wieczorem, wszyscy wybraliśmy się nad jezioro. Była ogromna, piękna i cudownie zielona zorza...
-Madzia Lipińska, klasa 1a (tak, to ja siedzę w szpagacie na zdjęciu obok ;) )
Ostatni dzień w Abisko...
Dzisiaj, przed wyjściem, Julka wpadła na szalony pomysł. Postanowiła obciąć włosy!!! Pomogli jej w tym Zuzia i Szymon, którzy poradzili sobie z tym lepiej niż nie jeden fryzjer. Dowiedzieliśmy się też, że grupa społeczna to mistrzowie odkurzacza!!!!
Potem, poszliśmy do centrum przez zamarznięte jezioro. Przeprowadziliśmy już ostatni wywiad do naszego projektu i odwiedziliśmy hodowlę piesków.
Poszliśmy też, po zakupy na drogę. Już ostatnie w tym cudownym miejscu.
Po obiedzie, uzupełniliśmy kilka brakujących zdjęć, z których wydrukujemy pamiątkowe plakaty!
A wieczorem przyszedł czas na pakowanie i sprzątanie pokoji.
Będziemy tęsknić Abisko...
-Madzia Lipińska, klasa 1a
Prawie cały dzisiejszy dzień, spędziliśmy w pociągu.
Po porannym karaoke, poszliśmy na pierwszy pociąg. Jechał on z Abisko do Boden. Gdy po 6 godzinach, przesiedliśmy się do pociągu z kuszetkami. Wysiadamy jutro, o siódmej rano...
-Madzia Lipińska, klasa 1a
Dzisiejszy dzień był pełen różnorodności. Po sytym śniadaniu udaliśmy się na wycieczkę po Sztokholmie, a w przerwie graliśmy w koszykówkę… bez piłki. Mieliśmy okazję zachwycać się malowniczymi pozostałościami po starej szwedzkiej architekturze, oraz ponownie pochłaniać zapierające dech w piersiach widoki. Wieczór jak zwykle minął nam nieubłagalnie szybko dzięki miłej atmosferze i niewielkiej ilości czerwonego koloru:)
-Julia Blejwas, klasa 1a
Na pierwszy rzut oka wydawałoby się iż jest to najnormalniejszy dzień podczas tego wyjazdu. Otórz nic bardziej mylnego! Ten dzień był jednym z najważniejszych, ponieważ zdaliśmy sobie sprawę, że jest on ostatnim, w którym możemy się nacieszyć naszą Szwecją.
Po śniadaniu wyruszyliśmy do Zamku Królewskiego w Sztokholmie. Mimo, że oglądałam wiele filmów i czytałam masę opisów dotyczących takich miejsc, to to co tam zobaczyłam całkowicie mną poruszyło. Doprawdy nie mogę choćby słowami pokazać jak tam było pięknie, każdy odcinek był zapełniony nieoczywistymi zdobieniami co razem tworzyło spójną całość. A po długim zwiedzaniu spotkała nas miła niespodzianka... zmiana warty!
Nie jestem przekonana, czy zobaczę kiedykolwiek coś równie majestatycznego i może właśnie ten zamek zachęci mnie do powrotu do Sztokholmu.
Pomimo ataku promieni słonecznych wytrwaliśmy i dzielnie dotarliśmy na długo wyczekiwaną pizze. Ten obiad był skutkiem pewnych naszych wewnętrznych zasad. Za każde przekleństwo płaciliśmy 10 zł, ale zapewniam wszystkich czytelników, że większość środków na obiad pobraliśmy ze wspólnych oszczędności:)
Na koniec podczas wolnego czasu, kupowaliśmy pamiątki i zwiedzaliśmy we własnym zakresie stolicę Szwecji. Było wspaniale!
-Julia Blejwas, klasa 1a
Czy to naprawdę jest koniec?
Przed wyruszeniem na pociąg na prom ostatni raz mieliśmy okazję przejść się tutejszymi uliczkami lub jak kto wolał chomikować jedzenie na podróż (polecane: cynamonki i lukrecja:)) Pociąg nie trwał tak długo jak podróż do Hogwartu, PRZECIWNIE, z uczniami próbowaliśmy odwlec w czasie ten moment do samego końca.
