Dr Sławomir Mańko, historyk specjalizujący się w dziejach wsi i problematyce mniejszości narodowych, jest autorem dwóch opracowań poświęconych okresowi Holokaustu, w których znajdują się informacje dotyczące Żydów z Łukowa i okolic – książki „Menschenschreck. Losy Żydów w Międzyrzecu Podlaskim w okresie II wojny światowej” (Zamość 2025) i artykułu „Obozy i inne miejsca pracy przymusowej dla Żydów w powiecie radzyńskim w okresie II wojny światowej”, zamieszczonego w pracy zbiorowej „Formy zniewolenia na okupowanych przez Niemcy ziemiach polskich (1939–1945). Obozy, getta, więzienia” pod redakcją naukową Marcina Paneckiego (Warszawa 2023).
W książce „Menschenschreck”, wydanej przez Wydawnictwo Akademii Zamojskiej, Sławomir Mańko pisze, że według stanu z połowy 1942 roku na terenie powiatu radzyńskiego (obejmującego też przedwojenny powiat łukowski) getta istniały nie tylko w Łukowie, Kocku, Międzyrzecu Podlaskim, Radzyniu Podlaskim, Parczewie i Komarówce Podlaskiej, ale też w Czemiernikach, Wohyniu, Wojcieszkowie, Serokomli, Ulanie i Adamowie (wynika to z pisma Żydowskiego Komitetu Opiekuńczego w Radzyniu do rządu Generalnego Gubernatorstwa w Krakowie z 2 lipca 1942 roku). O getcie w Adamowie pisał Krzysztof Czubaszek w książce „Żydzi Łukowa i okolic” (Warszawa 2008), ale o pozostałych pięciu nie było wcześniej wiadomo. Musiały funkcjonować tylko przejściowo, choć duże grupy ludności żydowskiej z całą pewnością w nich mieszkały, o czym świadczą dane statystyczne oraz fakt, że na przykład Serokomla umieszczona jest na murze upamiętniającym wszystkie zgładzone skupiska Żydów znajdującym się w Instytucie Jad wa-Szem w Jerozolimie. Sąsiaduje tam między innymi ze Stokiem, który graniczy z Ulanem i w której to wsi zlokalizowana była przed wojną i w czasie okupacji siedziba gminy Ulan, możliwe więc, że te dwie nazwy trzeba w tym kontekście stosować zamiennie.
Nowością jest też informacja o delegaturach Żydowskiej Samopomocy Społecznej w pomniejszych miejscowościach, między innymi we wspomnianym wyżej Ulanie. Sławomir Mańko pisze, że w marcu 1941 roku otrzymała ona wsparcie dla tamtejszej społeczności żydowskiej (liczącej we wrześniu owego roku 432 osoby; w lipcu 1942 roku liczba ta nieznacznie wzrosła – do 463; dla porównania – we wrześniu 1939 roku wynosiła 290) w kwocie 400 złotych, a w listopadzie 1941 roku w postaci kaszy i mąki pszennej.
Więcej informacji o Ulanie przynosi wspomniany wyżej artykuł Sławomira Mańki. Pisze on, że we wsi tej funkcjonowała placówka pomocnicza Urzędu Pracy w Łukowie. Podaje też informacje o okolicznościach ulokowania Arbeitsamtu w Łukowie:
„Pierwsze urzędy pracy na zajętych polskich terenach zaczęły powstawać już w pierwszych dniach okupacji. Na Lubelszczyźnie, ze względu na toczące się jeszcze działania wojenne, do organizowania tych urzędów przystąpiono dopiero w pierwszej połowie października 1939 roku. Ustalono wtedy, że region ten zostanie podzielony na pięć okręgów, z których każdy obejmował kilka przedwojennych powiatów. Na siedziby urzędów pracy w poszczególnych okręgach wyznaczono miasta: Białą Podlaską, Chełm, Lublin, Łuków i Zamość. Urząd Pracy w Łukowie utworzony został 10 października 1939 roku. Mieścił się w budynku otoczonym kilkumetrowym murem przy ulicy Hauptstrasse. Obszar podległy tej placówce obejmował przedwojenne powiaty Łuków i Radzyń. W ramach terenowej rozbudowy filii tej instytucji uruchomiono placówki w Międzyrzecu, Stoczku Łukowskim i Żelechowie.
