Na stronie internetowej Taizé znaleźliśmy krótki artykuł pod tytułem „Słowo biblijne - Kościół” znajdujący się w dziale „Pytania o wiarę i Biblię” oraz Zeszyt z Taizé nr 6 „Czy potrzebujemy Kościoła?”1.
Przyjrzeliśmy się tym opracowaniom, aby zrozumieć wyobrażenie zgromadzenia z Taizé o Kościele i spojrzeć na nie w świetle Pisma Świętego.
Esej zatytułowany „Słowo biblijne - Kościół” koncentruje się na pewnych aspektach użycia greckiego słowa ekklesia („zebranie, kościół, wspólnota”)
i jego synonimów w Nowym Testamencie, ale bardzo niewiele mówi o tym, co te słowa wtedy znaczyły i czym był pierwszy Kościół. W tekście tym omówione są rzadkie przypadki użycia słowa ekklesia w Piśmie Świętym, np. na określenie narodu żydowskiego albo zgromadzeń publicznych w miastach greckich. Najwyraźniej ma to sprawić mylne wrażenie, że granice Kościoła były płynne i że nie należeli do niego wyłącznie ludzie wierzący.
Bez wątpienia wielu ludzi dzisiaj nie ma jasności, czym w Bożym zamierzeniu jest Kościół i gdzie przebiegają jego granice. W zgromadzeniu Taizé ta niejasność stała się sposobem myślenia. Wyraża to na przykład komentarz do przypowieści Jezusa o zaczynie, który zakwasza obfitą ilość mąki. Zaczyn wyjaśniono tam jako obraz całej ludzkości:
„Aby powrócić do obrazu, którego użył Jezus, część zaczynu pozwala zaczynowi Ewangelii wykonać jego przemieniającą pracę, podczas gdy druga część mniej lub więcej się jej opiera. Linia tego podziału jest w ciągłym ruchu, przebiega nie tylko między „Kościołem” a „światem”, ale pomiędzy różnymi sektorami wspólnoty, i w ostatecznym rozrachunku znajduje się wewnątrz każdego wierzącego” (Short Writings from Taizé , zeszyt 6 „Do We Need the Church?”, str 11).
Niestety autor nie zawahał się zmienić sensu przypowieści Jezusa, aby osiągnąć swój cel. Spójrzmy na ten fragment:
„Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach. Powiedział im inną przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło.” (Mt 13,31-33)
W tym samym Zeszycie 6 znajduje się również właściwe wyjaśnienie tych przypowieści: działanie Boga w tym świecie rozpoczyna się niedostrzegalnie, ale sprawia głęboko sięgającą przemianę – oczywiście jedynie tam, gdzie zostaje przyjęte.
Jednak w przytoczonym powyżej wyjaśnieniu obraz zaczynu został rozszerzony i odniesiono go do instytucjonalnych kościołów oraz pojedynczych osób, które częściowo przeciwstawiają się przemieniającemu działaniu zaczynu. To znaczy, że w opinii zgromadzenia Taizé ta przypowieść wyraża, że przynależność niewierzących mas do „kościołów” jest czymś normalnym. Nietrudno rozpoznać, do czego takie wyjaśnienie zmierza: jest to próba wpisania dzisiejszej rzeczywistości w tekst Pisma zamiast przyznania, że dzisiejsza rzeczywistość zupełnie się z Pismem rozmija. Poniżej chcemy to więcej naświetlić.
Czy Kościół ma granice?
Jezus i Jego apostołowie jasno wyrazili, że nie da się zjednoczyć niewierzącego świata z wierzącymi, którzy tworzą Kościół. W Ewangelii Jana 15,19 Jezus powiedział:
„Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.” (J 15,19)
Mówiąc o świecie, Jezus miał tu na myśli wszystkich, którzy w swoim życiu nie chcą się kierować przykazaniami Bożymi i którzy mają niechęć do pragnących według nich postępować uczniów Jezusa, czyli chrześcijan. Dlatego właśnie „świat” ich nienawidzi. Jeśli jakaś instytucja lub grupa zwie się kościołem, nie wzbudza jednak sprzeciwu świata, świadczy to o tym, że sama „jest ze świata”, jest jego częścią. Niestety w religijnym świecie widzimy, jak często idzie się na kompromis nie głosząc jasno całego przesłania Jezusa, aby przypodobać się ludziom.
