Podczas XVIII sesji Rady Miasta Łuków, która miała miejsce 15 marca 2016 r., poruszona została m.in. kwestia dawnego żydowskiego domu modlitwy przy ul. Browarnej, który władze miasta rozebrały i postanowiły urządzić w jego miejscu parking. Udzielając informacji na ten temat, burmistrz Łukowa Dariusz Szustek odniósł się, w swoim kpiąco-lekceważącym stylu, do osoby i działalności dr. Krzysztofa Czubaszka, od lat działającego na rzecz pamięci o dawnej społeczności żydowskiej Łukowa i okolic.
(Źródło: Master TV)
Odpowiedź dr. Krzysztofa Czubaszka na tę wypowiedź:
Szanowny Panie Burmistrzu
Na sesji Rady Miasta Łuków określił mnie Pan „wielbicielem w cudzysłowiu” (przemilczmy tu tę językową niezgrabność), „który by gminie żydowskiej wszystko oddał, tylko szkoda, że nie ze swojego”.
Śpieszę więc wyjaśnić, iż jestem nie tyle wielbicielem, co kustoszem pamięci o połowie populacji miasta Łukowa, którą spotkała ogromna tragedia – została wymordowana i starta z powierzchni ziemi. Tej połowie mieszkańców miasta, która dla Pana najwidoczniej bliska sercu nie jest i nigdy nie była, sądząc po nastawieniu do różnych projektów upamiętniających łukowskich Żydów, których Pan nie tylko nie wspierał, ale też, bywało, którym się Pan przeciwstawiał. Mam tu na myśli np. moją inicjatywę zbudowania pomnika w miejscu dawnej synagogi. Sam Pan w powyższej wypowiedzi potwierdza, że pomnika owego nie chciał Pan w centrum miasta, tam gdzie stała synagoga, tylko proponował Pan, by go ulokować w odludnym zakamarku, jakim jest ul. Browarna. Zaiste, trudno Pana postawę uznać za sprzyjającą pamięci o żydowskich mieszkańcach Łukowa. Pomnik u zbiegu dawnej ul. Bóżnicznej i Staropijarskiej na szczęście powstał, dzięki memu uporowi, listom otwartym publikowanym w lokalnej prasie, dzięki zaangażowaniu wielu ludzi dobrej woli, choć i tak musiał Pan pokazać, kto w Łukowie rządzi, bowiem przesunął Pan pomnik z o wiele bardziej dogodnej działki od strony sądu, gdzie przed wojną synagoga sąsiadowała z domem modlitwy, na miejski plac pod drugiej stronie ulicy. Ale dobre i to. Ważne, że pomnik powstał.
Pana wypowiedź, że wszystko oddałbym gminie żydowskiej, i kąśliwy komentarz, iż szkoda, że nie ze swojego, uważam za skandaliczną i wysoce krzywdzącą. Niczego nie zamierzałem i nie zamierzam nikomu oddawać, bo nie jest to w mojej gestii i nie tym się zajmuję. Oddać to może sąd, jeśli uzna to za stosowne i uzasadnione. Ja od wielu lat zajmuję się jedynie przywracaniem pamięci o ludziach, którzy żyli w Łukowie, współtworzyli to miasto, byli jego pełnoprawnymi obywatelami. Ludziach, których tragedia widocznie Pana nie porusza, skoro moja działalność tak Pana razi i uwiera. A jeśli chodzi o „oddawanie ze swojego”, to najwidoczniej Pan nie zauważył, że od dekady na pracę na rzecz historii Łukowa poświęcam bardzo dużo własnego czasu, pracy, starań, a też i środków finansowych. Może Pan już zapomniał, że tablicę pamiątkową w miejscu dawnego magistratu, gdzie ginęły setki niewinnych istot, ufundowałem z własnych pieniędzy. Pan, Panie Burmistrzu, nie wsparł tego projektu. Widocznie uznał Pan, że nie warto. Jak więc Pan widzi, „oddaję ze swojego”. Oddaję nie gminie żydowskiej, lecz mieszkańcom Łukowa. Oddaję im zapomnianą część historii ich miasta. Może to Pana zdziwi, ale wielu mieszkańców jest tym szczerze zainteresowanych. Wielu też mnie w mojej działalności wspiera, za co jestem im wdzięczny.
Nawiążę jeszcze krótko do żartobliwego pomysłu, który się Panu tak spodobał, by upamiętnić nie tylko rozebrany żydowski dom modlitwy, ale też siedzibę PSS. Osobiście nie mam nic do PSS, ale jeśli wielowiekową historię żydowskiej społeczności miasta, zakończoną niewyobrażalną tragedią, zrównuje Pan z kilkudziesięcioletnią historią tego czy innego podmiotu gospodarczego, to we mnie budzi to, delikatnie mówiąc, niesmak. Ale jak widać każdy ma własne poczucie smaku.
Wypowiedź swą kończy Pan wezwaniem, by zachować zdrowy rozsądek. Jeżeli przejawem zdrowego rozsądku ma być ignorowanie dziejów miejscowej społeczności żydowskiej, udawanie, że nie istniała, nie była tak liczna, nie miała znaczenia w rozwoju i życiu miasta, nie kształtowała jego oblicza, w tym także architektonicznego – to ja z tak pojętym zdrowym rozsądkiem zgodzić się nie mogę. Chcę więc brać za dobrą monetę deklarację, która wieńczy Pana wypowiedź, złożoną na tle szczytnego hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”: że jeżeli będzie potrzeba umieszczenia tablicy w miejscu rozebranego domu modlitwy, to nie będzie przeszkód. Potrzeba, Panie Burmistrzu, jest. Wynika ona z szacunku do przeszłości. Czekamy więc na inicjatywę, w wyniku której tablica przy ul. Browarnej powstanie.
Krzysztof Czubaszek