Z chwilą powołania dystryktu lubelskiego dotychczasowy podział na pięć okręgów został nadal utrzymany. Pomimo utworzenia powiatu radzyńskiego siedziba Urzędu Pracy pozostała nadal w Łukowie. Kierowano się w tym przypadku generalną zasadą, że placówki te powinny się znajdować w miastach położonych na dogodnych połączeniach komunikacyjnych, zwłaszcza kolejowych. Łuków spełniał te wymagania. Do poważniejszych zmian reorganizacyjnych doszło 15 marca 1942 roku, kiedy to cały teren bialskiego urzędu pracy przyłączono do okręgu łukowskiego. Od tego momentu urząd w Łukowie obejmował zasięgiem dwa powiaty: radzyński i bialski. Posiadał swoje oddziały w Radzyniu oraz w Białej Podlaskiej. Siedziby placówek pomocniczych znajdowały się w Krzywdzie, Kocku, Parczewie, Milanowie, Ulanie, Trzebieszowie, Kąkolewnicy, Zahajkach, Międzyrzecu, Janowie Podlaskim, Terespolu, Piszczacu, Wisznicach i Sławatyczach.
W Łukowie pierwszym kierownikiem Urzędu Pracy był dr Antonius Klein. Przed agresją na Polskę był on pracownikiem Krajowego Urzędu Pracy Śląska we Wrocławiu, a we wrześniu 1939 roku kierownikiem urzędu w Opatowie. W Łukowie Klein przebywał od października 1939 do września 1940 roku, kiedy to został awansowany na stanowisko kierownika oddziału statystyki w głównym wydziale pracy w Krakowie. Jego miejsce zajął Max Schumacher, który wcześniej był pracownikiem Urzędu Pracy w Krems w Niemczech. Po jego odejściu w kwietniu 1942 roku do Zamościa kierownictwo Urzędu Pracy w Łukowie objął Franz Anding, dotychczasowy kierownik Urzędu Pracy w Białej Podlaskiej. W łukowskim Arbeitsamcie pracowali ponadto: Hartwig Reincke, Karl-Heiz Dohse, Johannes Meyer, Heinrich Rodemann, Martin Herzberg, Franz Ledwig i Johann Witolla. Ten ostatni był kierownikiem oddziału w Międzyrzecu”.
W dalszej części artykułu dr Mańko podaje wiele interesujących szczegółów dotyczących wyzysku, jakiemu poddawani byli Żydzi w ramach przymusowej darmowej pracy oraz okrucieństw, jakie spotykały ich ze strony Niemców, między innymi właściciela przedsiębiorstwa budowlanego Richarda Reckmanna, o którym pisał Krzysztof Czubaszek w książce „Żydzi Łukowa i okolic” (część informacji pochodzi z cytowanej tam relacji Abrama Chaima Sylbersztejna):
„W Łukowie Żydzi pracowali między innymi w niemieckiej firmie «Ditz», która zajmowała się ubojem gęsi. Żydzi wykonywali tam prace związane z czyszczeniem i skubaniem drobiu, który wysyłany był do Niemiec. Ponadto kierowano ich do różnych ciężkich prac, jak na przykład do wycinki lasu”.