W 2 Liście do Koryntian 6,14-18 apostoł Paweł napisał:
„Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem [tzn. szatanem] lub wierzącego z niewiernym? Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? (...) Przeto wyjdźcie spośród nich i odłączcie się od nich, mówi Pan, (...) a Ja was przyjmę i będę wam Ojcem, a wy będziecie moimi synami i córkami - mówi Pan wszechmogący.”
Te słowa wyrażają bardzo jasną linię podziału między światłem i ciemnością, między wierzącymi i niewierzącymi. Tej granicy nie wolno próbować zatrzeć. Tylko ci, którzy jasno odwrócą się od świata z całą jego nieczystością, którzy kochają Boga a nie świat i jego bezbożną radość, będą przez Niego przyjęci jako Jego dzieci.
Jak skrajnie odmienną wizję kościoła ma zgromadzenie z Taizé:
„Jeśli więc wspólnota chrześcijańska jest z konieczności zmieszanym ciałem, zawsze w drodze, wynika z tego, że jakakolwiek próba rozwiązania jej problemów przez oddzielenie się stanowi niezrozumienie prawdziwej dynamiki jej istnienia.” (Do We Need the Church?, str. 11/12)
Jak wyglądał Kościół w czasach Nowego Testamentu?
Wracając do opracowania Taizé „Słowo biblijne – Kościół”, mówi ono o dwóch określeniach Kościoła znajdujących się w najstarszej części Dziejów Apostolskich (rozdz. 1-8), mianowicie ekklesia (gr. „kościół, wspólnota, zgromadzenie”) oraz plethos (gr. „tłum, zgromadzenie, wspólnota”). Te rozdziały Dziejów Apostolskich zawierają jednak szereg innych określeń Kościoła:
„bracia” (gr. adelphoi – Dz 1,15) wyraża bliską więź wśród chrześcijan. Wszyscy byli dla siebie braćmi. Ta braterskość nie łączyła jedynie niektórych z nich, wykluczała powstawanie zżytych ze sobą „podwspólnot” w pierwotnym kościele;
„uczniowie” (mathetai – Dz 6,1.2.7) wyraża, że wierzący przyjęli jedną i tę samą naukę od jednego mistrza, Chrystusa a nie różne, sprzeczne ze sobą doktryny;
„swoi” (toi idioi – 4,23) wyraża, że wierzący byli w stanie jasno odróżnić tych, którzy należą do Wspólnoty od tych, którzy są na zewnątrz;
„słudzy [Boży]” (douloi sou, dosł. „słudzy Twoi” – 4,29) nie było pobożnym określeniem liturgicznym, ale odzwierciedlało rzeczywistość ich życia;
„zwolennicy drogi” (tes hodou ontes, dosł. „będący z Drogi” – 9,2) wyraża, że chrześcijaństwo jest sposobem życia i nawiązuje do słów Jezusa o wąskiej drodze (Mt 7,13-14), drodze naśladowania życia i myślenia Jezusa, na którą Jego uczniowie weszli i którą mieli wiernie podążać aż do celu.
Te określenia mówią o Kościele dużo więcej niż przytoczone w eseju słowo plethos (Dz 4,32; 5,14; 6,2.5...), które wraz z synonimem ochlos (Dz 1,15; 6,7) oznacza często po prostu tłum, mnóstwo. Np. w Dz 5,14: „coraz bardziej też rosła liczba (gr. plethos) mężczyzn i kobiet”, w Dz 1,15: „zebrało się razem około stu dwudziestu osób” (dosłownie ochlos ton onomaton „tłum imion”), czy w Dz 6,7 „wzrastała też bardzo liczba (gr. arithmos) uczniów w Jeruzalem”. Te słowa nie opisują więc natury Kościoła, a liczbę zgromadzonych.
