W poniedziałek rano po święcie Simchat Tora (Radość Tory), które w 1942 r. obchodzone było 4 października, Niemcy wraz z ukraińskimi i łotewskimi pomocnikami oraz polskimi granatowymi policjantami otoczyli getto w Łukowie i rozpoczęli jego likwidację. Oznaczało to mordowanie ludzi na miejscu oraz pędzenie ich do wagonów i wywożenie do komór gazowych. Po najbardziej radosnym dla wyznawców judaizmu dniu przyszedł dzień najtragiczniejszy.
12 października 2020 r. też był poniedziałek po święcie Simchat Tora. Po 78 latach między kalendarzem chrześcijańskim i żydowskim różnica wynosiła tydzień. W Izraelu właśnie tego dnia potomkowie Żydów łukowskich wspominali tragedię swych przodków – upamiętniająca ich uroczystość odbyła się w Jad wa-Szem. Pamiętano o nich także w Warszawie. Dr Krzysztof Czubaszek wspólnie z Agatą Steczkowską zorganizował w siedzibie jej fundacji wieczór poświęcony kronikarzowi łukowskiego Holokaustu – Stanisławowi Żemisowi, człowiekowi o wielkiej wrażliwości i ciekawej biografii. Wśród uczestników spotkania znaleźli się jego potomkowie – syn Adam i wnuczka Aleksandra. Był też Piotr Giczela, dziennikarz „Tygodnika Siedleckiego”, który przyjechał z Łukowa. Tak się niezwykle składa, że mieszka on niemal dokładnie w tym miejscu, w którym stał dom Stanisława Żemisa...
Wieczór w Salonie Agaty Steczkowskiej obfitował też w akcenty artystyczne. Członkowie prowadzonego przez nią chóru wykonali kilka piosenek żydowskich, a wybitny młody pianista Artur Sychowski, występujący pod scenicznym pseudonimem ARTur Moon, zagrał wiązankę klezmerskich melodii, wiele przy tym poddając swej niezwykłej improwizacji. Wspomnieniową uroczystość zakończyła dyskusja o niezagojonych ranach przeszłości.
(Fot. Marzena Wyszyńska /9/)