NORWEGIA
GALDHOPIGGEN
2469 m n.p.m.
2021-08-06
2021-08-06
06.08.2021
Norwegia – Galdhopiggen – 2469 m n.p.m.
27 szczyt do Korony Europy dla Miasta Krosna
Dzisiaj zdobywam kolejny szczyt tym razem w Norwegii, choć pogoda w kratkę i dość kapryśna, ale dałem radę.
Ale zacznijmy od początku tą relację. Zapraszam do poczytania i udostępnia tego postu.
Wczoraj lot tanimi liniami z Krakowa do Oslo. Lądujemy ok. 16.00, wypożyczamy samochód. Jest nas pięcioosobowa ekipa: 3 osoby z Krosna - Monika, Krzysiu i ja oraz 2 osoby z Gdańska - Basia i Mazar (dla mniej wtajemniczonych to jest imię męskie pakistańskie - gdyż nasz kolega pochodzi z Pakistanu). Po długiej podróży z lotniska do małej miejscowości w pobliżu naszej góry, naszego celu trwającej 6 godzin. Meldujemy się w małym domku na polu campingowym koło północy. Szybka drzemka i o 5 rano pobudka.
Dziś wyjeżdżamy autem o 6.00 i mamy ok. 1 godziny drogi na parking u podnóża najwyższej góry Norwegii.
Startujemy ok. 7.30, jesteśmy na poziomie ok. 1100 m n.p.m. Czeka nas trasa długości 15 km w obie strony i przewyższenie ponad 1500 m, więc nie będzie łatwo, można powiedzieć dość pionowo, cały czas ostro w górę.
Praktycznie od razu zaczynają się kamienie, na początek małe, ale ze wzrostem wysokości coraz większe i większe. Trasę mamy wyznaczoną tak, aby ominąć wieczny lodowiec z wieloma szczelinami. A lodowiec i szczeliny to niebezpieczeństwo, trzeba się wtedy specjalnie zabezpieczać: założyć raki i związać się linami między kompanami oraz mieć czekan do asekuracji.
Mozolnie pniemy się w górę, ale pogoda w kratkę. Rano mgła i temperatura 5°C, następnie za kilka godzin, wyżej deszcz i temperatura już koło zera, a bliżej szczytu deszcz ze śniegiem bo temperatura już minus 10°C, a do tego strasznie wieje.
Docieramy na szczyt i do schroniska na szczycie po 5 godzinach wspinaczki, dość przemoknięci i zmarznięci. Ale w schronisku, można rzec mini schronisku 1 izba, ale za to ogrzewana. Ludzi dość sporo, jemy, pijemy, ogrzewamy się i suszymy.
Po ponad pół godzinie pora wracać, nie chce się wychodzić z ciepłego na minus 10. Szczęśliwym zdobywcom szczytu nic nie przeszkadza, komu w drogę, temu czas. Jak wychodzimy ze schroniska to pojawia się słoneczko, od razu lepiej się idzie.
Schodząc bardzo uważamy na kamienie, ruszające się kamienie, aby nie skręcić nogi. Po drodze oczywiście 2 razy nas deszcz obsikał. Obsikał, bo na szczęście to był mały, drobny deszczyk. Ale kamienie mokre to trzeba uważać podwójnie. Po 4 godzinach meldujemy się na parkingu.
Pełny sukces Galdhopigger zdobyty, widoki gór norweskich przepiękne, sami zobaczcie na fotki.
Jutro odpoczynek, czyli mamy w planie krótkie zwiedzanie Oslo - stolicy Norwegii, a pojutrze lot powrotny do Polski.