Jeśli chce się zrozumieć Kościół tak, jak rozumiano go w Biblii, należy uwzględnić istotny aspekt, który często podkreślają pierwsze rozdziały Dziejów Apostolskich, jak i pozostała część Nowego Testamentu: mianowicie jedność.
„Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie (...)” (Dz 1,14)
„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu” (Dz 2,1)
„Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. (...) Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne.” (Dz 2,42-44)
„Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, łamiąc chleb po domach (...)” (Dz 2,46)
„Wysłuchawszy tego podnieśli jednomyślnie głos do Boga (...)” (Dz 4,24)
„Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne.” (Dz 4,32)
„Trzymali się (dosł. byli jednomyślnie) wszyscy razem w portyku Salomona. A z obcych nikt nie miał odwagi dołączyć się do nich (...)” (Dz 5,12-13)
Po tej jedności można jasno odróżnić Kościół od różnych grup i zgromadzeń, jak również od zgromadzenia Starego Testamentu.
- „Jednomyślnie”. Pierwsi chrześcijanie byli jednomyślni. Jednomyślność jest darem i przejawem działania Ducha Świętego, umożliwia wspólne służenie Bogu. Bez jednomyślności nie ma Kościoła. Jest owocem przemiany myślenia każdego człowieka, który staje się chrześcijaninem (List do Rzymian 12,2). Jeśli wierzący nie zgadzają się ze sobą i nie zabiegają o jednomyślność, nie mogą tworzyć Kościoła, ciała, w którym jest „jedno serce i jedna dusza” (więcej o tym można przeczytać w naszym opracowaniu „Jedność”).
- „Trwali”. Wspólnota jest czymś wiążącym. Nie poszli grać w piłkę, nie rozjechali się na wakacje, nie spotykali się tylko na parę pięknych chwil, żeby się zaraz pożegnać i podążać dalej każdy własną drogą. Nie, oni trwali we wspólnocie – spotykali się na placu świątyni żydowskiej w Jerozolimie, który służył wierzącym Żydom jako miejsce spotkań, oraz po domach w małych grupach, dzięki czemu głęboko znali się nawzajem.
- „Oni wszyscy”. Nie było w pierwszym Kościele podziału na różne „sektory” czy grupy, które chętniej ze sobą przebywają niż z innymi wierzącymi. W pierwszym Kościele wszyscy byli razem: młodzi i starzy, ludzie różnych stanów – łączyła ich miłość Chrystusa, która uczy nosić brzemiona innych. Nie wyznawali zasady: „dla każdego coś miłego”. Jest brakiem miłości i niekonsekwencją uważać ludzi wokół siebie za braci w wierze, ale wykluczać ich z pewnych sfer swojego życia tworząc kręgi zainteresowań, do których wstęp ma tylko określony rodzaj osób. Przykładem może być grupa młodzieżowa, w której nie uczestniczą osoby starsze; duszpasterstwo sportowców, które zajmuje się jedynie osobami zainteresowanymi sportem; wspólnoty zakonne, których członkom nie wolno dzielić życia z wierzącymi rodzinami; Klub Inteligencji Katolickiej, nie nastawiony na wspólnotę z osobami niewykształconymi, itd.
Czy dzisiaj istnieje taka miłość i jednomyślność?
Istnieje, ale jest niestety rzadkością. Miłość i jedność nie rodzą się z tego, co porusza uczucia: ze wspólnych śpiewów, np. podczas dni skupienia, nabożeństw i czuwań, porywającego poczucia wspólnoty na Europejskich Spotkaniach Taizé. Miłość i jedność rodzą się z decyzji posłuszeństwa Bogu, gotowości zaparcia się samego siebie i pragnienia czystego i świętego życia przed Bogiem i ludźmi. Chrześcijan łączy „Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy są Mu posłuszni” (Dzieje Ap. 5,32).
Czy taka jedność jest rzeczywiście możliwa?
Nie tylko możliwa, ale konieczna. Chrystus modlił się w przeddzień swojej śmierci:
„Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie,
a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. (...) aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.”
(J 17,20-23)
Pragnieniem Jezusa i celem Jego przyjścia było, aby świat przez jedność wszystkich wierzących mógł zobaczyć przemieniającą siłę Jego łaski i miłości i w nią uwierzyć. Ta jedność musi rozciągać się poprzez wieki i kultury, aby świadczyć o Bogu, że On się nigdy nie zmienia.