Bezpłatną siłę roboczą Niemcy wykorzystywali także przy realizacji Planu Otto, który zakładał modernizację i budowę szlaków komunikacyjnych w związku z przygotowaniami do agresji na Związek Radziecki:
„Do programu Otto przystąpiła również Dyrekcja Kolei Wschodniej. W tym przypadku program przewidywał usunięcie szkód wojennych i przebudowę torów kolejowych. W powiecie radzyńskim prace takie prowadziło w Łukowie przedsiębiorstwo budowlane Richarda Reckmanna. Rozpoczęło ono swą działalność w Łukowie w 1940 roku. Mieściło się obok stacji kolejowej i zajmowało się układaniem nowych torów kolejowych, prowadzących ze stacji Łuków do lasu, gdzie odprowadzano wagony z uzbrojeniem i amunicją, by chronić je przed nalotami. Budowano również warsztaty kolejowe. Wszystkie te prace wykonywali Żydzi, przydzieleni na żądanie Reckmanna przez urząd pracy. Było tam przeciętnie około tysiąca osób. Praca trwała po 12 godzin dziennie z dwugodzinną przerwą na obiad. Majstrami i nadzorcami byli volksdeutsche. Nadzorcy bili pracowników pałkami, często do krwi. Za pracę płacił Reckmann około 2 zł dziennie, za co nie można było kupić nawet kawałka chleba. Jeśli któryś z robotników z powodu choroby nie stawił się do pracy, Reckmann zawiadamiał Gestapo w Radzyniu. Los tych osób był tragiczny.
Według innego źródła [Rubina Tykockiego] w przedsiębiorstwie tym było 700–800 Żydów. Reckmann obiecał, że pracujący u niego Żydzi będą bezpieczni i chronieni przed wywózkami. Ci, którzy chcieli u Reckmanna pracować, stale musieli opłacać się wartościowymi prezentami. Tymczasem w czasie akcji likwidacyjnych Reckmann nie tylko nie bronił Żydów, lecz sam do nich strzelał i pomagał w wywózce. Warunki higieniczne i sanitarne w barakach przedsiębiorstwa były dramatyczne. W niewielkich pomieszczeniach robotnicy spali po 30–40 osób. Z tego powodu często wybuchały epidemie tyfusu i dezynterii. Chorych Reckmann wysyłał natychmiast do getta. W czasie ostatniej akcji likwidacyjnej getta w Łukowie 2 maja 1943 roku Reckmann podpalił baraki przeznaczone dla Żydów, zgłaszając Gestapo, że dokonali tego sami Żydzi. Ponieważ jego przedsiębiorstwo znajdowało się w pobliżu dworca kolejowego, wezwał natychmiast Bahnschutz (policję kolejową) i sam Reckmann w towarzystwie tych policjantów mordował Żydów. Inny świadek [Mordko Grunwald] zapamiętał, że Niemiec ten zimą kazał pracować Żydom nago. Uzasadniał to tym, że jak będą szybko pracować, to nie będzie im zimno. Swoimi sadystycznymi praktykami Reckmann chwalił się publicznie. Na przykład w 1943 roku w restauracji dla Niemców mówił, że na jego rozkaz Żydzi, którzy nieśli szynę, musieli ją natychmiast upuścić. W wyniku tego spadająca szyna jednemu z Żydów złamała nogę, a drugiemu odcięła palce. Od Żydów żądał Reckmann dolarów, złota, prezentów itp. Ci, którzy ich nie dostarczali, byli przez niego maltretowani. Kierownik przedsiębiorstwa osobiście katował swoich pracowników. Jeden ze świadków [Srul Krawiec] zeznał:
«[...] widziałem, jak Reckmann Richard bił jednego Żyda nazwiska nie pamiętam za to, że pozostał w tyle napić się wody. Reckmann zaczął go bić po głowie a gdy ten upadł na ziemię nieprzytomny to Reckmann bił go bezlitośnie, aż wreszcie wskoczył na niego z nogami i zaczął go kopać w głowę obcasem. Żyd ten leżał do wieczora, aż wreszcie gdy wracaliśmy z pracy wzięliśmy go na ręce i zanieśliśmy do getta».
