Karel Hynek Macha, Maj (początek)
Był późny wieczór, pierwszy w maju,
Był maj wieczorny, czas kochania,
Do niego trel turkawek skłaniał,
Woń sosen snuła się po gaju.
O nim mech miękki szeptał z cicha,
Kochaniem oddychały drzewa,
To o nim słowik róży śpiewał,
Zapachem kwiat do niego wzdychał.
Jezioro w ciemny las odziane
Szmerem zdradzało swe cierpienie,
Brzeg obejmował je ramieniem,
A innych planet jasne słońca
Błądziły niebem do świtania,
Błyszcząc, gdzie płyną łzy kochania.
Planety te wśród gwiazd krążące
W świątynię wiecznych uczuć weszły,
Wreszcie kochaniem wewnątrz wrzące
W iskry zmieniły się gasnące,
Gdy się na koniec razem zeszły.
Księżyca błyszczącego w pełni
Oblicze blade w blasku trwając,
Gdy zakochani się szukają,
Barwą rumieńca się napełni,
Na wodach widząc swe odbicie
Samo dla siebie traci życie.
Dworów wysokich długie cienie,
Które ku sobie się zbliżały,
Niczym w objęciu się spajały,
W ciemności łącząc się tuleniem,
Jedne do drugich w mrokach ciążą.
Tam do drzew drzewa z drżeniem dążą,
Tulą się mimo nocnej pory
Brzozy do borów, do brzóz bory
Fala za falą w nagłych skokach
Jedna za drugą gna w potokach,
W ten czas kochają wszystkie twory.
(tłum. Wiktor J. Darasz)