Jezus powiedział też:
„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” (J 13,34-35)
Jezus przyszedł, żeby nauczyć miłości. Jego uczniowie wyróżniają się miłością, ona jest znakiem rozpoznawczym Kościoła, po którym go „wszyscy poznają”. Kiedy nie ma jedności i miłości, czy jest cokolwiek, co może je zastąpić? Sztuka sakralna, śpiewy gregoriańskie, symbolika, rytuał, wzniosłe uczucia, głębokie myśli?
Tu w tym życiu jest czas i miejsce na to, by każdy, kto tego pragnie, wcielał te słowa w życie. Tu i teraz świat ma rozpoznać Boga w Kościele, aby ci, co szukają Boga, mogli Go znaleźć przez Jego Ciało i żyć z Nim wiecznie.
Czy Chrystus miałby przykazać ludziom rzeczy niemożliwe do spełnienia? Jeśli modliłby się o rzeczy, które są nierealne, byłby marzycielem. On dobrze zna człowieka. Dlatego jest wyrazem wielkiej niewiary, jeśli nie traktuje się poważnie tego, jakim On chce mieć swój Kościół.
Pszenica wśród chwastów?
Czemu w Taizé nie mówi się, żeby członkowie różnych denominacji zabiegali o wyjaśnienie różnic w rozumieniu Pisma i odrzucenie różniących ich struktur, aby stała się możliwa prawdziwa jedność?
Zdaniem zgromadzenia z Taizé, ludzie wierzący w konfrontacji z tym, co dzisiaj nie zgadza się z nauką i życiem Chrystusa w różnych denominacjach, nie powinni dążyć do radykalnych zmian ani otwarcie mówić o nieporządkach. Z podziałami i zeświecczeniem różnych denominacji najlepiej się po prostu pogodzić, jak to wyrażono m.in. w następujących słowach:
„W konfrontacji z Kościołem, który wydaje się zbyt łatwo sprzymierzać się z mocami tego świata (...) pokusa, aby zostawić niewierzące, jak się zdaje, masy i schronić się w małej grupce ludzi, którzy mają ten sam sposób myślenia, jest bardzo silna. (...) W innym ze swych podobieństw, Jezus ostrzega nas wprost przed takim postępowaniem. Opisując pole, na którym przemieszane są pszenica i chwasty, ostrzega przed jakąkolwiek przedwczesną próbą rozdzielenia ich, o ile nie chcemy zniszczyć całego żniwa.” (Do We Need the Church?, str.12)
Przypowieść, o której mowa, znajduje się w Ew. Mateusza 13, 24-30, a jej wyjaśnienie w wersach 36-44. W wersie 38 Jezus mówi: „Rolą jest świat” – czyli najwyraźniej NIE jest ona obrazem Kościoła, jak tego chce wykład z Taizé.
Żydzi wierzyli, że Mesjasz, gdy przyjdzie, ustanowi swoje królestwo na ziemi w sensie politycznym, dokona sądu nad światem i usunie ze swego królestwa wszystkich bezbożnych (por. Malachiasza 3,1-5 lub Izajasza 66,15-24). Jezus chciał im wyjaśnić, że Jego przyjście zapoczątkowało czas łaski, ale przyjdzie On raz jeszcze, aby dokonać sądu. Do tego czasu sprawiedliwi muszą żyć na tym świecie wśród bezbożności, aż on dojrzeje do żniwa. Pojęcia „żniwo” nigdy nie używa się w Piśmie Świętym w odniesieniu do Kościoła, a jedynie do głoszenia ewangelii (np. Ew. Mateusza 9,37-38) albo sądu nad światem (Apokalipsa 14,14-20).