Po wojnie Richard Reckmann dalej prowadził swoją firmę w Niemczech Zachodnich. Władze polskie wystąpiły o jego ekstradycję. Oskarżony i aresztowany na wniosek Polski, został jednak wkrótce wypuszczony za kaucją. W tym czasie Reckmann, zgodnie z informacją polskiego delegata do Trybunału Ekstradycyjnego, «zorganizował szereg świadków», którzy złożyli zeznania na korzyść oskarżonego. W tej sytuacji Trybunał Ekstradycyjny odmówił wydania go władzom polskim”.
Artykuł dr. Mańki przynosi też wiele cennych ustaleń na temat obozów pracy dla Żydów na terenie powiatu radzyńskiego. Do tej pory dysponowaliśmy szczątkowymi informacjami o istnieniu takich miejsc w Dmininie i Ulanie (o czym wspominał Krzysztof Czubaszek w książce o Żydach łukowskich z 2008 roku oraz monografii Skrzyszewa z 2017 roku). Teraz wiadomo, że w okolicach Łukowa Arbeitslager für Juden działały w następujących miejscowościach (w nawiasach: specjalizacja; liczba osób; okres funkcjonowania):
Adamów (gospodarka rolna; 200; 1941–XI 1942)
Dminin (gospodarka wodna; 300; 1941–1942)
Łapiguz (prace porządkowe; b.d.; 1941–1942)
Stanin (gospodarka wodna; 150; 1941 / gospodarka rolna; 250; VI–VIII 1942)
Strzyżew (gospodarka wodna; 300; V–XI 1942)
Tuchowicz (gospodarka rolna; 300; VI–VIII 1942)
Ulan (gospodarka wodna; 400; 1940–31 X 1942)
Wólka Domaszewska (gospodarka rolna; 400; 1942).
Jak pisze dr Mańko, „liczba osób, które przeszły przez te obozy, była znacznie większa. Wynikało to z dużej rotacji (oraz przypadków śmiertelnych) znajdujących się tam osób”. Dodaje też, że „pozyskiwanie siły roboczej miało charakter siłowy”:
„W dokumentach znajdujących się w Archiwum Ringelbluma pod datą 15 lipca 1941 roku znajdziemy informację, że Rada Żydowska w Łukowie z rabinem została aresztowana za niedostarczenie sześciuset mężczyzn do obozów pracy przymusowej. Tego samego dnia o 2.00 w nocy została otoczona miejscowość Dminin przez żandarmerię i Schutzpolizei i z łóżek zostali wyciągnięci mężczyźni w wieku od 14 do 60 lat w liczbie sześciuset: «Spośród nich urząd pracy razem z Radą Żydowską, za odpowiednią opłatą, zwalniał ‘lepszych ludzi’, to znaczy tych bogatszych, a robotnicze masy musiały zostawić na łasce boskiej swoje żony i dzieci, bez środków do życia, i pracować w obozach pracy przymusowej»”.
Trzeba dodać tu, że relacja ta jest niejasna, wynikałoby bowiem z niej, że w Dmininie przebywało w tym czasie dużo Żydów, których w nocy wyrwali z łóżka Niemcy, a potem co niektórych wyratowała Rada Żydowska. Tymczasem Żydzi w Dmininie skupieni byli w obozie pracy, ale nie mieszkali swobodnie w domach na terenie wsi.
Interesujące są ustalenia dotyczące obozów gospodarki wodnej. Zgromadzeni w nich Żydzi pracowali między innymi przy pogłębianiu, poszerzaniu i odmulaniu rzeczki Stanówki (dr Mańko pisze, że było to zadanie obozów w Dmininie i Ulanie, na co Krzysztof Czubaszek wskazywał już w swojej monografii wsi Skrzyszew):
„Najgorsze warunki pracy występowały niewątpliwie w obozach gospodarki wodnej. Pomieszczenia przeznaczone dla uwięzionych tam ludzi były bardzo prymitywne (stodoły, szopy, obory). Więźniowie zatrudnieni przy robotach melioracyjnych nie otrzymywali żadnej specjalnej odzieży ani butów do pracy w wodzie. Wiele osób umierało na skutek głodu, nieludzkich warunków mieszkaniowych i sanitarnych. Ludzi kierowano do kopania kanałów i nasypów czy też wiklinowania i plantowania brzegów”.
Dalej dr Mańko przywołuje relację Lajbisza Barna, który przeszedł przez obozy pracy w Łapiguzie i Rogoźnicy koło Międzyrzeca, pochodzącą z księgi pamięci „Sefer Lukow” (Tel Awiw 1968), która przywołana została w książce „Żydzi Łukowa i okolic”. Przytoczmy tu to, co dotyczy obozów w Dmininie i Ulanie oraz innych w pobliżu Łukowa:
„W obozie w Dmininie, w latach 1941–1942, trzystu Żydów pracowało nad Stanówką przy kopaniu rowu we wsi Gołąbki. Więźniowie mieszkali w stodole. Podczas likwidacji obozu zostali wywiezieni do stacji kolejowej w Łukowie. Pracujący tam Lejb Szliterman zapamiętał:
«Za ciężką pracę dostawało się 280 gr chleba dziennie, a do tego nie oszczędzano bicia. Jednego ukarano pięcioma uderzeniami na gołe ciało tylko dlatego, że nie stanął od razu w szeregu. Jego głowę wetknięto do taczki, SS-man usiadł na nim, a mnie nakazał, abym bił tego Żyda grubym kijem. Kiedy nie wykonałem tego rozkazu, zabrali mnie i wymierzono mi 5 uderzeń tym samym potężnym kijem. Tylko 3 razy poczułem wielki ból... Cały wieczór przykładano mi zimne kompresy».
Prace nad Stanówką wykonywali również Żydzi umieszczeni w obozie w Ulanie. Obóz ten istniał w latach 1940–1942. Pracowało w nim czterysta osób. Obozowi temu poświęcona została nawet notatka w «Gazecie Żydowskiej» [6 września 1940 roku, numer 14, strona 3]:
«Robotnicy prędko przystosowali się do tej pracy, przyswoili sobie karność i obowiązkowość panujące w obozie i są ze swej pracy zupełnie zadowoleni. Obóz pracy w Ulanie słynie jako jeden z najlepszych obozów w okolicy. Judenrat tutejszy nie patrzy obojętnie na Żydów z obozu. Z jego inicjatywy urządzono tam apteczkę, ułatwiono robotnikom kontakt z domem, a dla pobożnych Żydów dostarczono rytualnego mlecznego jedzenia».
Były to jednak tylko propagandowe slogany. Obóz w Ulanie został zlikwidowany 31 października 1942 roku. W Strzyżewie trzystu Żydów z Polski i Czechosłowacji pracowało przy pogłębianiu rzeki Krzna. Obóz istniał przez pół roku, od maja do listopada 1942 roku. Podczas likwidacji obozu więźniów wywieziono do stacji kolejowej w Łukowie. Najmniejszym obozem gospodarki wodnej był obóz w Staninie, gdzie 150 Żydów prowadziło prace nad Wilkojadką. Obóz istniał przez krótki czas w 1941 roku i mieścił się w budynku parafialnym”.
Na koniec przytoczmy obszerny fragment artykułu dr. Mańki dotyczący podłukowskich obozów gospodarki rolnej:
„Do obozów zakładanych przy majątkach ziemskich na terenie powiatu radzyńskiego kierowano nie tylko Żydów miejscowych, lecz także pochodzących z Czechosłowacji. Takie obozy istniały w Wólce Domaszewskiej, Staninie i Tuchowiczu. Wszystkie trzy zostały utworzone w 1942 roku i istniały zaledwie kilka miesięcy. Ze względu na ich efemeryczny charakter i datę utworzenia (tuż przed zagładą) można nawet powiedzieć, że były to być może obozy przejściowe. Z zachowanych materiałów archiwalnych nie wynika bowiem jednoznacznie, że przebywający w nich Żydzi byli zmuszani do pracy. Wiadomo jednak, że część z nich pracowała w miejscowych gospodarstwach. Nie jest to jednak sprawa do końca wyjaśniona. Z kolei z obozu w Tuchowiczu poszczególne osoby były zabierane do pracy w innych miejscowościach. Trzeba także zauważyć, że obozy te nie były ogrodzone ani stale dozorowane przez strażników. Nie było tam również niemieckiej administracji. Co jakiś czas miejsca te były jednak patrolowane przez niemieckich żandarmów. Dochodziło ponadto do mordowania znajdującej się tam ludności żydowskiej. Z dokumentów wynika, że obozy posiadały jakiś rodzaj «samorządu» składającego się z przebywających w nim Żydów oraz żydowską policję porządkową (z wyjątkiem obozu w Tuchowiczu, który podlegał w tym zakresie obozowi w Staninie). Policjanci żydowscy, uzbrojeni w pałki i noszący specjalne opaski, pilnowali innych Żydów, żeby nie oddalali się zbytnio. Przejdźmy teraz do omówienia poszczególnych placówek.
Obóz w Wólce Domaszewskiej został założony na początku 1942 roku i zlikwidowany jesienią tego roku. Znajdował się na terenie folwarku należącego do Wacława Biernackiego. Przebywało w nim około czterystu Żydów z Czechosłowacji, przeważnie starców i kobiet z dziećmi. Mężczyzn było niewielu. Obóz nie był stale strzeżony przez strażników. Był jednak patrolowany przez Niemców dojeżdżających z Domaszewnicy. Żydzi mieszkali w szopie drewnianej na terenie folwarku, która wcześniej służyła do przechowywania węgla opałowego na potrzeby gorzelni. Szopa miała wymiary 40 m na 15 m i nie posiadała okien. W budynku tym nie było łóżek. Wszyscy spali na słomie dostarczonej przez Biernackiego. Ponadto Żydzi zamieszkali w stodole i w nieużywanych chlewach. Jak zapamiętał świadek, Żydzi mieli pościel i garnki, w których gotowali posiłki na improwizowanych paleniskach z cegieł. Biernacki zezwolił im na branie ziemniaków i warzyw. Inne produkty, jak mleko, Żydzi kupowali od okolicznych chłopów. Ponadto dwa razy w tygodniu do obozu dowożono chleb z Łukowa. Furmanka była wynajmowana od miejscowych chłopów, a po chleb jeździł «wybrany przez Żydów strażnik ubrany w granatowe ubranie (mundur) z opaską na rękawie, na której namalowana była żydowska gwiazda, i miał ze sobą gumową pałkę” [zeznanie Józefa Kabatowskiego z 1968 roku]. Opis strażnika wyraźnie sugeruje, że w obozie zorganizowana była policja porządkowa złożona z Żydów. W obozie brakował jednak odpowiedniej ilości żywności. Niektórzy Żydzi chodzili po wsi i sprzedawali odzież i buty, które wymieniali na jedzenie.
Wśród ludności przebywającej w obozie znajdowali się rzemieślnicy, krawcy, a także lekarz, który chodził po wsi Wólka Domaszewska i leczył ludzi. Lekarz ten został zaproszony przez Biernackiego do jego domu, gdzie miał do dyspozycji własny pokój. W obozie nie było obowiązku pracy. Niektórzy Żydzi, nieposiadający odpowiednich środków, pracowali dorywczo w ogrodzie przy pieleniu warzyw i ich zbiorze w zamian za wynagrodzenie. Pracowali również przy żniwach i przy kopaniu ziemniaków. W dniu likwidacji obozu (jesień 1942 roku) przyjechali Niemcy samochodem ciężarowym i załadowali do niego kobiety oraz dzieci. Pozostałe osoby ustawili w czwórki i poprowadzili w kierunku Łukowa [zeznania Jana Grzywacza i Antoniego Stachowicza z 1966 roku oraz Józefa Kabatowskiego z 1968 roku].
Krótkotrwały charakter miał również obóz pracy w Staninie, który istniał od czerwca do sierpnia 1942 roku. Przebywało w nim około 250 Żydów przywiezionych z Czechosłowacji, w tym kobiety i dzieci. Ludność ta rozmieszczona została częściowo w remizie strażackiej, częściowo w prywatnych mieszkaniach miejscowej ludności żydowskiej. W żywność Żydzi zaopatrywali się we własnym zakresie, kupując ją od rolników lub otrzymując w zamian za wykonywaną pracę. Niektórzy z Polaków przekazywali żywność nieodpłatnie. Pomocy udzielali im także miejscowi Żydzi, których w Staninie mieszkały 32 rodziny. Na miejscu znajdował się posterunek policji granatowej, do którego co jakiś czas przyjeżdżali żandarmi z Łukowa. Ludność żydowska nie była jednak stale dozorowana. Żydzi mieli możliwość swobodnego poruszania się po całej miejscowości. Posiadali własny «zarząd» i policję żydowską, która nosiła specjalne opaski. W okresie ich pobytu zdarzały się przypadki zabójstw dokonywanych rzez przyjezdną żandarmerię niemiecką. Zwłoki pomordowanych chowano w miejscu grzebowiska dla zwierząt. W sierpniu 1942 roku obóz został zlikwidowany, a przebywająca w nim ludność została przewieziona furmankami do getta w Łukowie. Jedna rodzina żydowska składająca się z trzech osób ukryła się u miejscowych Polaków i nie została wywieziona. Na skutek donosu Niemcy znaleźli jednak ukrywających się Żydów. Zostali oni rozstrzelani i pochowani w pobliżu cmentarza w Staninie. Po wojnie ich zwłoki zostały ekshumowane [pismo Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej w Staninie oraz zeznania Franciszka Goławskiego i Józefa Gajowego z 1968 roku; sprawozdanie ze śledztwa z 1969 roku].
W tym samym czasie co w Staninie zorganizowany został obóz w Tuchowiczu. Przebywało w nim około trzystu Żydów z Czechosłowacji, w tym kobiety i dzieci. Liczba osób w obozie nie była jednak stała, ponieważ przyjeżdżali do niego dość często Niemcy i zabierali młodsze osoby do pracy w innych miejscowościach. Zabrani przez Niemców Żydzi nie wracali już do obozu w Tuchowiczu. Żydów zakwaterowano w dużej dworskiej stodole, w której spali na słomie. Z braku miejsca panował tam wielki ścisk. Wyżywienie otrzymywali od miejscowej gminy (chleb i ziemniaki). Część z nich pracowała u miejscowych rolników, otrzymując w zamian żywność. W samym Tuchowiczu Żydzi nie byli wykorzystywani do pracy. Nie byli też praktycznie pilnowani. Jak zeznał świadek: «Jedynie przychodzili do Tuchowicza Żydzi z odległego od dwa kilometry Stanina i pilnowali swoich rodaków, aby nie chodzili po innych wsiach» [zeznanie Pawła Kopcia z 1969 roku]. Obóz w Tuchowiczu nie posiadał własnego «samorządu». Jesienią 1942 roku został zlikwidowany, a Żydów zaprowadzono do Łukowa. (...)
Niewiele więcej wiadomo o obozie pracy w Łapiguzie koło Łukowa. Istniał on w latach 1941–1942 i mieścił się na terenie koszar wojskowych. Przebywali w nim Żydzi z Polski, Czech i Węgier. Znajdujący się tam Żydzi prowadzili prace porządkowe między innymi przy koszarach i stajniach niemieckiego wojska [relacja wspomnianego wyżej Lajbisza Barna z księgi «Sefer Lukow»]. W październiku lub listopadzie 1942 roku robotnicy zostali przyprowadzeni z Łapiguzu do Łukowa i umieszczeni na placu przed synagogą. Stamtąd zostali wywiezieni koleją do obozu zagłady Treblinka II [relacja N.H. z księgi «Sefer Lukow»]”.