Po dotarciu na prom mieliśmy jeszcze godzinę dla zapominalskich (bez nazwisk) na zakupienie prowiantu i ostatnie pamiątkowe zdjęcie walentynkowe ze Szwecji.
Nie chcę się przechwalać ale z naszą grupą mieliśmy już wiele taktyk na uporanie się z pokojami i bagażem więc wszystko poszło sprawnie i bezproblemowo. Obiado-kolacja mile zaspokoiła nasze potrzeby bo była ona przepyszna, kto nie wierzy proszę spytać każdego, zakładam, że ogólna odpowiedź będzie brzmiała: "mięso i owoce"- czyli 2 produkty rzadko spotykane w naszym Abiskowym menu.
Po ostatniej wieczerzy udaliśmy się oglądać mecz (nie zdradzę komu kibicowaliśmy, bo życie mi miłe:)) oraz rozmawialismy o wszystkim a jednak o niczym. Oczywiście przed ciszą nocną leżeliśmy grzecznie pod kołdrą wyczekiwająć przybycia do ojczyzny;)
-Julia Blejwas, klasa 1a
15 lutego- "Jeszcze tu wrócę"
"I'll be back" czy "hasta la vista" z kultowego filmu "terminator", uważam, że najbardziej obrazuje to co wtedy czuliśmy... pustkę. Kolejny prom kolejnego dnia więc brak możliwości ucieczki do tego raju na ziemi jakim jest Abisko. Po wyjściu udaliśmy się na autobus, niby nic strasznego a jednak zostaliśmy "miło przyjęci". Otórz proszę sobie wyobrazić całą naszą grupę w pakiecie z fizycznymi oraz ze wszystkimi naszymi bagażami. Nadomiar tego w obszarze przez który jechaliśmy, autobus był tak rzadki jak banany w PRL-U więc jak sami Państwo rozumiecie, że trzeba korzystać póki jest. Jechaliśmy przez jedną godzinę a propozycja wyskoczenia przez okno zdawała się bardziej kusząca niż podczas 4 godzinnego opóznienia, w pociągu, podczas padającego śniegu, bez zasilania i jedzenia. Nię będę zanudzała opisami ale kto nie był ten nie zrozumie jak szybko można się nabawić klaustrofobii w takich miejscach. Po wyjściu z tej klatki na kółkach, odetchnęliśmy z ulgą i wybraliśmy się na wyczekiewany posiłek. Jak w innym wpisie wspomniałam, nasz jadłospis miał deficyt mięso, zatem bez zastanowienia udaliśmy się do miejsca gdzie najprędzej mogliśmy uzupełnić zaległości - czyli w KFC.
Po zapełnieniu żołądka został nam ostatni etam wyprawy- pociąg do Warszawy. Małe opóznienie ale tym wypadku było to dla nas pozytywną rzeczą, bo mogliśmy jak najbardziej odwieść chwilę rozejścia.
Chcę wszystkim podziękować za spędzony czas, za nieprzespane noce, śpiewy, tańce, żarty, słuchanie piosenek do późna, za długie spacery, za wspólne zamarzanie na lodzie, za farbowanie i obcinanie wspólnie włosów, za gry słowne na zabicie czasu, za wspieranie się, za dyskusje, za robienie razem wywiadów, za wspólne gubienie się w śniegu, za dzielenie się wspólnie herbatą, za wyścigi na ślizganie po lodzie, za wspólne robienie prania, za wypatrywanie zorzy, za obecność, ponieważ nikt nigdy kto Tam nie był nie doceni i nie zrozumie jakim el Dorado było Tamto miejsce. Zdobyliśmy przyjaciół, wspomnienia i coś co zostanie w nas na zawsze, mała lecz bardzo ważna cząsteczka w naszych sercach. I za to Wam dziękuję, hasta la vista!
-Julia Blejwas, klasa 1a