Czy można być Kościołem, gdy się sprzymierza z mocami tego świata? Jakub w swoim liście napisał:
„(...) czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga.” (List Jakuba 4,4)
Rozwiązaniem dylematu podziałów byłoby usiąść wspólnie, rozpatrzyć różnice, ocenić na podstawie Słowa Bożego, kto, gdzie i jakie popełnił błędy
i zastanowić się, jak do nich doszło. Jest jedna wielka przeszkoda: takie rozwiązanie wymaga pokory. Należałoby przyznać, że wielu, którzy działali
w imieniu Boga, np. jako tzw. namiestnicy Chrystusa lub inni przywódcy religijni, w rzeczywistości niszczyli Jego dzieło.
W zeszycie „Do We Need the Church?” napisano jednak:
„Naszym zadaniem jest raczej wcielać w życie słowa papieża Jana XXIII, które często przytaczał Brat Roger, założyciel Taizé: Nie będziemy dociekać, kto się mylił a kto miał rację; odpowiedzialność spoczywa na wszystkich; powiemy po prostu: pojednajmy się!” (Do We Need the Church?, str.18)
Chrystus powiedział:
„Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata.” (Mt 18,15)
Paweł pisał:
„A proszę was, bracia, w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, abyście wszyscy byli jednomyślni i aby nie było między wami rozłamów, lecz abyście byli zespoleni jednością myśli i jednością zdania.” (1Kor 1,10)
„Mówię to, aby was zawstydzić. Bo czyż nie znajdzie się wśród was ktoś na tyle mądry, by mógł rozstrzygać spory między swymi braćmi?” (1Kor 6,5)
Nie można się rzeczywiście pojednać, jeśli nie chce się przyznać do własnych błędów i wyznać, kto się mylił a kto miał rację. Każda strona pozostanie w swojej własnej ocenie sytuacji, choćby na zewnątrz wydawałoby się, że łączą ich serdeczne stosunki. Konfrontacja z argumentami i faktami wymaga pokory i odwagi. Trzeba odnaleźć odpowiedź na pytanie, w czym sprzeciwiliśmy się Bogu i zignorowaliśmy lub odrzuciliśmy Jego wolę. Nie istnieje pojednanie z Bogiem bez nawrócenia – tak samo, jak i z ludźmi.
Co znaczy, że Kościół jest katolicki?
W opracowaniu „Słowo biblijne – Kościół” powołano się również na list Ignacego z Antiochii:
„Pisząc do chrześcijan w Smyrnie, Ignacy Antiocheński po raz pierwszy napisze ekklesia „katolicka”, to znaczy powszechna.”
Określenie "Kościół powszechny" (gr. katholike ekklesia), którego użył Ignacy, wyraża jego istotną cechę: ta droga zbawienia jest jedna dla wszystkich ludzi. Bóg nie dał ludzkości różnych prawd, każdej kulturze innej. Bóg jest Prawdą, dał siebie poznać całemu światu w osobie Chrystusa.
„I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).
Sprzeczne z ideą powszechności kościoła jest zawężanie jej przez dodatkowe określenia: rzymsko-, greko-, polsko-katolicki, ewangelicki itp. Jeśli Kościół jest powszechny, to troska o jego naukę i poszukiwanie woli Bożej nie może należeć do danego narodu czy jednostek, ale do ogółu wierzących. Myśl, że w Kościele w imieniu Boga mają rządzić wybrani ludzie, zaprzecza powszechności objawienia. „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1Tm 2,5), który przez Ducha Świętego jest gotów prowadzić każdego, kto jest gotów słuchać.
Jezus powiedział swoim uczniom:
„Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.” (Mt 23,8-10)
Tak, jak jest jeden Nauczyciel, tak też jest tylko jedna nauka, dzięki której można poznać Boga, którego nam objawił.
„Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.” (2Tm 4,3-4).
***
Naszym pragnieniem jest nie tylko to, żeby właściwie rozumiano pierwotną naukę o Kościele, ale również żeby wcielano ją w życie. Sami też to robimy
i wierzymy, że każdy, kto poważnie szuka Boga, również tego pragnie. Jeżeli poruszają Ciebie te myśli, bardzo chętnie Cię poznamy i dowiemy się, co o tym myślisz.
Przypisy
1 tekst w wersji językowej angielskiej: “Do We Need the Church?”, cytaty w tłumaczeniu własnym.
Inne opracowania: